środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Kilka kilometrów od Annopola w powiecie kraśnickim w Rachowie Starym mieszka Stanisława Olszewska. A z nią, w niewielkim domku, 11 psów. Wokół na półtora hektarowej działce w licznych budach, kojcach i boksach kolejnych 214 czworonogów i jeszcze kilkadziesiąt kotów na dokładkę.

Stanisława Olszewska trafiła tu dwadzieścia lat temu. – Zobaczyłam te biedne, wałęsające się pieski po ulicach i przygarnęłam kilka zwierzaków. Wkrótce po tym wydzierżawiłam pięcioarową działkę od urzędu gminy i zaczęłam prowadzić małe przytulisko – wspomina początki.

Niestety z powodu wielu skarg, prześladowań i niezrozumienia ze strony mieszkańców miasta i ówczesnych władz, musiała opuścić Annopol. Znalazła kawałek gruntu w pobliskim Rachowie Starym. Tutaj własnymi siłami zbudowała niewielki domek i kilka pierwszych bud dla psiaków.

– I wtedy się zaczęło. Ludzie myśleli, że przygarnę każdego psiaka. Kolejne niechciane zwierzaki trafiały do mnie lawinowo.

Oddam na nich każdy grosz

Pani Stanisława ma 470 zł emerytury. W całości wydaje ją na zakup potrzebnego pożywienia dla psiaków.

– Jakiś czas temu sprzedałam nawet działkę i zarobione pieniądze przeznaczyłam na zakup większych zapasów pożywienia. Ale pieniądze się już skończyły, a tydzień temu wydałam ostatnie sto złotych na zakup makaronu – podkreśla ze łzami w oczach Stanisława Olszewska.

– Jedzenie jest potrzebne, bo już zaczyna go brakować. Teraz najczęściej karmię je makaronem i wywarem z kości. W chwili obecnej, przed samą zimą potrzeba nam słomy; chociaż przyczepę, ze sto kostek. Muszę ocieplić budy, bo jak przyjdą duże mrozy to zwierzaki mogą być w niebezpieczeństwie.

Rzadziej się skarżą

Odkąd zamieszkała w Rachowie na sąsiadów nie może liczyć. Raczej skarżą się na głośne zachowywanie się psów i błąkające się po okolicy kundle niż skorzy są pospieszyć z jakąkolwiek pomocą.

– Chciałam, żeby mi słomy przewieźli, a okazuje się, że nikt nie ma. Skarżyli się na mnie wielokrotnie do urzędu, truli psy i uprzykrzali życie jak tylko mogli – żali się Olszewska.

Rzeczywiście, sąsiedzi o przytulisku, jego właścicielce i mieszkańcach mówią niechętnie i dobrego słowa od nich nie usłyszeliśmy.

Tymczasem Wiesław Liwiński, burmistrz Annopola podkreśla, że ostatnio skarg mieszkańców Rachowa jest znacznie mniej. – kiedyś więcej było skarg i żali.

Brak osobowości prawnej

Pani Stanisława szuka pomocy wszędzie. Znają ją już w wielu fundacjach i stowarzyszeniach działających na rzecz pomocy zwierzętom. Z wielu otrzymała jakąś pomoc, czasami w trudnych chwilach pomogą też władze samorządowe i mieszkańcy Annopola.

– Kilka razy przekazywaliśmy paczki z produktami żywieniowymi dla tych psów. Dzieci w szkołach organizowały również zbiórki darów i pieniędzy na pomoc przytulisku – dodaje Wiesław Liwiński i podkreśla, że inna forma pomocy nie jest możliwa ze względu na to, że przytuliska nie posiada żadnej osobowości prawnej.

– Gdyby pani Stanisława zdecydowała się na zarejestrowania swojego przytuliska wówczas byłaby możliwa również i inna pomoc. Wiele stowarzyszeń i fundacji oraz lokalne samorządy mogłyby oficjalnie przekazywać dotacje na jej działalność.

Pogryzł, ale to nic nie zmienia

– To nie jest takie łatwe. Już próbowałam, ale sanepid mi powiedział, że warunki są złe – załamuje ręce Olszewska. – Mogli by choć przysłać kogoś do pomocy bo we dwie z mamą nie dajemy rady. Tu trzeba ciągle coś dźwigać, mnóstwo rzeczy wymaga naprawy… A mama po wypadku nie ma tyle siły co kiedyś – dodaje córka Renata.

Kilka miesięcy temu pani Stanisława została dotkliwie pogryziona przez jednego ze swoich psów. Trafiła do szpitala. Konieczna była skomplikowana operacja. Rękę udało się uratować, ale jest o kilka centymetrów krótsza i sprawne są tylko dwa palce.

– To była niebezpieczna rasa, a pies była wcześniej szkolony do walki. Ale tu, u mnie, był bardzo spokojny… Pogryzł mnie bardzo, ale to niczego nie zmienia. Nadal będę się zajmować moimi psiakami.


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Gość
Derk
Gość
(18) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (21 grudnia 2009 o 10:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Derk napisał:
Fragment innego artykułu na ten temat (mmlublin):
.
"kobieta nie daje sobie pomóc. Odbiera zwierzęta, które trafiają do adopcji. Tłumaczy, że we śnie widziała, że zwierzę cierpi"
.
Karma i pieniądze nie rozwiążą problemu...



Być może to ona cierpi na chorobę psychiczną a przez to cierpią i te biedne zwierzęta którym nie pozwala pomóc.
Już dawno powinno się coś z tym zrobić, jeżeli chce pomagać zwierzętom to przynajmniej niech nie doprowadza do niekontrolowanego rozrodu i pozwala na adopcje.
Nie jest sztuką nazbierać dwieście czy trzysta zwierząt ale pomoc nie polega na tym aby się tymi zwierzętami obkładać i nie mieć co im dać jeść ale na tym aby zwierzęta miały mozliwość lepszego życia i trafiały do ludzi.
Gdyby schroniska nie organizowały adopcji to w krótkim czasie część zwierząt musiałaby zostać uśpiona ze względu na brak miejsca.
Przykład tej pani pokazuje jak łatwo zagubić się w pomocy popełniając błąd za błędem, pokazuje również jakim problemem jest nadal bezsensowne rozmnażanie lub nieodpowiedzialność właścicieli. Zwierzęta się rozmnazają instynktownie, nie zdając sobie sprawy z tego jakim problemem będą kolejne mioty natomiast ludzie powinni myśleć zanim dopuszczą do rozrodu czy jest to potrzebne skoro zwierząt co roku przybywa?
Znajomy rozmnozył psy które kupił, nie jakieś z hodowli ale zwykłe wilkopodobne i teraz nie ma co zrobić ze szczeniakami bo nikt nie chce ale chętnych było wielu tylko teraz zmienili zdanie. Tak bywa jak się nie myśli. A przestrzegałam, że tak wlasnie będzie.
Jedynym rozwiązaniem w tym wypadku jest odebranie tej kobiecie wszystkich zwierząt lub zobowiązanie jej do dokonywania zabiegów sterylizacji i adopcji, jednak nie wiem czy mamy w Polsce takie prawo które mogłoby do czegoś tą nieszczęsną panią zobowiązać.
Rozwiń
Derk
Derk (21 grudnia 2009 o 08:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Fragment innego artykułu na ten temat (mmlublin):
.
"kobieta nie daje sobie pomóc. Odbiera zwierzęta, które trafiają do adopcji. Tłumaczy, że we śnie widziała, że zwierzę cierpi"
.
Karma i pieniądze nie rozwiążą problemu...
Rozwiń
Gość
Gość (20 grudnia 2009 o 23:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ewa napisał:
Proszę podać jakieś dane kontaktowe tej kobiety , chciałabym jej pomóc. Każda kwota się przyda dla tych biednych zwierzaków.


EwaCS@interia.pl



Pomoc doraźna w postaci karmy nie rozwiąże problemu rozmnażania, psów będzie coraz więcej i więcej jeżeli ta kobieta nie zacznie sterylizować suk i szukać dla niektórych nowych domów. Sądzę , ze pomoc w kastracji i adopcjach byłaby najlepszym rozwiązaniem.
Rozwiń
Ewa
Ewa (20 grudnia 2009 o 22:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Proszę podać jakieś dane kontaktowe tej kobiety , chciałabym jej pomóc. Każda kwota się przyda dla tych biednych zwierzaków.


EwaCS@interia.pl
Rozwiń
Gość
Gość (20 grudnia 2009 o 22:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
to jest całkowita bezmyślność takich ludzi, jak można zbierać psy i nie kastrować,
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (18)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!