piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Studenci wracają i Lublin odżywa

Dodano: 28 września 2014, 07:30

Korki na mieście, tłok w komunikacji miejskiej i głośne imprezy - wyraźnie widać i słychać, że studenci wracają do Lublina. Ale dzięki nim zapełniają się nie tylko ulice, ale też budżet miasta i jego mieszkańców

Lublin od lat uchodzi za miasto akademickie. Działa tu pięć wyższych uczelni: Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Przyrodniczy i Politechnika Lubelska, do tego kilka uczelni prywatnych. Jeszcze kilka lat temu studentów w Lublinie było ponad 100 tysięcy.

W ubiegłym roku, głownie z powodu niżu demograficznego było ich już tylko ok. 80 tys. Trudno powiedzieć, ilu studentów będzie studiować u nas w nadchodzącym roku akademickim, bo nie wszystkie szkoły wyższe zakończyły już rekrutację, ale nie ulega wątpliwości, ze niebawem miasto będzie wyglądać zupełnie inaczej niż latem.

Akademicki charakter Lublina nie tylko dostarcza mu kolorytu. Dla jego mieszkańców jest także źródłem dochodu. Pierwsza grupa to osoby zatrudnione na uczelniach. UMCS, który jest największą uczelnią w mieście, jest także jednym z największych pracodawców w regionie.

- Obecnie zatrudniamy ok. trzech tysięcy osób, z czego większość to nauczyciele akademiccy - przyznaje Magdalena Kozak-Siemińska, rzeczniczka prasowa UMCS.

W akademiku, na stancji, lub na swoim

Ale nie tylko oni zarabiają dzięki obecności studentów w mieście.

Część żaków przyjeżdża przecież do Lublina z innych miast. Niektórzy z nich znajdują lokum w domach studenckich, które posiadają wszystkie uczelnie publiczne, a od niedawna także prywatna Wyższa Szkoła Ekonomii i Innowacji. Jest też kilka akademików prywatnych. Ale duże grono studentów woli mieszkać na wynajmowanych stancjach.

- W Lublinie jest sporo osób, które z wynajmu mieszkań uczyniły sposób na biznes i kupują je specjalnie w tym celu. Są tacy, którzy mają po kilka lokali. Niektórzy odnajmują dziedziczone mieszkania, a te są najczęściej w centrum, lub w jego bliskich okolicach, co jest najlepszą lokalizacją dla studentów - mówi Tomasz Iwan, prezes zarządu Biura Nieruchomości Kleczkowski.

Sklepy też zarabiają

Stawki za wynajem kawalerki wahają się od 800 do tysiąca złotych miesięcznie. W przypadku większych mieszkań są to kwoty w granicach 1000-1500 zł. Nawet po odjęciu podstawowych opłat zostaje suma, którą można przeznaczyć chociażby na spłatę kredytu.

Część studentów przyjeżdżających do Lublina wprowadza się do mieszkań kupionych im przez rodziców. Wbrew pozorom takich osób wcale nie jest mało.
- Rocznie na taki zakup decyduje się od kilkuset, nawet do tysiąca rodzin - mówi Tomasz Iwan. - Zarabiają na tym nie tylko biura nieruchomości i notariusze, ale też budowlańcy i sklepy meblowe, czy te z artykułami RTV i AGD, bo mieszkanie przecież trzeba wyremontować i wyposażyć.

Kserują na potęgę

W czasie roku akademickiego większy ruch można zaobserwować także w księgarniach, ale jeszcze większy w okolicach punktów xero.
- Największe kolejki mamy zazwyczaj na początku każdego semestru, gdy studenci kserują podręczniki, a także w trakcie sesji, gdy w ruch idą skrypty i inne materiały potrzebne do egzaminów. W tym okresie mamy dłuższe godziny otwarcia, a i tak często pracy jest tyle, że nie wiadomo w co ręce włożyć - mówi Magda pracująca w jednym punktów xero w okolicach miasteczka akademickiego UMCS. Tu działa kilkadziesiąt lokali.

- Właśnie dlatego poszerzyliśmy naszą ofertę m. in. o oprawianie prac licencjackich i magisterskich. Największy ruch mamy w czerwcu i wrześniu, gdy trwają obrony. Poza tym studenci przychodzą i kserują po kilka, kilkanaście stron. Przy takiej konkurencji trudno byłoby utrzymać biznes opierając się tylko na takiej działalności - przyznaje Bartłomiej Czarnota, właściciel Fabryki Kopii przy ul. Skłodowskiej w Lublinie.

Sezon rusza w październiku

Nie jest jednak tajemnicą, że przeciętny student bardziej niż siedzieć w książkach, lubi się zabawić. Już pod koniec września ożywają bary i puby na miasteczku akademickim, które latem są odwiedzane mniej tłumnie.

Część z nich w ogóle zamyka się na okres wakacyjny. Także w lokalach działających dalej od uczelnianych kampusów w trakcie roku akademickiego można zaobserwować większy ruch.

- Faktycznie, już pod koniec września odwiedza nas więcej klientów. Oczywiście, ma to związek z tym, że robi się coraz chłodniej, ale nie ulega wątpliwości, że wpływ na to mają również powroty studentów. W okresie wakacyjnym lokal zapełnia się głownie przy okazji większych imprez sportowych, które transmitujemy, ale i to nie jest regułą. A w ciągu roku akademickiego codziennie mamy zajętą co najmniej połowę stolików, a w weekendy trudno znaleźć wolne miejsce. Co najchętniej zamawiają studenci? Nie odkryję Ameryki, jak powiem, że piwo. W mniejszych ilościach schodzą mocniejsze alkohole, ale głównie z powodów finansowych. Taniej wychodzi impreza w akademiku, lub na stancji - mówi właściciel jednego z lubelskich barów, chcący zachować anonimowość.

Integracje

Również kluby muzyczne swoją działalność w większości organizują pod kątem studentów.

- Nie jest tak, że latem kluby pustoszeją, ale imprezy wyglądają wtedy trochę inaczej. Już w połowie września zaczyna się większy ruch, a pod koniec miesiąca jest jeszcze bardziej gorąco. Potem zaczynają się wydziałowe integracje, a prawie każdy klub raz w tygodniu robi typowo studencką imprezę - mówi Piotr "Fakto” Wijatkowski, DJ i menadżer artystyczny lubelskiego klubu Cream. - Można powiedzieć, że sezon klubowy zaczyna się w październiku. Wtedy dzieje się zdecydowanie więcej.

Kebabożercy

Powrót studentów cieszy także przedstawicieli branży gastronomicznej. Może nie są oni stałymi bywalcami wytrawnych restauracji, ale nie ulega wątpliwości, że często jedzą na mieście. Niektórzy po prostu nie lubią gotować, inni nie mają do tego warunków w akademikach, bądź na stancjach, a jeszcze inni nie chcą tracić czasu na dojazd do domu, gdy mają okienko między zajęciami.

Głównie z powodów ekonomicznych największym zainteresowaniem cieszą się lokale typu fast food. Tych najwięcej można spotkać właśnie w okolicy uczelnianych kampusów. Nie bez powodu ulica Nadbystrzycka w okolicach obiektów Politechniki Lubelskiej nazywana jest "lubelskim zagłębiem kebabowym”.

- Mimo sporej konkurencji w ciągu roku akademickiego nie narzekamy na brak klientów, praktycznie bez przerwy jest ruch. Zupełnie inaczej niż w wakacje, kiedy niektóre lokale w ogóle nie funkcjonują - mówi pracownik jednej z budek z kebabem. W jakich porach studenci najczęściej jedzą? - Nie ma reguły. W ciągu dnia przychodzą pojedynczo lub po kilka osób, w przerwie między zajęciami. Późnym popołudniem robi się nieco spokojniej, większe kolejki mamy wieczorami, zwłaszcza, gdy studenci wracają z imprez. Najwięcej klientów jest w weekendy: w piątek zawsze trzeba zrobić większe zakupy, żeby nie zabrakło towaru.

Jeżdżą nie tylko autobusami

Jak wspominaliśmy, większość studentów szuka stancji w centrum, lub jego bliskim sąsiedztwie, by mieć blisko na uczelnię, albo na imprezę. Ci, którym nie uda się znaleźć dobrej lokalizacji są skazani na komunikację miejską. To właśnie z myślą o żakach kilka lat temu przywrócono w Lublinie nocną komunikację miejską. Ale na obecności studentów w Lublinie zyskują także taksówkarze.

- Zabiegamy o studencką klientelę oferując zniżki na hasło "student”. W czasie roku akademickiego mamy sporo takich zleceń - przyznaje Andrzej Łoński, prezes Radio Taxi "Trójki”. - Studenci często korzystają też z naszych usług, gdy tylko przyjadą do Lublina i instalują się na stancjach - dodaje.

W tym roku żacy wracający do Lublina po wakacyjnej przerwie będą mieli jeszcze jedną nową możliwość poruszania się po mieście. Pod koniec września uruchomiony został Lubelski Rower Miejski, który jeszcze przed powrotem studentów bił wśród mieszkańców rekordy popularności.
Czytaj więcej o: Lublin studia
ade
król
folkatka
(17) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

ade
ade (30 września 2014 o 11:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A jak ich nie ma to co? Lublin zdycha?
Rozwiń
król
król (29 września 2014 o 19:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

dzicz już przyjechała

Rozwiń
folkatka
folkatka (28 września 2014 o 19:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

więc to lubelscy studenci są "pracodawcami" dla wykładowców, kebabopiekarzy, sklepikarzy ... a ja myślałem, że po to się studiuje, żeby znaleźc pracę, a nie żeby ją dawać...

~and isn't it ironic, don't U think?~

  Gdyby nie studenci, nie byłoby ani wykładowców, ani kababopiekarzy, ani wielu innych uslugodawcow. Pogadaj z kims, kto prowadzi biznes, zwlaszcza w okolicach miasteczka akademickiego, to Ci powie, jaka posuchą sa dla niego letnie miesiace.

Rozwiń
Marek
Marek (28 września 2014 o 18:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Jak ktoś uważa, że studenci zabierają pracę rodowitym Lublinianom, to znaczy że jest niedouczonym tłukiem o bardzo niskich aspiracjach i ambicjach. Wyjaśniam: gdzie pracują studenci? Jako ulotkarze, w fast-foodach, na słuchawkach, robią ankiety, na promocjach i kasach w marketach. Na umowy zlecenie i za małą kasę. Jesli uważasz, że to są zajęcia odpowiednie dla wykształconych, dojrzałych (np. po 30-stce) ludzi, za kasę wystarczającą na utrzymanie rodziny, to problem jest z tobą a nie studentami...

Rozwiń
Morinth
Morinth (28 września 2014 o 11:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

więc to lubelscy studenci są "pracodawcami" dla wykładowców, kebabopiekarzy, sklepikarzy ... a ja myślałem, że po to się studiuje, żeby znaleźc pracę, a nie żeby ją dawać...

~and isn't it ironic, don't U think?~

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (17)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!