sobota, 18 listopada 2017 r.

Magazyn

Ćwierć wieku temu Budka Suflera z uporem zaczęła lansować świeżo nagraną piosenkę "Sen o dolinie”. Poprowadziła ona lubelski zespół na same szczyty. Trzy lata temu w gronie lubelskich naukowców-wynalazców i menedżerów przemysłu zrodził się pomysł stworzenia w grodzie nad Bystrzycą parku technologicznego na wzór amerykańskiej Doliny Krzemowej. - Wcale nie jesteśmy od nich gorsi - buńczucznie zapewniał Waldemar Świątkowski, produkujący w swojej firmie przy ul. Turystycznej prototypowe maszyny górnicze, które były rewelacją na Śląsku.
Sen o lubelskiej Dolinie Krzemowej zaczynał mieć coraz więcej z jawy. Na czele grupy zapaleńców stanął dr hab. Waldemar Wójcik z Politechniki Lubelskiej. W Bilbao w Hiszpanii po raz pierwszy zobaczył park technologiczny, w którym na sprzedaż wystawione były - w formie prototypów - dopiero co wymyślone przez uczonych ze stolicy Kraju Basków maszyny i urządzenia, również technologie. Jego opowieści były tak sugestywne i poparte hiszpańskimi wyliczeniami zysków, że entuzjastów przybywało. Bowiem o ile po ukończeniu uczelni nie wywieje się do Warszawy albo za granicę, w Lublinie szanse sprzedaży tego, co wymyślą szare komórki, są niewielkie. Lubelską "Dolinę” postanowiono ulokować na Felinie, na terenach przekazanych w użytkowanie przez skarb państwa Akademii Rolniczej. Urząd Marszałkowski zadbał o to, by zapis o powołaniu i sposobach finansowania parku technologicznego znalazł się w akceptowanej przez władze państwa "Strategii rozwoju woj. lubelskiego”. Uczeni ze swoimi pomysłami, dla których chcieliby znaleźć kupców, zaczynali ustawiać się w kolejkę. Gotowość pomocy wyrazili Włosi, a udziału lwowianie. Sen wydawał się spełniać.
Gdzieś przed rokiem sprawy zaczęły jednak utykać w martwym punkcie. Niektórzy tłumaczą to tym, że dla władzy wojewódzkiej najważniejsze zaczęły być wtedy wybory parlamentarne i załapanie się na poselskie czy senatorskie posadki. Inni, że park technologiczny przegrywał z lokalnymi, gminnymi i powiatowymi doraźnymi potrzebami. Daje się też słyszeć, że w Urzędzie Marszałkowskim, na który spadała powinność pilotowania tej inicjatywy, nie znalazł się człowiek kompetentny, czujący tę sprawę. I chyba w każdej z tych opinii jest ziarno prawdy.
We wspomnianym urzędzie kolejnym w ostatnim czasie patronem lubelskiej Doliny Krzemowej jest Jakub Mikołajczyk, dyrektor Wydziału - uwaga! - Infrastruktury Technicznej, Inwestycji, Transportu i Mienia Samorządowego. Współczuję mu, bo nawet zapamiętać trudno, a co mówić o rozsądnym zarządzaniu. Stąd też dyrektor administracyjny Akademii Rolniczej Henryk Bichta, który ma wystąpić do ministra skarbu o przekazanie na rzecz parku technologicznego 2 ha na Felinie, nie może doczekać się od dyr. Mikołajczyka stosownych gwarancji zabezpieczenia interesów uczelni.
Oczywiście, to o czym wyżej to, tylko mały fragment skały, blokującej drogę do doliny, w której znaleźć się miała szansa dla - stającego się w zastraszającym tempie prowincją - Lublina. Czy będzie to tylko sen?
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!