czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Tytanki, adrenalina i trzask kości

Dodano: 15 listopada 2007, 12:17
Autor: Rafał Panas

Rozmowa z Beatą Stelmaszczuk z Lublina, mistrzynią w siłowaniu na rękę

• Da pani radę na rękę każdemu mężczyźnie?
- Nieee, nie każdemu. To nierealne.

• Czemu?
- Mężczyźni są inaczej skonstruowani. To kwestia genetyki. Pokonam kolegów, którzy ważą tyle samo co ja, czyli 64 kg, a nie znają techniki.

• Jakie trzeba mieć predyspozycje do tego sportu?
- Siłę i technikę można wyszkolić. Generalnie, ci, co jeżdżą na zawody, już byli na przykład najsilniejsi w szkole. Chociaż też nie zawsze - była taka niepozorna dziewczyna, Walentyna Zaklicka. Już nie startuje, ale w 2004 roku była najsilniejszą Polką. Rok później odebrałam jej ten tytuł.

• Właśnie, tytuły. Masz chyba sporo medali i pucharów na koncie?
- Mistrzyni Polski, Puchar Polski, mistrzyni Pomorza i masę innych. Poza krajem zdobyłam dwa lata temu czwarte miejsce w mistrzostwach Europy, na mistrzostwach świata też miałam czwarte miejsce. Najbardziej cenię mistrzostwo Polski sprzed trzech lat. To były dla mnie pierwsze, najważniejsze zawody. Walczyłam z tytankami.

• Tytankami?
- To te kobiety, które od wielu lat zachowały tytuł. Ja w mistrzostwach zdobyłam dwa medale: za lewą i prawą rękę.

• Pamiętasz swoją pierwszą walkę?
- Zaczynałam od siłowania się w barach z kolegami. Potem od serdecznego przyjaciela, który chodził po siłowniach, dowiedziałam się, że Klub Sportowy Paco organizuje otwarte mistrzostwa Polski południowo-wschodniej. Przyszłam, stanęłam i wygrałam.

• Kiedy to było?
- Pięć lat temu. Wtedy walczyło 7, może 8 zawodniczek. Sport dopiero się rozwijał. Nie ma porównania z tym, co się teraz dzieje.

• A co się dzieje?
- Teraz z roku na rok jest coraz więcej osób siłujących się na rękę. W kraju działają 33 grupy. Jak zaczynałam to może było z 15. Teraz chciałabym wbić się do pierwszej światowej trójki. O to będzie coraz trudniej, z roku na rok poziom jest coraz wyższy. W 2005 roku na mistrzostwach świata startowali zawodnicy z 25 państw, w tym roku przyjechali z 50.

• Co mówią o twoich zainteresowaniach koledzy?
- Znajomi na początku się dziwili. Teraz już mniej. Dla mnie to duża adrenalina, kiedy staję do walki. Chęć, żeby się sprawdzić. Z każdych zawodów przywożę nowe doświadczenia.

• Podobne wrażenia można mieć też, trenując inne dyscypliny.
- Tutaj jest masa ludzi, z którymi mam świetny kontakt, jesteśmy jak jedna rodzina. Pracuję w firmie ochroniarskiej; jestem w ochronie sądu dla nieletnich. I nie mam problemu z pogodzeniem pracy ze sportem, bo firma sponsoruje mój udział w zawodach.

• Podczas zawodów słychać trzask kości?
- Miałam takie przypadki. Pierwszy raz na turnieju o puchar Paco. Siłujemy się, a tu nagle straszny huk, kupa krzyku. Drugi raz przytrafił się na początku listopada, podczas pucharu Polski w Rumii. To była finałowa walka z Marleną Wawrzyniak. Usłyszałam chrupnięcie i w pierwszej chwili nie wiedziałam czy to moja, czy jej. Byłam w szoku. Jej. Ma zadrutowaną rękę, czeka ją kolejna operacja. Potem dzwoniłam do niej codziennie i nawzajem się pocieszałyśmy.

• Złamana ręka to koniec kariery?
- Słyszałam, że Marlena chce nadal walczyć. Znam też człowieka - do którego mam wielki szacunek - który miał trzy razy złamaną rękę, a nadal startuje i nadal wygrywa.

• Jak się czujesz po tych zdarzeniach?
- Marlena miała złamaną rękę, a mnie to bolało. Poprzednim razem przez pół roku nie mogłam normalnie się siłować. Bałam się, że zrobię krzywdę. Teraz szykuję się do Pucharu Świata Profesjonalistów Nemiroff 2007 w Warszawie, tam okaże się, czy nie mam już psychicznej blokady.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!