poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Sto koni między nogami

  Edytuj ten wpis
Dodano: 27 marca 2008, 14:02

W każdy weekend spotykają się na oddalonych od miasta parkingach. Słychać wtedy ryki wysokoobrotowych silników, czuć "zapach” spalonej gumy.

Gdyby Izaak Newton widział te wyczyny, musiałby jeszcze raz sprawdzić udowodnione przez siebie prawo grawitacji. To wszystko przyciąga widzów i policję. Mundurowi zaglądają tu, żeby ich... podziwiać.

Akrobacje na motorze nie są sportem "dla każdego”. Wykonywanie ekstremalnych ewolucji wymaga od kierowcy zacięcia i długiego treningu. No i nie obędzie się bez mocnej maszyny. Inaczej próby mogą skończyć się bardzo "nieprzyjemnie”.

Pierwsza miłość

Dla ekipy Frantic Raiders Sqad z Zamościa przygoda z motorami zaczęła się już dawno.

- Kocham motory od dziecka. Pamiętam, że moją pierwszą zabawką był taki mały plastikowy motorek. A nosząc pieluchy już na czymś jeździłem. Nauczyłem się tego wcześniej niż chodzenia. W ogóle, odkąd sięgam pamięcią, miałem jakąś maszynę - wspomina Bartek "Wróblik” Wróbel. - Za każdym razem, gdy siadam na motor, czuję motylki w brzuchu. Większe, niż kiedy pierwszy raz się zakochałem. Czuję respekt do maszyny. A już najwięcej adrenaliny budzi we mnie ryk silnika. Kocham to i zawsze będę to robił.

A nam Bartek mógłby o motorach opowiadać godzinami.

Sebastian Bełz pewnie też:  Ojciec kiedyś jeździł, ale musiał przestać, bo od ryku silnika kury sąsiadów przestały się nieść, a krowy zaczęły dawać kwaśne mleko. Przelał więc swoje pasje i ambicje na mnie i moich braci: Kamila i Łukasza. W ten sposób dostałem pierwszą motorynkę. Teraz tato jest naszym głównym serwisantem - tak o swoich początkach opowiada Sebastian.

Konie muszą być \"rasowe”

Takie właśnie były początki: stare wueski, komary i motorynki. Teraz ekipa wykorzystuje do ewolucji idealną do tego celu hondę CBR - 600 F3. Dodatkowo zaopatrzoną w specjalne wzmocnienia. Metalowa klatka chroni silnik przed zniszczeniem podczas upadków. Stelaże (stopki, uchwyty) są potrzebne do ewolucji, np. ten na "zadupku” pozwala jechać w pionie. Równie ważne są właściwości jezdne.

- Motory są odpowiednio podrasowane, zamiast fabrycznych 6 s, od 0 do 100 przyspieszają w 3 - mówi Bełz. Maszyna posiada moc 100 KM, co przy masie 200 kg skłania do wniosku, że jazda na niej to istnie "diabelski fach”, ale jednocześnie "niebiańska przyjemność”.

Zgoda z policją

Od 2 lat fascynaci tego sportu spotykają się na oddalonym od miasta parkingu.

- Przyjeżdżają do nas ekipy ze Świdnika i Lublina m.in. mistrz Polski we freestyle Hubert "Raptowny” Dylon. Jeździmy razem. Potem wspólnie imprezujemy - mówi "Wróblik”.

Stunt to nie tylko forma współzawodnictwa, to przede wszystkim społeczność i styl życia. Oprócz gości z innych ekip, weekendowe zjazdy odwiedzają też mieszkańcy Zamościa i okolic. Jeśli jest dobra pogoda przyjeżdżają tu całe rodziny z dziećmi, również starsze osoby przyglądają się ciekawie. Regularnie pojawiają się też władze.

- Z policją nie mamy większych problemów. Żyjemy w zgodzie, bo nie bawimy się na ulicy, tylko w ustronnym miejscu. Zawsze sprawdzają czy mamy ubezpieczenie, a my dbamy o to, żeby je posiadać. Nasze wyczyny kończą się ewentualnie siniakami i obiciami. - mówi Kamil.

- Tak... szukamy sponsorów w celu opłacenia bandaży, kul i opasek uciskowych, pomagających nam w leczeniu naszych kontuzji - śmieje się Bartek - A tak poważnie, marzymy o występie na Extrememoto w Warszawie.

Piotr Stasiuk

Stunt

Początki dyscypliny można odnaleźć w kaskaderstwie filmowym. Rozwój formy "ulicznej” na motocyklach datowany jest na połowę lat 90. Polega on na ciągłej ewolucji tricków. Głównie ich modyfikacji w niecodzienny sposób, np. jazdy na tylnym kole (Wheelie) i przednim (Stoppie), czy też kombinacji kilku różnych ewolucji (Combo). Wszystkich nie sposób wymienić, każda ekipa wypracowuje swój niepowtarzalny styl i zależy to od ich własnej inwencji. Obecnie wytrawnemu zawodnikowi "Stoppie” przy prędkości 150 km/h, nie sprawia większego problemu! Od paru lat freestyle rozwija się dynamicznie w Polsce. Ukoronowaniem wzrostu popularności były pierwsze w tej dziedzinie, historyczne zawody "Extrememoto”, które odbyły się na warszawskim Bemowie w 2006 r.

FRS

(Frantic Raiders Sqad) - tę nieformalną grupę utworzyli w 2006 roku Sebastian, Kamil, Łukasz, Bartek i Kuba z Zamościa. Wtedy to rozpoczęli pierwsze - często bolesne - treningi karkołomnych ewolucji. Z czasem stunt stał się dla nich nie tylko zabawą, sportem i formą samodoskonalenia, ale również sposobem na życie. (www.frs-zamosc.com)
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!