niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

"Rajd Dragonów”. Trasa przejazdu Amerykanów była utajniona

Dodano: 28 marca 2015, 20:00
Autor: Paweł Puzio

Żołnierze 3 Szwadronu 2 Pułku Kawalerii US Army, macierzysta jednostka Fort Stewart w Georgii, w iście amerykańskim stylu przejechali przez nasz region. Wracali z kwartalnych manewrów na poligonie z Estonii. Ten pokaz siły miał kryptonim "Rajd Dragonów” (Operation Dragoon Ride). Przez Polskę i Czechy wracali do koszar w Vilseck w Niemczech. W sumie pokonają 1800 kilometrów

Aby nie paraliżować ruchu na drogach, amerykański szwadron został podzielony na trzy spore kolumny.

- W sumie było to 40 pojazdów. W każdej kolumnie jechało kilka opancerzonych strykerów - mówi kapitan Dariusz Drączkowski, nieetatowy rzecznik prasowy Wielonarodowej Brygady w Lublinie. Towarzyszyły im hummvee oraz pojazdy zaplecza.

Amerykanie jechali z Białegostoku.

- Wracamy z naszego pobytu w Estonii, przejechaliśmy przez Litwę, Łotwę i jesteśmy w Polsce - mówił kapitan Russell Moore z 3 Szwadronu 2 Pułku Kawalerii. Ćwiczenia, w których brali udział, miały pokazać przygotowanie NATO w tych regionach na ewentualną agresję.

O poszukiwaniu Amerykanów

Trasa przejazdu amerykańskich kawalerzystów była utajniona.

Ludzie jedynie domyślali, że Amerykanie będą jechać z północy, z Białegostoku, drogą numer 19, ale o której godzinie? Tajemnica wojskowa. Mimo to czekali na kolumnę na trasie. Telefony poszły w ruch.

- Rodzina z Lubartowa dała mi cynk, że wjechali na obwodnicę. Wyskoczyłem na ulicę i czekałem na ich przyjazd. Za chwilę pojawiły się wozy żandarmerii i do Niemiec wjechał pierwszy w historii amerykański konwój wojskowy. Strykery robiły wrażenie. Potężne maszyny budziły respekt. W lukach siedzieli kawalerzyści, którzy pozdrawiali przechodniów. Fajny ruch pod kątem wizerunkowym - mówi Szymon Wąchocki, mieszkaniec Niemiec.

Nie wszystkim mieszkańcom Lublina jednak dopisało szczęście. Przy Spółdzielczości Pracy w Lublinie na Amerykanów czekał spory tłumek. Niestety bezskutecznie, bo kawalerzyści skręcili w Elizówce na obwodnicę miasta i ominęli centrum, aby nie paraliżować ruchu.

- Chciałem ich zobaczyć, bo pasjonuje się wojskowym sprzętem. Szkoda, że u nas nie ma takiego spotkania z Amerykanami, jak było w Białymstoku - mówił Mateusz Suszek, zawiedziony lublinianin.
Ostatnia z trzech kolumn wieczorem, we wtorek, dotarła na nocleg w Lublinie, do Batalionu Dowodzenia Wielonarodowej Brygady w Lublinie przy ulicy Kruczkowskiego.

Zaskoczeni przyjęciem

Kawalerzyści zdrożeni po 250-kilometrowym skoku, zostali solidnie nakarmieni przez kucharzy z Wielonarodowej Brygady.

- Na kolacje przygotowaliśmy pieczone udka i schabowe. Na śniadanie były płatki kukurydziane, jogurt oraz polska, biała kiełbasa. Taki akcent wielkanocny - mówi kapitan Dariusz Drączkowski z Wielonarodowej Brygady w Lublinie.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że kapitan Russell Moore był niezwykle zaskoczony dobrymi warunkami bytowymi, jakie Amerykanie zastali w Lublinie. W środę rano serdecznie dziękował za gościnność pułkownikowi Dariuszowi Sobótce, dowódcy Wielonarodowej Brygady w Lublinie.
Po porannym przeglądzie sprzętu i apelu, kawalerzyści ruszyli z Lublina w dalszą drogę, w kierunku Rzeszowa. W Kraśniku stanęli na tankownie.

- Ale miałem farta. Mogłem zajrzeć do strykera i zrobić sobie zdjęcie z amerykańskim żołnierzem - mówi 12-letni Piotra z Kraśnika.

Po co ten rajd?

Przejazd wojsk amerykańskich to planowa operacja oraz ćwiczenia polegające na szybkich, długich skokach zmotoryzowanych kolumn.

- Dla kawalerzystów z Vilseck ćwiczenia w Polsce były okazją do zademonstrowania swojej sojuszniczej wiarygodności, sprawdzenia umiejętności przywódczych i biegłości w manewrowaniu, czyli wykonywaniu długich, nierzadko kilkudniowych transgranicznych wypadów "na kołach”, po nieznanych im trasach - mówi podpułkownik Artur Goławski z Dowództwa Generalnego WP.
Podobnie ten rajd oceniają politolodzy.

- Jest to także pokaz sojuszniczej obecności w naszym regionie. Wiadomo, gdzie jest zagrożenie. Typowy przykład to zachowanie ambasadora Federacji Rosyjskiej w Danii, który zagroził wycelowaniem rakiet z głowicami atomowymi w ten kraj. Jest takie powiedzenie, kto pierwszy zacznie wojnę atomową, ten drugi ją przegra. Dlatego taki konflikt nikomu się nie opłaca - mówi prof. dr hab. Marek Żmigrodzki z Wyższej Szkoły Ekonomii i Innowacji w Lublinie. - W przypadku wojny konwencjonalnej ważne jest pokazanie siły, szybkości reagowania i zdecydowania wobec potencjalnego przeciwnika. Ten rajd jest namacalnym dowodem, że wojska NATO są w stanie szybko zareagować na potencjalne zagrożenie. I nie skończy się tylko na słowach, jak w 1939 roku. Potencjalny agresor musi zatem rozważyć koszty aneksji czy rozpętania konfliktu.

Kawalerzyści mają się zameldować w Vilseck 1 kwietnia.
Adam
jawaj
nikolka
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Adam
Adam (8 kwietnia 2015 o 20:38) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

w Polsce planowano tarcze antyrakietowa ( a w rzeczywistosci byloby to jak 100 % podsluch polakow) a teraz te wojska....  ciekawe o co tym razem naprawde chodzi .? .. - pewnie za kilka lat dowiemy sie....  bo jesli zeby sprowokowac Polakow do agresji na Putina... ...    to    kto zaplaci za ewentualne konsekwencje dla naszego narodu... - napewno nie amerykanie bo oni zyja tysiace km stad....   

Rozwiń
jawaj
jawaj (28 marca 2015 o 22:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Dajcie spokój z tymi jankesami. Przez tych idiotów wracałem 1,5 godziny do domu.

Rozwiń
nikolka
nikolka (28 marca 2015 o 21:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

czy to właśnie tak wygląda 'robienie laski amerykanom ' o której tyle mówił Sikorski?

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!