niedziela, 22 października 2017 r.

Magazyn

Robert Gliński o filmie "Kamienie na szaniec": Pomnikowi bohaterowie są nudni

  Edytuj ten wpis
Dodano: 10 marca 2014, 12:09

Rozmowa z Robertem Glińskim, reżyserem filmu "Kamienie na szaniec.

Dlaczego zdecydował się pan na ekranizację powieści Aleksandra Kamińskiego? Kamiński napisał swoją powieść ku pokrzepieniu serc w czasie okupacji. Teraz, kiedy mamy zupełnie inną rzeczywistość i nie musimy krzepić serc, możemy rozmawiać o wartościach, które zostały w "Kamieniach…” opisane. O tym, jak funkcjonują we współczesnym świecie i jak traktuje je młodzież. Z tego powodu zdecydowałem się na ten film. Także z uwagi na historię mojej rodziny. Mama należała do Szarych Szeregów, walczyła w Powstaniu Warszawskim i często opowiadała o tamtych czasach. Poznałem też kilku jej kolegów. Dzięki temu miałem zakulisowy, "ludzki” obraz tego pokolenia. I tak też przedstawia pan głównych bohaterów - bez budowania pomników. Czy to był sposób na przyciągnięcie młodego widza? Nie chciałem patosu i pomnikowych bohaterów, bo takie postaci są mało wiarygodne, zwłaszcza dla młodych ludzi. Młodzież wyczuje każdy fałsz i automatycznie taki film odrzuci. "Zośka”, "Rudy” i "Alek” byli normalnymi młodymi ludźmi, mieli rozterki, wątpliwości jak prowadzić konspirację, musieli dokonywać wyborów np. strzelać czy nie, nie byli przecież żołnierzami. Dzięki tej prawdziwości są ciekawi. Co jest największym wyzwaniem przy kręceniu filmu historycznego? Trzeba przede wszystkim stworzyć bohatera, który ma emocje. Wydarzenia historyczne stawiają go przed wyborem, który często jest moralnie bardzo trudny. Poza tym trzeba wybrać z prawdy historycznej to, co z punktu widzenia filmu jest najbardziej istotne. Mieliśmy dylemat czy czerpać z powieści Kamińskiego czy bezpośrednio ze źródeł historycznych. Ostatecznie trzymaliśmy się głównie książki. To było nie lada zadanie, bo powieść jest afilmowa - brak jej filmowej płynności, jest tam dużo postaci, wydarzeń i wątków pobocznych. Umieszczenie wszystkich w filmie znacznie spowolniłoby akcję, film trwałby 20 godzin. Ekranizacja wymagała też sporej inwencji ze względu na dialogi, których w książce prawie nie ma. A przecież nie można opisywać scen z offu, postaci muszą ze sobą rozmawiać, muszą wchodzić ze sobą w interakcje. Trzeba więc było takie dialogi napisać. Czy film ma jakiś wątek główny? Film składa się z trzech części. Pierwsza - przed aresztowaniem "Rudego” - to film obyczajowy. Bohaterowie stają przed wyborem - czy brać udział w walce. Obserwujemy ich zaangażowanie w tzw. mały sabotaż, próby szkolenia wojskowego. W momencie aresztowania "Rudego” wchodzimy w drugą fazę - filmu akcji. "Zośka” postanawia odbić przyjaciela i chłopcy zaczynają szykować się do tej akcji. Finałową sekwencją łączącą wszystkie wątki jest akcja pod Arsenałem, podczas której udaje się odbić "Rudego”. Niestety w wyniku obrażeń odniesionych podczas tortur chłopak umiera. W tym miejscu zaczyna się trzecia część - film psychologiczny. "Zośka” z powodu śmierci przyjaciela przeżywa konflikt wewnętrzny. Jak poradzili sobie debiutujący aktorzy, którym powierzył pan główne role? To studenci szkół teatralnych i filmowych. Zagrali wspaniale. Podeszli do tego zadania bardzo poważnie, a świeżość była ich ogromnym atutem. Udało im się stworzyć charyzmatyczne, wielobarwne postaci. Czy nie obawiał się pan krytyki wybierając taką tematykę? Film fabularny musi mieć dramaturgię, płynną akcję. Zadaniem reżysera nie jest odtwarzanie archiwów, ale przedstawienie historii przez pryzmat relacji międzyludzkich, budowanie napięcia i emocji. To przecież zatrzyma widza w kinie, a nie suche fakty. Należy także zauważyć, że już książka Kamińskiego jest pewnym przetworzeniem historii. W filmie nie da się pokazać wszystkiego, zwłaszcza tak skomplikowanych wątków, jakie wiążą się z harcerstwem i AK. Poza tym każdy Polak odbiera historię indywidualnie i nie sposób dostosować się do każdej interpretacji. Zrozumiałe jest więc to, że obok pozytywnych reakcji pojawiają się też negatywne. Robiąc ten film skupiłem się na przedstawieniu wątku przyjaźni i braterstwa, pokazaniu, że jak się ma przyjaciela, to można zrobić dla niego wszystko, nawet zginąć. I to się sprawdziło. Dociera do mnie sporo pozytywnych komentarzy, również od starszych widzów, którzy uważają, że film wzbudza takie same emocje, jak książka. Ze współpracy przy filmie wycofali się prof. Grzegorz Nowik i Wojciech Feleszko, wnuk Aleksandra Kamińskiego. Jak pan odniesie się do ich zarzutów? Jeśli chodzi o prof. Nowika, to chodziło o niezgodności historyczne, które jego zdaniem w filmie występują. Nie mogliśmy się jednak zgodzić na wszystkie pomysły profesora, ze względów, o których już wspominałem. To jest film fabularny, a nie dokument. Jeśli z kolei chodzi o wnuka Kamińskiego to film bardzo mu się podobał. Chodziło mu tylko o sceny erotyczne, których w książce nie ma. Ale z innych źródeł wiemy, że "Rudy” i "Zośka” mieli przecież dziewczyny. Nie podobał mu się również sposób, w jaki te sceny zostały przedstawione, chociaż w mojej ocenie są bardzo subtelne.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o: kino historia Robert Gliński
mimo wszystko patriota
ukASZ
dziwak
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

mimo wszystko patriota
mimo wszystko patriota (10 marca 2014 o 18:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

My to jednak jesteśmy dziwnym narodem. W Polsce strach jest nakręcić film historyczny, bo zaraz znajdą się sfrustrowani "ktosie", którzy będą wytykać wszystkie błędy i przekłamania, oczekując, że każda taka produkcja powinna być wiernym dokumentem wycinka naszych dziejów.

Z drugiej strony uważamy "Potop" i Pana Wołodyjowskiego" czy "Krzyżaków" za arcydzieła. Jakoś nie dostrzegamy, że tak naprawdę pan Czarniecki wcale takim wielkim wodzem nie był, hetman Sobieski  zdradził Jana Kazimierza, przechodząc na stronę Szwedów w czasie "potopu", a Jan Skrzetuski z "Ogniem i mieczem" wzorowany był na postaci historycznej Mikołaja Skrzetuskiego - warchoła, na którym niejeden wyrok ciążył (i nie chodziło o oszustwa podatkowe), a jedyną jego zasługą było przedarcie się z oblężonego Zbaraża. O Jeremim Wiśniowieckim można wiele opowiadać, ale na pewno troską o los Rzeczpospolitej głowy sobie nie zaprzątał.

Najcięższym grzechem nie do wybaczenia jest dla Polaków nakręcenie filmu o nich przez cudzoziemców. Taki Nikita Michałkow popełnił kilka lat temu "1612". Podniósł się wrzask wszystkich tzw. patriotów, którzy lamentowali, że pokazano w nim Polaków jako agresorów. Pytanie, niby jak miano ich przedstawić? Dla Rosjan byliśmy w tamtych czasach agresorami. Wojska polskie nie były takie szlachetne jak załoga Rudego z psem i Marusią, ani panem Kmicicem, tylko paliło, grabiło i gwałciło jak leci. Niczym nie odbiegało w tym od armii innych krajów.

Zapomniałem o "Pokłosiu". Hm, smutna i wstydliwa część naszej historii, która niestety miała  miejsce. Macieja Stuhra za udział w tym filmie opluto i sponiewierano jak tylko było można bo przecież my nie jesteśmy antysemitami i nie mordujemy Żydów. Jesteśmy tolerancyjnym narodem, ale Żydzi niech spadają na Madagaskar. Jesteśmy tolerancyjni, nawet jak nienawidzimy Żydów to robimy to tolerancyjnie. Wstyd mi za Polskę.

Wszystkim, którzy w tym momencie zapytają, dlaczego nie wyjadę z kraju skoro się go wstydzę, odpowiem tak - Polska jest jak dziecko z zespołem Downa. Należy ją kochać gorąco, nie wolno wolno porzucać i przede wszystkim nie robić sobie nadziei, że kiedykolwiekwyzdrowieje.

Rozwiń
ukASZ
ukASZ (10 marca 2014 o 16:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Jak to nie byli żołnierzami? Przecież skończyli tajną szkołę podchorązych!

Rozwiń
dziwak
dziwak (10 marca 2014 o 12:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Piotr na premiera Robert na prezydenta.

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!