poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Magazyn

Śniadanie, obiad, libacja

  Edytuj ten wpis
Dodano: 31 sierpnia 2006, 14:45

Agata ma szczęście, bo jej tata już nie pije. Od kilku lat nie bierze kieliszka do ust, nie popija też taniego wina w parku, nie leży zamroczony pod sklepem. Nie musi się go wstydzić. Teraz ma trzeźwego ojca.
O takim ojcu marzą w Polsce prawie dwa miliony dziec

Tata wróci trzeźwy, czy będzie awantura?
Mama przyjdzie sama, czy ją przyniosą?
Będzie coś do jedzenia, czy oboje chleją?
Będą bić, czy nie?
Czy ja też będę pił?
Prawdopodobnie tak, bo co drugie dorosłe dziecko alkoholika też pije.
- Bohater rodzinny, wyrzutek, aniołek, maskotka i ułatwiacz. Dzieci alkoholików intuicyjnie przyjmują na siebie takie role; maski, które chronią je przed rzeczywistością jak pancerz - tłumaczy Zofia Gutowska, specjalista psychoterapii z Poradni Terapii Uzależnienia od Alkoholu i Współuzależnienia w Opolu Lubelskim.


Coraz więcej alkoholu

Bohater rodzinny to zazwyczaj najstarsze dziecko, które nieustannie wspiera, pomaga i troszczy się o resztę rodziny.
- Jak ojciec popije, to nic nie jest zrobione na czas w oborze, na polu. Muszę pomagać mamie, bo sama przecież nie da rady - mówi Magda, najstarsza z szóstki rodzeństawa. Taki "mały dorosły” nie ma czasu na swoje dzieciństwo, bo bierze na siebie obowiązki rodzica.
Wyrzutek nie ma żadnych obowiązków, jeśli nie liczyć stwarzania rodzinie dodatkowych problemów. Wyrzutek chce przede wszystkim zwrócić na siebie uwagę i jak najdalej uciec od domowych problemów.
- Jak starzy popiją, to zabieram kasę i też się bawię. Co, tylko oni mogą? Mnie też coś się od życia należy - twierdzi prawie dorosły Tomek. Od września ma powtarzać drugą klasę w zawodówce. Chce reperować samochody.
"Należenie się od życia” kończy się zazwyczaj w jeden sposób: problemy wychowawcze, zawalenie szkoły, kradzieże i alkohol. Coraz więcej alkoholu.

Ułatwiacz nie pomaga

Dziecko aniołek wydaje się skarbem.
- Uwielbiam czytać, marzyć, fantazjować, kocham zwierzaki - zwierza się Magda, ciemnowłosa, poważna jak na swoje 12 lat dziewczynka z Puław. Wycofuje się z trudnej rzeczywistości w świat fantazji. Nie sprawia problemów wychowawczych, ale też ma problemy z nawiązaniem kontaktu z rzeczywistością. - Chyba lepiej dogaduję się z moimi kotami, niż z rodzicami.
I jeszcze dziecko maskotka, które potrafi rozładować napiętą atmosferę w domu. Błaznuje, by ratować sytuację. - Śmieję się, ale tak naprawdę za każdym razem się boję, czy i tym razem uda mi się zagadać tatę - przyznaje Kamil, najmłodszy z trójki rodzeństwa. - Ktoregoś razu się nie uda i co?
Dziecko "ułatwiacz” nie szuka winnych; samo obwinia się za picie rodzica i skupia się na pilnowaniu pijącego. Bierze na siebie nie swoje problemy emocjonalne i próbuje pokonać nie swój nałóg.
- Jak matka wróci do domu, to szukam flaszki, gdzie tym razem schowała i ile. Jak znajdę, wylewam do zlewu. Jak popije, chowam kluczyki od samochodu, żeby nic sobie nie zrobiła, tak każe mi tata - Michał niechętnie opowiada o swoim zwykłym dniu w rodzinnym domu.

Strach

Strach, niepewność i ból - to codzienność dzieci alkoholików. W ich życiu tylko jedno jest pewne: pijany rodzic.
- Jak nie przyjdę na czas, to w domu awantura. Jak wracam, kiedy trzeba, nikt tego nie zauważy - Rafał ma 14 lat. Uczy się w puławskim gimnazjum i nie ma oporów przed rozmową. Może dlatego, że w domu nie ma z kim pogadać? - Ojciec pijany, matka u sąsiadki.
Nie ma wspólnych wyjść, nie ma żadnych terminów, nie ma żadnej pewności. Bo ciąg, bo kac.
Jest tylko lista rzeczy, których nie wolno robić i koszmarne opowieści.
- Kiedyś wracałam ze szkoły i mój ojciec leżał pijany na ławce w parku. Modliłam się, żeby nikt z klasy nie przechodził i go nie widział. Nie przyznawałam się koleżankom, bo byłabym skończona w klasie - mówi spokojnie Ewa, licealistka z Lublina. Specjalnie wybrała szkołę daleko od domu, by nie oglądać co dzień pijanego ojca. - Miał zaskrzepłą krew w kąciku ust. Martwiłam się o niego, ale bałam się podejść i sprawdzić. Byłam na niego wściekła.

Wstyd
- Moja Pierwsza Komunia Święta to była libacja. Nikt nie cieszył się, że przystąpiłam do sakramentu, ale że okazja do wypicia była bardzo dobra - Agata przywołuje z pamięci bolesne chwile. - Po południu musiałam chodzić na paluszkach, by nie obudzić pijanego ojca. Mam żal o te zniszczone chwile, a mogło być przecież normalnie, zwyczajnie. Zazdroszczę innym tego. Albo świąt, kiedy nikt się nie kłóci, nie płacze, gdy wszyscy składają sobie życzenia, śpiewają kolędy. Są prezenty i radość.
- Jak jest pijana, to mówi tyle rzeczy, obiecuje, a potem jak wytrzeźwieje, to nic nie mówi - skarży się nastoletnia, filigranowa, blondynka Beatka ze świdnickiego osiedla. Miłości i zrozumienia szuka już poza domem. - Moja mama to dwie różne osoby. Raz jest fajna, raz nie. Nie wiem, kiedy jest prawdziwa. Kiedy mówi prawdę? W co mam wierzyć? Gubię się w tym.
Ale najlepiej o ojcu czy matce pijaczce nie mówić. Bo jak się o czymś nie mówi, to tego nie ma.
- Nie mam się czym chwalić, nie ma o czym mówić. To wstyd. Wstydzę się swojego taty alkoholika - przyznaje Ania spod Nałęczowa.

Nie chcą pomocy

"Piję, bo mam problemy” zamiast: "Mam problemy, bo piję”. Tak myśli alkoholik, a rodzina chce się sama z tym uporać. Domowymi sposobami.
- W wielu rodzinach alkoholizm jest pieczołowicie ukrywany. Łatwiej ukryć prawdę, jeśli alkoholik pije tylko w domu. O problemie w rodzinie dziecka często nikt nie wie, nawet w szkole, bo przychodzi zadbane, nie sprawia problemów - mówi Anna Wójcik przewodnicząca Komisji ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych oraz kierowniczka MOPS w Nałęczowie. - Ale w ciągu ostatnich pięciu lat zgłasza się do nas po pomoc coraz więcej rodzin. Często w trosce o losy reszty rodziny terapię podejmuje niepijący małżonek. Korzysta z porad psychologa, a dzieci są pod opieką pedagoga, albo przychodzą do integracyjnych świetlic socjoterapeutycznych. W drastyczniejszych przypadkach rodzinie przydziela się kuratora.
Pomoc jest, tylko nie wszyscy jej chcą. Dzieciom z rodzin alkoholików są np. fundowane wyjazdy na kolonie z programem terapeutycznym. Tylko co z tego, jak zamroczona matka warknie "nie”, a pijany ojciec rzuci jakieś przekleństwo. I dziecko nie jedzie.

Finał

- Alkoholizm jest jak nowotwór. Na jedno i drugie nie ma leku - mówi Anna Wójcik. - Uzależnionych jest mnóstwo, ale niewielu wychodzi z nałogu.
A czasem udaje się pokonać nałóg. Tyle że poźno: rodzina jest już wykończona.
- Mojemu tacie się udało. Już trzy lata nie pije - cieszy się Agata. - Ale tego, co było wcześniej, nie da się wymazać z pamięci. I nadal nie umiemy rozmawiać.
Problem zniknął, skutki zostały.


(Imiona bohaterów zmieniono)

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!