poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Rozmowa z Josephem Friedensonem, jednym z ostatnich studentów Jeszywas Chachmej Lublin

• Jest Pan jednym z nielicznych żyjących w Ameryce uczniów słynnej lubelskiej uczelni, błyskotliwym interpretatorem \"Talmudu”, pisarzem, dziennikarzem, byłym więźniem kilku obozów koncentracyjnych. mówiąc krótko, jest pan postacią legend

- Z Łodzi. Tam się urodziłem w 1922 roku w rodzinie dziennikarza i wydawcy Eliezera Gerszona Frydensona i Estery Bajli Pelberg. Ojciec był bardzo aktywnym działaczem religijnej partii Agudat Israel powstałej w 1912 roku w Katowicach, zwanej popularnie Agudą. W niej poznał rabina Meira Szapiro, posła na Sejm RP w latach 1923-27. Szapiro był oczywiście także i przede wszystkim błyskotliwym talmudystą i przywódcą religijnym. Rabinem został w wieku 17 lat. Przewodził społecznościom chasydzkim w Glinianach, Sanoku i Piotrkowie Trybunalskim. Zaangażował się w tworzenie nowoczesnej uczelni rabinicznej w Lublinie, pod której budowę kamień węgielny położono 22 maja 1924 roku. Mój ojciec był entuzjastą tego projektu; inicjował zbiórki funduszy.

• I postanowił wysłać pana na nauki?

- Oczywiście. Jak tylko osiągnę stosowny wiek. Uczelnia rosła, a ja do niej... dorastałem. Było w tym coś ze święta.

• \"Wczoraj w Lublinie zjechało się i zleciało się czarne żydowskie mrowie na uroczystość otwarcia żydowskiej mekki. Samochody ze Lwowa, pełne po brzegi opasłych syjonistów, krążyły z hukiem po mieście. Doktorzy, adwokaci, sklepikarze, paskarze

- W środowiskach antyżydowskich tworzenie uczelni wzbudzało niechęć i protesty, ostatecznie jednak Jeszywas Chachmej Lublin otwarto 24 czerwca 1930 roku, kiedy miałem osiem lat. Rabin Szapiro czas od wmurowania kamienia do inauguracji poświęcił na kwestowanie i dyskutowanie o przyszłej formule uczelni. Kilkakrotnie przyjeżdżał do USA, gdzie idea szkoły była entuzjastyczna wspierana przez tutejszych Żydów. Budynek jeszywy był jednym z najokazalszych w Lublinie, łączył w sobie funkcje dydaktyczne z nowoczesnym wyposażeniem, internatem i stołówką. Uroczystość otwarcia uświetnili nie tylko wybitni rabini i elita polskiego żydostwa, ale także władze wojewódzkie i przedstawiciele centralnych, generalicja. Przybyło ponad 20 tysięcy gości, nadesłano kilka tysięcy telegramów gratulacyjnych z całego świata. Rabin Szapiro wypowiedział wtedy słowa, które do dziś wspominane są przez uczniów: "Bramy Jeszywy zostały właśnie otwarte, przeto Wszechmogący winien wspomóc nas w otwarciu bram do zbawienia narodu żydowskiego”.

• Dla pana bramy jeszywy otwarły się, gdy rabin już nie żył?

- Niestety, nie dostąpiłem szczęścia pobierania nauk bezpośrednio od niego. Miałem jednak szczęście poznać go latem 1933 roku, gdy z ojcem pojechałem do Lublina. Zrobił na mnie wielkie wrażenie. Nie mogłem doczekać bar micwy, po której jak najszybciej chciałem dostać się do lubelskiej uczelni.

• Rabin Meir Szapiro zmarł o 4:00 nad ranem w piątek 27 października 1933 roku po nagłej i gwałtownej chorobie.

- Nigdy nie ustalono, co było jej przyczyną. Pogrzeb odbył się dwa dni później i zgromadził nieprzebrane tłumy. Miasto wypełnił płacz. Jak pisano "umarł żydowski król”. Ja trafiłem do uczelni jesienią 1937 roku i przestudiowałem do lata 1939 roku.

• Co może pan powiedzieć o jeszywie?

- Była spełnieniem marzeń. Zgodnie z tradycją talmudyczną, młodzi uczą się lepiej religii poza domem. To była zadania chederów czy jeszyw. Jest takie powiedzenie: "Idź na wygnanie uczyć się Tory”, albo że nigdy nie nauczysz się Talmudu w domu. Po powstaniu Jeszywas Chachmej Lublin, w Polsce mówiło się: "Idę studiować do LUBLINA”, albo "Chciałbym iść do LUBLINA”. I wszyscy wiedzieli o co chodzi. Lublin równał się Jeszywie.

• Łatwo się było dostać do jeszywy?

- Nie. Trzeba było - przy oczywistej wiedzy - także dobrych polecających. Protekcji. Lublin to była duma i korona polskiej ortodoksji. Nauczali wybitni rabini, gaoni (zwierzchnicy szkół rabinicznych). Poza tym to była także rewolucja w podejściu do nauczania. Mieliśmy dobre warunki do studiowania, mieszkaliśmy na terenie budynku jeszywy, mieliśmy zapewnione dobre wyżywienie. To było coś zupełnie innego niż stereotyp "chłopca z Jeszywy” ("Yeshiva Boy”), biednego, głodujacego, wkuwającego Talmud przy świeczce. Zaprzeczaliśmy powiedzeniu, że bieda tworzy wielkich gaonów. Mieliśmy status studentów, jak wszelkie uczelnie polskie, legitymacje na 50 proc. zniżki kolejowej. Czuliśmy się autentycznie wybrani przez los.

• Czy Isaac Bashevis Singer oddal ten klimat w swym opowiadaniu o chłopaku z jeszywy, który okazał się... piękną i mądra dziewczyną o imieniu Yentl, a co tak uroczo pokazała w filmie Barbra Streisand?

- Żaden religijny Żyd nie podzieli zdania, że było coś "uroczego” w tej historii. A już tym bardziej w filmie. Singer, mimo całego rozgłosu spowodowanego literackim Noblem, przez zdecydowaną większość religijnych Żydów nie był szanowany. Uchodził za gorszyciela i pornografa. Nie był także wzorem cnót charakteru, o czym aż nadto dobrze wiedzieli wszyscy, co go znali bliżej. Miałem tę sposobność, bo mieszkaliśmy dwie ulice od siebie. Obraz lubelskiej Jeszywy, jaki przedstawił jest tak daleki od realiów, jak niebo od ziemi.

• Czy to prawda, że uczelnia miała swoje kontakty z KUL i Seminarium Duchownym?

- Owszem. Na różnych zresztą poziomach. Pamiętam, że często odwiedzali nas polscy koledzy-seminarzyści, których oprowadzaliśmy po budynku Jeszywy. Po pytaniach religijnych religijnych, rozmowa zwykle musiała się skończyć na kwestii celibatu i sytaucji rabina, który może, a nawet powinien mieć żonę i potomstwo, najlepiej liczne. Fakt ten bardzo ich ekscytował i prywatnie nie kryli, że żona dla duchownego to nie jest złe rozwiązanie. Często też wypytywali o Talmud, który jest komentarzem do biblijnej Tory. Talmud wyjaśnia, jak przestrzegać prawa w niej zawartego. To takim przewodnik czy "instrukcja obsługi” religii w życiu codziennym i we wszelkich jego przejawach. I niektóre mądrości talmudyczne naszym kolegom z seminarium chyba się podobały.

• W ogóle Talmud wtedy unosił się nad Lublinem?

- To prawda. Niestety ten świat skończył się we wrześniu 1939 roku.

• Bowiem, jak powiada Talmud, świat został wydany w ręce głupców?

- Został wydany znacznie wcześniej. W ‘39 zobaczyliśmy to na szczególnie przerażającym przykładzie, aczkolwiek talmudyczna mądrość powiada, iż gdzie jest prawda, tam nie potrzeba przykładu na dowód. Z konsekwencjami niedowierzania, że świat jest jednak w rękach głupców mamy ciągle do czynienia...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!