czwartek, 23 marca 2017 r.

Magazyn

Sto naboi

Dodano: 30 grudnia 2009, 12:41
Autor: Rafał Panas

Takiego wydarzenia ani wcześniej, ani później mieszkańcy Lublina nie widzieli. Trzech młodych ludzi zastrzeliło w biały dzień dowódcę znienawidzonej carskiej policji

19-letni Józef Pankratjew – zwany Pankratym – stał w bramie hotelu Europejskiego w centrum Lublina z półautomatycznym browningiem w kieszeni kurtki. Obok miał dwóch uzbrojonych kolegów. Nerwowo spoglądali na pobliski gmach policji przy Staszica. Był ranek 16 maja 1909 roku.

Zapomnieli

Ulice Lublina dopiero wypełniały się przechodniami. Miasto zapomniało już niemal o rewolucji, która kilka lat temu przewaliła się przez zabór rosyjski. Strzały? Ostatnio słyszeli je, kiedy jeden z mieszkańców kamienicy przy Dolnej Panny Marii, za nic mając wyrzuty sąsiadów, urządzał polowania na wróble i koty.

Carscy urzędnicy przestali się bać. Co najwyżej wiceprokurator spadł z roweru podczas wycieczki na Sławinek i skaleczył sobie rękę. A mieszkańcy zamiast myśleć o wolności, nie mogli się doczekać występów niesamowitego Baltazara; czarodzieja, spirytysty i brzuchomówcy.

Pankratjew chciał wstrząsnąć otępiałymi mieszczanami. Przypomnieć carskim sługom, że są jeszcze ludzie gotowi wysadzić rosyjskie panowanie w Polsce.

Ostatni poranek policmajstra

Choć była to niedziela policmajster kapitan Anatoljusz Ulich, wstał wcześnie. Jak co dzień miał się stawić z raportem u generał-gubernatora. Minęły czasy, kiedy rewolucjoniści niemal co dzień strzelali do urzędników i policjantów, niszczyli sklepy monopolowe i rabowali pieniądze z kas pocztowych.

Policja dobrze pamiętała gorący maj 1907 roku. Wtedy z Zamku w Lublinie uciekło 21 członków Organizacji Bojowej PPS, oskarżonych o napady na kasy pancerne stacji kolejowych w całej guberni lubelskiej oraz 20 kryminalistów.

Żadnego z więźniów politycznych nie udało się złapać. Jednak wkrótce więzienie zapełniło się nowymi rewolucjonistami i buntownikom zabrakło rąk do roboty.

Po porannej toalecie i śniadaniu Ulich zebrał dokumenty i wyszedł z siedziby policji. Towarzyszyli mu strażnicy Oleszczuk i Panczuk. Zbliżała się godzina 10.

Trzy kule

– Jest! – krzyknął Pankratjew i wraz z towarzyszami podbiegł do idącego ulicą policmajstra. Ulich i jego strażnicy z przerażeniem spojrzeli w lufy browningów. Na Rosjan spadł grad kul. Trzy pociski powaliły na chodnik szefa lubelskiej policji. Obok upadł strażnik, a drugi uciekł do pobliskiego sklepu Müntza. Zamachowcy rozbiegli się.

Rannego Ulicha szybko przewieziono do szpitala wojskowego. Jednak operacja na nic się zdała. Jedna z kul utkwiła w głowie policmajstra i rana okazała się śmiertelna.

Do szpitala trafił też strażnik Oleszczuk. Tu przyjechał generał-gubernator Jewgienij Mienkin, ale nie mając czego tam szukać, wrócił do biura policmajstra przy Staszica. Tam już czekało na niego dwóch skutych kajdanami zamachowców.

100 strzałów

Do policjantów strzelało trzech bojowników PPS Frakcja Rewolucyjna. Trzech kolejnych czekało w odwodzie przy postoju dorożek obok hotelu Europejskiego. Kiedy Ulich leżał już na chodniku, zamachowcy rozbiegli się. Część zniknęła między ludźmi idącymi Krakowskim Przedmieściem.

Pankratjew i jego 19-letni towarzysz Bronisław Pasternak wbiegli na ulicę Kapucyńską. Im się nie poszczęściło. W pościg ruszyli policjanci i wojskowi, pieszo i dorożkami. Centrum miasta wypełnił huk strzałów.

Z przestrzeloną ręką osunął się na chodnik strażnik stojący na ulicy Namiestnikowskiej (teraz Narutowicza), drugi dostał strzał w brzuch. Pankratjew ruszył do gimnazjum żeńskiego (teraz siedziba Wojewódzkiego Ośrodka Kultury przy Dolnej Panny Marii). Jednak w ogrodzie przez budynkiem dostał kilka ciosów szablą. Z rozcięta i złamaną ręką został pojmany.

Pasternak dobiegł do ulicy Koziej. Tam dosięgły go kule. Z przestrzeloną wątrobą i pociskiem w szczęce trafił do szpitala więziennego. W jego kurtce policjanci znaleźli browninga, trzy wystrzelane magazynki i 20 nabojów do pistoletu.

Zamachowcy i policjanci wystrzelili około stu pocisków. Dwie kule przebiły okno w lubelskim oddziale Warszawskiego Banku Handlowego, jedna wpadła do pokoju hotelu Victoria (stał przed obecnym budynkiem Galerii Centrum), kilka pocisków porysowało futrynę domu, gdzie ulokował się sklep Sigaliny, inne znaleziono na podłodze sklepu Müntza.

Trumna i aresztowania

Lublin rzadko widywał pompę podobną do tej, z jaką władze żegnały policmajstra Ulicha. We wtorek, dwa dni po zamachu, trumnę ze zwłokami przeniesiono do cerkwi stojącej na placu Litewskim. Droga usypana była zielenią, trumnę nieśli na ramionach oficerowie z pułku riazańskiego.

W żałobnym pochodzie na cmentarz prawosławny szli gubernator i jego zastępca, prezes Sądu Okręgowego, prokurator i jego pomocnicy. O bruk stukały buty roty z riazańskiego pułku, grała wojskowa orkiestra.

W tym samym czasie oficerowie śledczy w pocie czoła poszukiwali pozostałych zamachowców. Jeszcze w nocy z niedzieli na poniedziałek policja aresztowała dziesiątki podejrzanych osób w całym Lublinie.

Funkcjonariusze wyciągali ludzi podejrzewanych o sympatyzowanie z PPS. Po kilkunastu dostarczali na przesłuchanie na Zamek. Rewidowali dziesiątki lokali. Wsłuchiwali się w doniesienia szpicli. Do Lublina przywieziono z Chełma dwóch młodych ludzi zakutych w kajdany. – Było nas sześciu. Na akcję rozstawił nas instruktor. Sam nie strzelał – wyznał skatowany w śledztwie Roman Karpiński.

Szubienice w Warszawie

Specjalny wagon podstawiono na lubelski dworzec kolejowy w czwartek 1 czerwca. Z więzienia na Zamku przewieziono na dworzec pięciu podejrzanych. O godz. 9 dobrze strzeżony pociąg ruszył w drogę do Warszawy.

Proces podejrzanych w Cytadeli warszawskiej zakończył się 30 sierpnia. Sąd wojenno-okręgowy uznał winę Józefa Pankratjewa, Bronisława Pasternaka i Romana Karpińskiego. Skazał ich na śmierć przez powieszenie. Dwóch podejrzanych wróciło do Lublina.

Przy pisaniu tekstu korzystałem m. in. z "Sytuacji w guberni lubelskiej w latach 1905–1908 w świetle materiałów Urzędu Tymczasowego Generał-Gubernatora Lubelskiego” Renaty Ślusarskiej
Czytaj więcej o:
Gość
Rafał Panas
Rafał Panas
(9) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (4 stycznia 2010 o 08:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
j23 napisał:
A kto jest zaślepionym nienawiścią durniem zadającym to idiotyczne pytanie ?

Pan J23/swoją drogą znany mi z nazwiska/może raczy jednak odpowiedzieć na zadane pytanie?Poniższe posty świadczą,że jest więcej zaślepionych nienawiścią durniów zadających idiotyczne pytania.
ps.należy się liczyć ze słowami.nie uważa Pan?
Rozwiń
Rafał Panas
Rafał Panas (3 stycznia 2010 o 22:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
chart napisał:
A w jaki sposób ten akt terroryzmu przybliżał niepodległość Polski?


Dobre pytanie. Można też zapytać jak akt terroryzmu jakim był zamach na Kutscherę przybliżył niepodległość Polski?

Mnie zainteresowała świetna historia z przeszłości Lublina, fakt, że znaleźli się bardzo młodzi ludzie gotowi poświęcić życie dla ważnej dla nich sprawy.
Rozwiń
Rafał Panas
Rafał Panas (3 stycznia 2010 o 22:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Otępiały mieszczanin' date='3.01.2010, 13:30:49' post='212863']
Zaiste interesujące sądy wygłasza autor artykułu o społeczeństwie polskim :
- „ otępiali mieszczanie”
- „carskie sługi”
- „zamiast myśleć o wolności czekają na występy brzuchomówcy”
- „zapomnieli o bohaterach rewolucji”

Starałem się wczuć w sposób myślenia młodych ludzi, którzy w 1909 postanowili walczyć z carską okupacją. Marian Kukiel, historyk i człowiek pamiętający te czasy tak właśnie pisał o rozgoryczeniu i zniechęceniu mas.

Ale wśród tego bezkresnego morza motłochu, tego robactwa mającego czelność nazywać się polskim narodem są jednostki jak diamenty rzucone na kupę gnoju.

To Mistrz z Bezdan raczył był powiedzieć „Naród wspaniały, ale ludzie to ku***” zdenerwowany zapewne nie tylko kieleckim przyjęciem pierwszej kadrowej, ale głównie olewaniem przez naród ciepłym moczem owych diamentów, co zmuszało diamenty do zdobywania pieniędzy (na żarcie dla diamentów) drogą napadów rabunkowych, o czym autor tekstu dyskretnie, z pewnym rumieńcem na twarzy wspomina.

Owszem Piłsudski mówił przez napadem na pociąg w Bezdanach o "zdziecinniałym z tchórzostwa społeczeństwie polskim". Miał chyba jednak świadomość, że większość Polaków od lat karmiona tezą, że walka zbrojna z zaborcami to zło najgorsze. Ciekawe, że do tej pory można się spierać: bić się czy nie bić.
Rozwiń
chart
chart (3 stycznia 2010 o 18:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A w jaki sposób ten akt terroryzmu przybliżał niepodległość Polski?
Rozwiń
j23
j23 (3 stycznia 2010 o 13:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Otępiały mieszczanin napisał:
Zaiste interesujące sądy wygłasza autor artykułu o społeczeństwie polskim :
- „ otępiali mieszczanie”
- „carskie sługi”
- „zamiast myśleć o wolności czekają na występy brzuchomówcy”
- „zapomnieli o bohaterach rewolucji”

Ale wśród tego bezkresnego morza motłochu, tego robactwa mającego czelność nazywać się polskim narodem są jednostki jak diamenty rzucone na kupę gnoju.

To Mistrz z Bezdan raczył był powiedzieć „Naród wspaniały, ale ludzie to ku***” zdenerwowany zapewne nie tylko kieleckim przyjęciem pierwszej kadrowej, ale głównie olewaniem przez naród ciepłym moczem owych diamentów, co zmuszało diamenty do zdobywania pieniędzy (na żarcie dla diamentów) drogą napadów rabunkowych, o czym autor tekstu dyskretnie, z pewnym rumieńcem na twarzy wspomina.

Brylancim problemem nie była carska administracja, ochrana, wojska rosyjskie, ale owe ku*** narodem zwane, które diamentu od gówna nie odróżniały traktując je identycznie.

A swoją drogą takie relacje powtarzały się później wielokrotnie. Brylancie problemy też. Problemy jak wmówić otępiałym mieszczanom, sługom zaborcy, że jest im źle, że są zniewoleni i muszą walczyć o wolność. A te ku*** teraz wołają „Komuno wróć !”
Nic, tylko wziąć sznur (co jako jedyny się ostał).

GRATULUJĘ ODWAŻNEGO I JEDNOCZEŚNIE ZASADNEGO KOMENTARZA.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (9)

Pozostałe informacje

24-26 marca
komentarze (0)0
polubienia (1)1
23-03-2017

24-26 marca

Alarm 24