poniedziałek, 20 listopada 2017 r.

Magazyn

Tadeusz Mysłowski: Mniej znaczy więcej

  Edytuj ten wpis
Dodano: 17 marca 2011, 15:27

Tadeusz Mysłowski
Tadeusz Mysłowski

Rozmowa z Tadeuszem Mysłowskim, artystą z Nowego Jorku, który dziś otwiera wystawę w Muzeum Lubelskim.

• Do ostatniej chwili montował pan wystawę w Muzeum Lubelskim, czuwając nad ekspozycją każdego, najmniejszego rysunku. Skąd ta uważność?
– W styczniu miałem dużą wystawę w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie. Ale moje serce bije dla Lublina. Urodziłem się w podlubelskim Piotrkowie, mieszkałem na Kunickiego, chodziłem do Liceum Sztuk Plastycznych na Grodzkiej. Choć mieszkam w Stanach, to wystawa na zamku jest dla mnie bardzo ważna.

• Zobaczymy rysunki, projekty, instalacje, w tym słynne "KrzesłoTrony”, które zrobiły furorę w Krakowie.
– Kolekcjonuję krzesła, które zaprojektowali najwięksi artyści. Każde z krzeseł ma swoją legendę. W najnowszym projekcie pokazuję "KrzesłoTrony”, które powstały w hołdzie artystom wizjonerom sztuki XX wieku. Zrobiłem "krzesła” dla Mondriana, Malewicza, Stażewskiego, Szpakowskiego, Strzemińskiego i Kobro. Ale może nie to jest najważniejsze.

• A co?
– Do tworzenia swoich prac używam dokumentów, listów i notatek. Zapraszam do wczytania się w wystawę, po to, żeby poznać to, co mnie inspirowało i inspiruje. Nic nie powstaje z pustki. Musi być praca domowa, żeby coś wyszło.

• Wracając do krzeseł: dlaczego są takie ważne?
– W Nowym Jorku mam w pracowni 200 krzeseł. Śpię na krześle, jem na krześle, wiszą krzesła. Też pokazuję je na zamku. Inspiracją do zaprojektowania jednego z nich był rower.

• Pod sufitem wiszą też dwa parasole. Biały i czarny. Jak u Kantora?
– Z tymi parasolami to była taka historia, że jak ja się wyprowadzałem z mieszkania na Kunickiego w Lublinie, w którym do końca mieszkali moi rodzice, to zrobiłem pożegnanie tego miejsca. I napisałem: wyprowadzam się na zawsze. Teraz zrobiłem te parasole jako coś, co jest symbolem bezpieczeństwa. W naszym lubelskim mieszkaniu czułem, że nic złego mi się nie stanie. I nic mi się złego nie stało przez część mojego życia. Potem wyjechałem do Krakowa, Paryża, w końcu do Ameryki. Pod parasolami pokazuję dwie autorskie książki. Jedna jest biała, druga czarna. W tej białej jest mała czarna książka zamontowana w środku. W czarnej jest biała. Symbolizują dobro i zło, śmierć, życie.

• A tu jest EKG. Pana?
– Tak. To jest też partytura. Poprosiłem Zbigniewa Bargielskiego, żeby zrobił muzykę do wystawy. Zaczyna się biciem mojego serca, które będzie towarzyszyło zwiedzającym. Zawsze fascynowało mnie to, żeby usłyszeć obraz i zobaczyć muzykę. Skanuję obraz, za pomocą komputera badam, jaki szum generuje. Dlatego poprosiłem Bargielskiego, żeby zareagował ma moje prace. Ograniczyłem mu środki wyrazu. Powiedziałem: Możesz dać bębny, możesz dać skrzypce jako głos kobiecy, ja wyślę ci bicie mojego serca.

• Oszczędnie.
– Niech pan sobie wyobrazi, że w szczęśliwym dzieciństwie, które miałem w Piotrkowie, uwiązałem krowę do drzewa zamiast ją paść. Znalazłem mszyce, które zjadały liście. Położyłem się na łące i dwie godziny patrzyłem, jak zjadły wszystko zostawiając siatkę nerwów. Godzinami patrzyłem się na drżenie traw. I to później bardzo mi pomogło, jak pojechałem do Ameryki. Na spotkaniu z Allanem Kaprowem, który z Johnem Cage'em tworzył pierwsze asamblaże usłyszałem: Kiedyś całą podłogę wyszorowałem szczoteczką do zębów. Wytrzymałem każdą sekundę. Żeby coś zrozumieć, trzeba mieć tyle cierpliwości we wszystkim. Chodzi o uważność we wszystkim. To, że ja godzinami oglądałem falującą na wietrze trawę, zaprocentowało.

• Jak?
– Kiedy zostałem sam, to potrafiłem być samotny. Kiedyś John Lenon powiedział, że czasem jest cholernie trudno przetrwać jedną minutę, pół minuty, ćwierć minuty.

• I odwrotnie, trzeba umieć smakować każdą minutę?
– Smakować, odczuwać, być. W każdej minucie, w każdej połówce minuty, w każdej sekundzie. Ta podlubelska wieś pomogła mi podpatrzyć intensywność natury. Rozumieć ją, być z nią. Szukać harmonii w jej monotonii, która jest prostotą. To jest niesamowite, tylko trzeba umieć patrzeć. Tylko, że my nie umiemy.

• Dlaczego?
– Życie goni ludzi, oni gonią nie wiadomo za czym. Przedziwna historia. Jak przyjeżdżam do Polski, biorę busik z Warszawy. No to on leci jak do piekła. To nie jest normalna jazda, on goni tak, jakby diabła gonił. Ludzie robią dokładnie to samo. Nie mają czasu patrzeć. I oglądają naturę w telewizorze. Niech pan teraz wygoni młodego człowieka, żeby poszedł na łąkę. Chyba, że będzie miał na uszach walkmana. Ale wtedy nie usłyszy jak śpiewają ptaki i jak gra konik polny. A co dopiero, żeby wsłuchał się w puls natury. I żył zgodnie z jej rytmem. Człowiek uwielbia otaczać się przedmiotami. Dobrze, kiedy są to piękne przedmioty. Też je gromadziłem, kochałem je, w domu trzymam szafę z domu i but ojca. Teraz to będę rozdawał.

• Dlaczego?
– Bo mniej znaczy więcej. Dotyczy to wszystkich sfer życia: materialnej, duchowej, tego co jemy... Teraz z Ameryce młodzi nie mają lodówek, zamieniają samochody na rowery, jedzą bardzo skromnie, bo wiedzą, że jedzenie może być strawą duchową.

• Pan też ceni sobie umiar?
– Tak. Dlatego chcę się wszystkiego pozbyć.

• Nawet rolls-royce'a?
– Tak.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!