czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Warto było się bić o Bogdankę (wideo)

Dodano: 13 czerwca 2008, 09:45

Giełda papierów wartościowych i pieniądze na zakończenie miliardowej inwestycji w Stefanowie - przed taką szansą stoi dziś Bogdanka.

A tymczasem jeszcze rok temu losy Lubelskiego Węgla wisiały na włosku...

Lata 90. Bogdanka jest na swoim pierwszym zakręcie. Niespłacone kredyty na budowę kopalni, kiepskie wyniki finansowe i komornicy dobijający się o należności. - Byliśmy pierwszą kopalnią przeznaczoną do zamknięcia - wspomina Stanisław Stachowicz, były prezes Bogdanki. - Wystartowałem w konkursie na dyrektora kopalni. Rada pracownicza wybrała mnie 18 września 1990 roku. Zaczęliśmy walkę o przetrwanie.



- Na początku miesiąca jeździliśmy po bankach, żebrząc o pieniądze na wypłaty - opowiada Bogusław Szmuc, przewodniczący Związku Zawodowego Górników. - To był najtrudniejszy moment w naszej historii.

Stachowicz stawia wszystko na jedną kartę: przeprowadza postępowanie ugodowe z wierzycielami i robi totalną restrukturyzację kopalni. Najpierw są strajki, a w 1993 roku pracę traci 712 górników. Ale już w 1995 roku kopalnia przynosi pierwszy zysk. W kolejnych latach roczny zarobek Lubelskiego Węgla nie spada poniżej 50 mln zł. To rekord w skali całej Polski. Bogdanka staje się najbardziej dochodową polską kopalnią, z której zysków garściami czerpie Ministerstwo Skarbu. A na Lubelszczyznę zjeżdżają najlepsi fachowcy z całego kraju.

Skonsolidujemy was

Coraz głośniej mówiło się o prywatyzacji kopalni, wejściu na giełdę papierów wartościowych. W 1999 roku rozpoczyna się potężna inwestycja uruchomienia szybu w Stefanowie, która ma zapewnić podwojenie wydobycia węgla i pracę dla ponad 1000 osób.

Tyle że w marcu 2006 r. te ambitne plany stanęły pod znakiem zapytania. Rząd przyjął bowiem program konsolidacji energetyki, który przewidywał utworzenie czterech grup energetycznych. W skład jednej z nich miała wejść spółka Lubelski Węgiel "Bogdanka” połączona z Elektrownią "Kozienice” i grupą dystrybucyjną Enea. Kilka miesięcy później wiceminister skarbu Michał Krupiński oficjalnie potwierdził informacje o utworzeniu skonsolidowanych grup energetycznych.

Sprawa przyszłości Bogdanki sprowadzonej do roli zależnego podmiotu w powstałej grupie zdawała się przesądzona.

W kopalni zawrzało. Zarząd i związkowcy stanęli po jednej stronie.

Nie poddamy się

- Boimy się ograniczenia wydobycia węgla, a tym samym zatrudnienia. Tego, że rozwój kopalni zostanie zahamowany - grzmiał Szmuc.

- Nie chcemy być dojną krową w energetycznym holdingu. Chcemy, żeby pieniądze zarabiane na Lubelszczyźnie tutaj zostawały, a nie wędrowały do Poznania, gdzie prawdopodobnie będzie siedziba nowej spółki - nie przebierał w słowach prezes Stachowicz.

Górnicy zapowiedzieli, że nie oddadzą kopalni bez walki. Powstał Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny. Związkowcy zorganizowali w Bogdance referendum strajkowe. - Jesteśmy przeciwko konsolidacji. Nie zawahamy się przed żadną formą protestu - zagłosowali zgodnie górnicy.

Gotowi na wszystko

Za słowami poszły czyny. W październiku 2006 roku górnicy wychodzą na ulicę. Demonstracja w Lublinie gromadzi kilka tysięcy osób. Za Bogdanką stają murem związkowcy ze wszystkich większych zakładów na Lubelszczyźnie, zarząd "Solidarności”, lubelscy parlamentarzyści. - Jeśli trzeba będzie pojedziemy do Warszawy i tam damy się naszemu rządowi we znaki. Z górnikami nie ma żartów - mówią zdesperowani związkowcy.

Kolejne miesiące to rozmowy w Ministerstwie Gospodarki, spotkania z posłami, władzami regionu; szukanie poparcia, gdzie tylko się da. Tyle że nic z tego nie wynika. Nie przynoszą też efektu konsultacje społeczne prowadzone z rządem w sprawie konsolidacji.

Strajkujemy

Nadzieja wstąpiła w górników dopiero wiosną 2007 roku. 20 marca do Bogdanki przyjeżdża Wojciech Jasiński, minister Skarbu Państwa. W asyście wojewody lubelskiego i lubelskich posłów PiS minister wysłuchał górników, którzy argumentowali, że samodzielność Bogdanki oznacza uruchomienie szybu w Stefanowie i nowe miejsca pracy. Jasiński obiecał jeszcze raz się zastanowić, czy włączenie Bogdanki do grupy energetycznej jest konieczne.

Kilka dni później odwołał 3 członków rady nadzorczej. Już wtedy mówiło się o tym, że zmiany w radzie są po to, by odwołać "niepokornego” Stachowicza. - To zwykła perfidia. Z jednej strony kurtuazja, a z drugiej nóż w plecy - skwitował Szmuc.
Dlatego 13 kwietnia w Bogdance dochodzi do strajku ostrzegawczego. Protestuje ok. 1000 górników. W trakcie strajku do górników wychodzi wiceprezes Zbigniew Stopa. - Właśnie się dowiedziałem, że minister odstąpił od konsolidacji.

Niestety, okazuje się, że radość była przedwczesna. - Nie było żadnej decyzji o wyłączeniu Bogdanki z konsolidacji - zdziwił się Paweł Kozyra, rzecznik ministra. - Pan minister niczego nie potwierdza.

Gorzkie zwycięstwo

Minie jeszcze kilka miesięcy, zanim do kopalni dotrą wreszcie szczęśliwe i sprawdzone wieści. 20 czerwca 2007 r. Michał Krupiński, potwierdził publicznie, że Bogdanka została wyłączona z rządowego programu konsolidacji.

Podkreślił przy tym, że to zasługa związkowców z Bogdanki, którzy przez wiele miesięcy przekonywali rząd. Górnicy z Bogdanki oficjalne potwierdzenie o zachowaniu niezależności przyjęli z ulgą i radością. - Warto było walczyć - mówił Szmuc. - Nasza determinacja, upór i argumenty odniosły skutek.

Tymczasem już wkrótce miało się okazać, że za to zwycięstwo przyjdzie lubelskiej kopalni słono zapłacić. Minister zgarnął do państwowej kasy aż 60 proc. z 84 milionowych zysków kopalni. Na nic zdały się argumenty, że te pieniądze są potrzebne do kontynuacji inwestycji w Stefanowie.

2008

To nie wszystko. Rada nadzorcza nie udzieliła absolutorium prezesowi Stachowiczowi za 2006 rok. A konkurs na nowego prezesa Bogdanki, w którym wystartował, nie został rozstrzygnięty. - Rozumiem, że PIS oczyszcza kadry, może to nawet niektórym wyjdzie na zdrowie. Ale ja mam swoje lata, mogli mi powiedzieć: panu już dziękujemy - mówił rozgoryczony Stachowicz. - Podstępem nie da się niczego załatwić. Gdybym ja tak działał z załogą, to nigdzie byśmy nie doszli.

- Zapłacił za to, że razem z nami sprzeciwiał się konsolidacji - nie mieli wątpliwości górnicy.

Tylko pół roku trwały w Bogdance rządy prezesa Waldemara Pietryki, który z ramienia PiS zastąpił Stachowicza. Po wygranych przez PO wyborach nie trzeba było długo czekać na zmiany. W styczniu 2008 r. nowym szefem Bogdanki został Mirosław Taras, wieloletni pracownik lubelskiej kopalni. W tym samym czasie nowy minister skarbu ogłosił, że Lubelski Węgiel jest na liście spółek przeznaczonych do prywatyzacji. I to w pierwszej kolejności. - Jeszcze w tym roku Bogdanka zadebiutuje na Giełdzie Papierów Wartościowych - obiecał Krzysztof Żuk, wiceminister skarbu. - Z emisji akcji pozyskanych zostanie od 300 do 600 mln zł. Te pieniądze pójdą na dokończenie inwestycji w Stefanowie.

Teraz dopiero wygraliśmy

Dwa tygodnie temu, dokładnie rok po najtrudniejszych chwilach w historii Bogdanki, do kopalni przyjechał premier Donald Tusk. Wraz z górnikami zjechał pod ziemię.

- Jestem pod wrażeniem tego, co zobaczyłem - nie krył zachwytu. - Ta kopalnia na naszych oczach wyrasta na najnowocześniejszą w Europie. Gratuję wam i dziękuję. To zasługa modelowej współpracy kierownictwa ze związkowcami. Inni mogą brać z was przykład.

Kilka dni później w Stefanowie uroczyście uruchomiono szyb 2.2. Zrobił to osobiście minister skarbu Aleksander Grad. - To ogromne wydarzenie nie tylko dla tej spółki, ale dla Polski i całego górnictwa - mówił do górników. - Będziecie pierwszą polską kopalnią na giełdzie. Macie pełne rządowe poparcie tych planów. A cały ubiegłoroczny zysk zostanie w kopalni. Te pieniądze są tutaj potrzebne, inaczej być nie może.

Szmuc: To najważniejsza chwila w historii Bogdanki. Właściwie dopiero teraz czuję, że naprawdę wygraliśmy. Rok wcześniej uratowaliśmy tę kopalnię przed konsolidacją. A dziś zyskaliśmy pewność, że będziemy się rozwijać. Wyrastamy na Lubelskie Zagłębie Węglowe. I to tutaj za kilka lat będą przyjeżdżać górnicy ze Śląska.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!