wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Przerażające opowieści z klasztoru byłych Betanek

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 lutego 2009, 12:34

Lubelska prokuratura przesłuchała wszystkie byłe zakonnice, które przebywały za murami klasztoru w Kazimierzu Dolnym. Większość życie w klasztorze rządzonym przez Jadwigę L. przestawiała jako sielankę, ale były i takie które opowiadały o przerażających scenach. Dotarliśmy do wyników śledztwa.

Stoi za nami papież

Bunt w kazimierskim klasztorze rozpoczął się latem 2005 roku. Stolica Apostolska wydała dekret odwołujący Jadwigę L. z funkcji przełożonej. Zakonnica nie podporządkowała się decyzji. Pojechała do Watykanu. Potem zakonnice przebywające w zgromadzeniu były utrzymywane w przeświadczeniu, że mają osobiste błogosławieństwo papieża. Wierzyły, że zwierzchnik kościoła rozwiąże ich problemy.

A tych było coraz więcej. Nowa, nieuznawania przez nie, przełożona przekazała buntowniczkom dekrety o przeniesieniu ich do innych placówek. Kobiety nie chciały się im podporządkować.

W styczniu 2006 roku po raz ostatni wpuściły do klasztoru nową przełożoną. Nowicjuszki otrzymały od niej dekret o wygaśnięciu ślubów, a wieczystki: upomnienie. Od tamtego czasu kazimierski klasztor stał się zamkniętą enklawą.

Jadwiga L. zakazała wychodzić buntowniczkom na zewnątrz oraz wpuszczać obcych do środka. Związki kobiet z zakonem ostatecznie przerwała decyzja o wykluczeniu ich z zakonu.

13 najwierniejszych

Życie w klasztorze zaczęło się toczyć według własnych reguł. 13 buntowniczek najbardziej oddanych Jadwidze L. tworzyło tzw. grupę modlitewną. Przełożona konsultowała z nimi swoje decyzje. Wyróżnione betanki uważały, że mają dar rozpoznawania w jakim stanie ducha jest dana osoba.

Przeświadczone, że za ich pośrednictwem nastąpi "wiosna kościoła” i rozpocznie się odnowa chrześcijaństwa, "omadlały” tych, którzy wątpili w ich misje nawracania świata.

Na "omadlanie” trafiały osoby, które według Jadwigi L. weszły we władanie złego ducha. Grupa modlitewna wylewała na nie wodę egzorcyzowaną. Wiele też wskazuje, że zakonnice posuwały się do rękoczynów.

Ojciec Roman i Katarzyna

Zakonnik Roman K. zamieszkał w kazimierskim zakonie czerwcu 2006 roku i przebywał tam aż do eksmisji, (jesień 2007). Na początku jego pobytu przełożona sugerowała betankom, by porozmawiały z zakonnikiem. Potem ogłosiła, że powierza mu funkcję odpowiedzialnego za całą wspólnotę, który może wydawać buntowniczkom polecenia.

W rozmowach z siostrami zakonnik przekonywał, że ich klasztor wypełnia ważną misję w dziejach całego chrześcijaństwa. Większość byłych zakonnic, które przesłuchiwała prokuratura, twierdziła, że Roman K. zachowywał się bez zastrzeżeń. Były to kobiety, które wytrwały przy Jadwidze L. aż do eksmisji, a potem wspólnie przenosiły się miejsca na miejsce.

Zupełnie inny obraz zakonnika przedstawiła Katarzyna W. W lipcu 2006 roku była u niego na rozmowie. Zakonnik - jak zeznała w prokuraturze - miał się na niej położyć, całować i obmacywać.

Kobieta poskarżyła się przełożonej. W odpowiedzi Jadwiga L. polała ją wodą egzorcyzmowaną i zapowiedziała, że nigdy nie opuści murów klasztoru.
Zamknięta na klucz

Następnego dnia Katarzyna W. uciekła z klasztoru bocznym wyjściem. Dotarła na przystanek PKS w Kazimierzu Dolnym. Chciała uciec do zgromadzenia betanek w Kaliszanach pod Opolem Lubelskim. Gdy czekała na autobus, autem nadjechały trzy exbetanki. Zmusiły uciekinierkę do wejścia do samochodu. Zawiozły ją do klasztoru.

Od tamtego czasu Katarzyna W. nie mogła się swobodnie po klasztorze poruszać. W nocy jej cela była zamknięta na klucz. W dzień towarzyszyły jej dwie zaufane przełożonej. Trwało to do grudnia 2006 roku. Potem już bez przeszkód opuściła Kazimierz Dolny. Przełożona oddała jej dowód osobisty i dała pieniądze na podróż.
Wypędzanie złego

Zeznania Katarzyny W. dały prokuratorom najwięcej wiedzy o tym, jak wyglądało w zbuntowanym klasztorze. Kobieta opowiadała o "omadlaniu”. Mówiła o betance, którą przełożona wezwała w nocy, bo "pożądała ojca Romana”. Kilka sióstr z grupy modlitewną polewało ją wodą i biło rękami po twarzy. Na polecenie przełożonej zerwały z niej ubranie.

Na biciu polegało też wyganianie złego ducha. Gdy to nie pomagało, "nawiedzona” były rozbierana do naga i polewane wodą. A gdy i to, według przełożonej, nie skutkowało, "nawiedzona” musiała wchodzić do wanny z zimną wodą. O omadlaniu opowiadała też inna była zakonnica, która nie podporządkowała się Jadwidze L. i odeszła z klasztoru. Z pomieszczeń, w których do tego dochodziło, słyszała krzyki.

Prokurator umarza

Katarzyna W. nie złożyła wniosku o ukaranie zakonnika. Prokuratura nie mogła ścigać go za molestowanie, a bicie potraktowała jako naruszenie nietykalności, które jest ścigane z oskarżenia prywatnego. A do tego nie dojdzie, bo pozostałe byłe zakonnice, które według słów Katarzyny W. miały ucierpieć na "omadlaniu”, niczego takiego nie potwierdziły.

Przesłuchane już po opuszczeniu klasztoru, w bardzo pozytywnym świetle przedstawiały życie według reguł Jadwigi L. Twierdziły, że przebywały tam dobrowolnie i nie działa się im krzywda. Nie miały problemów wychodzeniem na zewnątrz. Wolały tego nie robić, bo bały się dziennikarzy.

Prokuratorzy przesłuchali też rodziców byłych betanek. Część bardzo chwaliła Jadwigę L. i ojca Romana. Co innego mówili ci, którzy sprzeciwiali się pobytowi córek w klasztorze.

Roman K. przed sądem

Jadwiga L. zmarła rok po eksmitowaniu z klasztoru. Roman K. został wikarym w parafii pod Wyszkowem. Uczył dzieci w szkole. Niedługo czeka go proces w lubelskim sądzie. Prokuratura oskarża go bicie policjantów podczas eksmisji z kazimierskiego klasztoru.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
beduin
kibol
pektusa
(15) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

beduin
beduin (30 października 2009 o 16:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
za konnica Filozof napisał:
Zastanawiam się,czy lubelski arcy nie ma wyrzutów sumienia za śmierć Jadwigi Ligockiej.Ona zmarłą w niecały ropo eksmisji!!!!
W/g realacji współmieszkanek klasztoru-była tam sielanka (niebo na ziemi).A bp Józe z wiadomych tylko sobie powodów przegonił zakonnice na cztery wiatry.I co gorsze-p0zbawił zakonnice ich własności(!!!!!) którą same przecież,bez niczyjej pomocy ze strony pazernego kościoła wybudowały.
Jeszcze trochę a Józef urządzi tam hotel dla sukienkowych i dla innych nadzianych gotówką.

Za jakie swoje co Ty człowieku bredzisz a skąd miały niby kasę ? czy prowadzą jakąś działalność gospodarczą ?nie a może same nosiły cegły murowały wykańczały ? nie a może ze swoich oszczędności ? nie więc za co ?pytanie retoryczne nie dla nawiedzonych a trzeźwo myślących więc za składki parafian i ludzi dobrej woli może i przy udziale KK ale na miłość Boską nie pisz bredni że to ich własność !i że same bez niczyjej pomocy wybudowały bo w takie kretyństwa jeszcze ktoś może uwierzyć i zacznie sam sobie budować dom bo skoro one słabe kobity mogły to co może chłop !
Rozwiń
kibol
kibol (28 lutego 2009 o 08:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Biedni bici policjanci - Kilkudziesieciu na jednego. Ksiadz musial im niezle wlac, a oni tylko wykonywali swoje obowiazki, pewnie ktoremus nawet czapka spadla.
Rozwiń
pektusa
pektusa (27 lutego 2009 o 23:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ja to nie wierze w to, ja uwazam ze klasztory sa owiane jakas tajemnica i nikt prawdy z zewnatrz sie nie dowie
Rozwiń
Alex
Alex (27 lutego 2009 o 09:50) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
za konnica Filozof napisał:
Zastanawiam się,czy lubelski arcy nie ma wyrzutów sumienia za śmierć Jadwigi Ligockiej.Ona zmarłą w niecały ropo eksmisji!!!!
W/g realacji współmieszkanek klasztoru-była tam sielanka (niebo na ziemi).A bp Józe z wiadomych tylko sobie powodów przegonił zakonnice na cztery wiatry.I co gorsze-p0zbawił zakonnice ich własności(!!!!!) którą same przecież,bez niczyjej pomocy ze strony pazernego kościoła wybudowały.
Jeszcze trochę a Józef urządzi tam hotel dla sukienkowych i dla innych nadzianych gotówką.


A niby dlaczego Arcybiskup ma miec wyrzuty sumienia - przecież umarła smiercią naturalną! Prawdziwe zakonnice dalej mieszkaja w kazimierskim klasztorze. Nikt im nie odebrał własności. Wręcz przeciwnie nareszcie ja odzyskały. A to że same go wybudowały to masz rację - z własnych dochodów i dzięki pomocy dobrych ludzi i nadal to robią. O przeznaczeniu klasztoru decyduja Siostry, a nie Ksiądz Arcybiskup jak piszesz. A prócz tego jak chcesz wiedzieć to znam zakonnicę Filozof, która razam z Panią Jadwigą L. okupowała klasztor, a teraz siedzi z całym towarzystwem w Płonce Kościelnej. Co do obecnych Sióstr w Kazimierzu Dolnym to podziwiam ich otwartość dla społeczności lokalnej. Można je zobaczyć jak idą do osób chorych samotnych niosąc im posiłek i pomagając. Organizują też rekolekcje dla dziewcząt pomagając im normalnie żyć w tym zwariowanym świecie. Najprościej jest pluć, a najtrudniej zobaczyć dobro!!!!
Rozwiń
~Marta~
~Marta~ (27 lutego 2009 o 09:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ale ciemnota. No ale mają to na własne życzenie. Najbardziej przerażające jest to, że ten zboczony facet (tzw. "ksiądz") ma teraz kontakt z dziećmi. Co na to kuratorium?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (15)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!