wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Sanatorium dla dzikich zwierząt pod Nałęczowem

Dodano: 20 stycznia 2011, 15:54

Maleńka sarenka Bambi cudem przeżyła atak psów w lesie, ale straciła oko (Fot. Maciej Kaczanowski)
Maleńka sarenka Bambi cudem przeżyła atak psów w lesie, ale straciła oko (Fot. Maciej Kaczanowski)

Tu leczą rany pod okiem ludzi, żeby stanąć na nogi i wrócić na wolność. Rysie, sarny, jelenie, bociany, jastrzębie, wilki – wszystkie mogą znaleźć schronienie w Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Zwierząt pod Nałęczowem.

Maleńka sarenka Bambi cudem przeżyła atak psów w lesie. Zranione oko i ukąszenia na całym ciele długo goiły się w Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Zwierząt pod Nałęczowem.

– Przez pierwsze dni pobytu u nas była bardzo słaba i zdezorientowana. Musiała przejść operację usunięcia gałki ocznej – opowiada Zdzisław Małysz, szef Lubelskiej Straży Ochrony Zwierząt, która prowadzi ośrodek.

Dzielna Bambi

"Bambi wybudziła się z narkozy, a my bardzo martwiliśmy się, jak jej młodziutki i maleńki organizm, ważący zaledwie 4 kg sobie z nią poradzi. Tym bardziej że dzikie zwierzęta bardzo często źle znoszą tego typu znieczulenie. Przed nią jeszcze długa droga do całkowitego powrotu do zdrowia i wiele zapewne bardzo bolesnych dla niej zabiegów pielęgnacyjnych. Mimo to jest bardzo dzielna i widać w niej niesamowitą chęć życia” – pisali opiekunowie sarenki w Internecie.

– Bambi czuje się już bardzo dobrze. Czeka, by wrócić na wolność – mówi Małysz.

Prosto z lasu

Rambo, młody koziołek, do ośrodka został przekazany przez Klinikę i Katedrę Chirurgii Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Miał złamaną przednią kończynę. Mimo starań opiekunów, nie przeżył. Kilkudniowe koziołki miały więcej szczęścia. Opiekunowie z ORDZ znaleźli je w lesie pod Chełmem. Lis zaatakował i zagryzł ich matkę. One zostały pod drzewami. Gdyby nie natychmiastowa pomoc, nie przeżyłyby. Teraz dorastają w ośrodku. Niedługo wrócą do swojego naturalnego środowiska.

Luka w opiece

Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt pod Nałęczowem powstał latem 2010 roku. – Od dawna zajmowaliśmy się opieką nad zwierzętami, ale coraz więcej sygnałów trafiało do nas o dzikich zwierzętach, które nie miały dostatecznej ochrony prawnej i miejsc, gdzie można by je leczyć – opowiada Zdzisław Małysz. – Postanowiliśmy wypełnić tę lukę. Tak powstał ośrodek, który przeznaczony jest dla dzikich ptaków i zwierząt.

Nawet wilki

Kuny, rysie, sarny, jelenie, lisy, bociany, jastrzębie, czaple, a nawet wilki – wszystkie te zwierzęta i wiele innych może znaleźć schronienie w ośrodku pod Nałęczowem, jeśli zagrożone będzie ich życie lub zdrowie.

– Były u nas sowy, jastrząb, orlik, nur – wylicza Małysz. – W tej chwili przebywa u nas 9 bocianów, które nie są w stanie samodzielnie latać. Jak do nas trafiły? Z całego województwa dzwonią ludzie, że żyją w ich okolicy bociany, które nie są w stanie samodzielnie latać. Mają zranione skrzydła, wypadły z gniazda. Zabieramy je do nas.

Wrócą na wolność

Słabe i okaleczone bociany, które nie odleciały do ciepłych krajów, także nie miałyby szans na przeżycie zimy w Polsce. Dziś mieszkają w ciepłej stodole i tu leczą rany. ORDZ na stałe współpracuje z Uniwersytetem Przyrodniczym. Lekarze z Wydziału Weterynarii robią wszystko, by chore i okaleczone zwierzęta odzyskały zdrowie i mogły wrócić na wolność. Tak stało się z jastrzębiem, orlikiem i sowami. Sarny, które w tej chwili są w ośrodku, także będą mogły wrócić wiosną do lasu. Ale nie wszystkie zwierzęta powrócą do swojego naturalnego środowiska. – Są u nas bociany z tak uszkodzonymi skrzydłami, że nigdy już nie będą mogły latać. Zostaną u nas do końca swoich dni – mówi Małysz.

Nie oswajamy

Ośrodek ma pozwolenie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska na opiekę nad dzikimi zwierzętami. Nie przyjmuje zwierząt domowych i gospodarskich. W tej chwili bociany żyją w zaadaptowanej stodole, zbudowano specjalny domek i wybieg dla saren.

– Nie oswajamy ich, ponieważ zbyt bliska więź z człowiekiem może im później zaszkodzić w życiu na wolności. Rehabilitujemy je i przygotowujemy do przywrócenia naturalnemu środowisku – zastrzega Małysz. – Oczywiście, trudno uniknąć nawiązania bliższej więzi, skoro je karmimy i doglądamy. Zwierzęta to stworzenia, które myślą i przywiązują się do człowieka. Nawet, jeśli nie do końca mu ufają.

Rozbudowa

W planach ośrodka jest budowa nowych budynków, które przyjmą jeszcze większą liczbę zwierząt. Lubelska Straż Ochrony Zwierząt planuje pozyskać wiosną unijne fundusze na tę inwestycję. – Z perspektywy kilku miesięcy, od kiedy działamy, mogę powiedzieć, że to była dobra decyzja – mówi Małysz. – Liczymy na pomoc ludzi i chcemy się rozwijać.
Czytaj więcej o:
anna
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

anna
anna (23 stycznia 2011 o 11:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Wspaniale ,że powstał taki Ośrodek , który ratuje zwierzęta. Wszystkie one zdane są w końcu na pomoc ze strony człowieka, ale niejednokrotnie , to właśnie człowiek przyczynia się do ich jakże okrutnego traktowania. Wielkie uznanie dla ludzi o wielkich sercach . Oby było ich jak najwięcej.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!