poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Sklej sobie wojnę

  Edytuj ten wpis
Dodano: 18 sierpnia 2006, 10:49

Ręka chirurga i fantazja artysty. Nerwy kontrolera lotów i pomysłowość McGyvera. Ale najgorsze są oczy. W nich każdy może zobaczyć Śmierć. Swoją śmierć, bo kiedy ktoś niepowołany dotknie modelu, to modelarz zamienia się w coś na kształt terminatora.

Ręka chirurga potrzebna jest do malowani i najdrobniejszych części. Wyobraźcie sobie: działko przeciwlotnicze w skali 1:200 ma jakiś centymetr wysokości, a składa się kilkunastu części. Papierowych.
Fantazja potrzebna jest przy malowaniu. Odpryski farby, ślady dymu przy wylotach rur wydechowych... to wszystko trzeba namalować.
Nerwy? Kiedy nad jednym modelem pracujesz pół roku i wiesz, że jedna źle sklejona część niszczy twój cały wysiłek, to trzeba mieć nerwy ze stali. Żeby w ataku szału nie zdemolować mieszkania.
I wreszcie pomysłowość. Żeby sobie zrobić śnieg albo błoto, którym zostaną oblepione koła samochodu. Albo żeby zrobić nity ze środka do czyszczenia rur w granulkach, po miesiącu poszukiwań i prób okazało, się właśnie te granulki nadają się najlepiej.

Pierwsze doświadczenia z Misiem

Krzysztof Śliwiński ma 29 lat. Jest rolnikiem. Uprawia warzywa i sprzedaje je na targu. Ale każdą wolną chwilę poświęca na klejenie.
Zaczęło się 20 lat temu. Miesięcznik dla dzieci "Miś” drukował szablony do wycinania i sklejania. - Strasznie mi się te wycinanki podobały - opowiada dziś Krzysztof. - A później zaczęły się już profesjonalne modele.
Śliwiński skleja właściwie wszystko; byle z kartonu. Statki, samoloty, budynki, pojazdy, a ostatnio nawet ustęp.
- To moja własna koncepcja, powstała w kilka minut. Nie miałem co robić, bo czekałem na przyjaciół. Wziąłem więc nożyczki, klej i zacząłem kleić. Kilka minut i gotowe. Lubię sobie zrobić czasami taki model który wzbudzi większe zainteresowanie. Jeden malutki prościutki jest ciekawszy, niż cała sala modeli.

Niewidzialny samolot

Wcześniej skleił okręt podwodny w zanurzeniu peryskopowym w butelce. Z wody wystawał tylko peryskop. Z kartonu wykleił drezynę pancerną w żarówce.
- To był ciężki model. Musiałem zużyć dwie żarówki: jedną stłukłem całą żeby zachować gwint. W drugiej zaś musiałem rozciąć gwint i powoli wykruszać, tak żeby została sama banieczka. Potem element po elemencie powoli wklejałem do środka - wspomina.
Albo niewidzialny samolot: - Ludzi okropnie śmieszył model niewidzialnego samolotu. To była płyta lotniska z podpisem "Niewidzialny, wielozadaniowy samolot odrzutowy PP 2002”. I to wszystko. Ja lubię czasami takie humorystyczne akcenty - śmieje się pan Krzysztof
Takie modele nie zdobywają jednak medali ani wyróżnień, których Śliwiński ma już ponad setkę. I nie jeżdżą na mistrzostwa świata.

Przypadek i szok

Do lipca największym sukcesem był brązowy medal na Mistrzostwach Europy w Gdańsku w 2003 roku. Śliwiński wystawił model statku handlowego; chłodniowiec Tornado. O mistrzostwach świata w chorwackim Dubrowniku nawet nie myślał. Kartonowy model japońskiego tendera lotniczego Akitsushima trafił tam właściwie przez przypadek i zdobył trzecie miejsce w świecie w kategorii statków i okrętów kartonowych waloryzowanych (ze śladami użytkowania: rdza, zacieki, itd. - red). W takiej kategorii dopuszczalna jest inwencja twórcza klejącego, jednak musi mieć ona poparcie w dokumentach historycznych lub zdjęciach.
- Byłem w szoku, kiedy się dowiedziałem. Nigdy nie myślałem o medalu na takiej imprezie. Ja przecież swój model wysłałem tylko dlatego, że kolega z Łodzi jechał samochodem i miał tam sędziować. W innym przypadku nigdy bym tam nie trafił, bo nie stać na taki wypad do Chorwacji.

Satysfakcja gwarantowana
Dziś Akitsushima ma swoje honorowe miejsce: stoi na półce w szklanej gablocie, obok puchary medale i dyplomy.
Prace nad modelem trwały - z przerwami - osiem miesięcy. -Nie miałem jakoś weny twórczej na ten model. Nie zawsze jest tak, że się siada i klei od deski do deski. Jak nie czuje, to nie skleję dobrze. Tak samo jak ze wszystkim innym: z musu nigdy nie wychodzi dobrze.
Praca nad takim modelem to około trzech miesięcy, po kilka godzin dziennie. - W ciągu roku sklejam cztery, pięć modeli.

porady Krzysztofa Śliwińskiego:
- Sklejanie modeli kartonowych to bardzo tanie hobby. Modele kosztują od kilku do kilkudziesięciu złotych. Akitsushima kosztował mnie 35 złotych. Jeżeli dołożymy do tego jakieś farby i kleje to raptem piętnaście złotych miesięcznie.
- Przygodę ze sklejaniem modeli zaczynać od prostych, nieskomplikowanych modeli. Można je wyciąć z "Małego Modelarza” do kupienia w każdym niemalże kiosku.
- Wszystko sprawdzać na sucho. Lepiej przymierzyć trzy razy, niż skleić źle.
- Mnóstwo spokoju i wytrwałości.

Po co?

- Klejenie pozwala mi się uspokoić, wyciszyć i uruchomić wyobraźnię - wyjaśnia cierpliwie Krzysztof Śliwiński. Cierpliwie, bo tylko tacy ludzie mogą sklejać. - Kto nie lubi długimi godzinami siedzieć i przyklejać jeden element, to niech sobie daruje i kupi gotowy model.
Tylko co to za satysfakcja?
Fabian Plapis

Niezbędnik modelarza


Kupić, skleić, pomalować i postawić na półce. Proste? Niestety nie. Modelarstwo to dziedzina złożona niczym fizyka kwantowa, a rozmowy dwóch doświadczonych modelarzy nie zrozumie żaden zwykły śmiertelnik. Modelarstwo to setki publikacji i monografii, dziesiątki czasopism i mnóstwo stron internetowych, gdzie 10 stronicowy artykuł o robieniu błota do dioramy nie jest niczym niezwykłym. To też wielki, międzynarodowy rynek i koncerny, które kuszą modelarza co raz to bardziej wyrafinowanymi (i droższymi) nowościami. Jak się w tym wszystkim połapać? Jak skleić samolot, żeby chociaż trochę przypominał oryginał? Jak zdobyć medal na mistrzostwach świata?

PODSTAWY
Modelarstwo dzieli się na: plastikowe (redukcyjne statyczne i zdalnie sterowane), kartonowe i drewniane (głównie modele żaglowców)
Wszystkie modele są wykonane w odpowiedniej skali. Najpopularniejsze skale plastikowe to 1:72, 1:48, 1:35, a w modelarstwie kartonowym 1:33, 1:24 i 1:200 (statki i okręty)

CO JEST W PUDEŁKU
Części, instrukcja i kalkomanie. I już tu pojawiają się pierwsze problemy, bo nawet do wycinania poszczególnych elementów są specjalne cążki. Ale najważniejsza jest instrukcja. bez niej trudno złożyć pojazd opancerzony składający się np. 296 elementów, a jeszcze trudniej każdą część odpowiednio pomalować. Każda instrukcja zawiera odpowiedni schemat malowania i tabelę farb. Farby produkuje bowiem kilka firm i każda swój kolor oznacza inaczej.

WARSZTAT PRACY
klej, pędzelki, zestawy nozyczek, pilniczków i pencet. To wszystko kupimy w kazdym sklepie modelarskim. Trzeba tylko wybrac farby i sposób malowania. Obecnie na topie są farby akrylowe, które nie śmierdzą tak jak olejne i nie wymagają rozpuszczalników na bazie benzyny. Mało tego, niektórzy producenci produkują farby o zapachu np. migdałowym, żeby się milej modelarzowi pracowało.
A czym malować?
– początkującym modelarzom polecam pędzelki. Są łatwiejsze w użyciu i uczą manualnej sprawności – tlumaczy Piotr Perzanowski, modelarz i sprzedawca w lubelskim sklepie modelarskim „Krzyś”. – Doświadczeni przerzucają się na aerograf, dający większą dokładność i możliwość cieniowania.
To już niestety droga impreza. Dobre farby to wydatek 5-8 zł za pojemnik, ale aerograf kosztuje już ok. 60 zł (profesjonalne kilka razy tyle).

NISZCZENIE I KOSMETYKA
Lśniący nowością czołg wygląda głupio, dlatego każdy modelarz stara się, by jego model wyglądał tak, jakby przed chwilą wrócił z pola walki. Ślady rdzy i pocisków. Odpryski i smugi dymu wokół rur wydechowych. koła oblepione błotem. Kurz na szybie. Do tego służa tzw. pigmenty. Wygląda to identycznie jak zestaw cieni do powiek. Nawet pędzelek jest podobny, tylko zamiast różu jest np. piasek pustynny, kurz i błoto zmieszane ze śniegiem. cena takiego zestawu, który starcza na kilka modeli to 30-40 zł.

Piotr Perzanowski
sprzedawca w sklepie modelarskim „Krzyś” w Lublinie
– Modelarstwo to wciąż bardzo popularne hobby. Mamy stałych klientów, którzy śledzą wszystkie nowości na rynku, ale też ciągle pojawiają się nowi ludzie. Na dobrą sprawę w sklepie jest pełny przekrój społeczny: od nastolatków, po statecznych panów. Lekarze i prawnicy, emeryci i młodzi biznesmeni. Obecnie na topie jest broń pancerna, a to za sprawą producentów, którzy prześcigają się produkowaniu jak najciekawszych modeli. Teraz figurka żołnierza mierząca jakieś 4 cm składa się z kilkudziesięciu części i są nawet takie szczegóły, jak rozdarcie płaszcza, czy odznaczenia.
Pojawiają się nowe skale i nowe wersje modeli. Do tego jest mnóstwo literatury fachowej: od monografii danego czołgu czy samolotu po czasopisma modelarskie, gdzie znajdziemy recenzje modeli, porady i relacje. Na modelarstwo wpływa też rzeczywistość. Już kilka dni po wybuchu ostatniego konfliktu na Bliskim Wschodzie mieliśmy klientów szukających izraelskiego czołgu merkava.
Jedyne, co ogranicza modelarzy w Polsce, to ceny, które stoją na europejskim poziomie.

MODELE W SIECI
gdzie szukać porad, nowości rynkowych, recenzji modeli i zdjęć najciekawszych prac
www.modelarstwo.org.p
www.plastikowe.pl/
www.kartonwork.pl
www.modelarstwo.pl/
www.modelarz.com/
www.halinski.com.pl
www.gpm.pl
www.konradus.pl
www.malymodelarz.website.pl/


CO DALEJ, CZYLI FRAGMENT RZECZYWISTOŚCI
– Wielu modelarzy robi modele i w pewnym momencie stwierdza, że to za mało. I tak zaczyna się przygoda z dioramami – tłumaczy Piotr Perzanowski.
To już fragment rzeczywistości. Diorama to np. kilka modeli czołgów na postoju w lesie. Są żołnierze, ciężarówka z amunicją i dowódca czytający mapę. Albo kilka zniszczonych domów i walki uliczne. Tu wrak pojazdu pancernego. Tu zniszczony samochód dostawczy i kilku żołnierzy kryjących się w ruinach budynku. Dioramy to najwyższy stopień modelarskiego wtajemniczenia. – Zaczynam od planowania – wyjaśnia nam Tomek Radomski z Chełma. Tomek studiuje historię. Jego pasja to II wojna światowa, więc modelarstwo mu w tym zupełnie nie przeszkadza. – Jakie wojska, jaki front i jakie modele. T się wszystko musi zgadzać. Przecież na dioramie przedstawiającej „D-Day” nie może czołgu w malowaniu pustynnym z okresu kampanii w Afryce Północnej w 1942 roku!
A potem zaczynam zabawę. Firmy modelarskie produkują dosłownie wszystko. Chcesz ruiny kamienicy w francuskiego miasteczka? Proszę bardzo. Będą nawet tabliczki z numerami, sklepowe szyldy i plakaty propagandowe. Można kupić ławeczki, latarnie, szlabany; wszystko. Na stronie internetowej jednego ze sklepów modelarskich naliczyliśmy 17 rodzajów traw. A są jeszcze drogi asfaltowe, brukowane... uff. Do tego zestawy pakunków czy beczek po ropie. Albo skrzyń z amunicją. Albo nawet wychodków w różnym, stopniu zdewastowania.


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!