wtorek, 21 listopada 2017 r.

Magazyn

Synowej I sekretarza PZPR wzloty i upadki. Kim jest Ariadna Gierek-Łapińska?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 czerwca 2012, 13:04

Od lewej siedzą: Judyta Watoła, prof. Ariadna Gierek-Łapińska i Dariusz Kortko (Bartłomiej Barczyk)
Od lewej siedzą: Judyta Watoła, prof. Ariadna Gierek-Łapińska i Dariusz Kortko (Bartłomiej Barczyk)

Ambitna, pracowita, zdolna, konsekwentnie dążąca do celu. Próżna, nie znosząca sprzeciwu, przedmiotowo traktująca ludzi. Karierowiczka wykorzystująca znane nazwisko, czy świetny lekarz i menadżer?

Kim naprawdę jest Ariadna Gierek-Łapińska, synowa I sekretarza PZPR Edwarda Gierka? Autorzy "Czerwonej księżniczki” pokazują zarówno błyskotliwą karierę cenionej pani profesor okulistyki, jak i spektakularny upadek starzejącej się kobiety, nie dającej sobie rady z uzależnieniem od alkoholu

Adama, syna Edwarda Gierka, Ariadna poznała jeszcze w szkole. Ale pobrali się, gdy była na ostatnim roku medycyny, tuż po pierwszym rozwodzie. Czy to była wielka miłość? Raczej głos rozsądku. "Będziesz z nim miała słodkie życie. A miłość przyjdzie z czasem” – przekonuje Ariadnę jej babcia. Na teściach robi bardzo dobre wrażenie – ambitna, zdolna, pracowita. Wie, czego chce, na pewno zajdzie daleko.

Złote czasy na Francuskiej

Ariadna faktycznie już wtedy wie, co chce w życiu osiągnąć. Pragnie być znaną okulistką, prowadzić przełomowe badania, zyskać międzynarodową sławę w okulistyce. Nawet nie musi prosić o protekcję teścia, nazwisko Gierek otwiera wszystkie drzwi... Zaczyna się ciąg nieprzerwanych zawodowych sukcesów: Ariadna robi doktorat, zaczyna kierować słynną kliniką okulistyczną na ulicy Francuskiej w Katowicach.

To złote czasy. Klinika pod rządami Gierkowej rozkwita, na Francuską zjeżdżają okuliści z Polski i innych krajów demoludu, by uczyć się zawodu i prowadzić badania. Pacjenci tłumnie ściągają na operacje oczu. Mikrochirurgia z Francuskiej cieszy się wielką, zasłużoną sławą. Gwiazdą jest oczywiście Ariadna Gierek, tu u niej chcą być operowani pacjenci. Ale inni lekarze też nie mogą narzekać; jeżdżą na zjazdy medyczne po całym świecie, robią karierę. "Dbałam o ludzi, awansowałam, zmuszałam do rozwoju” – mówi po latach Ariadna. Nie wszyscy jej podwładni tak to pamiętają. Nie chcą rozmawiać, albo z goryczą mówią o despotycznej szefowej, która blokowała ich zawodowy rozwój.

Nie sposób nie pić

Tymczasem ambicje prof. Gierkowej rosną. Chce w centrum Katowic zbudować nową, potężną klinikę okulistyczną. Jej marzenie spełnia się dopiero po kilkunastu latach, ale biorąc pod uwagę trudny moment polityczny (upadek Edwarda Gierka, stan wojenny), jest to i tak wielki sukces. Ariadna staje na czele nowej kliniki na Ceglanej. Nazywana carycą polskiej okulistyki jest jej twarzą i marką. Kolejny cel osiągnięty.

Dobra passa trwa. Kariera naukowa, pieniądze, podróże, wpływowe znajomości... I alkohol, którego nie sposób nie pić: na zjazdach, konferencjach, w pracy. "To się zaczęło mniej więcej w 1983 roku. (...) W klinice alkoholu nie brakowało, niemal każdy pacjent zostawiał butelkę w dowód wdzięczności. Jakiś koniaczek, winko, a jak byliśmy w Moskwie, to i całą flaszkę. Taki był standard, w PRL-u wszyscy pili, bez wódki niczego nie dało się załatwić. Niestety, szefowa zaczęła pić coraz więcej. A dwa lata później pić już musiała.” – wspomina prof. Szaflik, zastępca Gierkowej.

Upadek

W międzyczasie Ariadna rozwodzi się z Adamem Gierkiem i wychodzi za mąż za dawnego kolegę ze szkoły, Tadeusza Łapińskiego. Twierdzi, że kocha i jest kochana, że w końcu jest szczęśliwa w małżeństwie. Jej kariera kwitnie, wśród pacjentów są znane nazwiska. W 2003 roku pani profesor usuwa zaćmę Czesławowi Miłoszowi, który zostawia jej w prezencie swój wiersz "Rzeka” na papierze czerpanym.

Życie osobiste także układa się idealnie, w nowym związku Ariadna kwitnie. I pije coraz więcej. W klinice współpracownicy wyczuwają od niej alkohol, chwieje się na nogach. I tak codziennie. Skandal jest nieunikniony, choć kilkakrotnie udaje się go zatuszować.

Ale w końcu dochodzi do spektakularnego upadku "carycy”. W 2007 roku przebadana alkomatem, wyprowadzona przez policjantów z kliniki, traci wszystko, na co przez wiele lat pracowała; autorytet, szacunek, poważanie. Wszystko filmują kamery TVN. "Legł w gruzach mit Gierkowej”, "Alkohol niszczy karierę synowej Gierka” – donoszą gazety.

Upokorzenie

Ariadna nie przestaje pić, traci stanowisko szefowej kliniki. To nie koniec problemów. Jesienią 2008 roku katowicka prokuratura oskarża ją o korupcję. Od 2003 do 2007 roku miała przyjąć co najmniej 13 łapówek na kwotę ponad 356 tys. zł. Obciążają ją przedstawiciele medyczni, opowieść jednego z nich rejestruje kamera TVN. Prokuratura zajmuje dom, dwa mieszkania i dwa samochody pani profesor. Adam Gierek wydaje oświadczenie, w którym kategorycznie odcina się "tej pani”, czyli swojej byłej żony. "Ze spokojem czekam na rozpoczęcie procesu. Sąd na pewno oczyści mnie ze wszystkich zarzutów, bo nic nie zrobiłam – mówi pani profesor.

Dwa lata później Ariadna Gierek-Łapińska trafia do szpitala psychiatrycznego po ataku padaczki i zapaści. Do Dariusza Kortko dzwoni jej mąż. Płacze: "Przywiązali ją do łóżka i wystawili na korytarz. Moją żonę, która zawsze tak dbała, by dobrze wyglądać. Nieuczesana, niemalowana, przypięta pasami, była sensacją oddziału. Prosiłem, żeby dali jej izolatkę, potraktowali godnie, chyba sobie na to zasłużyła? Odpowiedzieli, że nie ma miejsc. Lekarze, którzy ją znali, zgotowali jej takie upokorzenie.”

Korzystałam z książki "Czerwona Księżniczka” Dariusza Kortko i Judyty Watoły, Wyd. Agora, 2012 r.

Rozmowa z Dariuszem Kortko, współautorem książki \"Czerwona księżniczka”

• Skąd pomysł, by napisać książkę o prof. Ariadnie Gierek-Łapińskiej, synowej Edwarda Gierka?
– To osoba znana na Śląsku, szczególnie w świecie medycznym. Często spotykaliśmy się, gdy jako dziennikarz pisałem o służbie zdrowia. Jednakże impulsem był materiał TVN z 2007 roku, w którym pokazano Ariadnę Gierek-Łapińską wyprowadzaną z kliniki w kajdankach. Pomyślałem wtedy, że taki jej obraz nie może zostać w powszechnej opinii, że to niesprawiedliwe, biorąc pod uwagę wszystko, co dotychczas zrobiła. Zadzwoniłem wtedy do niej z propozycją, by opowiedziała o sobie, o tym, co zdarzyło się w jej życiu. Nie chciała rozmawiać. Była rozbita, nieufna; mimo wcześniejszej ogromnej otwartości. Widać było, ze to zdarzenie ją złamało. Nie to nie, pomyślałem.

• Temat wrócił...
– Po dwóch latach. Pani profesor zadzwoniła do mnie sama i powiedziała, ze jest gotowa na rozmowę. Umówiliśmy się w hotelu w Katowicach. Przyszła w starannym makijażu, bardzo elegancko ubrana. Ludzie się za nią oglądali, budziła zainteresowanie; jak zawsze zresztą. Razem z koleżanką, którą zaprosiłem do współpracy, Judytą Watołą wyłożyliśmy karty na stół; że chcemy napisać o niej książkę, ale zrobimy to po swojemu, pokazując człowieka, który ma swoje niedoskonałości. Zastrzegliśmy, że sami będziemy wybierać rozmówców do książki, nawet dla niej niewygodnych. Zgodziła się, rozumiejąc, że to dla niej jedyna szansa, by pokazać swoje życie. Od rozmów z panią profesor zaczęliśmy pisanie tej książki.

• Ile tych rozmów było?
– Mam dziesięć kaset półtoragodzinnych. W sumie piętnaście godzin rozmów. Potem przyszedł czas na sporządzenie listy osób, z którymi chcieliśmy rozmawiać o pani profesor. Zaczęliśmy od najbliższych, od rodziny. I okazało się, że nie jest łatwo. Jedynym, który chętnie rozmawiał był trzeci mąż Tadeusz Łapiński i córka. Mąż rozmawiał najchętniej, córka, gdy tylko schodziło na tematy związane z nią samą, milkła. To nie były więc łatwe rozmowy. Natomiast Adam Gierek w ogóle nie chciał rozmawiać o swojej byłej żonie.

• A inni?
– Po rodzinie przyszła pora na lekarzy, którzy pracowali z Ariadną Gierek i dobrze ją znali. Jedni rozmawiali chętnie, inni mniej chętnie. Chętnie anonimowo, niechętnie pod nazwiskiem.

• Co mówili?
– Różnie mówili. I dobrze, i gorzej.

• Mówili o problemach z alkoholem, które miała pani profesor?
– Świat medyczny jest bardzo zhierarchizowany, więc ci, którzy mieli mięli dużo do stracenia i do zyskania, bo właśnie budowali w nim swoją w nim pozycję, kalkulowali, co mogą powiedzieć. Ci, którzy mieli w nim ugruntowaną pozycję, jak profesor Szaflik, mówili otwarcie i szczerze.

• A sama prof. Gierek-Łapińska chciała rozmawiać o swoim problemie?
– Nie uciekała od pytań, odpowiadała na wszystkie. Ale za każdym razem negowała ten problem. Twierdziła, że jej on nie dotyczy. W książce przywołujemy w tej sprawie opinię dr Ewy Woydyłło, specjalizującej się w uzależnieniach, która mówi, że w przypadku alkoholizmu kobiet mamy często do czynienia ze stuprocentowym wyparciem problemu.

• Pani profesor nie była urażona, gdy pytaliście ją o alkohol?
– Na pewno nie pytaliśmy o to na pierwszym spotkaniu. Ale nie, na pewno nie czuła się urażona, traktowała to normalnie. Po prostu mówiła, że nie ma problemu z piciem. I już.

• Pracowaliście nad tą książką trzy lata. Co było najtrudniejsze?
– Chyba rozmowy z najbliższymi; to, czego nie powiedzieli, o czym nie chcieli mówić. Było w tym jakieś drugie dno, może sekret... I nie chodzi tylko o Adama Gierka, ale też o siostrę Tatianę, która była żoną brata Adama (od red. - siostry Ariadna i Tatiana poślubiły braci Adama i Jerzego Gierków) Być może chodziło o alkoholizm Ariadny, którego Tatiana nie tolerowała, mając bardzo złe doświadczenia choćby ze swoim byłym mężem.

• Może o wstyd, bo i Ariadna i Tatiana obracały się w tym samy środowisku lekarzy?
– Być może. Odniosłem w pewnym momencie wrażenie, że one same nie wiedzą już, skąd ten dystans. Ale czuć było, że jest w tym jakaś tajemnica, i że jeśli ją rozgrzebiemy, to możemy kogoś bardzo skrzywdzić. Dlatego to zostawiliśmy.

• Polubił pan panią Ariadnę?
– Naprawdę polubiłem. Za to, że była szczera. Nie bała się powiedzieć: "jestem próżna”, "nie lubię kobiet, bo traktuję je jak rywalki i dlatego nie mam żadnej przyjaciółki”. Bardzo tę szczerość, naturalność doceniam.

• Czy po wydaniu książki nic się nie zmieniło w waszych relacjach? Pytam o to, gdyż ta książka nie jest laurkowa i nie zawsze stawia Ariadnę Gierek w takim świetle, w jakim sama by się pewnie chętnie widziała. Czy pani profesor nie miała do was pretensji, nie obraziła się?
– Nie. Jesteśmy wciąż w kontakcie, spotykamy się na spotkaniach autorskich. Podczas jednego z takich spotkań powiedziała nam: napisaliście prawdę, nie mam o nic pretensji. A my po prostu pokazaliśmy prawdziwego człowieka, osobę z krwi i kości.

• Nie miał pan czasem wrażenia, że to próżność była motywem, dla którego prof. Ariadna Gierek zgodziła się na nią?
– Oczywiście, że tak! Sama mi zresztą powiedziała, że myślała już, iż jedyne co się o niej jeszcze ukaże, to notka pośmiertna w uznaniu jej zasług. Ta książka przywołała ją do życia, przypomniała o niej. I słusznie. A ona to docenia.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Rodzice z Elbląga
Gość
Stanley
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Rodzice z Elbląga
Rodzice z Elbląga (5 października 2017 o 15:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pamiętam jak w gabinecie prywatnym przy Dworcowej w Katowicach zawsze były tłumy ludzi, i pamiętam jak pani profesor pijana przewróciła się na mojego syna podczas badania, moja żona zawsze mówiła że od profesor czuć alkohol i dobre perfumy
Rozwiń
Gość
Gość (3 maja 2016 o 14:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Książkę o pani profesor Ariadnie Gierek-Łapińskiej bardzo dobrze się czyta. Kobieta zasłużona dla okulistyki bez wątpienia, ale zasłużona zwłaszcza dla Polaków! Tego Jej nikt nie odbierze! Ułomności? a któż ich nie ma? Wielkich ludzi nikt zniszczyć lepiej nie potrafi jak zawistne polskie środowisko? Do tego jeszcze "Gierek"! A prawda jest taka, że nikt Edwardowi Gierkowi z byłych i obecnych polityków nie dorasta do pięt!
Rozwiń
Stanley
Stanley (13 września 2012 o 08:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Judyta Watoła - to pani niczym nie różni się od tych karierowiczów i dorobkiewiczów na siłę!!!
Dla swojego prywatnego rozgłosu i zaspokojenia swoich chorych ambicji wsadziła pani kij w mrowisko.
Ugodziło to bezpośrednio w ludzi oczekujących na różnego rodzaju transplantacje.
Nawet w środowisku zwykłych lekarzy w podrzędnych szpitalach znają pani nazwisko jako osoby zapokajającej własne ambicje i wyrządzającej dużą krzywdę ludziom oczekującym na przeszczepy a tym samy skazała ich pani na śmierć podobnie jak mnie!! Chciałbym żeby kiedykolwiek odczuła to pani na swojej skórze a wtedy wiła by się pani ja wąż na kolanach aby tylko ktoś pani pomógł.
Przez między innymi panią transplantoloczy ograniczyli ilości przeszczepów do minimum dla dobra własnej pracy zawodowej bo przez taką osobę jak pani mogą stracić wszelkie uprawnienia medyczne. Jest nas już spora grupa osób, którym bezmyślnie zabiera pani życie. Nie zapomnimy tego.
Rozmowy z transplantologami dały taki skutek - rozkładając ręce mówią nie miejcie do nas pretensji tylko do takich redaktorów czy dziennikarzy, którzy niewiele się na tym znając grzebią w różnych niepotrzebnych nikomu śmieciach i wyciągają je na światło dzienne. mówią też - mamy rodziny ichcemy tak jak każdy żyć spokojnie i nie nerwowo czakać aż jakiś dziennikarzyna będzie miał chory sen i postawi na nogi za pomocą ABW cały światek medialny.
Najprawdopodobniej nie docierają do pani słowa, że skazuje pani takimi tekstami w dziwnej gazecie normalnych ludzi bardzo pragnących żyć ma pewną śmierć.
Ilu jest jeszcze takich, którzy poświęcają bezsensownie życie innych dla zaspokojenia aspiracji, ambicji i rozgłosu a przede wszystkim wzdlędy u zwieszchnika brukowca.
Żal mi pani mimo to że ja umieram.
Rozwiń
Gość
Gość (24 czerwca 2012 o 08:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Patrzta synowa I sekretarz i tylu ludziom uratowała wzrok ,cuda panie cuda.
Rozwiń
Gość
Gość (23 czerwca 2012 o 21:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
nie szkodzi, że synowa sekretarza PZPR, przynajmniej wykształcona, a nasz były przywódca solidarności bez wykształcenia i wykiwał tylu ludzi,
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!