niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

UPA: Chwała czy hańba

Dodano: 9 listopada 2005, 17:01

W czasie II wojny światowej Polaków i Ukraińców podzielił spór o przyszłe granice pomiędzy ich państwami. Obie strony nie wykluczały, że mogą powtórzyć się wydarzenia z roku 1918 r., kiedy to doszło do konfliktu o Lwów.

Opornych likwidować
Jesienią 1942 r. na naradzie referentów wojskowych OUN zalecono, by w chwili wybuchu ukraińskiego powstania "wszystkich Polaków wysiedlić, dając im możliwość wzięcia z sobą, to, co zechcą zabrać, ponieważ [...] będzie ich bronić Anglia i Ameryka. Tych, którzy nie zechcą wyjechać: likwidować”.
Antypolska akcja na Wołyniu rozpoczęła się na przełomie w marca i kwietnia 1943 r. Dwie kolejne duże fale mordów miały tam miejsce w lipcu/sierpniu i grudniu. W Galicji Wschodniej masowa banderowska operacja zaczęła się w lutym 1944 r. Jej przebieg był bardzo okrutny. Niejednokrotnie wybijano całe wsie. Tylko latem 1943 r. zginęło na Wołyniu 17 tys. Polaków. To wywołało kontrowersje nawet wśród samych banderowców. Jednak ostatecznie uznano UPA za "podstawowy środek walki o Ukraińskie Państwo”.
Zachowały się dokumenty, z których możemy poznać, jak ówczesną sytuację oceniał dowódca Ukraińskiej Powstańczej Armii, Roman Szuchewycz. W lipcu 1944 r. stwierdził m.in.: "Polski element rozproszony na Wołyniu w pełni paraliżował ruch UPA. [...] Wówczas zaczęła się likwidacja ludności polskiej na Wołyniu, która zakończyła się latem 1943 r. Ostały się jedynie wyspy pod ochroną niemiecką, wtedy rozwinęła się UPA. [...] Od kwietnia 1944 r. [w Galicji Wschodniej] Dowództwo UPA wydało rozkaz wysiedlenia Polaków jeśli sami się nie przesiedlą. Ataki są kontynuowane. [...] Tworzymy dla siebie wygodne pozycje, których nie można osiągnąć przy zielonych stołach [rozmów]”.

Niemiecka prowokacja
Konflikt polsko-ukraiński ogarnął także Lubelszczyznę. Było to efektem niemieckiej akcji wysiedleńczej. W jej trakcie Niemcy w niektórych wysiedlonych wsiach polskich osadzali Ukraińców - też zresztą przymusowo wysiedlonych - w taki sposób, by wioski zamieszkiwane przez nich stworzyły naturalny wał zabezpieczający ich własnych kolonistów przed uderzeniami polskiej partyzantki.

Prowokacja powiodła się.
Polacy faktycznie bowiem część uderzeń skierowali przeciwko ludności ukraińskiej. W latach 1942-1943 na Chełmszczyźnie zginęło z rąk polskich ok. 500 Ukraińców, jednak większość z nich padła w drugiej połowie 1943 r., kiedy wieści o wydarzeniach na Wołyniu sprowokowały polskie podziemie do większych akcji antyukraińskich.
W marcu 1944 r. hrubieszowskie i tomaszowskie oddziały AK, wsparte przez oddział Batalionów Chłopskich Stanisława Basaja "Rysia”, podjęły partyzancką ofensywę paląc szereg ukraińskich wsi (m.in. Sahryń, Bereść, Łasków). Po złamaniu oporu ukraińskich samoobron doszło do zabijania cywilów. W sumie zginęło ok. 1,5 tys. Ukraińców. W następnych dniach na Chełmszczyznę wkroczyło kilka kureni UPA z Wołynia i Galicji Wschodniej, które z kolei rozpoczęły czystkę antypolską, niszcząc szereg polskich miejscowości (np. Poturzyn, Żabcze, Wielkie Oczy) i zabijając w nich wielu cywilów. Jednocześnie w ciężkich walkach zepchnęły oddziały polskie za rzekę Huczwę. Powstał front polsko-ukraiński o długości ponad 100 km.

Pakt o nieagresji
Po wejściu Armii Czerwonej ukraińscy przywódcy szybko się przekonali, że Sowieci traktują niepodległościowe aspiracje Polaków podobnie, jak Ukraińców. 1 września 1944 r. pojawiły się rozkazy wstrzymujące antypolską akcję, co na początku 1945 r. doprowadziło do wygaszenia ataków. Na przełomie kwietnia i maja 1945 r. doszło nawet do zawarcia lokalnych porozumień o nieagresji pomiędzy polskim podziemiem poakowskim i UPA. Miały one miejsce w powiecie stryjskim oraz na terenach dzisiejszej Polski w województwach lubelskim i rzeszowskim. Obydwie strony zobowiązały się w nich do zawieszenia broni, unikania niepotrzebnego przelewu krwi i współpracy w walce z NKWD i UB.
Porozumienia na terenie Lubelszczyzny przetrwały aż do roku 1947. W 1946 r. Polacy i Ukraińcy przeprowadzili nawet dwie wspólne akcje zbrojne 6 kwietnia opanowując stację kolejową w Werbkowicach, nocą 27/28 maja atakując Hrubieszów.
Władze komunistyczne w Polsce do 1947 r. jako swojego głównego wroga nie uznawały UPA, ale polskie podziemie i opozycję. W specjalnym raporcie, sporządzonym wiosną 1946 r. w Naczelnym Dowództwie Wojska Polskiego oddziały UPA określono jako mające "charakter raczej przejściowy”. "Więcej stały charakter - czytamy dalej w owym raporcie - ma działalność band reakcyjnych NSZ i AK. Tworzą one największe zagęszczenie band i stanowią główne niebezpieczeństwo [...] szczególnie w czasie walki wyborczej”.

Akcja "Wisła”
Dopiero po sfałszowaniu wyborów do Sejmu w styczniu 1947 r. władze postanowiły zlikwidować ukraińską partyzantkę. Latem 1947 r. podczas akcji "Wisła” przymusowo wysiedlono pozostałych jeszcze w Polsce Ukraińców (w sumie ponad 140 tys. osób) na ziemie odzyskane. Wykrwawione oddziały UPA przebiły się na zachód lub na Ukrainę. Niewykluczone, iż niektórzy członkowie ukraińskiego podziemia podczas ucieczki korzystali z pomocy dokumentów i kontaktów dostarczonych przez WiN.
Porozumienia poakowskiego podziemia były tylko drobnym epizodem w krwawej polsko-ukraińskiej historii tamtych lat.
Wielu uczestników rozmów po stronie polskiej nie wyrzekło się myśli o odzyskaniu Lwowa, zaś po ukraińskiej o uzyskaniu Chełma czy Przemyśla. Obie strony podejmując rozmowy chciały po prostu uniknąć konfliktu na dwa fronty. Porozumienia przyniosły wymierny rezultat w postaci ograniczenia wzajemnych ofiar wśród ludności cywilnej. Co istotne, zawarli je ludzie dotychczas zaciekle się zwalczający. Pomimo to uznali, iż dla dobra Polski i Ukrainy warto sobie podać rękę. •

Grzegorz Motyka doktor historii, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN i IPN w Lublinie. Autor m.in. "Tak było w Bieszczadach. Walki polsko-ukraińskie 1943-1948”

W 1943 r Janina Kalinowska mieszkała wraz z rodziną w Kolonii Futoma niedaleko Uściługa. Ukraińscy nacjonaliści zamordowali jej rodziców i brata. - Teraz będą bohaterami? - pyta Kalinowska, przewodnicząca zamojskiego Stowarzyszenia Upamiętnienia Polaków Pomordowanych na Wołyniu. - UPA zorganizowała na ulicach Kijowa manifestację, o ich "zasługach” dyskutuje ukraiński parlament. Jak można?
Na Zamojszczyznę sotnie UPA wkroczyły na początku 1944 r. Dowodził nimi Mirosław Onyszkiewicz ps. "Orest”. Upowców wyprzedzała ich "sława”. - W obawie o życie Polacy skupili się w większych osadach - wspomina 66-letnia Aniela Wawryszczuk z Tarnoszyna, gdzie UPA pojawiła się w marcu. - Wystawiali straże, budowali w piwnicach schrony. Nie pomogło. Naszą wieś spalili, a ludzi wybili. Zginęła moja babcia. Mojemu mężowi zabito mamę i 3-letniego brata.
Polaków, którym nie udało się uciec, bezlitośnie mordowano. Nie oszczędzano dzieci i starców. Akcja trwała kilka godzin. Dziesięć dni później policja ukraińska aresztowała tych, którzy po pogromie wrócili do wioski.
Zabito ich na drodze do Krzywicy. W sumie zginęło 70 Polaków z Tarnoszyna.
- Takich wiosek były setki, a ofiar tysiące - mówi Teofil Niemczuk, prezes zamojskiego okręgu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. - Widziałem kobiety i dzieci powywieszane na płotach. Widziałem stosy poobcinanych rąk. Nasi partyzanci walczyli z tymi zbrodniarzami podczas akcji odwetowych jak z robactwem. A teraz chcą ich rehabilitować? A jaka to różnica między UPA a hitlerowcami? - pyta dziś Niemczuk.
Teraz zamojscy Wołyniacy chcą, by sprawą zajęło się Ministerstwo Spraw Zagranicznych. - Szykujemy już pismo - mówią. - Będziemy też pisać do posłów, senatorów i kogo się da.
Pod pismami podpiszą się prawdopodobnie również byli żołnierze AK, BCh, LWP i innych organizacji kombatanckich.
Ale to nie wszystko: przeciw rehabilitacji UPA opowiadają się również ukraińscy komuniści i weterani Armii Czerwonej. 
Bogdan Nowak

Korespondent

Jest 2 sierpnia 1946 roku. Do Władzina, nieopodal Uchania przyjeżdża Wiliam Dereck Selby, korespondent brytyjskiego "The Sunday Times”. Selby przybył na wspólne spotkanie z dowódcami WiN (Wolność i Niezawisłość) i UPA.
Polacy liczyli na to, że za pośrednictwem dziennikarza uda im się poinformować Zachód o łamaniu międzynarodowych zobowiązań przez ZSRR i Rząd Jedności Narodowej. Ukraińcy chcieli natomiast pokazać jak sprawna i silna jest UPA. To nie była pierwsza wspólna akcja obu organizacji. Już w połowie `44 dowództwo hrubieszowskiego obwodu AK szukało porozumienia z UPA. Partyzanci ścigani przez NKWD i UB chcieli w ten sposób zakończyć walkę na dwa fronty.
Redakcja wysłała Selby'
ego z zadaniem zbadania "w jakim stanie znajduje się antykomunistyczne podziemie”. Partyzanccy dowódcy jeden po drugim składali dziennikarzowi wizyty. Ukraińcy chwalili się uzbrojonymi i zakonspirowanymi łącznikami m.in. na Białoruś, Łotwę i Turcję. Tłumaczyli, że są w stanie stawić opór Armii Czerwonej. Polacy pytali o przyszłość - "Jeżeli zwyciężycie, to wygracie Polskę. A jeśli przegracie, to przylecą po was "Liberatory” i będziecie mieli pierwszeństwo wstępu na wszelkie uczelnie w Anglii” - obiecywał Selby.
Jego artykuły częściowo zdekonspirowały partyzantów. Po tych, którzy przeżyli, nie przyleciał żaden brytyjski samolot.

Gdy 7 listopada podczas świętowania kolejnej rocznicy rewolucji październikowej liderka lewackiej Progresywnej Socjalistycznej Partii Ukrainy, Natalia Witrenko krzyczała w Kijowie "Nie pozwolimy rehabilitować UPA!”, to nie chodziło jej wcale o losy żyjących kombatantów. Bo problem UPA jest dziś na Ukrainie zakładnikiem polityki. Zwłaszcza teraz, kiedy zbliża się oficjalny początek kampanii wyborczej do Rady Najwyższej.
Towarzyszka Witrenko po prostu dobrze wie, że hasło "OUN-UPA” na jej potencjalnych wyborców działa jak czerwona płachta
na byka.
Za jaką cenę?
Starsi ludzie we Wschodniej Ukrainie są ofiarami wieloletniej propagandy radzieckiej, która mówiła, że "bandyci z UPA” byli sojusznikami hitlerowców. Że razem z nimi walczyli przeciw Armii Radzieckiej. A ich głównym zajęciem było mordowanie niewinnych mieszkańców Ukrainy Zachodniej, którzy chcieli budować socjalizm. O tym, że UPA walczyła także z nazistami, większość mieszkańców Wschodu, Centrum i Południa Ukrainy zwyczajnie nie wie.
Całkiem inaczej jest na Ukrainie Zachodniej. UPA była tutaj dla Ukraińców tym, czym dla Polaków była Armia Krajowa.
Powołana podczas II wojny światowej stała się masową formacją militarną, walczącą o niepodległe państwo.
I o to UPA walczyła aż do lat 50. Za jaką cenę? Stalinowski reżim faktycznie zniszczył ukraiński kościół grekokatolicki,
który zszedł do podziemia. Enkawudyści rujnowali wsie, setki tysięcy ludzi wywieziono na Syberię, a inteligencję rozstrzeliwano.
UPA to nie SS
Kiedy powstała niepodległa Ukraina, mieszkańcy Ukrainy Zachodniej spodziewali się, że władza w Kijowie wreszcie przyzna ocalałym żołnierzom
UPA uprawnienia kombatanckie. Tak się jednak nie stało.
Politycy wielu partii liczyli przede wszystkim głosy mieszkańców reszty kraju. Tych było więcej i nie chcieli oni słyszeć o rehabilitacji "faszystów” z OUN-UPA.
Po pomarańczowej rewolucji sytuacja - tak się przynajmniej wydawało - powinna się zmienić. W maju, z okazji rocznicy zakończenia II wojny światowej, Wiktor Juszczenko, prezydent Ukrainy wezwał byłych żołnierzy Armii Radzieckiej i kombatantów UPA do pojednania. - Wszyscy walczyliście o niepodległość Ukrainy - mówił Juszczenko.
Apel nie przyniósł oczekiwanych efektów. Chociażby dlatego, że większość byłych żołnierzy Armii Radzieckiej do dzisiaj nie orientuje się w historii i twardo trzyma się starych mitów sowieckiej propagandy. I to tak bardzo, że nie odróżnia UPA od ukraińskiej dywizji SS "Galicja”.
Poczekamy do wyborów
W ciągu kilku ostatnich miesięcy deputowani ukraińskiej Rady Najwyższej dwa razy nie zgodzili się na parlamentarną debatę o UPA.
Tymczasem rząd Ukrainy, nie czekając na decyzje parlamentu, zaproponował, by przyznać byłym żołnierzom UPA takie same uprawnienia kombatanckie, jakie przysługują żołnierzom Armii Radzieckiej.
Rząd kierował się opiniami historyków ze specjalnej komisji rządowej, którzy stwierdzili, że OUN-UPA w żaden sposób nie współdziałał z nazistami. Mimo to, szanse na przegłosowanie rządowego pomysłu są minimalne. Przynajmniej do wiosennych wyborów.
Idzie lepsze
Najlepszym dowodem na to, że - poza terytorium Ukrainy Zachodniej - wiedza o OUN-UPA jest praktycznie żadna, jest jeden fakt. Otóż przeciwnicy rehabilitacji praktycznie nie wykorzystują tak potężnego argumentu, jak mordy Polaków na Wołyniu. Tu wciąż czekamy na wyjaśnienia.
Wcześniej te krwawe i okrutne wydarzenia niektórzy nasi historycy tłumaczyli wojną Polaków z Ukraińcami w latach 1918-19 i przymusową polonizacją Ukraińców w Polsce międzywojennej.
Dla Polaków takie podejście jest oczywiście nie do przyjęcia. A czy będzie inne podejście?
Mam nadzieję, że tak. Poparcie Polski dla Ukrainy w czasie pomarańczowej rewolucji zniszczyło pewną historyczną nieufność naszych narodów. Dowodem choćby otwarcie Cmentarza Orląt Lwowskich. A tę decyzję poparła m.in. Lwowska Krajowa Rada Kombatantów UPA.

Askold Jeromin - szef działu zagranicznego lwowskiego dziennika Wysoki Zamek

Grzegorz Motyka doktor historii, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN i IPN w Lublinie. Autor m.in. "Tak było w Bieszczadach. Walki polsko-ukraińskie 1943-1948”
Czytaj więcej o:
KATOLICKIE ELDORADO
Prehoryłe
ślepy
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

KATOLICKIE ELDORADO
KATOLICKIE ELDORADO (16 lipca 2010 o 23:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[size=5] [url="http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4321/q,Przesladowania.religijne.prawoslawnych.w.II.RP"]http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4321/q...lawnych.w.II.RP[/url] , [url="http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,992"]http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,992[/url] , [/size]
Rozwiń
Prehoryłe
Prehoryłe (16 lipca 2010 o 23:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Prehoryłe – wieś w Polsce położona w województwie lubelskim, w powiecie hrubieszowskim, w gminie Mircze. [url="http://pl.wikipedia.org/wiki/Prehory%C5%82e"]http://pl.wikipedia.org/wiki/Prehory%C5%82e[/url]

W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa zamojskiego.

Dawniej Prehoryłe było przedmieściem Kryłowa, obecnie jest to wieś. Jeszcze przed II wojną światową miejscowość tą zamieszkiwali Ukraińcy 60% i Polacy 40% pochodzenia unickiego ? – razem ok. 1000 mieszkańców, istniała cerkiew prawosławna, zburzona w 1938 roku w ramach akcji polonizacyjno-rewindykacyjnej. Pozostał cmentarz pounicki i dawna szkoła.

8 marca 1944 na Prehoryłe napadł 5 Pułk Policji SS, wsparty przez miejscowych członków samoobrony ukraińskiej. Napastników odparł oddział Batalionów Chłopskich pod komendą Stanisława Basaja "Rysia", który podpalił następnie gospodarstwa zamieszkałych we wsi Ukraińców. Liczba ofiar nie jest ustalona, jednak więcej zabitych padło po stronie polskiej.

Obecnie od 2006 roku OKŚZpNP (Okręgowa Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu) w Szczecinie prowadzi śledztwo – S 67/06/Zi; S 68/06/Zi w sprawie okoliczności pacyfikacji wsi Prehoryłe i Smoligów dokonanych w lutym i marcu 1944 przez UPA i 14 Dywizję Grenadierów SS.

Obecnie przez wieś przebiegają 2 drogi powiatowe (ul Sokalska 4 km, ul. Kryłowska (Gościniec Witkowski) 3 km) 2 drogi gminne (ul Średnia 4km, ul. Habarska 2 km) 7 dróg dojazdowych – utwardzonych i zamieszkanych (w tym ul. Graniczna 3 km, ul. Zielona 3km, nieoficjalnie ul. Moczuły 1,5 km, ul. Obłonie 4 km), pozostałe to drogi dojazdowe do pól około 10 km.

Turystyka: Prehoryłe leży nad rzeką Bug i jest częścią "Dołhobyczowskiego obszaru chronionego krajobrazu". Tereny nadbużańskich łąk należą do obszaru Natura 2000. Na terenie wsi znajdują się trzy starorzecza, największe zwane "Jeziorkiem" pełni funkcję rekreacyjną w czasie wakacji, posiada plażę – podłoże piasek, długość 1 km, szerokość max 80 m. powierzchnia ok 2,5 ha W Bugu występuje sum, szczupak, sandacz, okoń, lin, leszcz, płoć, karp. W dolinie rzeki można zobaczyć rzadkie w Polsce gatunki ptaków m.in. żołna, perkoz, jaskółka brzegówka W granicach miejscowości znajduje się las liściasty "Szelepy" oraz słup graniczny rosyjsko-austriacki z 1772 roku.

* Zburzona w 1938 r. cerkiew we wsi Prehoryłe
Rozwiń
ślepy
ślepy (16 lipca 2010 o 22:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Lew Korobczuk napisał:
Lew Korobczuk (ur. w guberni jarosławskiej w 1919 - zm. 10 marca 1944 w Łaskowie) - kapłan prawosławny, jeden z męczenników chełmskich i podlaskich.

Urodził się w rodzinie kapłana prawosławnego, który opuścił rodzinną ziemię chełmską uciekając przed frontem I wojny światowej, a następnie powrócił z rodziną do Kulna, gdzie objął parafię. Ukończył Szkołę Dyrygentów i Psalmistów Cerkiewnych w Jabłecznej, a po uzyskaniu dyplomu podjął pracę psalmisty w Werbkowice. Ożenił się z Wierą (nazwisko panieńskie nieznane), z którą miał syna Aleksandra i córkę Raisę. W 1942 otrzymał święcenia kapłańskie.

Pracę duszpasterską wykonywał początkowo w Chełmie, a następnie objął parafię w Łaskowie. 10 marca 1944 padł ofiarą zbrodni na ukraińskiej ludności cywilnej dokonanej przez oddział Batalionów Chłopskich[1]. Razem z grupą ok. 20 parafian ukrywał się w podziemnym schronie, z którego został wyciągnięty i po torturach zabity. Jego ciało zidentyfikowała następnego dnia ocalała z masakry siostra, która razem z kilkoma mężczyznami pochowała je na cmentarzu w Łaskowie.

Kanonizowany przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny 20 marca 2003.
[url="http://pl.wikipedia.org/wiki/Lew_Korobczuk"]Lew Korobczuk[/url]


opisana tu sytuacja to akcja odwetowa za mordy dokonane na Polakach w roku 1943 na Wołyniu, nic nie usprawiedliwia takiego postępowania ale należy podreślic jego przyczyny - czyli ukraiński nacjonalizm, co ciekawe nasz wawelski prezydent był wielkim przyjacielem pryszczatego Juszczenki , który jawnie gloryfikował morderców, widocznie 20 tysiecy polskich oficerów zamordowanych przez sowietów strzałem w tył głowy ( czyli śmierć bez dodatkowych cierpień) miało dla wawelskiego prezydenta większe znaczenie niż 100 a może 200 tys polskich chłopów bestialsko zarżnietych przez "braci" Ukraińców, ale widocznie istotne było tu kto mordował,
pomyślcie o tym lubelacy jak bedziecie bić pokłony przed wawelską kryptą
ahoj
Rozwiń
Lew Korobczuk
Lew Korobczuk (16 lipca 2010 o 21:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Lew Korobczuk (ur. w guberni jarosławskiej w 1919 - zm. 10 marca 1944 w Łaskowie) - kapłan prawosławny, jeden z męczenników chełmskich i podlaskich.

Urodził się w rodzinie kapłana prawosławnego, który opuścił rodzinną ziemię chełmską uciekając przed frontem I wojny światowej, a następnie powrócił z rodziną do Kulna, gdzie objął parafię. Ukończył Szkołę Dyrygentów i Psalmistów Cerkiewnych w Jabłecznej, a po uzyskaniu dyplomu podjął pracę psalmisty w Werbkowice. Ożenił się z Wierą (nazwisko panieńskie nieznane), z którą miał syna Aleksandra i córkę Raisę. W 1942 otrzymał święcenia kapłańskie.

Pracę duszpasterską wykonywał początkowo w Chełmie, a następnie objął parafię w Łaskowie. 10 marca 1944 padł ofiarą zbrodni na ukraińskiej ludności cywilnej dokonanej przez oddział Batalionów Chłopskich[1]. Razem z grupą ok. 20 parafian ukrywał się w podziemnym schronie, z którego został wyciągnięty i po torturach zabity. Jego ciało zidentyfikowała następnego dnia ocalała z masakry siostra, która razem z kilkoma mężczyznami pochowała je na cmentarzu w Łaskowie.

Kanonizowany przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny 20 marca 2003.
[url="http://pl.wikipedia.org/wiki/Lew_Korobczuk"]Lew Korobczuk[/url]
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!