poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Ryzyko kontrolowane

  Edytuj ten wpis
Dodano: 8 listopada 2007, 14:46

Ostatnie dni na planie "Twarzą w twarz” należały do kaskaderów, pirotechników i specjalistów od efektów komputerowych.

Wszyscy zwijali się jak w ukropie, bo finałowe sceny serialu to festiwal wybuchów, pościgów i scen walki.

Patryk Vega, reżyser serialu, do którego zawsze należało ostatnie słowo na planie, tym razem musiał konsultować każde ujęcie z zastępem specjalistów. Swoje trzy grosze do jego filmowej wizji dorzucali Ryszard Janikowski, koordynator kaskaderów, Vacek Szawdyn, który zajmuje się grafiką komputerową, a także pirotechnicy: Leszek Olbiński i Arkadiusz Rośczak. Wszystko po to, by jak najlepiej zsynchronizować grę aktorów, ewolucje kaskaderskie, wybuchy i animacje komputerowe. Jak wszyscy podkreślali, konsultacje były niezbędne także po to, by zachować na planie maksymalne bezpieczeństwo.

Metoda chińska

- Mieliśmy do zrobienia ciekawe i dość skomplikowane sceny - zdradza Ryszard Janikowski. - Na szczęście producenci serialu stanęli na wysokości zadania i pozwolili nam się dobrze przygotować. Dzięki temu mogliśmy zrealizować wszystko w pełni profesjonalnie.

Znaczy się, były pieniądze na efekty. A trzeba przyznać, że kaskaderzy mieli co robić.
Choć dla speców z Hollywood brzmi to nie do końca poważnie, to jak na polskie warunki sporo się działo. W najniebezpieczniejszych scenach dublowali aktorów, a nawet wylatywali w powietrze.

- Wykorzystaliśmy do tego tak zwaną metodę chińską - wyjaśnia koordynator kaskaderów. - To system bloczków, linek i przeciwwag, które pozwalają z dużą dynamiką poderwać człowieka do góry.

Taką metodę wykorzystuje się zresztą przy największych, światowych produkcjach.

Pneumatyka wszystko załatwia

W finałowej sekwencji serialu nie zabraknie także efektownych eksplozji, którym będą towarzyszyć szalejące płomienie ognia i kłęby dymu. - Dla mnie najważniejsze jest to, by tworzyć obraz - podkreśla Leszek Olbiński. - Nie ma sensu zakładać prawdziwych ładunków wybuchowych. Można wykorzystać urządzenia, które imitują eksplozje.

Idealnie sprawdza się w tej roli tak zwana "pneumatyka”. Ta naszpikowana elektroniką butla ze sprężonym powietrzem jest w stanie miotać ogniem i z ogromną siłą wyrzucać przygotowany przez pirotechników ładunek. W zależności od tego, jaki wybuch ma imitować, do cylindra, którym jest zwieńczona, wkłada się różne materiały.

- To, co zostanie wyrzucone przez "pneumatyk”, zależy od mojej wyobraźni - wyjaśnia pirotechnik. - Jeśli na przykład mam imitować eksplozję samochodu, wkładam do cylindra kawałki folii aluminiowej.

Na planie "Twarzą w twarz” Leszek Olbiński wykorzystał również ziemię fullerską, czyli rodzaj glinki świetnie udającej kurz. A także likopodium, bezwonny, sypki pyłek kwiatowy, który idealnie nadaje się do imitowania wybuchów.

Otrzepać aktora

- Bezpieczeństwo likopodium polega na tym, że gdy nie jest rozproszone, nie można go podpalić - wyjaśnia Olbiński. - Jest to możliwe dopiero po rozpyleniu, kiedy każda z drobinek pyłu ma dobry dostęp do tlenu.

Stosowanie tego materiału - a nie na przykład benzyny - jest także korzystne z innego punktu widzenia: - Gdy coś się nie uda, wystarczy otrzepać z pyłku aktora i jest po wszystkim.

Wszystkie wybuchy i ewolucje kaskaderskie nadzorował Vacek Szawdyn, przedstawiciel firmy Platige Image. To w tej firnmie dyrektorem kreatywnym jest Tomasz Bagiński, którego kionputerowa animacja "Katedra” była nominowana do Oscara.

Platige Image tworzy komputerowe efekty specjalne w "Twarzą w twarz”. Na potrzeby grafików na planie były rozwieszone płachty zielonego materiału, tak zwane greenboxy. Na takie tło najłatwiej nałożyć animację komputerową.

- Będziemy pracowali nad dwiema scenami. W jednej z nich fala ognia będzie goniła uciekających aktorów - tłumaczy spec od efektów postprodukcyjnych i dodaje, że nad jednym z ujęć, które znajdą się w finałowej sekwencji serialu, będzie pracowało przez trzy tygodnie co najmniej czterech grafików!

Wypadek Małaszyńskiego

- Ostatnie sceny "Twarzą w twarz” są najbardziej skomplikowane w całym serialu - twierdzi Magdalena Badura, kierownik produkcji. - Myślę, że czegoś takiego w polskim kinie jeszcze nie było.

Finałowe sceny powstały na lotnisku na warszawskim Bemowie. - Najpierw wynajęliśmy hangar na pięć dni, ale wypadek samochodowy Pawła Małaszyńskiego na planie nieco zweryfikował nasze plany - mówi Magdalena Badura. - Gdy aktor doszedł do siebie, przyjechaliśmy na lotnisko jeszcze raz, by dokręcić brakujące ujęcia.

Efekt finalny pracy pirotechników, grafików, kaskaderów i ekipy filmowców będzie można zobaczyć na antenie telewizji TVN w ostatnim, 12. odcinku "Twarzą w twarz".

Twarzą w Twarz

Ważka vel Wiktor Waszak (Paweł Małaszyński) to ekspert od napadów i włamań. Podczas jednej z akcji policyjnych zostaje postrzelony w twarz. W czasie akcji ginie policjant. Głównym podejrzanym staje się Ważka. Ścigany przez policję ucieka z kraju. Dzięki pomocy przyjaciela trafia do szwajcarskiej kliniki chirurgii plastycznej. Po dwóch latach i całej serii zabiegów, Ważka ma nową twarz i nową... miłość, czyli panią chirurg, która nie zna jego przeszłości.
Serial emituje TVN
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!