czwartek, 19 października 2017 r.

Magazyn

- Czy da się z tego żyć? Ja próbuję - śmieje się Rafał Siek, inżynier technolog budowy maszyn, specjalista od wielkich odlewni.
On, dziecko lubelskich murów, fotografuje przyrodę od lat. Najpierw amatorsko, później coraz bardziej profesjonalnie, ale zawsze z wielką pasją i przyjemnością. Dziś usiłuje się z tego utrzymać

- Ta praca zbyt mnie pochłonęła, żebym mógł ją traktować jako drugą. Tkwię po kilka dni i nocy w lesie, żeby zrobić parę ujęć - mówi.

Uziemiony

Drobnej budowy, niewysoki, taki o którym się mówi, że "wszędzie się wciśnie”. To czasem pomaga, ale nie wtedy, kiedy trzeba wisieć kilka godzin na drzewie, na specjalnych szelkach albo wyładowywać ciężarówkę sprzętu. I nie wtedy, gdy ciężarówka ugrzęźnie w bagnie.
- Zimą wyjeżdżam w nocy i czekam w ukryciu na wschód słońca. Na bieliki albo na krukowate. To najinteligentniejsze ptaki. Potrafią się bawić na śniegu jak małe dzieci. Kolega obserwował kruka, który złapał gałąź dziobem i huśtał się na niej jak na huśtawce.
Wiosną, kiedy budzi się życie, Siek wybiera się nad ukochaną Wisłę. - Szukam puchacza, najtrudniejszego do sfotografowania. Jak komuś się to udało, to znaczy, że przeszedł chrzest bojowy. Często gniazduje na kępach w olchowych lasach. Komary tną, stoję po pachwiny w wodzie, której temperatura spada do zera. A ja nie mogę się ruszyć, bo puchacz ma niezwykły słuch i wzrok. Trwa to dobę.
A czasami nawet dłużej.
Mówi, że do takich miejsc musi go ktoś podprowadzić. Puchacz obserwuje wszystko. Jedna osoba zostaje w kryjówce, ale ptak widzi, że człowiek odchodzi. I wtedy wróci do gniazda.
- A normalnie człowiek może liczyć tylko na siebie. Pamiętam, jak raptownie przybrała rzeka i musiałem szybko uciekać, żeby ratować sprzęt, a może i życie - wspomina. - Z wysokości kilku pięter też zdarzyło mi się spaść, ale na szczęście byłem w uprzęży. Potrzeby fizjologiczne? Wolę nie mówić. Przecież po kilku godzinach w ukryciu nie mogę nagle wyjść i zrobić siusiu - śmieje się.
Albo takie kichanie. Też musiał opracować swój sposób. Ale wszystkiego nie da się przewidzieć. - Przygotowuję się kilka dni do wyprawy, mam zamówione fotografie, ładuję na ciężarówkę sprzęt, jadę, patrzę: a tu las właśnie wycięli!
A jak lasu nie wytną, to Siek dostanie np. udaru. - Chciałem sprawdzić, jak rybitwy, które gniazdują na ziemi, radzą sobie podczas upałów. Piasek nad Wisłą miał wtedy 60 stopni. Dorosłe przylatywały z mokrymi brzuszkami i tak chłodziły pisklęta. A ja dostałem wtedy udaru.

Do bagna

Dla Rafała Sieka kończą się już dobre dni, Lato, jak mówi, to dla niego nudny czas. Kolory płowieją, pisklęta wyszły z gniazd. - Za to jesień to prawdziwa erupcja barw! Przeloty ptaków, mgiełki... Wtedy najpiękniej jest na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim, na Roztoczu.
Bo tam nawet ludzie są inni. Daleko od miast nikt nie pyta skąd jesteś i dokąd idziesz. Poczęstują mlekiem i pierogami, zaprowadzą na siedliska. - A ja się nie mogę doczekać, jak znowu wejdę w bagno. Wtedy będę w sercu przyrody.
Maria Kolesiewicz
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!