środa, 13 grudnia 2017 r.

Magazyn

Treningi mordercze, dochody mierne

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 listopada 2010, 15:15
Autor: Kamil Kozioł

Robert Sycz razem z Tomaszem Kucharskim byli nie do pokonania podczas igrzysk w Sydney i w Atenach.

Rozmowa z Robertem Syczem, dwukrotnym złotym medalistą olimpijskim w wioślarstwie

d

koziol@dziennikwschodni.pl
• Co pana niedawno sprowadziło do Lublina?
– Impreza "Sport bez uzależnień”. Idea tego festynu bardzo mi się podoba, ponieważ w obecnych czasach ciężko jest zachęcić dzieci do uprawiania sportu. Takie spotkania mają na celu znalezienie ludzi chętnych do treningów i przekonanie młodzieży, że sport to zdrowie. Małe kluby mają niewielką siłę przebicia i część dzieci po prostu nie wie, że w ich okolicy istnieje miejsce, gdzie mogą rozwijać swoje umiejętności.
• A w jaki sposób rozpoczął swoją przygodę ze sportem dwukrotny złoty medalista olimpijski?
– Właściwie, to rozpoczęcie treningów nie było moją samodzielną decyzją. Rodzice zapisali mnie do klasy sportowej, a dopiero po dwóch latach okazało się, że jest to klasa o profilu wioślarskim. Kiedy zaczęły się treningi w klubie, poczułem dreszczyk emocji. Oczywiście, karierę sportową z mojej grupy zrobili tylko nieliczni.
• Żałował pan kiedykolwiek, że zajął się wioślarstwem?
– Generalnie nie. Wielu moich kolegów narzeka, że wioślarstwo to sport, w którym nie da się zarobić dużych pieniędzy. Treningi są mordercze, a dochody bardzo mizerne.
• Ale można wyżyć z tego sportu?
– Na poziomie reprezentacyjnym tak. Jeżeli trenuje się tylko w klubie, to o odłożenie trochę grosza na przyszłość jest bardzo trudno. Z pewnością życie sportowca jest bardzo miłe, bo mnie zawsze pasjonowały te wszystkie wyjazdy, zgrupowania i starty.
• Teraz pańskim celem jest start w Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Ale w 2012 r. będzie pan miał już 39 lat...
– Ale ja ciągle nie czuję się do końca spełniony. Marzy mi się trzeci medal olimpijski. Na razie jednak muszę zakwalifikować się do reprezentacji Polski, a to będzie kosztować mnie wiele wysiłku. Sporo będzie zależeć od przyszłego sezonu. Jeżeli osiągnę w nim wysoką formę, to w Londynie nie powinno być najgorzej.
• A który medal jest dla pana ważniejszy: z Sydney czy z Aten?
– Wiadomo że pierwszy jest zawsze najtrudniej wywalczyć. Sukces w Atenach był również bardzo istotny, ponieważ przed igrzyskami wszyscy powtarzali nam, że jedziemy na wycieczkę. Tymczasem, zagraliśmy im wszystkim na nosie i z Grecji wróciliśmy ze złotym medalem.
• Jeżeli jednak wyścig trwałby nieco dłużej, to rywale wyprzedziliby was.
– Ale nie trwał i nie ma o czym dyskutować. Każda osada przed startem obiera pewną strategię. W 2004 r. nasza taktyka okazała się słuszna i dlatego zostaliśmy mistrzami olimpijskimi.
• Ze startu w Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie wyeliminowała pana kontuzja kręgosłupa. Czy tym razem organizm zniesie trudy morderczego treningu?
– Miałem mieć zabieg, który miał zakończyć moje problemy z kręgosłupem. Niestety, w tym terminie złapałem zapalenie oskrzeli. Byłem ostatnio u lekarza, który stwierdził, że mój stan nie jest gorszy niż trzy lata temu. Mogę zupełnie bezpiecznie wsiąść do łódki i całkowicie poświęcić się treningowi.
• To ile kilometrów zostało panu, aby dopłynąć do kolejnego medalu olimpijskiego?
– Nigdy nie bawiłem się w takie statystyki. Jestem pewien, że czeka mnie wiele godzin ciężkiej pracy. Dziennie poświęcam treningowi około trzech godzin, więc łatwo można sobie to wszystko policzyć.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!