piątek, 9 grudnia 2016 r.

Magazyn

Telefony, które ratują życie

Dodano: 12 kwietnia 2002, 10:34

- Spotkałem na ulicy człowieka, który podszedł do mnie i powiedział: "To ja jestem tym, który stał pod pętlą i był gotowy skończyć z sobą. Jednak po rozmowie z panem odsunąłem od siebie myśli samobójcze...”

- Taki telefon to bardzo wątła linia ludzkiego dialogu - uważa Jan Arczewski, który prowadzi w Lublinie telefon zaufania od 16 lat. - Taki

telefon jest jak konfesjonał - uzupełnia po chwili namysłu...

• To zapewne również ściana płaczu?
Nie zaprzecza:
- To także wyrzut sumienia i miejsce, w którym można dać upust swojej rozpaczy - wyżalić się, wykrzyczeć swoją złość...
• Początek rozmowy chyba nie jest łatwy, ale jeśli ktoś dzwoni, to znaczy, że przełamał wewnętrzny opór?
- Zazwyczaj dzieje się tak, że zanim się odezwę, słyszę płacz - potwierdza Arczewski. I muszę odczekać chwilę, aż się rozmówca wyciszy, uspokoi. I dopiero wtedy można zacząć z nim dialog. A właściwie jest to monolog. Trzeba słuchać cierpliwie i nie przerywać. Ludzie, którzy dzwonią, są zdesperowani, różne myśli zaprzątają im głowę. Często samobójcze. Opowiadają o podejmowanych próbach targnięcia się na własne życie. Może mi pan nie uwierzy, ale spotkałem na ulicy człowieka, który podszedł do mnie i powiedział: "To ja jestem tym, który stał pod pętlą i był gotowy skończyć z sobą. Jednak po rozmowie z panem odsunąłem od siebie myśli samobójcze...”
Wtedy pomyślałem sobie, że jeśli uda się ocalić czyjeś istnienie, warto prowadzić ten telefon. Rozmówcy dzielą się ze mną swoimi reakcjami, mówiąc, jak bardzo im pomagam, że po rozmowie mogą usnąć spokojnie, a to, co wydawało się barierą nie do pokonania, nagle okazało się prostsze, łatwiejsze.

Oferta jak wachlarz

Jan Arczewski dzieli rozmówców na cztery grupy. Są tacy, którzy wymagają pomocy psychologa, inni oczekują rozwiązania proble-
mów socjalno-bytowych, jeszcze inni interwencji w sprawach osobistych. Oddzielna grupa rozmówców boryka się z problemem samotności. A że telefon, który prowadzi Jan Arczewski jest adresowany do osób niepełnosprawnych, udzielanie porad wymaga szczególnego taktu i zrozumienia potrzeb dzwoniących. Przychodzi mu to o tyle łatwiej, że sam jest osobą niepełnosprawną, przykutą do wózka inwalidzkiego. Psycholog z wykształcenia, potrafi jak nikt inny udzielać porad w tym zakresie.
Oczekiwania są różnego rodzaju. Dzwonią ludzie z zaburzeniami psychicznymi, niepełnosprawni, oczekujący akceptacji, borykający się z problemem alkoholowym. Marginalny odsetek stanowią ludzie uwikłani w dewiacje seksualne.
Niekiedy zadzwoni niepełnosprawna kobieta z pytaniem, czy powinna urodzić dziecko. Do trudnych należą też problemy bezrobotnych. Jednostki słabe nie wytrzymują, tracą wiarę w sens życia. Dzwonią, oczekując konkretnej pomocy.
Rozległa jest gama spraw dotyczących problemów socjalno-bytowych. Przykładowo: dzwoniący pytają, jak zdobyć sprzęt rehabilitacyjny, załatwić skierowanie do sanatorium, co zrobić, żeby zamieszkać w Domu Pomocy Społecznej.
Inni pytają o aktualne przepisy dotyczące niepełnosprawnych. Jan Arczewski nie tylko odbiera telefony, ale podejmuje również interwencje w urzędach i instytucjach.
• A partnerstwo
w samotności?
- Niektórzy mylą ten rodzaj poradnictwa z biurem matrymonialnym. Wielu ludzi niepełnosprawnych narzeka na samotność, bo, mimo iż mieszkają z rodzicami czy rodzeństwem, przez długie godziny, gdy najbliżsi wychodzą do pracy czy do szkoły, pozostają sami. I wtedy szukają kogoś, przed kim mogliby się otworzyć, porozmawiać. Dzwonią często do mnie...

Stop dla przemocy!

O ile Jan Arczewski odbiera 200-400 telefonów miesięcznie (w ciągu 16 lat przeprowadził 21 tys. rozmów!), to telefon Stowarzyszenia Stop, w punkcie konsultacyjnym dla osób w sytuacji kryzysowej i ofiar przemocy w rodzinie, odzywa się rzadziej. Ale i tu dzwonią ludzie w niebłahych sprawach, wymagających realnej pomocy.
- Stosunkowo dużo telefonów odbieramy od rodzin, w których jest przemoc, znęcanie się nad domownikami, zwłaszcza przez nadużywającego alkoholu ojca. Dzwonią zdesperowane kobiety, dzwonią dorastające dzieci - mówi dyżurująca przy telefonie psycholog Małgorzata Babińska.
Wiele takich spraw znajduje finał w sądzie. Znęcający się nad rodziną mężczyzna wędruje za kratki albo roztacza nad nim opiekę kurator sądowy. Sytuacja jest nie do pozazdroszczenia, bowiem stosujący przemoc osobnik nadal mieszka w tym samym domu. Często nawet po rozwodzie nie opuszcza rodzinnego gniazda.
Dzwonią kobiety nadużywające alkoholu, które chcą zerwać z nałogiem. Dzwonią mężczyźni, którzy się upijają i próbują wytłumaczyć ze swego postępowania. Niepokoi wzrastająca ilość telefonów matek w obronie dzieci, które są molestowane seksualnie przez ojca.

Tropią przestępców

Zupełnie inny charakter ma telefon policyjny, nazywany inaczej specjalnym. Dyżurujący przy nim funkcjonariusze policji, psychologowie oczekują raczej na sygnały dotyczące nie jednostek, lecz społecznosci. Przykładowo mogą to być informacje o przypadkach wandalizmu, ale także podpowiedzi na temat rozwiązania patologii społecznych: narkomanii nieletnich, pijaństwa itp. Niekiedy dzięki anonimowym telefonom udaje się szybko ująć sprawców bójek, zabójstw, włamań, kradzieży. Zwykle odbiera się od 5 do 30 sygnałów tygodniowo.

Wierzysz, nie wierzysz?

Specyficzny charakter ma telefon duszpasterski obsługiwany przez księży diecezjalnych.
- Odbieramy ok. 100 telefonów miesięcznie - mówi dyżurujący przy telefonie ksiądz, który nie chce ujawnić swoich personaliów. - Dzwoniący mają rozterki światopoglądowe, chcą się też upewnić, czy swoim postępowaniem i zachowaniem popełnili grzech. Niekiedy proszą o poradę psychologiczną. Rzadko zwracają się o pomoc materialną. Zwykle w takich przypadkach odsyłamy dzwoniących do instytucji i stowarzyszeń charytatywnych. Niektórym telefon nie wystarcza, dzwoniący chcą się spotkać z osobą dyżurującą osobiście. Wtedy tłumaczymy, że to jest tylko telefon zaufania i o osobistych wizytach nie może być mowy.

Milczące telefony

Bywają i takie telefony, których numery podane są do ogólnej wiadomości w prasie czy na stronach internetowych, ale po wykręceniu wskazanego numeru, nikt nie podnosi słuchawki. Do takich należy m.in. młodzieżowy telefon zaufania w Lublinie. Podobne telefony funkcjonują również poza Lublinem, np. w Chełmie.

Dzwoni tylko człowiek w potrzebie

...i dlatego w głosie dyżurnego nie może on wyczuć zdenerwowania ani zniecierpliwienia. Dyżurujący jest spowiednikiem, psychoanalitykiem i powiernikiem. Ma wskazywać właściwe rozwiązania, ale nic nie może narzucać. Musi mieć świadomość, że rozmówca w każdej chwili może przerwać połączenie.
Wszystkie informacje o stanie ducha osoby potrzebującej pomocy tkwią w jej głosie, w sposobie, w jaki mówi o sobie. Dyżurujący nie może więc wygodnie rozsiąść się w fotelu. Musi wziąć na siebie część przekazywanego bólu i strachu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO