wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Magazyn

Światowa kariera rolniczki spod Dęblina

Dodano: 3 stycznia 2002, 18:15

 Dzięki licznym obrazom i rzeźbom dom państwa Komorniczaków przypomina galerię<br />
Dzięki licznym obrazom i rzeźbom dom państwa Komorniczaków przypomina galerię

Maria Komorniczak, nietypowa rolniczka z Piotrowic koło Dęblina, jest znana nie tylko w Polsce, ale i w Europie, Azji, Ameryce, Australii

Pani Maria tyle już w życiu udzieliła wywiadów, że obecnie, żeby móc więcej pokazać swych prac i powiedzieć o życiowej pasji, wręcza rozmówcy na pamiątkę własnoręcznie spisaną biografię. "Urodziłam się w 1957 r. w Antoniówce w gminie Maciejowice. Tutaj upłynęło moje dzieciństwo. Tutaj chodziłam do szkoły. Już wówczas przemówiło do mnie autentyczne piękno. Poprzez otaczającą naturę, lektury. Pamiętam, że nie mogłam oczu oderwać od prac malarskich, a zwłaszcza rzeźby. A że kozik i drewno były pod ręką, zaczęłam sama strugać z niego, co tylko do głowy przyszło. Od tego momentu minęło trzydzieści lat. Już wiem, jak zwykłe drewno można ożywić. Nadać mu konkretny kształt. Zadbać, by ludzkie twarze miały pełnię, wyraz”.
Pierwszym surowym krytykiem kilkunastoletniej zaledwie rzeźbiarki była jej mama.
- Nigdy nie zapomnę - wspomina p. Maria - ile się po takiej krytyce napracowałam, by z tymi, według mamy - "martwymi”, oczami coś zrobić. Umiejętność tę posiadłam dopiero po żmudnych latach rzeźbienia. Bez jakiegokolwiek nauczyciela. Po śmierci ojca bowiem i chorobie mamy, moja nauka skończyła się na technikum rolniczym ze specjalnością ogrodnik-warzywnik. O studiach, malarstwie czy rzeźbie mogłam tylko marzyć...
Wracam do danych z biografii p. Marii. Czytam: "Miałam kilkadziesiąt wystaw w kraju i za granicą. W większości stanowią one plon licznych plenerów, na które bywam zapraszana. Moje rzeźby znajdują się w zbiorach muzealnych. Zdobią wiele domów i kościołów. Nie raz, nie dwa rekonstruowałam rzeźby sakralne. Pokazywała mnie telewizja, kronika filmowa. Mówili w radiu, pisali. Nie zliczę już chyba, ile otrzymałam wyróżnień, dyplomów. Część zdobi ściany domu. Od 1983 r. należę do Stowarzyszenia Twórców Ludowych. W tym samym roku Minister Kultury i Sztuki wyróżnił mnie dyplomem za upowszechnianie kultury. W ślad za tym poszły zaproszenia na zjazdy, plenery. W 1992 r. byłam na Węgrzech. Rok później też. Potem byłam w Czechach, Austrii, na Litwie i - czego nigdy nie zapomnę - w 1999 r. w Japonii. Rzeźbiłam tam w drewnie kamforowym i lodzie.”

Domowe opowieści

Panią Marię, jak tylko upora się z obrządkiem w gospodarstwie (10 ha ziemi, krowy, kury), najłatwiej jest zastać w kuchni. Gdy obiad gotowy, a domowników jeszcze nie ma, zasiada przy ozdobionym płaskorzeźbą stole, starając się bezkształtnemu kawałkowi drewna nadać wymarzoną linię.
Stół kuchenny od lat w tym domu pełni podwójną rolę. Jest bowiem jej ulubionym miejscem pracy twórczej. Lubi się sprawdzać w konkursach. Zwłaszcza rywalizując z profesjonalistami. Traktuje to jako wyzwanie.
- Nie leniuchuję ani na moment - mówi jakby dla usprawiedliwienia swej obecności w kuchni. - Wiem, że mąż (Kazimierz - red.) wszystkiego w gospodarstwie nie zrobi. A sam też ma duszę artysty, kiedyś rzeźbił. Proszę popatrzeć na tę przewrotną w pomyśle płaskorzeźbę. Patrząc normalnie widzi się zwykłą twarz mężczyzny. Mąż podpisał ją: "Przed piciem”. Po odwróceniu płaskorzeźby do góry nogami widzi się już zwierzę pijące coś z naczynia. Podpis brzmi: "Po wypiciu”.
Pani Maria ma dwie córki - Teresę i Beatę i dwóch synów bliźniaków - Marcina i Mariusza, którzy chodzą do szkoły. W takiej sytuacji matka nie może być tylko artystką. Na to, co lubi robić, ma więc czasu niewiele. Zimą zdecydowanie jest lepiej. Wtedy nie tylko rzeźbi, ale i maluje.
- Sztukaterię na ścianach - mówi - wykonałam sama. Obrazy ścienne to też moje dzieło. A jeszcze z pasją kolekcjonuję stare przedmioty - żelazka, lampy, meble, obrazy, monety. Uzbierało się tego już sporo i czas pomyśleć o odrestaurowaniu 200-letniej olejarni w podwórku. Tam urządzę muzeum. Ocalę stare przedmioty od zapomnienia.
Gdy mowa o marzeniach Maria Komorniczak kreśli

optymistyczny obraz przyszłości

własnej i dzieci. Pragnie, by dom rodzinny wypiękniał, a dzieciom się w nim żyło dostatnio. By zdobyły dobre zawody. I jakkolwiek razem z nią chętnie, jak mówi, "śmiecą” przy struganiu figurek, rzeźbą się chyba nie zajmą. Pieniądze z tego nie są wielkie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO