sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Ten mur niszczy nam życie

Dodano: 2 stycznia 2009, 16:42

Z podniesionych na zachodzie szlabanów cieszą się Polacy, którzy bez problemu mogą przejechać Europę. Jednak dla mieszkańców naszego regionu, utrzymujących się z przygranicznego handlu oraz dla sąsiadów zza wschodniej granicy, Schengen to dramat.

21 grudnia 2007 roku Polska, wraz z ośmioma nowymi członkami Unii dołączyła do strefy Schengen: obszaru bez kontroli na granicach wewnętrznych, tworzonego przez 24 państwa. Gdy o północy z 20 na 21 grudnia podnosiły się szlabany na zachodzie i południu Polski, na wschodzie zaczął wyrastać niewidzialny mur.

Ciemno wszędzie

- Pamiętam jak oglądałam w telewizji transmisję z tego wydarzenia - wspomina Marzena Antoniewicz z gminy Dorohusk. - Wszyscy się cieszyli, strzelały korki od szampana. A potem pokazali granicę na wschodzie, a tam ciemno, pusto i smutno. Aż mi się płakać zachciało. Bo my tu żyjemy z tej granicy. Nie ma handlu, nie ma pieniędzy, nie ma życia. Mnie nie obchodzi, że mogę bez paszportu pojechać na Zachód. Co mi z tego, skoro nie mam tam za co pojechać?

Na odcinku strzeżonym przez Nadbużański Oddział Straży Granicznej podwoiła się liczba granicznych jednostek. Dziś nad bezpieczeństwem granicy czuwa 2,5 tysiąca funkcjonariuszy i pracowników cywilnych.

- Praktyka pokazała, że do zapewnienia skutecznej ochrony granicy nieodzowny jest także nowoczesny sprzęt - mówi ppłk Andrzej Wójcik, rzecznik prasowy komendanta Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej. - Dysponujemy dobrej klasy sprzętem transportowym, łączności i indywidualnego wyposażenia funkcjonariuszy. Po granicznym Bugu pływają nasze łodzie patrolowe, a zimą granica patrolowana jest przy pomocy skuterów śnieżnych.

To nie mur

W śledzeniu tego, co się na granicy dzieje pomagają kamery, "rentgeny”, czytniki dokumentów, endo- i videoskopy, detektory "bicia serca” oraz bramki radiometryczne pozwalające na wykrycie nawet minimalnych sygnałów materiałów promieniotwórczych. - System kontroli granicznej jest taki sam, jaki był wcześniej - mówi Wójcik. - Nie było i nie ma "kontroli selektywnej”. Kontrolujemy 100 procent osób i środków transportu. Nie służy to budowaniu barier, muru czy kurtyny oddzielającej nas od sąsiadów, ale bezpieczeństwu.

Z każdym dniem trudniej

Ci, którym trudniej teraz wjechać do naszego kraju, o murze i barierach mówią jednak często. Zaostrzenie zasad wydawania wiz przez Polskę sprawiło, że granicę przekracza mniej osób niż rok temu. Ukraińców jest o połowę mniej niż rok temu.
Ukrainka Olga Pilipczuk od lat handluje kożuchami. Do tej pory po towar jeździła do Nowego Targu, a granicę przekraczała w Dorohusku. Odkąd uszczelniono granicę, coraz trudniej jej wjechać do naszego kraju. - Największy problem jest z konsulatem - mówi. - Trzeba jeździć po trzy razy zanim się wizę dostanie. A jak ktoś ma daleko, tak jak ja, to traci i pieniądze, i czas.

Kobieta mówi, że chyba zrezygnuje z zaopatrywania się w Polsce. Przerzuci się na Turcję, bo tam łatwiej się dostać. - Przez to wszystko ludzie rezygnują z interesów z Polakami. My tracimy, ale wy też.

Dramat jest

Wejście do strefy Schengen najbardziej chyba odczuli drobni handlarze papierosami i alkoholem, tzw. "mrówki”. Gwoździem do trumny stało się wprowadzenie 1 grudnia tego roku przepisów drastycznie obniżających ilość wwożonych towarów. - Znam wielu ludzi, dla których to było jedyne źródło utrzymania - mówi Olga. - Teraz się skończyło i nie ma nadziei na inny zarobek. Ci ludzie nie mają co do garnka włożyć.

- Dramat jest - przyznaje Mirosław z Chełma, który z handlu papierosami zza wschodniej granicy utrzymywał rodzinę. - Z mojego zasiłku nie wyżyjemy. A przy tych dwóch paczkach, które można teraz przewieźć, to zarobek żaden.

Handel? Jaki handel?

Rok temu przed świętami granica w Dorohusku tętniła życiem. Teraz zdarza się, że nie ma nawet znienawidzonej przez kierowców kolejki. Pani Dorota, która przy granicy w Dorohusku prowadzi sklep z artykułami chemicznymi, załamuje ręce. - Obroty mi spadły; dziennie ledwie jeden proszek do prania sprzedam. A wcześniej tylu Ukraińców przyjeżdżało...

Pani Dorota czeka z nadzieją na obiecany bezwizowy ruch w pasie przygranicznym. - Jeśli nic się nie zmieni, zamknę sklep.

Marian Łuć, który pracuje na jednym z przygranicznych parkingów przyznaje, że odkąd weszliśmy do strefy Schengen, Ukraińców przyjeżdża tu o połowę mniej. - Kiedyś ten parking był pełny, a teraz tylko wiatr hula - mówi Łuć. - Wszędzie pustki. Już nawet ci, co budki z kurczakami prowadzili, pozabierali się stąd. Co się dziwić. Teraz to tutaj żaden interes. I do czego to prowadzi? Zamiast ułatwiać rozwój najbiedniejszych terenów, to nam go zablokowali.

Statystycznie zadowoleni

Z sondażu TNS OBOP, zamówionego przez Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce wynika, że ponad połowa Polaków uważa wejście do strefy Schengen za korzystne. Ponad 60 proc. respondentów wskazuje na łatwiejsze poruszanie się po Europie i swobodne przekraczanie granic innych państw Unii. Ankietowani doceniają także to, że na granicach zniknęły kolejki oraz to, że łatwiej jest ścigać przestępców i skuteczniej można zwalczać przemyt.

Jednocześnie 48 proc. Pytanych obawia się wzmożonego napływu imigrantów, chcących przedostać się do Europy Zachodniej, zaś 45 procent wskazuje też na zagrożenie związane z przemytem papierosów i alkoholu. 40 procent uważa, że przystąpienie Polski do strefy Schengen utrudniło przyjazdy obywateli Ukrainy, Białorusi i Rosji do naszego kraju.

Co ważne, 34 procent uważa, że Schengen odcina Polskę od naszych wschodnich sasiadów. Na Lubelszczyźnie takie zdanie ma aż 45 proc. badanych.

(PELE)



Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!