niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Swojego dziecka do takiej szkoły bym nie posłał

Dodano: 11 maja 2012, 15:38

Adam Kalbarczyk (Maciej Kaczanowski)
Adam Kalbarczyk (Maciej Kaczanowski)

Rozmowa z Adamem Kalbarczykiem, dyrektorem Prywatnego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. I.J. Paderewskiego w Lublinie.

• Pan, panie dyrektorze, na pewno skończył szkołę publiczną.

W moich czasach innych nie było. Kończyłem SP nr 28 na LSM, potem chodziłem do Staszica. Bardzo miło to wspominam, głównie ze względu na towarzystwo. Do dziś utrzymuję kontakty z wieloma moimi kolegami. Ale swojego dziecka do szkoły publicznej bym dziś nie wysłał.

• Dlaczego?

Bo szkoła publiczna konserwuje złe nawyki polskiej szkoły. Publiczne gimnazjum to dziś miejsce, w której walczy się o to, by dzieci nie zrobiły sobie nawzajem krzywdy. W ogromnych szkolnych molochach, w zbyt dużych klasach, zbiera się dzieci, które przeżywają najbujniejszy okres dojrzewania. Poza tym to szkoły rejonowe, gdzie chodzą dzieci z bardzo różnych środowisk.

• To źle?

Nie chciałbym, by moje dziecko zetknęło się z dilerem narkotyków albo młodym rozbójnikiem, który pod szatnią przystawia mu nóż do szyi, żądając 2 zł. Niektórzy uważają, że warto dziecko skonfrontować z życiem w jego najgorszych postaciach. Ale pytanie, po co? Bo część dzieci później się już nigdy z takiego środowiska nie wyplącze.

W państwowych szkołach nic się od moich czasów nie zmieniło: szkoła jest od tego, by zadać, nauczyciel, by coś pod tablicą wytłumaczył, a obowiązkiem ucznia jest zrozumieć i umieć, choćby nie rozumiał i nie umiał. Uczeń musi sobie więc radzić sam albo z pomocą korepetytorów. To tajemnica poliszynela, że w najbardziej renomowanych szkołach trzeba zapłacić za korepetycje. I jak się podsumuje korepetycje, dodatkowe lekcje języka obcego, to wychodzi suma czesnego w szkole niepublicznej.

• Pana uczniowie nie chodzą na korepetycje?

Też w części chodzą. Bo jest to jakiś model, jakaś tradycja. Chociaż walczymy z tym.

• Walczycie?

Przekonujemy, mówimy, że nie ma takiej potrzeby. Moja córka skończyła Paderewskiego i żadne korepetycje nie były jej potrzebne. Jestem przekonany, że dotyczy to wszystkich naszych uczniów. Poza skrajnymi przypadkami, gdy np. ktoś długo był chory i nie chodził do szkoły.

Absolwenci naszego gimnazjum, którzy poszli do uznawanych za najlepsze liceów publicznych, mówią potem, że tracą to, czego nauczyli się w naszej szkole. Tu mieli 10 godzin tych lekcji języków obcych w tygodniu, w tym jedną z native speakerem. Żadna szkoła publiczna nie jest w stanie dać tyle. W związku z tym Lublin ma rekordową liczbę szkół językowych.

• Inne grzechy szkół publicznych?

Za duże klasy, za duży program, za mało godzin. I nauczyciele, których dyrektorzy muszą utrzymywać bez względu na efekty pracy. Nauczyciele są bardzo chronieni przez kartę nauczyciela.

• W Padarewskim ta karta nie obowiązuje?

Tylko w zakresie uprawnień urlopowych. Poza tym w kwestii zatrudniania i zwalniania nauczycieli mam pełną elastyczność. Dla mnie nauczyciel musi być efektywny, skuteczny, musi być dobrym wychowawcą. Nikt mnie nie zmusi, bym trzymał słabego nauczyciela.

• Dużo CV Pan dostaje?

Sporo. Nie mam porównania do innych szkół, ale mamy pełne segregatory podań o pracę.

• Sam je Pan przegląda?

Nie, pierwszą selekcję robi sekretariat. Ale CV to nie wszystko. Sprawdzamy przede wszystkim, jak nauczyciel radzi sobie w klasie. Jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że szkolnictwo to rynek pracodawców. Dyrektor szkoły może przebierać w ofertach. Tym bardziej, że nauczyciele w szkołach publicznych czują się niedoceniani. I mimo ostatnich podwyżek, też najlepiej nie zarabiają.

• W Pana szkole zarabiają lepiej?

Podobnie jak w publicznej, choć mamy swój własny system wynagradzania. Nie uzależniamy pensji od stopnia awansu zawodowego. Do 40 proc. to dodatek motywacyjny, uzależniony od efektów pracy, zaangażowania w życie szkoły, czy w aktywność pozalekcyjną. I na wejście nauczyciel dostaje więcej. Jeśli zatrudniam młodego nauczyciela po studiach, to nie uważam, że przez rok powinienem go utrzymywać na głodowej pensji.

• W ankiecie na waszej stronie internetowej 33 proc. uczniów stwierdza, że Paderewski nie przygotowuje do dorosłego życia.

Czyli 67 proc. stwierdziło, że przygotowuje? A tak poważnie, to często zarzuca nam się, że nie zdarzamy uczniów z prawdziwym życiem. Mówi się, że są chowani pod szklanym kloszem.

• A nie są? Dziecko mieszka na zamkniętym osiedlu, najpierw chodzi do prywatnego przedszkola, potem do prywatnych szkół. Dopiero w wieku kilkunastu lat po raz pierwszy trafia na takie lubelskie Bronowice. Gdzie świat wygląda zupełnie inaczej.

A chce Pani by się przeniósł na te Bronowice i mieszkał w jakiejś rozwalającej się kamienicy? Ja miałem to szczęście, że nie miałem okazji uczestniczyć w żadnych chłopięcych bójkach. A wielu kolegów straciło w nich zęby, połamało nosy. W czym ja dziś jestem gorszy, że nikt mi nosa nie przetrącił?

• Nie pytam o bezpieczeństwo, ale o kontakt z ludźmi z biedniejszych rodzin.

W naszej szkole mamy stypendystów z podlubelskich miejscowości i dzieci imigrantów. Poza tym nasze dzieciaki działają w różnych stowarzyszeniach. W zasadzie każdy, kto chce mieć pozytywną ocenę ze sprawowania, musi działać społecznie. Oni widzą, jak się żyje, ale nie muszą wychodząc ze szkoły i zastanawiać się, czy dzisiaj oberwę, czy też nie.

• A nie jest trochę tak, że rodzice płacą, więc uważają, że dziecku więcej wolno?

Na pewno są bardziej roszczeniowi, bo mają poczucie, że w każdej sprawie mogą się zwrócić do dyrekcji. W szkole publicznej rodzic jest petentem. To ktoś, kto zawraca głowę. Ja chętnie słucham wszelkich opinii, bo dobrej szkoły nie można zrobić bez zaangażowania rodziców.

Ale to, że w szkole prywatnej rządzą rodzice, to mit. Rada rodziców naszej szkoły ma kompetencje jedynie opiniodawcze. Nie ma czegoś takiego, że przychodzi rodzic i mówi: płacę, więc proszę postawić mojemu dziecku piątkę. Absolutnie! Prowadzę szkołę od prawie 20 lat i nie przypominam sobie takiej sytuacji. Jeśli ktoś nie zgadza się z oceną, to może skorzystać z systemu odwoławczego.

• Można się odwołać od oceny?

Może to zrobić i uczeń, i rodzic. Zresztą można to zrobić w każdej szkole. Wynika to z rozporządzenia ministra. Można zgłosić zastrzeżenie do każdej oceny klasyfikacyjnej. Trzeba tylko wskazać niezgodność wystawienia tej oceny z prawem, w tym wewnątrzszkolnym. U nas ocena semestralna jest średnią ważoną ocen cząstkowych. A te pochodzą z prac pisemnych ocenianych według precyzyjnie opisanych kryteriów przeliczanych na procenty. Przy tym nie tracimy czasu na odpytywanie, które daje podstawę do wystawiania najbardziej nieobiektywnych ocen.

• Nie ma wywoływania do tablicy?

To idiotyczny pomysł. Przecież na żadnym zewnętrznym egzaminie nie ma czegoś takiego! Maglowanie pod tablicą najczęściej polega na szukaniu dziur w wiedzy ucznia. Poza tym zajmuje zwykle 15 minut, czyli 1/3 lekcji.

• Ale sama pamiętam ze szkoły, że na lekcje nauczycieli, którzy pytali, człowiek bardziej się przygotował.

My sobie nie zawracamy tym głowy. Jeśli chcemy sprawdzić bieżącą pracę uczniów, to robimy 3-minutową kartkówkę. Dla wszystkich. To naprawdę zmusza każdego ucznia do przygotowywania się do lekcji na bieżąco.

• Zasłynął Pan kiedyś jako dyrektor, który ściąga ze ścian klas krzyże. Dlaczego Pan to robił?

To nieprawda. Nikt nigdy żadnych krzyży nie ściągał w naszej szkole. Jestem zwolennikiem haseł oświeceniowych: zwłaszcza wolności i równości. Chciałem, by osoby niewierzące czy reprezentujące inne wyznania nie czuły się pod presją symbolicznej przemocy krzyży wiszących na każdej ścianie – by nikt nie czuł się wykluczony ani dyskryminowany tylko dlatego, że należy do mniejszości. Czym innym jest modlenie się czy noszenie krzyża na szyi, a czym innym oznakowanie wszystkich sal znakiem określonej religii. Taka była moja intencja, ale nikt nie chciał o nich słuchać. W jednej z gazet skonfrontowano mnie z abp. Życińskim. I od tego zaczęła się afera. Oskarżono mnie to, że ściągam krzyże.

• Czyli w Waszej szkole nigdy krzyży nie było?

Nigdy nie było krzyży zawieszonych administracyjnie. Ale każda klasa ma prawo do urządzenia sobie sali po swojemu, więc w kilku salach krzyże się pojawiły i to za sprawą religijnych wychowawców, a nie uczniów. Do dzisiaj tak jest. Po trzech latach , gdy klasa kończy naukę, to sala przechodzi remont. I następna klasa wiesza, co chce. Miałem wtedy pomysł, by te sprawy uregulować – z jednej strony dać prawo uczniom do praktyk religijnych w wydzielonych miejscach w szkole (salka katechetyczna czy sala modlitwy), w których symbole religijne byłyby umieszczone. Z drugiej dać wszystkim wolność od wszelkich symboli religijnych, których być może nie życzą sobie na co dzień. Ale zrobiła się afera i zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Okazuje się, że w Polsce nie jesteśmy w stanie spokojnie o tym rozmawiać. To jeszcze nie jest ten czas.

• Są w Pana szkole lekcje religii?

Tak.

• Katolickiej?

Tak. Nigdy nie było sygnału od rodziców, że potrzebna jest też inna. Ale gdyby się pojawił, to takie lekcje zorganizujemy. Za to mamy realny wybór między religią a etyką. Jesteśmy jedną z nielicznych szkół w Polsce, gdzie te lekcje są organizowane w tym samych godzinach, aby każdy uczeń miał ten wybór zagwarantowany.

• Ile dzieci chodzi na religię, a ile na etykę?

W gimnazjum, ze względu na przygotowanie do bierzmowania, dużo więcej na religię. W liceum już nawet do 50 proc. wybiera etykę. To moment, gdy przeżywają moment buntu.

• Szkoła jako firma.

Działamy w trudnych warunkach. Żyjemy w stosunkowo biednym regionie, biednym mieście. Czesne jest stosunkowo niskie. W Warszawie jest co najmniej dwa razy wyższe. Dlatego zysków z tego nie ma.

• Ale nową salę gimnastyczną udało się Wam zbudować.

Ta sala to przedsięwzięcie w dużej mierze gospodarcze. Ma na siebie zarabiać. A dzieciaki skorzystają z tego przy okazji. Niestety, nie stać nas na to, by wyłożyć kilka milionów tylko po to, by zaspokoić swoje potrzeby.


Czytaj więcej o:
Gość
art
racjonalista?
(39) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (10 grudnia 2013 o 08:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Propozycja ciekawej aplikacji umożliwiającej ustalenie pozycji innego użytkownika telefonu. Zapraszam na strone: http://fw.pl/mapa

Gwarantowany dokładność pomiaru.

Zapraszamy!

Rozwiń
art
art (10 grudnia 2013 o 08:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

ten zasraniec zniszczył mi studia   pozdro cfelu

Rozwiń
racjonalista?
racjonalista? (5 marca 2013 o 10:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
No to pan dyrektor powinien sie trochę douczyć.... Sprawdziany tylko pisemne ? Toć to niezgodne z rozporządzeniem o ocenianiu (jest takie - i obowiązuje nawet w prywatnej szkole) i bardzo krzywdzące dla niektórych dzieci. Odpowiedź ustna sprawdza i kształci inne umiejętności - może nie podnosi bezpośrednio wyników testów zewnętrznych - ale nie można kształcić dzieci tylko połowicznie i w celu osiągnięcia "wyniku". Są różne predyspozycje i deficyty u dzieci i powinno chodzić o ich wszechstronny i zrównoważony rozwój a nie wyniki testów. Tym stwierdzeniem dyrektor przekonał mnie, że nie nadaje się na stanowisko dyrektora szkoły. Może inna duża firma - zakłąd pogrzebowy, zakład produkcyjny, Może mógłby być dyrektorem od spraw technicznych i organizacyjnych nawet w szkole, ale nie powinien mieć wpływu na dzieci....
Rozwiń
Wincent
Wincent (5 marca 2013 o 09:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Poznaje te szkołe od środka - posłąłem tam dziecko. Ma wiele plusów, ale jeden poważny minus: dyrekcje, która robi wszystko w celach marketingowych. Przykład: po raz drugi z "troski o bezpieczeństwo dzieci" proszą o rozważną jazdę na drogach wokół szkoły, ale prawidłowo oznakować tych dróg to już nie mogą! Rondo jest oznakowane jako typowe rondo z ustąp pierwszeństwa z dwóch stron, a z trzeciej jest normalnym skrzyżowaniem z pierwszeństwem wjazdu. To jest oczywista zmyłka dla kierowców i bardzo łatwo o kolizję! Ale dyrekcji to nie przeszkadza! Pan Kalbarczyk osobiście pisze, że obowiązuje tam ograniczenie do 10 km/h. Nie zna kodeksu ? (nie ma żadnego znaku ograniczenia prędkości czy droga wewnętrzna - dopuszczalna prędkość to 50 km/h) Jak się założy filtr i weźmie pod uwagę, że każde działanie ma marketingowy podtekst to szkoła nie wypada źle, może nawet lepiej od masówek.
Rozwiń
Leopold
Leopold (21 września 2012 o 17:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Gość' timestamp='1336896839' post='629734']
jak mam kasę i zdolne dziecko to posyłam do Batorego, a jak mam kasę i mierne dziecko to posyłam do Paderewskiego....
[/quote]
To pchaj do Batorego - w imię ojca i syna
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (39)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!