czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Magazyn

Tato, ty nie możesz umrzeć!

Dodano: 16 maja 2002, 18:14

Natalia nie potrafi ukryć (i zresztą nie próbuje tego robić), jak  tęskni za tatusiem (M. Kaczanowsk
Natalia nie potrafi ukryć (i zresztą nie próbuje tego robić), jak tęskni za tatusiem (M. Kaczanowsk

Tomasz Rojek ma 29 lat. Jest żonaty, ma 5- letnią córkę Natalię. Od trzech lat choruje na białaczkę. Jego choroba ma charakter nawrotowy. Teraz przebywa w szpitalu

Tomek i Renata poznali się w szkole w Lubartowie. Znają się już 14 lat. Razem skończyli szkołę średnią. Zaczęli studia w Lublinie. Agnieszka socjologię w KUL, Tomek ekonomię w UMCS. Wspólną pasją obojga są wędrówki górskie. Natalia urodziła się, kiedy byli na czwartym roku studiów. Agnieszka z uśmiechem wspomina czasy, kiedy wymieniali się wózkiem, żeby zdążyć na zajęcia.

- Byliśmy bardzo szczęśliwą rodziną.

Cieszyliśmy się każdą wspólnie spędzoną chwilą. Spotykaliśmy się ze znajomymi, wyjeżdżaliśmy na wakacje. Pamiętam naszego sylwestra w 1999 r. Było cudownie - wspomina Renata Rojek. - Później zaczęła się choroba Tomka. Najpierw pojawił się ogromny siniak na nodze. Następnie bardzo dziwna infekcja. Tomek poszedł do lekarza, dostał antybiotyk.
Wkrótce wrócił do pracy. Po kilku dniach jednak zaczął się czuć fatalnie. Nie mógł wejść na czwarte piętro, stracił apetyt, krwawiły dziąsła. Cały był w siniakach.

Bolesna prawda

Renata myślała, że to anemia. Mimo że ważył prawie 100 kg. Znów poszedł do lekarza. Dostał kolejny antybiotyk. Miał męczący, suchy kaszel. Nadal krwawiły mu dziąsła.
- 17 lutego obchodziliśmy naszą czwartą rocznicę ślubu. Była uroczysta kolacja. Mąż jednak czuł się źle. 27 lutego trafił do szpitala. Diagnoza była jednoznaczna - lekarz powiedział mi, że to białaczka. Nie mogłam w to uwierzyć... - mówi Renata. - Pierwszą chemioterapię znosił bardzo źle. Gorączkował, wymiotował, nie mógł jeść.
Tomek poznał wyniki badań po kilku dniach. W pierwszej chwili nie zdawał sobie sprawy, z tego, co go spotkało. Martwił się o pracę. Renata była u niego codziennie.
- Kontakt z nim był bardzo trudny. Właściwie nie wiem, jak wtedy żyłam. Starałam się nie płakać przy mężu. Nawet nie zauważyłam, że

osiwiałam w ciągu kilku tygodni.

Pomagali mi rodzice. W tym czasie na zapalenie płuc zachorowała Natalia. Miała wtedy dwa latka, ale jakby przeczuwała, że dzieje się coś złego. Zrobiła się nerwowa. To był koszmar, w domu panował chaos. Później za każdym razem, kiedy Tomek szedł do szpitala, córka zaczynała chorować - wspomina Renata.
Po pięciu tygodniach wrócił do domu po pierwszej chemioterapii. Później były kolejne. W czerwcu 2001 r. miał mieć już ostatnią chemioterapię. Lekarze mówili na początku, że leczenie potrwa dwa lata, bo jest to lepiej rokujący typ białaczki. Niestety, przyszedł nawrót choroby.
- Kilka miesięcy spędził w szpitalu, nie doszło do remisji. Później leczono go arszenikiem. To taka nowa metoda. Efekty były rewelacyjne. Cały czas obawialiśmy się przeszczepu, sądząc, że nie będzie to konieczne. Po badaniach okazało się, że dawcą może być brat męża. To były jedyne cztery miesiące, kiedy mąż nie leżał w szpitalu - mówi Renata. - Nawet wrócił do pracy. To dodawało mu sił. Miał duże wsparcie ze strony kolegów. Czuł się potrzebny.

Już miało być dobrze

W grudniu 2001 r. rozmawiali z lekarzem o przeszczepie. Tomasz był w dobrej formie. Robił badania kontrolne. Za namową znajomych wybrali się na wspólnego sylwestra.
- Życzyłam mu przede wszystkim zdrowia, a on mi wytrwałości - opowiada Renata.
W styczniu choroba wróciła. Dodatkowo zachorował na żółtaczkę. Bardzo źle znosił chemioterapię.
- W marcu byliśmy na konsultacji w Katowicach. Tomasz został zakwalifikowany do przeszczepu, ale ze względu na niedawno przebytą żółtaczkę musi zaczekać. Pojawiły się problemy neurologiczne.
Najgorsze przyszło, kiedy Tomek zaczął niewyraźnie mówić. Renata straciła z nim kontakt.
- Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że to chyba już koniec. Miał bóle głowy i wymioty - mówi Renata.

Tato, czy ty umrzesz?

Najbardziej bolesny moment dla rodziny Tomka przyszedł podczas któregoś niedzielnego śniadania.
- Wtedy moja córka zapytała, czy to prawda, że niedługo umrę. Tak powiedziała jej koleżanka w przedszkolu - mówi Tomek. - Wytłumaczyłem jej, że tak nie będzie, jeśli będziemy się gorąco modlić.
Kiedy Tomek jest w szpitalu, Natalia nigdy o niego nie pyta, ale nie potrafi ukryć, jak bardzo za nim tęskni.

Chcemy znów normalnie żyć

Największe marzenie Renaty i Tomka: Żeby to się skończyło. Chciałabym przestać się martwić i spokojnie zasnąć. Cieszyć się drobnymi sprawami, których teraz nie dostrzegam. Naszym wspólnym marzeniem jest, kiedy Tomek wyzdrowieje, mieć jeszcze jedno dziecko - wyznaje Renata.
Natalia bardzo chciałaby mieć młodszą siostrę.
- Mogłabym bawić się z nią w moim domku na balkonie - mówi dziewczynka.

• • •

Teraz Tomek jest w trakcie remisji. Został zakwalifikowany do intensywnego leczenia przeciwnowotworowego przeciwciałem monoklonarnym. Leczenie to nie może być refundowane przez kasę chorych ze względu na brak rejestracji leku. Zastosowanie tego leczenia daje możliwość przeprowadzenia transplantacji szpiku. Koszt leczenia wspomagającego wynosi około 30 tys. zł.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO