środa, 22 listopada 2017 r.

Magazyn

Pożeniłem 10 procent miasta

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 listopada 2006, 10:37
Autor: Dominik Smaga

Bardzo często u lekarza, w urzędzie lub w autobusie ludzie mówią mi, że udzielałem im ślubu. Podobno mam szczęśliwą rękę. Ale to nie ja zapewniam szczęście małżeńskie. Liczy się wzajemne zaufanie, szacunek i miłość. Teraz, po 14 tysiącach ślubów, odchodzę na własną prośbę. Będę robił nalewki.

• Ile przepracował pan w Urzędzie Stanu Cywilnego?
- 30 lat. Co do dnia.
• Ilu ślubów udzielił pan w tym czasie?
- Około 14 tysięcy. Dokładnie nie jestem w stanie policzyć.
• Czas na matematykę. 14 tysięcy par to 28 tysięcy ludzi. Lublin ma ok. 350 tysięcy mieszkańców. Odejmując niepełnoletnich, wychodzi na to, że pożenił pan 10 proc. miasta...
- Myślę, że przez tyle lat tak jest faktycznie.
• I jak się pan czuje z tą świadomością?
- Bardzo dobrze.
• Pamięta pan pierwszy ślub?
- To było 28 grudnia 1976 roku w Ratuszu. Na stole ceremonialnym był przycisk, którym włączało się marsz weselny Mendelssohna. W tym dniu dwukrotnie ze zdenerwowania włączyłem marsz przed zakończeniem ceremonii. Bardzo szybko zlikwidowałem ten przycisk. Zastąpiłem go mikrofonem, dzięki któremu siedzący w sąsiednim pokoju pracownik wiedział, kiedy kończy się ślub i włączał muzykę.
• Przez 30 lat można chyba wpaść w rutynę?
- Za każdym razem przeżywałem ślub w indywidualny sposób. Nie ma dwóch takich samych ceremonii ślubnych.
• Zdarzają się jakieś nietypowe?
- Takich przypadków miałem wiele. Kiedyś stawił się przede mną kompletnie posiniaczony pan młody. Pytam go, co się stało. A on mi mówi, że to przyszli szwagrowie go tak załatwili, bo nie chciał żenić się z ich siostrą. Kiedyś udzieliłem ślubu równocześnie trzem parom - muzykom orkiestry wojskowej, którzy bardzo mnie prosili o wspólną ceremonię, na której będzie grała orkiestra wojskowa. W pamięci bardzo utkwiła mi też jedna para. Ona była młodą, piękną kobietą, on był sparaliżowany, poruszał się na wózku inwalidzkim.
• Dawno to było?
- Kilka lat temu. Ona była studentką psychologii i podczas praktyk w Domu Pomocy Społecznej poznała chłopaka sparaliżowanego od pasa w dół na skutek urazu kręgosłupa.
• Skąd pan wie takie rzeczy? Nowożeńcy się zwierzają?
- W sprawie tej studentki interweniowali u mnie jej rodzice. Nie chcieli takiej przyszłości dla jedynaczki. Wiele razy błagali mnie, żebym nie udzielał im ślubu.
• Ale nie można ot, tak nie udzielić ślubu?
- Nie można.
• Zdarzyło się kiedyś, że małżeństwo nie doszło do skutku?
- Raz w holu urzędu spotkałem parę, która później nie stawiła się na ceremonię. Nie wiem, dlaczego. Miałem też inną przygodę. Przyjąłem przysięgę od młodego, a kiedy przyszła kolej na młodą, ta osunęła się do stóp narzeczonego. Do ślubu nie doszło.
• Wcale?
- Wcale. Mimo że w "Europie” czekało przyjęcie na 80 osób. Prawdopodobnie nie chciała wyjść za tego człowieka i wymyśliła taką sztuczkę.
• Czy ludzie, którym udzielał pan ślubu, odzywają się po latach?
- Bardzo często miewałem i miewam takie sytuacje, że wchodząc do lekarza, urzędu, czy jadąc autobusem słyszę jak pani, czy pan zwraca się do mnie: "A! To pan udzielał nam ślubu!”
• Dziękują, czy składają reklamacje?
- Zawsze pytam, czy miałem szczęśliwą rękę. Odpowiadają, że tak. Ale chcąc poznać nie tylko tę przyjemną stronę życia, przez cztery kadencje byłem ławnikiem w sądzie, w Wydziale Rodzinnym, gdzie spotkałem parę, której pół roku wcześniej udzieliłem ślubu. Największym przeżyciem były dla mnie śluby dzieci tych małżonków, których ja kiedyś łączyłem. Wiem, że krąży w mieście opinia, że mam szczęśliwą rękę. Chociaż ja zawsze powtarzam, że ani osoba udzielająca ślubu, ani miesiąc, ani pogoda nie zapewniają szczęścia małżeńskiego. Zapewnia je wzajemne zrozumienie, szacunek i miłość.
• Ale odkąd pojawiły się śluby konkordatowe, Urząd Stanu Cywilnego ma chyba zdecydowanie mniej pracy?
- Tak. Od 1998 roku znacznie ubyło nam ceremonii, za to przybyło wiele formalności. Śluby są zdecydowanie przyjemniejsze.

• Dlaczego odszedł pan na emeryturę?
- Na własną prośbę.
• Znudziła się panu ta praca?
- Nie. Ale w pewnym momencie należy powiedzieć sobie "dość”.
• I nie będzie panu brakować ślubów?
- W pierwszym okresie na pewno tak. Później się przyzwyczaję.
• To co pan będzie robił na emeryturze?
- Na pewno więcej czasu poświęcę swojemu ogródkowi działkowemu przy ul. Stary Gaj. To spora działka. Mam dużo pracy w Stowarzyszeniu Urzędników Stanu Cywilnego Rzeczypospolitej Polskiej, gdzie ponownie zostałem wybrany na wiceprezesa Zarządu Głównego. Jestem szefem dużego oddziału lubelskiego. Zasiadam w Radzie Programowej Europejskiego Stowarzyszenia Urzędników Stanu Cywilnego, właśnie przygotowujemy się do przyszłorocznego kongresu w Gandawie. Szykuję już poradnik dla kierowników USC. I na pewno znajdę więcej czasu na moją największą pasję: robienie nalewek.
• Gdzie brał pan ślub?
- W Chełmie, w tamtejszym USC i bazylice. To parafia mojej żony.
• Dawno to było?
- 46 lat temu.
• I jak się układa w małżeństwie?
- Świetnie. Mamy dwóch synów, sześcioro wnuków...
• Napisze pan poradnik, jak szczęśliwie żyć w małżeństwie?
- Nie. To każdy musi sam sobie poukładać.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!