wtorek, 24 października 2017 r.

Magazyn

Rzucam laskę i jeszcze tańczę

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 grudnia 2006, 13:12

Grał ze Świderskim, Trelą i Kobuszewskim. Uwielbia go Mikulski i Kopiczyński. A Inek Gogolewski dodaje: Nie ma drugiego takiego w Europie, co by 50 lat w jednym teatrze pracował. Jeśli dodać do tego 50 lat udanego małżeństwa
- to jest stulatkiem

Różne mi psikusy robili - mówi pogodnie. Ale Piotrkowi Suchorze, świeć Panie nad jego duszą, nie podaruję! W sztuce "Po górach, po chmurach” grałem Adama, a on osiołka. Tyłem do mnie. Patrzę, a tu Suchorze od ogona migają czerwone światełka. Ugotował mnie. I tak robił przez parę przedstawień. - To już więcej mnie nie ugotujesz - powiedziałem. Na piątym spektaklu światełka się nie palą, na tyłku napis: brak stopu - a to drań - sapie ze złości.
Po chwili łagodnieje. Wiecie panowie, 98 kg ważę tylko. A dobijałem 130!

Dobra szkoła

A byłem patyczek - mówi z zadumą. Włodzimierz Wiszniewski. Po Państwowej Szkole Teatralnej i Filmowej w Łodzi, gdzie Świderski nauczył go jednego: ze sceny trzeba gadać tak, żeby ludzie zrozumieli.
Kiedy aktor parzy kawę, do drzwi puka Mateuszek z III gimnazjum. - Panie Włodeczku, co robimy?
- Chłopaki, jutro wyciągamy dywan, czyszczenie, trzepanie, ustawianie. Święta tuż-tuż.
- Tak jest szefie - odpowiada Mateuszek. - Wezmę dziesięciu chłopaków.
- To cześć i do jutra - rzuca wesoło Wiszniewski i wraca myślami do swojej szkoły. Z "Filmówki” zna najważniejszych polskich aktorów po kolei. Na filmówkę poderwał żonę.

Podrywanie

Warszawa 1955 rok, Światowy Festiwal Młodzieży. Zespoły z Polski i Europy. - Patrzę, obok mnie stoi drobna dziewczyna. Taka skromna. Porwałem ją do tańca. Pytam, jak ma na imię. Mówi, że Elżbieta. Spodobało się - wspomina rozmarzony.
Na ślub musiał trochę poczekać. A zaraz po ślubie dzwoni telefon. - Odbieram, słyszę czuły głos. Kochanie, jestem, musimy się spotkać. To ja jej dyskretnie: Słuchaj, właśnie wziąłem ślub. I tak pokończyły się znajomości - wzdycha. A romanse?
- Byłem młody aktor, szczupły, łatwo o okazje było...

Trzech muszkieterów

W Teatrze Osterwy. - Jan Machulski, Stanisław Mikulski i ja - opowiada.
Nie było na nich mocnych.
W którym bardziej kochały się dziewczyny? - W obu! Do Stasia wzdychały. Ale to Machulski zwalał je z nóg. Jak się uśmiechnął, mdlały - śmieje się Wiszniewski.
Numer życia w teatrze?
- Próbowałem zrobić Aleksandrowi Aleksemu. To była legenda lubelskiej sceny, a ja wiedziałem, że za kołnierz nie wylewał.
W jednym z przedstawień Wiszniewski podawał mu kielich do wina, ale pełen wody. - Raz wlałem mu szklankę spirytusu z gąsiorka. Zamachnął się, wypił jednym haustem, spojrzał i krzyczy: Lej. Musiałem poprawić - ciągnie historyjkę. - Ten kawał się nie udał, ale przez lata wyciął kolegom kilkadziesiąt niezłych numerów. Nie obyło się bez kar: za rozśmieszanie kolegów płacił ze skromnej aktorskiej pensji. - Zawsze wesoły byłem.

Święta

Żona Ela. Anioł, nie człowiek. - Wie pan, co to aktor. Zwierzę! Jak jest dobrze, nad podłogą fruwa. Jak próby nie idą, rola nie wyjdzie - diabeł.
• Co wtedy?
- Marudziłem, ciskałem się, darłem, wrzeszczałem!
• A żona?
- Schodziła mi z drogi i szeptała: Włodeczku, nie martw się. I jak tu nie kochać.
Efekt? 50 lat udanego związku. - Da się wytrzymać - przyznaje ze śmiechem pani Ela. - Tylko trzeba być wyrozumiałym.

Na 72 lata 150 na godzinę

Po żonie najbardziej kocha jedzenie i szybką jazdę samochodem. Najpierw miał skodę spartaka, potem oktawię; jeszcze ze skrzydłami. Były też dwa wartburgi i dwa kochane fiaty 125, które leciały 150 na godzinę.
- Psuły się. Raz pojechaliśmy do Włoch. Przy krzywej wieży w Pizie padła mi pompa paliwa. Wyjmuję 2 skrzynki części. Włosi siedzą rozleniwieni upałem i piją wino. Zaczynam wymianę. A ci gestykulują, że tu jest mechanik i za 100 dol-
ców naprawi. Przegoniłem, naprawiłem, odpaliłem. Bili brawa - opowiada. Po fiatach 2 polonezy, peugeot 405 i dwie meganki.
- Mam 72 lata. I czasem sobie depnę 150 na godzinę. Do tego potrzeba co najmniej 150 koni, żeby jeździć bezpiecznie. Żeby zdążyć przed wariatem drogowym.

Na prowincji


Przez 50 lat zagrał setki ról. I choć kocha lubelską scenę to nie zapomina o prowincji. Scena w domu kultury, kurtyna na dwóch słupkach i linie.
- Graliśmy na trasie. Malutka miejscowość. Scena na podeście do zabawy. Wychodzi dwóch maszynistów, kije w rękach, linka, na niej kurtyna.
Zaczynamy grać. Leci przedstawienie. Aleksy łypie na dwóch przy scenie. Zimno było, to z czajnika ciągnęli grzane piwo. Patrzę, a Aleksy kombinuje. Nachyla się nad tymi chłopami i krzyczy. Panowie, w teatrze się nie pije. Schyla się, wyrywa czajnik z parującym piwem i woła: kurtyna. Schodzimy. Podaje mi czajnik: Włodziu, napijesz się gorącego piwa?

Stan Wiśniewski


Legendarny podróżnik polski. Mieszka na Bora Bora. Na własne oczy pojechała zobaczyć go Martyna Wojciechowska. - Najbliższa rodzina. Jego matka to rodzona siostra mojego ojca. Ma czwartą żonę, małą córeczkę. I cały czas gorącą krew - śmieje się Wiszniewski. - Jak ja.
Ale teraz aktor na śniadanie je 2 kromki chleba z serem. - Jak ja kocham jeść. Jak nie wytrzymam, kupię boczek, złapię i ten cholerny cukier skacze - śmieje się. - 130 kg już miałem. Zszedłem poniżej setki. Choć kolana bolą, to jak wchodzę na scenę, rzucam laskę i jeszcze zatańczę. A wie pan, w tym roku, co właśnie idzie, stuka mi 50 lat na scenie. Do tego 50 lat małżeństwa z Elą. Cholera, w sumie 100 lat. Nieźle, co?
Benefis?
- Jakoś mi na tym nie zależy. Ja jestem człowiek spełniony. Z kim ja nie grałem... Tyle spektakli, filmów... a najważniejsze, że moja kochana Ela to wytrzymała. Czemu? Kiedyś Ineczek mi powiedział: Twoja żona to jest damą.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!