niedziela, 22 października 2017 r.

Magazyn

On z Polski, ona z Ukrainy. Zastanawiają się, gdzie zamieszkać po ślubie. W Polsce łatwiej coś zaplanować, na Ukrainie bardziej za to doceniają fachowość.

Poznali się na lubelskiej uczelni. Oboje byli i są zwolennikami pomarańczowej rewolucji. Marija Bezpalko, wtedy studentka psychologii KUL, manifestowała na Placu Litewskim. Student Józef Ulrich jeździł podczas wyborów na Ukrainę jako międzynarodowy obserwator. Wierzyli, że gdy nastanie Juszczenko, wiele się zmieni. Co? - Że będą lepsze drogi, wyższe pensje, wolność słowa - odpowiadają.

Niebieski odcień ślubu

Co dziś odczuwają, gdy obserwują, jak na kijowskim Majdanie "niebiescy” zwolennicy premiera Janukowycza protestują przeciwko prezydentowi Juszczence, symbolowi pomarańczowej rewolucji?
- Juszczenko okazał się za słaby, bo w polityce trzeba postępować jak w biznesie: twardo. A Juszczenko biznesmenem nie jest - mówi Marija.
Dodaje, że słyszała, iż "niebiescy” protestujący na kijowskim Majdanie dostają za to pieniądze. - Coś w tym musi być. Telewizja zapytała ich, czy to prawda, że otrzymali za to po 200 hrywien. Zaprzeczyli. Odpowiedzieli przed kamerami, że "aż tyle to nie dostali”.
Mają zamiar się pobrać, ale nie wiedzą jeszcze, gdzie chcą zamieszkać. - W Lublinie łatwiej cokolwiek zaplanować. Zarabia się dajmy na to 1000 zł, 500-600 idzie na mieszkanie, reszta zostaje. Do tego dochodzi pensja żony. Jakoś życie można sobie ułożyć - mówi Józef.
Tymczasem we Lwowie różnie z mieszkaniami bywa. Można dwupokojowe znaleźć. Z dala od centrum to nawet za 200 dolarów (nie całe 600 zł). A dobra pensja też zaczyna się od takiej sumy (1000 hrywien - 600 zł).
- I wcale nie jest powiedziane, że mieszkanie to będzie w miarę w wygodnej i bezpiecznej dzielnicy - dodaje Marija. - Na taki wynajem nie stać, na przykład, nauczycieli, którzy zarabiają po 450 hrywien.

Miłość w cieniu marszrutki

Lwów to też specyficzny styl życia. Kogoś może to śmieszyć, ale w tym mieście sztuką jest choćby poruszanie się po ulicach. Mówi się nawet o tzw. "lwowskiej szkole jazdy”; przepisy drogowe nie zawsze są przestrzegane, a pieszy czy kierowca musi "kombinować”, żeby dojść lub dojechać do celu.
- Dlatego nie ma się mi co dziwić, że już dziś zastanawiam się, czy gdy będę miał dziecko, to nie wpadnie pod koła marszrutki - zastanawia się Józef. - Marszrutka to taki miejski bus pełniący rolę taksówki.
A praca? no właśnie.
- Możliwości są większe niż w Polsce - mówi Marija. - Pracy we Lwowie jest coraz więcej.
Jeszcze do niedawna razem z Józefem pracowała tutaj w wydawnictwie. - Już po kilku tygodniach dostrzeżono jego umiejętności i chciano zrobić go kierownikiem działu - mówi.

Szansa

Na razie Marija jest bezrobotna. Nie ukrywa, że dyplom polskiej uczelni budzi u niektórych zazdrość i dlatego niekoniecznie szybko można znaleźć zatrudnienie albo awansować. Dopatruje się szansy w tym, że na korzyść zmieniły się przepisy dotyczące zakładania małych prywatnych firm. Już za 25 hrywien w ciągu 2-3 dni można zarejestrować swoją firmę. To szansa.
Pytana, co jak najszybciej powinno zmienić się na Ukrainie, odpowiada: - Gdy w marszrutce ktoś mnie uderzy łokciem, nie przeprosi. W Polsce przepraszają. Gdy się u nas wchodzi do sklepu, nie ma zwyczaju, żeby powiedzieć "Dzień dobry”. To się powinno zmienić!
A korupcja zniknąć.
Po pomarańczowej rewolucji nikt już nie może narzekać na wolność słowa. Staniała także telekomunikacja. Ale oczekiwano większych, istotniejszych zmian. Zwolennicy Juszczenki przez pierwszy rok byli cierpliwi.

Zmiana kolorów

Mówili: on potrzebuje czasu.
Mówili: był otruty, choruje, ale gdy wyzdrowieje, weźmie się do roboty.
Nie za bardzo to wyszło.
Za to syn Juszczenki opatentował symbole pomarańczowej rewolucji i teraz na tym zarabia. Julia Tymoszenko - kiedyś ramię w ramię z Juszczenką - rozgrywa własną partię politycznych szachów i na dobrą sprawę nie wiadomo dziś, czy jest jeszcze "pomarańczowa”, czy już "niebieska”.
A korupcja, jeden z najważniejszych problemów ukraińskiego społeczeństwa, pozostała.
Olga i Witalij, studenci lwowskiego uniwersytetu, chętnie o tym opowiedzą. - Pod warunkiem, że nie ujawnicie naszych nazwisk.
Boli ich, że gdy spotykają kolegów ze wschodniej "niebieskiej” Ukrainy, to czują się zażenowani. - Oni mówią, że nie płacą, aby dostać się na studia. U nas to już tradycja. W Kijowie podobno trzeba wyłożyć nawet 5 tysięcy dolarów, żeby dostać się na renomowany kierunek. We Lwowie za zwykły egzamin trzeba zapłacić od 20 do nawet 200 dolarów.

Wspólnota majątkowa

Olga i Witalij zauważyli, że coś niedobrego dzieje się nawet w szkołach podstawowych. - Kiedyś uczniowie woleli nie ściągać, martwili się o wyniki sprawdzianów. Teraz nie.
Dlaczego?
Jak to dlaczego? przecież rodzice zapłacą...
Z pracą podobnie. Żeby zarobić, trzeba najpierw zapłacić.
- A tu Europa wszystko obserwuje - mówi Witalij. - I może się od Ukrainy odsunąć. Na nic nasze rewolucje, skoro potem się okazuje, że w łapę biorą już i pomarańczowi, i niebiescy.

Nadzieja

Niedawno Marijka i Józef chcieli jechać do Niemiec. On mógł, ona nie: - Już miała problemy z wizą. Mój tato, wykładowca w Lublinie, z pochodzenia Niemiec, interweniował nawet u konsula. I co? I nic. Niewiele wskórał - przyznaje Józef Ulrich. - Ale mamy nadzieję, że to się jednak wkrótce zmieni

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!