czwartek, 29 czerwca 2017 r.

Magazyn

Są rzeczy, których nie da się kupić

Dodano: 30 grudnia 2010, 15:59

Mariola Zagojska (Bartłomiej Żurawski)
Mariola Zagojska (Bartłomiej Żurawski)

Rozmowa z Mariolą Zagojską, śpiewaczką, która zagra Anioła i Śmierć w "Pastorałce” Leona Schillera w Filharmonii Lubelskiej.

Po 20 latach Lublin zobaczy słynną "Pastorałkę” Leona Schillera. Premiera w "Trzech Króli”, bo też wystąpią w spektaklu. Pastorałka rozpoczyna Festiwal Spotkań Kultur. Tym, którzy ją obejrzą, ma przynieść szczęście. Dlaczego?

Czy mała Mariola przypuszczała, że zostanie śpiewaczką operową?

– W dzieciństwie dużo śpiewałam i grałam na gitarze. Występowałam na ogniskach. Moja mama była przedszkolanką z powołania. Wiecznie ćwiczyła na pianinie, śpiewała piosenki. Kiedy grała, ja tańczyłam. Później mama zapisała mnie do szkoły muzycznej na fortepian. Skończyłam i nagle moje zainteresowania się zmieniły.

Na?

– Zapisałam się do klubu jeździeckiego, pokochałam konie i psy. I postawiłam zostać lekarzem weterynarii. W szkole średniej przeniosłam się do klasy biologiczno-chemicznej, zrezygnowałam ze szkoły muzycznej. Kiedy szłam złożyć papiery na weterynarię, spotkałam dawną panią profesor ze szkoły muzycznej. Złapała się za głowę. – Ty weterynarzem? Tak drobna dziewczynka i będziesz leczyć wielkie zwierzęta? A może jednak muzyka?

Zmieniła pani plany?

– Tak. Zaniosłam papiery na Wydział Artystyczny UMCS. Podczas studiów na wychowaniu muzycznym ukończyłam średnią szkołę muzyczną na wydziale wokalnym. Później były kolejne studia w Akademii Muzycznej w Katowicach na wydziale wokalno-aktorskim.

To wtedy zaśpiewała pani Stabat Mater Karola Szymanowskiego?

– Zaczęłam śpiewać w Operze Bytomskiej. W Katowicach dowiedziałam się, że w Teatrze Muzycznym w Lublinie poszukują solistów. Zgłosiłam się na przesłuchanie, dostałam angaż. Przez osiem lat wyśpiewywałam pierwszoplanowe role w przedstawieniach "Baron cygański”, "Straszny dwór”, "Carmen”, "Księżniczka czardasza”. Stabat Mater zaśpiewałam na jubileuszowym koncercie Akademii Muzycznej w Katowicach. To jedna z najważniejszych partii, jakie śpiewałam, trudna i bardzo mistyczna.

Już nie śpiewa pani w Teatrze Muzycznym?

– Zaproponowano mi stanowisko dyrektora Festiwalu Spotkań Kultur w Filharmonii Lubelskiej. Śpiewam gościnnie w spektaklach, śpiewam koncerty kameralne... Będę śpiewać, póki mi głosu nie zabraknie.

Festiwal startuje szóstego stycznia, w święto Trzech Króli? Zaczyna się "Pastorałką” Leona Schillera. Dlaczego?

– Bo jesteśmy w oktawie Bożego Narodzenia. "Pastorałka” pokazuje polską tradycję kolędowania, po to żeby nie zaginęła. "Pastorałki” nie było na lubelskiej scenie już dwadzieścia lat.

Jak powstał spektakl?

– Skrzyknęliśmy się grupą przyjaciół z Teatru Muzycznego, Filharmonii Lubelskiej i wolnymi strzelcami. Spektakl wyreżyserował Jurek Turowicz, który zresztą grał w "Pastorałce” sprzed lat. Ja zajęłam się stroną muzyczną i wokalną spektaklu. Sami zrobiliśmy kostiumy i scenografię, zakładając swoje pieniądze. Pomógł nam "Herbapol”. Liczymy, że wpływy z biletów pozwolą na to, żeby koszty się zwróciły. Wierzę, że są na świecie rzeczy, których nie można kupić.

Nie baliście się inwestować swojego czasu i pieniędzy w ramotkę. A jak się nie sprzeda?

– Nie. Zrobiliśmy to, co zawsze robili kolędnicy, którzy chodzili od domu do domu przedstawiając drogę pasterzy do Betlejem, adorację Dzieciątka, hołd Trzech Króli, sceny herodowe i śpiewając życzyli pomyślności na Nowy Rok. A domom, które odwiedzili, się wiodło. Wszyscy zabiegali o to, żeby ich dom nie został w kolędowaniu pominięty, żeby kolędników ugościć i nagrodzić. Myśmy się zamienili w tych prawdziwych kolędników.

Kolędowanie przynosiło szczęście?

– Tak. Włożyliśmy w nasz spektakl tyle radości, pasji i dobrych myśli, że każdy, kto go zobaczy, swój kawałek szczęścia dostanie.

W "Pastorałce” zagra pani...

– Anioła i Śmierć, która puentuję całą historię.

Co robi Anioł?

– Wyśpiewuje adoracje, tańczy, opiekuje się... jak w życiu. Czuję jego opiekę. Anioły są nam dane w charakterze łączników z Opatrznością, która gdzieś tam, z wysoka, chce dla nas samego dobra. Łączą niebo z ziemią. Pomagają nam nieść ziemskie ciężary. Otwierają oczy, żebyśmy zobaczyli piękno tego świata i życia. I pomagają znaleźć harmonię.

A Śmierć, którą pani zagra?

– Kiedy uczyłam się roli, to przechodziły mnie ciarki. W codziennym zapędzeniu zapominamy o rzeczach fundamentalnych. "Patrzcie, patrzcie bogacze, na te nędze wasze, które w grobie czekają na rozkoszne pasze” – kiedy to śpiewam, myślę o tym, że chcemy mieć jak najwięcej, chcemy gromadzić, gromadzimy za dużo i kończy się tym, że nie mamy czasu, żeby te nagromadzone dobra wykorzystać. Przychodzi choroba, coś podcina nam nogi i nagle pytamy się: po co to wszystko było? Po co była ta praca od świtu do rana, kiedy nie mieliśmy czasu porozmawiać z dziećmi, kiedy nie mieliśmy czas dla najbliższych, kiedy nie mieliśmy czasu, żeby spotkać się z przyjaciółmi. Nie mieliśmy czasu ani ochoty, żeby podzielić się nagromadzonymi dobrami. Śmierć, którą gram, daje znak.

Jaki?

– Że każdy dzień jest nam na nowo podarowany, że życie jest cudem, że tyle żyjemy, ile żyć będziemy i że każdego ranka po otwarciu oczu trzeba się z tego cieszyć. Nawet jeśli w lodówce pustki. I że warto się zdystansować od pracy i od gromadzenia. Że z Nowym Rokiem czekają na nas nowiutkie dni…
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!