wtorek, 24 października 2017 r.

Magazyn

Świeta w kilogramach

  Edytuj ten wpis
Dodano: 21 grudnia 2006, 15:55

W koszykach więcej mleka, mięsa, cukru, twarogu i obowiązkowo szampan. Dłuższe kolejki i dużo dłuższe rachunki. W marketach święta widać i czuć już kilkanaście dni przed Wigilią. Nasze portfele będą je czuć wiele dni po

Supermarket na lubelskim osiedlu. 18 grudnia, godzina 7 rano. Pierwsi klienci ustawiają się do kasy. W koszyku świeże bułki, drożdżówki, jogurty, mleko i gazeta. Rachunki nie przekraczają 20 zł. Nie ma kolejek, choć ruch jest większy niż zwykle.
Ale to dopiero rozbieg. Przygrywka. Prawdziwe szaleństwo zacznie się tu po godzinie 16, kiedy ludzie wyjdą z pracy i rzucą się na przedświąteczne polowanie.

Ekskluzywny koszyk

Pani Monika ma 36 lat, pracuje na uczelni. Zamiast talonów dostała w tym roku pieniądze - 400 zł. Postanowiła, że w sklepie idzie na całość. W koszyku pani Moniki jest już duża butla oliwy z oliwek, brązowy ryż, czerwone wytrawne wino za 18 zł, szampan, suszone grzyby, karton pomarańczowego soku, 4 czekolady, kilogram kabanosów, kiełbasa salami, sery pleśniowe, pomarańcze, limonki, ananas. I dużo, dużo więcej. - Tylko przed świętami pozwalam sobie na takie, co tu dużo mówić, ekskluzywne produkty. W piątek dokupię jeszcze świeże wędliny i mięso. Na pewno będzie indyk, a do tego sos żurawinowy. Uwielbiam ładować to wszystko do koszyka... Jak byłam mała, to o takich pysznościach można było wyłącznie pomarzyć.
Pani Monika zostawia w kasie ponad 200 zł. Dużo? - Dużo, ale są też tacy, którzy płacą jeszcze więcej. Średni przedświąteczny rachunek waha się od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych - mówi Justyna Wlazły, kierowniczka marketu.

Szampan na parkiecie

Rachunek jest prosty: codzienne zakupy mnożymy razy trzy, cztery lub pięć. Szampana, wódkę i chleb razy dziesięć. W przedświątecznym tygodniu w "Stokrotce” sprzedaje się 1300 litrów mleka dziennie (normalnie 400). Twarogu idzie 50 kg, a cukru nawet pół tony. Pomarańczy i bananów po 100 kg. Wódki: 50 litrów.
- Rekord należy do szampana, którego sprzedajemy 120 litrów w ciągu dnia - wylicza Wlazły.
To nie wszystko. Okazuje się, że przed świętami znakomicie sprzedaje się... papier toaletowy. I to ten najlepszy; mięciutki, pachnący i we wzorki. - Cały czas uzupełniam półki - mówi Michał Rzepecki, magazynier. - Podobnie z proszkiem do prania, płynami do szyb, pastą do podłóg.
Zakręcony ogonek niezmiennie ustawia się też do stoiska mięsnego. Po najlepsze kąski. Polędwica, kabanosy, szynka do pieczenia, pasztet i schab bez kości idą jak świeże bułeczki. - I przy okazji można wymienić się przepisami - mówi Joanna Wysocka-Szeliga, która na mięsie i wędlinach zna się jak nikt inny.
Cztery dziewczyny uwijają się za ladą między krajalnicami a wagą. Tną, porcjują, ważą i pakują. - Wesołych świąt! - kłania się starszy pan, wkładając do koszyka pokrojony w plasterki baleron.
- Tacy właśnie są ludzie przed Bożym Narodzeniem: mili, wyrozumiali, uprzejmi - uśmiecha się pani Joanna z mięsnego.

Przyzwoity złodziej

Ale nie wszystkim udziela się przedświąteczna euforia dobroci i życzliwości. Tu zależność też jest prosta: więcej klientów, więcej złodziei. Albo inaczej: w klientach budzi się niczym nieokiełznana żądza posiadania; posiadania gratis. - Niestety, przed świętami na kradzieżach łapiemy więcej tzw. normalnych, porządnych ludzi - mówi Justyna Wlazły.
Klasyka tego gatunku to koszyk z zakupami, za które klient płaci, a w kieszeni wynosi dziesięć plasterków szynki albo pod szerokim płaszczem upchane 2 kg schabu. Dezodorant, albo... sznurówki.
- 2 komplety sznurówek za 12 zł próbował wynieść z naszego sklepu wysokiej rangi urzędnik miejski - ujawnia pani Justyna. - Kiedy został złapany, przepraszał i natychmiast chciał zapłacić. Prosił o dyskrecję, żeby tylko ta sprawa się nie wydała.

Maruderzy

Po 18 temperatura w sklepie rośnie. Wydłużają się kolejki, koszyki wypełniają się po brzegi. Coraz ciaśniej przy półkach. Czynne są już wszystkie kasy. - Przed świętami sprzedaje się po prostu wszystko - rozkłada ręce Agnieszka Szumska, kasjerka.
Podobno największe koszyki to te, za które klienci płacą talonami otrzymanymi w ramach świątecznych prezentów od pracodawców. - Dostałem talony za 200 zł - chwali się pan Marek.
W koszyku pana Marka jest kawa, herbata, cukier, mąka, margaryna, woda mineralna, słodycze, wódka.
- Ojej! - łapie się za głowę mężczyzna, gdy widzi rachunek. - Przekroczyłem o prawie 50 zł! Z czego by tu zrezygnować?
Nie ma z czego. Święta to święta.
Dochodzi 21.30. Do sklepu wpadają ostatni klienci. Zdyszani, rozpędzeni. Ale gdy popychają przed sobą koszyk, nagle przestaje im się spieszyć. Wybierają coś z półki, z powrotem odkładają, w koszyku niewiele przybywa. - Maruderzy - kwituje kierowniczka sklepu. - Widać, że nie przyszli na świąteczne zakupy. "Świątecznych” rozpoznaję na kilometr. To najlepsi klienci pod słońcem.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!