środa, 23 sierpnia 2017 r.

Magazyn

W odwiedzinach u starej popielniczki

Dodano: 17 sierpnia 2007, 12:39
Autor: Dominik Smaga

Ludzie przychodzą na stanowiska, ludzie ze stanowisk odchodzą. Pozostają po nich podpisane dokumenty, zła lub dobra opinia. I

różne drobiazgi, których nie zabrali z gabinetu. Łopata. Aniołek z ciasta. Stara jesionka albo kwiatki

Dziennikarzy odwiedzających Biuro Prasowe w lubelskim Ratuszu wita... łopata. Kiedyś były dwie. Gdzie podziała się jedna z nich? Tego nie wie nikt. A skąd się wzięły?

Z łopatą do prasy

Łopaty trafiły do Ratusza w marcu 2004 roku. Rzecznikowi byłego prezydenta wręczyli je działacze Młodych Demokratów; młodzieżówki Platformy Obywatelskiej. Chcieli okazać swoje niezadowolenie z tego, że na reprezentacyjnym deptaku zalegały wielkie pryzmy brudnego śniegu.
Narzędzia wylądowały w Biurze Prasowym. - I stały się ciekawostką. Na pewno nie jest to tak typowo biurowa ozdoba, jak przycisk ze sznurków czy słonik ciężki - śmieje się Mirosław Kalinowski, kierownik biura. - Zwłaszcza ci, którzy przychodzili do nas pierwszy raz, dopytywali się o to, skąd wzięły się tu łopaty. A ileż to osób chciało je pożyczyć! Głównie dziennikarze. Zawsze odmawialiśmy.
Ale z dwóch łopat została tylko jedna. - Dlaczego? Nie wiem. Może ktoś pilnie potrzebował takiego narzędzia...

Armia Ludowa wciąż na topie

Jak kamfora rozpłynęły się również najciekawsze pamiątki z biur Urzędu Marszałkowskiego.
- W swoim gabinecie znalazłem tylko ludowe plecionki ze słomy - mówi Jarosław Zdrojkowski, marszałek województwa lubelskiego, który zajął pomieszczenie po swym poprzedniku, Edwardzie Wojtasie. - Ale w sąsiednim pokoju leżało kilka egzemplarzy biuletynu byłych żołnierzy Armii Ludowej. Część z nich dalej tam leży. Pamiętam, że jeden taki biuletyn komuś oddałem, bo nie mógł uwierzyć, że coś takiego wychodzi.
Chcieliśmy sfotografować tę broszurę. Rzecznik marszałka przetrząsnęła urząd.
Nie znalazła ani jednego egzemplarza.

Cykliniarze spadli z nieba

Gdyby nie remont uczelni, niewielki kolorowy aniołek ulepiony z ciasta pewnie do dziś mieszkałby w szufladzie Biura Promocji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
- Właśnie tam go znalazłam - mówi Beata Górka, która od czterech lat jest rzecznikiem uczelni. - Prawdopodobnie został po mojej poprzedniczce - dodaje.
- Może zostawił go ktoś później - zaprzecza Jadwiga Michalczyk, była rzecznik KUL. - Bo ja aniołka nie pamiętam.
Nawet, jeśli skrzydlaty drobiazg do szuflady spadł prosto z nieba, to jemu z nieba spadli robotnicy remontujący pomieszczenia uczelni. - Pewnego dnia panowie, którzy mieli cyklinować parkiet w naszym biurze, kazali powynosić wszystkie rzeczy z pokoju - opowiada Górka. - I wtedy aniołek przeprowadził się do mnie, do domu. Wisi na lampce stojącej na biurku.

Prezydenci prezydentom

- Co znalazłem w gabinecie? Ozdobną chińską popielniczkę - mówi Ryszard Pasikowski, były zastępca prezydenta Lublina. Do Ratusza wprowadzał się latem 2005. Zajął tam miejsce Wiesława Perdeusa. - Mój poprzednik jakoś się o nią nie dopominał. Zresztą, wiele razy mnie później odwiedzał i wtedy korzystał z tej popielniczki. Dużo palił, pewnie wiele razy dostawał tego typu upominki. Może akurat ta popielniczka nie przypadła mu do gustu i dlatego ją pozostawił?
- Chińskiej nie pamiętam... Ale taką z myszką, taka jakby wypalana, to tak. Tylko czy ona tam rzeczywiście została? - zastanawia się Wiesław Perdeus. - Na pewno zostawiłem po sobie zapach papierosów. Ale już zerwałem z nałogiem.
Obrazki z widokami starego Lublina do dziś wiszą w gabinecie Pawła Fijałkowskiego, zastępcy prezydenta Lublina. To również spadek po poprzedniku. - Z reguły urządzam pokój po swojemu. Ale te obrazki mają w sobie tyle ciepła. Nie ruszałem ich. Na biurku został mi też mały, sympatyczny słonik - opowiada Fijałkowski. Wcześniej w tym samym gabinecie urzędował Antoni Chrzonstowski, wtedy zastępca Andrzeja Pruszkowskiego.
Pruszkowski zostawił po sobie nie tylko skromne drobiazgi. - Zapomniał też o prezencie, który mu dałem, gdy odchodził z Ratusza - wspomina Adam Wasilewski, prezydent Lublina. - To była karafka z nalewką domowej roboty. Została u mnie w gabinecie. Po jakimś czasie zadzwoniłem do niego i odebrał swój prezent.

Wyszła wisząc

Tymczasem były rzecznik Pruszkowskiego do dziś nie zgłosił się po jesionkę, która wisi w jednej z ratuszowych szaf. - Nie dzwonił. Nie dopytywał się... Może jest bardzo zajęty? Może kompletnie zapomniał o tej jesionce? A może tak wisząc wyszła już z mody? - zastanawia się Kalinowski.
- O kurczę! Nawet nie wiedziałem, że tam wisi - śmieje się Tomasz Rakowski, dziś dyrektor lubelskiego oddziału Telewizji Polskiej. Utraty odzienia specjalnie nie odczuł. - Ta jesionka była już bardzo stara. Zdążyłem już o niej zapomnieć. Ale skoro już wiem, gdzie ona jest, to pewnie ją stamtąd zabiorę.
Sam Rakowski żadnych pamiątek po poprzedniku w TVP nie znalazł. Gabinet był pusty.

Fikus Stanu Cywilnego

A jak było z fikusem, tego dokładnie nie wiadomo. Kwiatek stoi w gabinecie kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Lublinie. - W ewidencji go nie ma - przyznaje Andrzej Marciniak, kierownik USC. Nikt nie jest pewien, skąd kwiatek się wziął, bo na sprowadzenie się do pokoju miał bardzo dużo czasu. Poprzedni szef USC pracował w urzędzie 30 lat. Przez ten czas udzielił 14 tys. ślubów. Trudno wymagać, by doliczył się jeszcze jednego fikusa.
Kwiatek stoi i ma się dobrze. - Lubię kwiaty, więc regularnie go podlewam - mówi Marciniak. - A jeśli zapomnę, to podlewa go sekretarka.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!