niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Sen o "krótkiej rurze” Aleksandra Gudzowatego

Dodano: 12 stycznia 2009, 18:30

Rozmowa z Aleksandrem Gudzowatym, dyrektorem Bartimpeksu, autorem koncepcji dywersyfikacji dostaw gazu do Polski.

• W obliczu rosyjsko-ukraińskiego konfliktu gazowego odżywa pańska koncepcja dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego do Polski przez spięcie polskiego sytemu gazowego z systemem europejskim: rurociągiem ze Szczecina do niemieckiego Bernau. Projekt ten niektórzy określali "krótka rura Gudzowatego”. Jak miał działać?

- Chodziło o proste połączenie z siecią UE. Dawało to dostęp do rynku gazu w Unii i do prawnych regulacji unijnych. To miała być taka recepta na ewentualne fanaberie rosyjskiego dostawcy czy białoruskich, albo ukraińskich pośredników, w postaci przykręcania kurka. Co do "rury”, to najważniejsza jest zawsze jej sprawność i wydajność, a nie długość. Ta miała być krótka, - 28 km na terytorium Polski i 100 km w Niemczech -ale mogła dawać Polsce spokojny sen energetyczny.

• Czy rzeczywiście miało nas to uniezależniać od kierunku rosyjskiego? Ten niemiecki gaz i tak byłby rosyjski, bo z Rosji do Niemiec idzie.

- Dywersyfikacja zaopatrzenia w gaz nie oznacza konieczności zakupu gazu, ale tylko daje taką możliwość. Ci, którzy mówią, ze jakbyśmy się spięli z Niemcami, to już musielibyśmy od nich brać i płacić ile sobie zawinszują, zwyczajnie kłamią! Nie miało tu być do czynienia z niemieckim władztwem, ale z UNIJNYM. Gwarantuje to dostęp do całego systemu. Nie ma więc mowy o zakręcaniu kurka gazowego przez Niemców. To nie jest rosyjski gaz, tylko unijny, uzdatniany do warunków fizyko-chemicznych występujących w sieci gazowej Unii. Pochodzi on z Rosji, z Norwegii, z Algierii, z Wielkiej Brytanii, z Holandii itd. Gadanie, że to ruski gaz przepchnięty do Niemiec i "zawrócony” do Polski to kabaret.

• Gaz w europejskim systemie rozsyłowym nie ma narodowości?

- To jest sedno: ten gaz nie ma narodowości. To gaz unijny, którym zapełniona jest sieć przesyłowa. Na tym polega mądrość unijna. Gdybyśmy mieli podłączenie do sieci europejskiej, kiedy by nam przeszła ochota, odkręcalibyśmy kurek, napuszczali tyle gazu, ile akurat potrzeba i za niego płacili.

• Pewnie więcej niż Rosjanom...

- A skąd ta pewność? Po pierwsze, cenę by się negocjowało, a to zależy od różnych czynników. Po drugie, w cenie zawarty jest też element bezpieczeństwa. Używając prostej analogii samochodowej, zwykle korzystamy z ulubionej stacji benzynowej, ale jak zabraknie w niej paliwa, jedziemy zatankować tam, gdzie jest.

• Kiedy po raz pierwszy wpadł pan na ten pomysł?

- W 1998 r. zaniepokoiła mnie zależność od Gazpromu. Zacząłem myśleć o zróżnicowaniu dostaw. Stała za tym następująca logika: Polska nie jest dużym importerem gazu, rocznie 8-9 mld m3 gazu. Do tego należy dostosować wielkość zamiarów dywersyfikacji. Lansowany przez część polityków wirtualny gazociąg norweski długości 700 km i wartości kilku miliardów dolarów, nie miał szans realizacji. Powinien on uwzględniać znacznie większy przesył, aniżeli planowany import do Polski, żeby to miało jakikolwiek sens ekonomiczny. To powinno być coś znacznie prostszego - myślałem. Wtedy zaświtała myśl, że przecież można spróbować z Niemcami. Zwróciliśmy się do ich dystrybutora Ruhrgazu i naszego PGNiG. Dość szybko doszło do porozumienia o celowości zbudowania gazociągu Bernau - Szczecin i o wzajemnym popieraniu tego projektu. PGNiG odstąpiło od niego już na samym początku roku, a ostatnio zrobił to zmęczony oczekiwaniem Ruhrgaz. PGNiG nie miało najmniejszego powodu do takiego zachowania. Ktoś to na nich wymógł.

• Kto?

- Dzisiaj wiemy, że to jakaś tajemnicza grupa osób, którą nazywamy mafią gazową. Ja nazywam grupą "Minus Pięć”, jako synonim piątego poziomu piekła. To grupa zapewne wspomagana przez zagranicznego patrona finansowego bądź politycznego. W każdym przypadku działała ze szkodą dla interesu narodowego Polski.

• Oczywiście można iść tropem teorii spiskowych, ale Pańska idea "krótkiej rury” była przede wszystkim opozycyjna w stosunku do koncepcji dostaw gazu z Norwegii lansowanej przez ekipę Buzka. Może lepiej analizować czy była wobec niej konkurencyjna?

- Ta dyskusja stała się bardzo nużąca, bo poszczególne strony konfliktu mówią swoje, nie przyjmują żadnych argumentów. Ja sam - i nie tylko ja - uważam gazociąg norweski za projekt wirtualny i nieekonomiczny. Projekt ten to manipulacja ludźmi, szkoda, że są to najwyższe osoby w państwie. To projekt dla zadymy

• Dlaczego nie udało się zrealizować pańskiej koncepcji za kadencji rządu Millera, skoro on sam zrezygnował z "norweskiego” pomysłu Buzka? Dlaczego nie udało się to także za czasów PiS?

- Nam się nie udało tej koncepcji zrealizować za jakiekolwiek rządu. Wnioski z tego są bardzo kłopotliwe. Ale musiała istnieć grupa wiarygodna dla polityków, która spreparowała jakieś nieprawdziwe argumenty dla wykorzystania ich w agresji przeciwko nam. Dla nas jest to mafia, która działa przeciwko interesowi Polski.

• Jak Pan myśli, czy gdyby na ten pomysł wpadł kto inny niż Gudzowaty, to on już dawno byłby zrealizowany?

- Być może, zwłaszcza, że obserwujemy takie zamiary ze strony PGNiG.

• Czy upublicznienie przez TVP "taśm Oleksego” miało wyleczyć Pana z "natręctw myślowych” związanych z "krótka rurą”?

- Rejestracja i upublicznienie "taśm Oleksego” było jedną wielką prowokacją, która mi bardzo zaszkodziła i po to była zrobiona. Nie miałem z tym nic wspólnego, a sprawcy tej prowokacji wiedzieli, co robią. "Miałczenie Oleksego” o rzekomym skrzywdzeniu go jest śmieszne. Doskonale wiedział, że ja nie miałem z tym nic wspólnego. Zastanawia jednak brak zainteresowania władzy tymi faktami przestępstw elit politycznych, o których mówił sam Oleksy. W tej sprawie cisza. Szum stworzono sztucznie. Podsłuchiwali go ci, co potem te taśmy ujawnili.

• Wielokrotnie wspominał pan o "mafii”, która miała torpedować plan Szczecin-Bernau. Kogo lokuje pan w tym towarzystwie?

- Mafia, którą ja mam na myśli, to zapewne politycy i pracownicy służb rodem zapewne sprzed 1989 roku, bądź ich kolesie. Bardzo prawdopodobne jest istnienie patrona zagranicznego, sami nie byliby tacy śmiali. Zwróciliśmy na siebie uwagę, ponieważ uczestniczyliśmy w obrocie gazem, który był filarem inżynierii finansowej mojego autorstwa, w wyniku czego oddłużyliśmy Polskę od olbrzymich długów za gaz. Zapewne nam pozazdroszczono zarobków i zaczęła się agresja. Groźby śmiercią, groźby porwania syna, intrygi w Rosji i w Polsce, czarny PR itd. Mieliśmy nawet sytuację, gdzie bardzo wysoki funkcjonariusz Urzędu Ochrony Państwa sfałszował informacje o nas, przeznaczona dla premiera, w której celowo stworzył nam bardzo zły wizerunek. Później wystarczyło tylko zadbać, by go nikt nie wykasował, a ewentualnie nawet i wzbogacił. W ten sposób czarny PR był gotowy na wiele lat do przodu! Tak zażarcie nam przeszkadzano, że nawet naruszono polski interes narodowy uniemożliwiając dywersyfikację dostaw gazu. Do dzisiaj Polska jest bezbronna, a w razie nieszczęścia pozostaje tylko hałas i paplanina polityczna.

• Czy to loża "Minus Pięć” zrujnowała pańskie dobre relacje z "Gazpromem”, które popsuły się gwałtownie i doprowadziły w efekcie do procesu z tym gigantem, zakończonego - nota bene - zasądzonym wielomilionowym odszkodowaniem dla pana.

- Tak. A wygrana była rekompensatą za poniesione straty, po tym jak Gazprom zerwał z nami kontrakt i wyniosła 35 mln dolarów.

• Powiedział pan w TVN24, że w obecnym konflikcie gazowym wina leży po stronie ukraińskiej.

- Ani Gazprom, ani Ukraina nie są całkiem w porządku. Chodziło mi tylko o to, że spory Rosja - Ukraina nie mogą szkodzić innym krajom leżącym na trasie gazociągu. Sprawa "podkradania” gazu przez Ukrainę jest znana od dawna, tyle tylko, że jak byli braćmi z Rosjanami, to przymykano na to oko, a jak stali się tylko sąsiadami, to Rosja usiłuje przywrócić normalne obyczaje kupieckie. Ukraina opóźnia ten proces i stąd cały konflikt. Ale nie mogą na tym cierpieć inne kraje.

• Uda się panu realizacja "krótkiej rury” w obecnej sytuacji politycznej?

- Nie wiem. Stosunki z PGNiG mamy chłodne, choć nie wiem dlaczego. Widocznie dostali "propozycję” nakazującą takie zachowanie. Jestem jednak dobrej myśli.

• Żyjemy w Polsce. Wiele osób bardziej niż tym, że może im zgasnąć płomień na kuchence przeżywa, ile pan ewentualnie na połączeniu Szczecin-Bernau zarobi? Powie pan?

- Nie powiem, bo sam jeszcze nie wiem. Zresztą jest to kwestia bardziej ambicjonalna i honorowa, niż finansowa.

Rozmawiał: Patryk Małecki
Czytaj więcej o:
jon
Raczek
stefan
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

jon
jon (18 stycznia 2009 o 12:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
stefan napisał:
Pamiętam jak Pan Gazowaty zacierał łapki jak do władzy szedł Miller z hasłem "nie dla gazu norweskiego". Jak to się skończyło to już wiemy. Tak przy okazji dlaczego jeszcze Miller nie stanął przed trybunałem stanu za pozbawienie Polski dywersyfikacji żródła gazu?


to podpada pod Trybunał ?
Rozwiń
Raczek
Raczek (14 stycznia 2009 o 18:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
CZY KTOŚ WRESZCIE ODPOWIE DLACZEGO 'SPINKA' BERNAU-SZCZECIN NIE MOŻE BYĆ ZREALIZOWANA?
Rozwiń
stefan
stefan (13 stycznia 2009 o 07:38) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pamiętam jak Pan Gazowaty zacierał łapki jak do władzy szedł Miller z hasłem "nie dla gazu norweskiego". Jak to się skończyło to już wiemy. Tak przy okazji dlaczego jeszcze Miller nie stanął przed trybunałem stanu za pozbawienie Polski dywersyfikacji żródła gazu?
Rozwiń
Rambo
Rambo (12 stycznia 2009 o 20:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ten facet na Polskę jest zbyt.. duży.
Rozwiń
Gość
Gość (12 stycznia 2009 o 19:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Najprostsze rozwiązania są u nas, jak zwykle, najtrudniejsze. Jak nie wiadomo dlaczego, to... wiadomo o co chodzi.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!