czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Magazyn

Sen o dolinie

Dodano: 31 stycznia 2002, 17:19

Ćwierć wieku temu Budka Suflera z uporem zaczęła lansować świeżo nagraną piosenkę "Sen o dolinie”. Poprowadziła ona lubelski zespół na same szczyty. Trzy lata temu w gronie lubelskich naukowców-wynalazców i menedżerów przemysłu zrodził się pomysł stworzenia w grodzie nad Bystrzycą parku technologicznego na wzór amerykańskiej Doliny Krzemowej. - Wcale nie jesteśmy od nich gorsi - buńczucznie zapewniał Waldemar Świątkowski, produkujący w swojej firmie przy ul. Turystycznej prototypowe maszyny górnicze, które były rewelacją na Śląsku.
Sen o lubelskiej Dolinie Krzemowej zaczynał mieć coraz więcej z jawy. Na czele grupy zapaleńców stanął dr hab. Waldemar Wójcik z Politechniki Lubelskiej. W Bilbao w Hiszpanii po raz pierwszy zobaczył park technologiczny, w którym na sprzedaż wystawione były - w formie prototypów - dopiero co wymyślone przez uczonych ze stolicy Kraju Basków maszyny i urządzenia, również technologie. Jego opowieści były tak sugestywne i poparte hiszpańskimi wyliczeniami zysków, że entuzjastów przybywało. Bowiem o ile po ukończeniu uczelni nie wywieje się do Warszawy albo za granicę, w Lublinie szanse sprzedaży tego, co wymyślą szare komórki, są niewielkie. Lubelską "Dolinę” postanowiono ulokować na Felinie, na terenach przekazanych w użytkowanie przez skarb państwa Akademii Rolniczej. Urząd Marszałkowski zadbał o to, by zapis o powołaniu i sposobach finansowania parku technologicznego znalazł się w akceptowanej przez władze państwa "Strategii rozwoju woj. lubelskiego”. Uczeni ze swoimi pomysłami, dla których chcieliby znaleźć kupców, zaczynali ustawiać się w kolejkę. Gotowość pomocy wyrazili Włosi, a udziału lwowianie. Sen wydawał się spełniać.
Gdzieś przed rokiem sprawy zaczęły jednak utykać w martwym punkcie. Niektórzy tłumaczą to tym, że dla władzy wojewódzkiej najważniejsze zaczęły być wtedy wybory parlamentarne i załapanie się na poselskie czy senatorskie posadki. Inni, że park technologiczny przegrywał z lokalnymi, gminnymi i powiatowymi doraźnymi potrzebami. Daje się też słyszeć, że w Urzędzie Marszałkowskim, na który spadała powinność pilotowania tej inicjatywy, nie znalazł się człowiek kompetentny, czujący tę sprawę. I chyba w każdej z tych opinii jest ziarno prawdy.
We wspomnianym urzędzie kolejnym w ostatnim czasie patronem lubelskiej Doliny Krzemowej jest Jakub Mikołajczyk, dyrektor Wydziału - uwaga! - Infrastruktury Technicznej, Inwestycji, Transportu i Mienia Samorządowego. Współczuję mu, bo nawet zapamiętać trudno, a co mówić o rozsądnym zarządzaniu. Stąd też dyrektor administracyjny Akademii Rolniczej Henryk Bichta, który ma wystąpić do ministra skarbu o przekazanie na rzecz parku technologicznego 2 ha na Felinie, nie może doczekać się od dyr. Mikołajczyka stosownych gwarancji zabezpieczenia interesów uczelni.
Oczywiście, to o czym wyżej to, tylko mały fragment skały, blokującej drogę do doliny, w której znaleźć się miała szansa dla - stającego się w zastraszającym tempie prowincją - Lublina. Czy będzie to tylko sen?
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO