środa, 16 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Poskromienie komorników

Dodano: 14 czerwca 2007, 11:04

Na związkowców z działu podatkowej egzekucji spadły plagi. A działo się to w Pierwszym Urzędzie Skarbowym w Lublinie.

Po kolei dostawali od naczelnika kwity o przeniesieniu na inne, gorzej płatne stanowiska.
Samotnym związkowcem wśród podatkowych egzekutorów został Łukasz Głowacki, wiceprzewodniczący związkowej komórki. Chociaż i jego naczelnik "jedynki”, Henryk Kolar próbował przenieść, to ochroniła go związkowa ustawa.
- Teraz pracuję z ludźmi, którzy albo zrezygnowali z bycia związkowcem, albo przyszli tu z innych działów - mówi rozgoryczony Goławski.

Dobre czasy

Wszystko zaczęło się zaraz po tym, jak pracownicy zawiadomili naczelnika o założeniu związku. - Czy to nie dziwne? - pyta Tomasz Lis, przewodniczący lubelskiej komórki związku.
W okresie "przed związkowym” podatkowi komornicy z działu egzekucyjnego spokojnie zajmowali wynagrodzenia i wchodzili na hipoteki ściągając zaległości podatkowe. W dziale było ich dwunastu. Każdy z nich miał pod sobą skrawek Lublina i poborców, którzy chodzili po firmach i domach i zajmowali to, co się fiskusowi należało.
- Praca niewdzięczna, bo można zebrać od najgorszych takich i owakich, ale w urzędzie było spokojnie - wspominają.
Niedogodności rekompensowało wyższe wynagrodzenie, a zwłaszcza prowizja: prawie dwa procent od ściągniętych pieniędzy.
- O założeniu związku myśleliśmy już prawie od roku - mówi Lis. - W Wałczu powstał związek, który zrzesza pracowników takich działów, jak nasz. - Chcieliśmy mieć jakąś reprezentację. A że w dziale pracował zgrany zespół, wstąpili niemal wszyscy.
Związkowcy pod koniec stycznia zawiadomili swego naczelnika o powstaniu Zakładowej Organizacji Związkowej Pracowników Egzekucji Administracyjnej. Mieli w sumie 14 członków i status organizacji zakładowej, z którą trzeba konsultować posunięcia kadrowe. A nawet prosić o zgodę na przesunięcia szefów związkowej komórki.

Paraliżują

I zaraz dla związkowców przyszły ciężkie czasy. Lis, który dostał nawet pod koniec roku nagrodę od naczelnika Kolara, teraz został czarną owcą. Bo według szefa tworzy grupę, która próbuje "sparaliżować” jego urząd.
A że źle się dzieje, naczelnik dał znać już na naradzie, którą zwołał piątego lutego. Związkowcy mowę naczelnika odebrali jednoznacznie: powstanie związku mu się nie spodobało.
- Mówił, że będzie reagował na sytuacje, kiedy osoby toksyczne źle wpływają na innych pracowników - wspomina Tomasz Kurcewicz, sekretarz komisji związkowej.
Tego dnia z bycia w związku zawodowym zrezygnowała jedna pracownica. Dalej pracuje na swoim stanowisku. Podobnie dwie kolejne osoby, które parę dni potem wycofały się ze związkowej działalności.

Związek egzekutorów bez egzekutorów

Plagi spadały na tych, którzy przy związku trwali. Naczelnik zawiadomił związek, że zamierza przesunąć do innego działu Łukasza Głowackiego, wiceprzewodniczącego związku. Powód: konieczność wzmocnienia komórki VAT doświadczonymi pracownikami. A to wiązało się z obniżeniem poborów (strata prowizji). Związek się nie zgodził i Głowacki został na swoim miejscu.

Co stało się z innymi?

Musieli się pożegnać z prowizją. Związkowa ustawa chroni także przewodniczącego Lisa. Naczelnik w dziale go zostawił, ale przesunął go do innych obowiązków. Lis stracił prowizję.
Do oddziału VAT został przeniesiony kolejny związkowiec. Też "dla wzmocnienia”, choć w takim dziale nigdy wcześniej nie pracował. Tym razem naczelnik nie musiał pytać o zgodę związku.
Kurcewicz, sekretarz związku, trafił do wydziału podatku dochodowego. Naczelnik przeniósł go w trosce "o podnoszenie kwalifikacji zawodowych i stworzenie grupy wszechstronnie wykwalifikowanych pracowników urzędu”. Takie same zamiary naczelnik miał wobec dwóch kolejnych pracownic, członków związku. Miały iść wzmacniać dział podatku VAT, w którym nigdy nie pracowały. Jedna z kobiet dalej egzekwuje zaległe podatki, bo przeniosła się do trzeciego urzędu skarbowego. Druga "wzmacnia” VAT.
Za każdym razem naczelnik, jak nakazuje ustawa związkowa, prosił związek o opinie na temat przeniesienia jego członków. Związek protestował. Naczelnik, przy przenoszeniu szeregowych związkowców, nie potrzebował jednak zgody. Robił swoje i przenosił.

Nie będzie się tłumaczył

Naczelnik Kolar najpierw umawia się z nami na rozmowę o związkowcach, ale zaraz potem do przekazania swego stanowiska wyznacza Katarzynę Bryl, kierownika działu obsługi interesantów. I rzeczywiście Bryl przekazała nam stanowisko naczelnika, że przesunięcia w dziale egzekucji z założeniem związku nic wspólnego nie miały, a ich przyczyną była reorganizacja urzędu. Pracownicy egzekucji dostali szansę zdobywania wiedzy w innych komórkach.
Bryl chce jednak listownej autoryzacji tego, co powiedziała. Potem na e-maila ze swoją wypowiedzią odpisuje, że naczelnik Kolar uznał, iż "nie ma obowiązku tłumaczenia się ze swoich decyzji”, a do ich kontroli powołane są odpowiednie organy. I znowu w imieniu naczelnika, chciała autoryzacji wypowiedzi.

Przesłuchania, dochodzenia, inspekcje

Związkowy liżą rany i chodzą na przesłuchania na policję. W jednym dochodzeniu skarżą się na naczelnika. W drugim, wszczętym po rozrzuceniu pod urzędem ulotek szkalujących naczelnika, tłumaczą, że nie mieli z tym nic wspólnego.
Urząd Skarbowy kontrolowała inspekcja pracy. Nakazała przywrócić do poprzednich obowiązków przewodniczącego Lisa. Ponadto inspekcja chce, żeby w urzędzie ustalono zasady postępowania, które będą przeciwdziałać "dyskryminacji w zatrudnieniu i mobbingowi”.
W samym urzędzie atmosfera zrobiła się jakby spokojniejsza. W związku zostało 11 osób, porozrzucanych po całym urzędzie. A przewodniczący Lis nie musi się już tłumaczyć swemu kierownikowi, że na 3,5 minuty wyszedł do innego pokoju. - Dostałem tylko polecenie, aby meldować wyjście z pokoju na dłużej niż 10 minut, nawet jeśli wychodzę do innego pokoju w urzędzie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!