poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Ucieczka ze skórzanego płaszcza

  Edytuj ten wpis
Dodano: 21 lutego 2008, 15:36

Tomasz Blatt od 65 lat żyje z kulą w szczęce. Już po sławetnej ucieczce z obozu zagłady w Sobiborze

strzelali do niego ludzie nasłani przez człowieka, który za grube pieniądze ukrywał go pod rodzinną Izbicą przed Niemcami. Po latach nie czuje już do niego nienawiści.

Nabrało to specjalnego znaczenia po ukazaniu się książki Jana T. Grossa "Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie”. Blatt już ją przeczytał i uważa, że zamieszanie wokół tego wydawnictwa wymknęło się spod kontroli. - Ja u siebie w USA sięgam po wiele prasowych tytułów - mówi. - Z ich lektury wcale nie wynika, że Polacy są postrzegani jako antysemici. Wcale nie macie takiej opinii. Po prostu tak jak wszędzie byli i są dobrzy, i źli ludzie.

Jakiś obóz, jakieś powstanie

Blatt musiał wyzbyć się nienawiści, by przygotować się do swojej misji. Po rozwodzie, sprzedaży dobrze prosperującej firmy i kosztownego domu w Kalifornii skoncentrował się na przywracaniu prawdy o sobiborskim miejscu kaźni. Miał ku temu szczególny powód - kiedy w 1957 r. w Izraelu przekazał swoją pisemną relację z pobytu w Sobiborze jednemu z byłych więźniów Oświęcimia, usłyszał w od niego, że ma niezwykle bujną fantazję. Rozmówca przyznał wprost, że pierwszy raz usłyszał o takim obozie i że miało tam miejsce jakieś powstanie. Kilkanaście lat później - krótko po premierze filmu "Ucieczka z Sobiboru - na Uniwersytecie Jagielońskim, jeden z profesorów (a zarazem były więzień Oświęcimia) skwitował film słowami "hollywoodzka szmira”.

- Moim słuchaczom, podobnie jak i wielu widzom filmu, trudno było zrozumieć, że my tak dobrze wyglądaliśmy, chodziliśmy bez obozowych numerów i bez pasiaków, odwiedzaliśmy się nawzajem w barakach, kochaliśmy się i w ogóle mieliśmy tyle swobody - mówi dziś Tomasz Blatt. - Tak było, bo Sobibór nie był obozem koncentracyjnym, jak Oświęcim czy Majdanek, gdzie więźniów wyniszczał głód i praca ponad siły. To była fabryka śmierci, w której życie ludzkie od opuszczenia wagonu do wejścia do "łaźni” trwało niewiele ponad pół godziny. Natomiast ci nieliczni, selekcjonowani do obsługi, zbyt byli Niemcom potrzebni, by ich niszczyć.

W obozie było... pięknie

Podczas wojny rodzice za wszelką cenę chcieli go chronić. Ze sfałszowanymi papierami po zmarłym rówieśniku wyznania rzymskokatolickiego wysłali chłopca na Węgry. Jednak niemiecki patrol wygarnął go z pociągu już w Stryju. Po udanej ucieczce z więzienia opłacony przez ojca volksdeutsch przywiózł go z powrotem do domu. Blatt nigdy nie zapomni podróży w przedziale "nur für deutsche”. Na dodatek jego opiekun dla niepoznaki udekorował go odznaką z niemiecką swastyką.

Wrócił do domu... i wkrótce razem z rodzicami i bratem został wywieziony do obozu.

- W kwietniu 1943 roku w Izbicy wiedzieliśmy już, co to Sobibór - mówi Blatt. - Wieźli nas tam na ciężarowych samochodach, które zatrzymały się nie na terenie obozu, lecz przed wiodącą do niego bramą. Jej przekroczenie było dla nas wszystkich innego rodzaju szokiem, niż się spodziewaliśmy. Sam wyobrażałem sobie, że zobaczę piekło, gdzie gonią, palą, biją... Tymczasem tam było też... pięknie! Wzorowo utrzymane dróżki, a przy nich rzeźby wskazujące drogę do kantyny czy fryzjera i urocze drewniane wille. I tylko ten zapach spalenizny, jaki przenikał zza wypielęgnowanego żywopłotu...

Bieg ku wolności

Kto obejrzał "Ucieczkę z Sobiboru”, ten zna dalsze losy Tomasza, w filmie małego, sprytnego Toivi. Tego, który w końcowej sekwencji filmu podprowadzał kolejnych SS-manów na rzeź.

On sam uważa, że Niemcy popełnili błąd, kierując do sobiborskiego obozu radzieckich jeńców z żydowskim rodowodem. Dzięki temu z Mińska do Sobiboru trafiła grupa frontowców z późniejszym przywódcą powstania i ucieczki lejtnantem Aleksandrem Peczorskim, nazywanym w obozie "Saszą”. Żołnierze ci zastali w obozie zorganizowaną siatkę konspiracyjną i z marszu włączyli się w jej działalność.

- Rozważaliśmy różne plany ucieczki - wspomina Blatt. - Jednego byliśmy pewni: Niemców należało zabić w ciągu jednej godziny pomiędzy godziną czwartą i piątą wieczorem. Cicho, pojedynczo, w ustronnych miejscach. Następnie niczym się nie zdradzając, stawić się jak co dzień na placu apelowym, powiadomić wszystkich jeszcze niewtajemniczonych, po czym pod wodzą współpracujących z organizacją kapo pomaszerować w stronę głównej bramy obozu, licząc, że ukraińscy strażnicy do końca się nie zorientują.

Płaszcz

Wszystko poszłoby jak z płatka gdyby nie to, ze w obozie niespodziewanie pojawił się Niemiec Bauer, który z Chełma akurat przywiózł skrzynkę wódki. Jego przyjazd zbiegł się z odkryciem przez ukraińskiego strażnika trupa jednego z ss-manów.

W obozie wybuchła strzelanina. - Wcześniej przygotowałem sobie skórzany płaszcz, z którego łatwo mi było się wyślizgnąć - wspomina. - Tymczasem ci, którzy pierwsi wybiegli na wolną przestrzeń, trafili prosto na miny. Zginęli, torując drogę innym. Po przebyciu około 200 m bez żadnej osłony, już w lesie, poczułem się wolny.

Jako konsultant filmu, Blatt obserwował scenę ucieczki. Nagle bezwiednie zaczął biec za aktorami i statystami. W końcu wycieńczonego i jakby nieobecnego Blatta znalazła w krzakach Joanna Pacuła.

Prawda o obozie

Przywracając pamięć o Sobiborze Blatt sprawił, że miejsce to zostało naniesione na mapę Holocaustu. Zaczął od wymiany pamiątkowych tablic umieszczonych na terenie dawnego obozu. Pierwotnie głosiły one, że w tym miejscu naziści wymordowali 250 tys. jeńców radzieckich, Żydów, Polaków i Cyganów. Tymczasem Sobibór, podobnie jak Bełżec czy Treblinka, był ośrodkiem zorganizowanym w ramach akcji "Reinhard” w celu eksterminacji wyłącznie Żydów z różnych krajów Europy. A to, że "przy okazji” zgładzono tam kilka niewielkich grup Cyganów oraz grupę Polaków, tylko potęguje grozę tego miejsca. Teraz na tablicach przeczytamy o zamordowaniu 250 tys. Żydów i ok. tysiąca Polaków.

Spotkanie z katem

Blatt występował jako świadek w dwóch procesach, jakie wytoczono pełniącemu w czasie powstania więźniów obowiązki komendanta obozu Karlowi Frenzlowi. W wyniku pierwszego procesu oskarżony został skazany na wielokrotne dożywocie. Po kilkunastu latach "odsiadki” jego prawnicy zdołali dopatrzyć się nieścisłości procesowych i założyli rewizję. Chociaż sąd wyrok podtrzymał, to Frenzel, zasłaniając się złym stanem zdrowia do więzienia już nie wrócił. Wtedy niespodziewanie zgodził się na rozmowę z Blatem w cztery oczy.

- Pamiętam, że kiedy mi o tym zakomunikowano, nogi się pode mną ugięły - mówi Blatt. - Musiałem rozstrzygnąć moralny problem i zdecydować, czy mam prawo... czy mi wypada rozmawiać z człowiekiem, który zaprowadził całą moją rodzinę do gazu. Ale był to też ten sam człowiek, który wskazał na mnie w czasie selekcji i w tej jednej chwili, przynajmniej na pewien czas uratował mi życie.

Klatka

Frenzel na widok Blatta wyprężył się i po wojskowemu strzelił obcasami. Próbował nawet wyciągnąć rękę, ale gość ustawił się bokiem. Rozmawiali cztery godziny.

Blatt liczył na jeszcze jedno spotkanie z Frenzlem, tym razem już w jego domu. Stawił się tam razem z żoną. Gospodarza jednak nie było. Przyjęła ich żona i oprowadziła po mieszkaniu. Otwierając drzwi do sypialni poprosiła, aby szybko weszli, a ona je za nimi zamknie. Okazało się, że w środku fruwała papużka i gospodyni obawiała się, aby nie uciekła.

- Dlaczego papużka nie jest w zamknięciu? - spytałem ją.

- Mąż nigdy by się na to nie zgodził.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
chinanit
czytelnik
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

chinanit
chinanit (25 marca 2008 o 18:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Zgadzam się. Rażące nieścisłości. Polecam też reportaż H. Krall o T.B. Szanowny Pan dziennikarz będzie mógł także zobaczyć jak należy pisać ciekawe teksty.
Rozwiń
czytelnik
czytelnik (4 marca 2008 o 10:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dużo nieścisłości w tekście. Polecam autorowi książkę pana Tomasza Blatta "Sobibór. Zapomniane powstanie". W sumie trzeba ją było przeczytać przed napisaniem tego tekstu, ale lepiej późno niż wcale.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!