niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Uwolnijcie nas wreszcie!

Dodano: 3 lipca 2008, 14:22

Piękna słoneczna pogoda. Jedziemy sobie spokojnie przez las. Z przodu opancerzony hummer.

Nagle z lasu padają strzały. Zostaliśmy otoczeni. Ktoś próbuje uciekać. Nic z tego. Kilka minut później związani, w workach na głowiach, leżymy na ziemi. Potem było już tylko gorzej...

Wszystko wydarzyło się Centrum Szkolenia dla Potrzeb Sił Pokojowych w Kielcach na specjalnym szkoleniu dla dziennikarzy, wybierających się w rejon, gdzie toczą się konflikty zbrojne. nasz scenariusz był taki: żołnierz zostaje ranny po wybuchu miny-pułapki.

Na miejscu zdarzenia zostaje wyznaczone miejsce lądowania dla śmigłowca, który zabiera rannego. Reszta patrolu wraca samochodami i wpada w zasadzkę. O tym wszystkim wiedzieliśmy. Ale nikt nas nawet nie myślał, że atak i porwanie będzie tak autentyczne.

Na wszelki wypadek

Szkolenie organizuje Ministerstwo Obrony Narodowej. Zostają na nie zaproszeni dziennikarze z różnych mediów - prasy, radia i telewizji. Są operatorzy, dźwiękowcy i fotoreporterzy.

- Kiedy jedziesz do Iraku czy Afganistanu nie planujesz, że trafisz do niewoli, ale trzeba to brać pod uwagę - wyjaśniali nam instruktorzy.

Jak się wówczas zachowywać? "Spokojnie, bez nerwów. Nie możesz pokazać swojego zdenerwowania - to połowa (a może więcej) sukcesu. Jako dziennikarz jesteś cennym dla tych, którzy cię uwięzili” - czytamy w specjalnych "instrukcjach na wypadek”.

Nasz "wypadek” przygotowano bardzo profesjonalnie. Kilka chwil po ataku trafiamy na ciężarówki. Ręce skrępowane, na głowach worki. Szanse na ucieczkę: zero.

Przesłuchanie

Jak się czuje osoba porwana? My bierzemy udział w szkoleniu i choć doskonale wiemy, że wcześniej czy później zostaniemy uwolnieni, to sytuacja staje się coraz bardziej denerwująca. Trafiam do piwnicy. Jestem przesłuchiwany; na przemian w języku angielskim i rosyjskim. Ciągle ktoś pokrzykuje, słychać strzały. Minuty stają się coraz dłuższe.

To tylko ćwiczenia, ale wszyscy już myślimy o ich końcu. Uwolnienie następuje po trzech godzinach.

Wybuchy, strzały, dym - do piwnicy wchodzą żołnierze z jednostek specjalnych.
Jesteśmy wolni.

Bomba na kolanach

Ten program w szkoleniu był najbardziej widowiskowy, choć niekoniecznie jest to właściwe określenie. Długo potem opowiadamy o swoich przygodach. Ktoś ma siniaka. Ktoś inny klęczał w misce z wodą. A jeszcze ktoś trzymał na kolanach bombę (rzecz jasna atrapę). No i zastanawiamy się, co by było, gdyby...

Dużą część dziennikarzy zaproszonych do udziału w szkoleniu stanowili ludzie, którzy nigdy wcześniej nie byli w rejonie konfliktu zbrojnego. - A nawet najlepsze szkolenie nie zastąpi sytuacji autentycznych - instruktorzy z centrum bezustannie to podkreślali.

Wyjazd na pierwszy patrol. Przekroczenie bramy bazy i świadomość, że wiele się może zdarzyć. Ta świadomość nie powinna jednak paraliżować. Kiedy byłem w Afganistanie, generał Jerzy Biziewski, dowódca II zmiany kontyngentu polskiego tłumaczył, że nie można patrzeć na każdego Afgańczyka jak na terrorystę. - W większości to dobrzy ludzie, którzy chcą żyć i pracować w spokoju. Założenie, że WSZYSCY są tacy jest jednak naiwnością, która może kosztować wiele.

Ryszard Majewski
Radio Lublin
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!