czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Świat, jaki jest, trzeba zobaczyć

Dodano: 3 lipca 2008, 14:13

"Jechaliśmy wśród zimy kilku pojazdami. Ojciec brał ze sobą do powozu zamkniętego jednego z synów po kolei.

Trzej inni jechali koczem z księdzem d'Esquiroux i Balińskim, sianem aż po brodę opakowani...” - wspominał generał Władysław Zamoyski jedną z podróży.

Aniela z Potockich Zamoyska w liście do teścia opisuje dramatyczną drogę do Peczary w 1876 roku: "Zaczyna się zawieja, błądzimy po stepie, nareszcie wracamy na drogę, na zakręcie wpadamy w zaspę i przez pół godziny przynajmniej nie możemy z miejsca ruszyć. Koniom tylko głowy i ogony widać - rozpacz nas bierze...”.
Bywały jednak takie wertepy, którymi nawet konno nie sposób było jechać. Wtedy wynajmowano lektykę i podróżnik był przenoszony.

- Te wszystkie przygody i niewygody nie odstraszały od wypraw - wyjaśnia Karolina Wilkowicz, pracownik działu Zbiorów Dawnych Muzeum Zamoyskich i kurator wystawy w Kozłówce. - Na przykładzie rodziny Zamoyskich chcemy pokazać, jak dawniej podróże wyglądały.

Do rodziny i dla ciekawości świata

"Arystokrata dookoła świata” to tytuł najnowszej ekspozycji w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. - Podróżowano z różnych przyczyn - wyjaśnia Karolina Wilkowicz. - Odwiedzając rodzinę, wędrowało się miesiącami od jednego wujka do drugiego. - Popularne były wyjazdy do wód. Podróże były ważnym elementem edukacji. Każdy młodzieniec po skończeniu nauki musiał odbyć tzw. grand tour dla ogłady i poznania świata. Oczywiście, pod opieką nauczyciela. Wyjazdy były inspiracją dla twórczości, szczególnie te do Włoch. Stamtąd też przywożono "starożytności” do kolekcji. Podróżowano z ciekawości świata albo w celach politycznych, lub dyplomatycznych. Dla każdej z tych przyczyn Zamoyscy pakowali kufry i wyruszali w drogę.

Z pierzynami i zastawą

Wszystko, co zabierali z sobą, było ruchomym domem. Zmyślnie skonstruowane kufry po otwarciu przypominały szafę: wysuwały się szufladki, a wieszaki czekały na odzież. Nie do pomyślenia była wyprawa bez specjalnej walizy na melonik lub cylinder.

- Nie ma co się dziwić, że zabierano z sobą pierzyny i poduchy - objaśnia Wilkowicz, wskazując na wielką skrzynię, którą mocowano z tyłu powozu. - Trzeba było zatrzymywać się w brudnych karczmach i zajazdach z niezmienianą pościelą, zapchlonych, może z pluskwami. A tak przynajmniej pierzyny były swoje.

Przenośne szylkretowe biureczko było jednym ze sprzętów niezbędnych w podróży. Wielkości dużego pudła na buty pełniło funkcje dzisiejszego laptopa. - Pisano mnóstwo listów, spisywano wrażenia z podróży - mówi Wilkowicz.

Skargi i zasadzki

Bez wielu rzeczy nie można było się obejść. Naturalnie zajmował się tym przysłowiowy Jan, który powinien o wszystko zadbać. Musiał pamiętać o puzdrze z przyborami toaletowymi wykładanymi srebrem, o podróżnej zastawie stołowej (67 sztuk), o specjalnych ubraniach dla państwa etc., etc.

Podróż była niełatwa, czasem niebezpieczna.

- Na niektórych drogach lokalnych czaiły się bandy rozbójnicze - wyjaśnia
Wilkowicz.

Jednak, nie trzeba było rozbójników, by podróż stała się horrorem.

Zachowała się autentyczna skarga z 1892 roku jednego z pasażerów, który pisze: "doznałem ustawicznego kłopotu z powodu złego stanu karety nr 126; drzwi wcale się nie zamykają wskutek czego zmuszony byłem w ciągu pięciogodzinnej podróży ręką trzymać drzwi; siedzenia zaś tak były podarte i ohydnie brudne, że wyrzekam się raz na zawsze odbywać podróż pocztą”.

Władysław Zamoyski płynął do Australii 3 miesiące. Z listu pisanego może na podróżnym sekretarzyku wiemy, że: "...z sześciu cywilnych, którzy z nami Francję opuścili dwóch się na morzu czerwonem rozchorowało i w Aden zostało, inny po drodze umarł na oceanie Indyjskim i został do morza wrzucony. Wszyscy mniej więcej źle się mieli...”.

Zdobyć szczyt i trofea

- Na wystawie jest osobny dział poświęcony podróży Władysława Zamoyskiego do Australii, Nowej Zelandii, Tasmanii skąd przywiózł bogaty zbiór fotografii, a także ciekawe pamiątki - mówi Karolina Wilkowicz.

Jakie? Sznur upleciony w sierści nietoperza, przepaskę na biodra z włókien roślinnych, maczugi, są nawet resztki kukurydzy którą żywił się hrabia. - Władysław Zamoyski był właścicielem Zakopanego. To dzięki niemu rozwinęło się taternictwo. Angażował się w sporze o Morskie Oko, które ostatecznie zostało w granicach autonomicznej Galicji, a później Rzeczpospolitej.

Podróże miały też wymiar narodowy, patriotyczny. Seweryn Rakowski pisał o Władysławie Zamoyskim że jego pobyt w Australii "...nie będzie bez korzyści dla naszego kraju, pracował bardzo ciężko, zbierał co mógł dla Muzeum Narodowego (...) rodaków wszystkich odwiedził i wzbudził świeżą duszę ostygłej narodowości...”.

Podróże kształcą

- Stanisław Kostka Zamoyski, który odbył grand tour pod opieką Staszica, którego notabene nie znosił, podczas podróży do Anglii podpatrywał nowinki techniczne, sprowadził do ordynacji angielskich specjalistów, otworzył w Zwierzyńcu fabrykę maszyn rolniczych i browar - wyjaśnia kurator wystawy.

Andrzej Zamoyski przyczynił się do rozwoju żeglugi parowej. A pamiątki zebrane wokół zabytkowego powozu: kufry, sepety, walizy, akcesoria toaletowe, sekretery, serwisy i sztućce, nawet biblioteczki i przedmioty umilające czas mają przybliżyć atmosferę tamtych podróży.

Wernisaż wystawy "Arystokrata dookoła świata” odbędzie się dziś (4 lipca) o godz. 12 w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Eksponaty na wystawę pochodzą
ze zbiorów własnych i kilkudziesięciu muzeów w kraju.

Maria Kolesiewicz
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!