niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Magazyn

Warto smakować życie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 13 listopada 2009, 15:35

- Schulz rysował pragnienia. Także erotyczne. Jeśli one pokryją się z pragnieniami widowni, to spektakl zaiskrzy - mówi Krzysztof Babicki, reżyser prapremierowego spektaklu "Noc wielkiego sezonu” w Teatrze Osterwy.

• Skąd pomysł na Schulza w Lublinie?

– Z młodzieńczych marzeń. Na polonistyce w Gdańsku czytaliśmy "Sanatorium po klepsydrą” i "Sklepy cynamonowe”. Schulz ukazał się w małym nakładzie. Potem był słynny film Hassa, który zachował świeżość do dziś. Kiedy przyjechałem do Lublina i planowałem repertuar na klika lat, znów spotkałem się w Schulzem.

• Jak?

– Okazało się, że w Lublinie mieszkała modelka Schulza. Być może przyjaciółka pisarza, który po śmierci zrobił karierę. W Lublinie pracował Władysław Panas, zafascynowany jego twórczością. Przeczytałem jego książki. Potem spotkałem się z prof. Małgorzatą Kitowską-Łysiak i już w 2001 roku rozmawialiśmy o możliwości adaptacji prozy Schulza.

• Czym skończyła się rozmowa?

– Mocnym postanowieniem, że w końcu wystawię Schulza w Teatrze Osterwy. Ale musiałem zaczekać. Jak przyszedłem do Lublina, z frekwencją nie było najlepiej. Gdybym wtedy wystawił Schulza, ryzykowałbym klapą.

• A teraz się pan nie boi?

– Teraz nasz teatr jest w innym miejscu. Mamy komplety. Oblężony "Bóg” Woody'ego Allena, wysoka frekwencja na "Widnokręgu” Wiesława Myśliwskiego i powodzenie sztuki "Rock'n'roll” Toma Stopparda to dowody na to, że w Lublinie można robić współczesny teatr. Dlatego robię Schulza.

• To jedyny powód?

– Nie. Lublin jest drugim miastem po Drohobyczu, który ma specjalne prawo do Schulza. Z jednej strony, mam tu na myśli to, co dla Schulza w Polsce zrobił prof. Władysław Panas. Z drugiej, jego modelkę, z trzeciej, klimat miasta. Urodę jego architektury, malarzy zainspirowanych Schulzem, pasjonatów, którzy wyprawiają mu urodziny.

• Co zobaczymy na scenie?

– Żydowski sklep. Lada, kasa, zwoje sukna, subiekci. A w sklepie Ojciec. W tle miasto, które "zakwita gorączką, a domy dostają wypieków”. Spektakl oparty jest na opowiadaniu "Noc wielkiego sezonu”, dodałem dialog z opowiadania "Wiosna”. Nie dotykałem "Sanatorium pod klepsydrą”, bo to sprawa na oddzielny spektakl. Ale na scenie pojawią się postacie z innych tekstów.

• Czy w spektaklu pojawią się mroczne, mocno erotyczne rysunki Schulza?

– Nie. Erotyzm jest w tekście.

• Nie tylko w tekście. W scenariuszu czytamy: Józef tekstem nadaje tempo masturbacji Tłuji. Kto zagra Tłuję?

– Młoda aktorka Agata Moszumańska; prosto po szkole.

• Trudno było ją namówić do tej sceny?

– Zagra, bo Schulz jest perwersyjny. Ale nie będzie w tej scenie dosłowności. To nie sztuka na scenie pokazać nagość czy seks. Sztuka, żeby pokazać sytuacje na granicy. Napięte do granic wytrzymałości.

• Jak zniesie to publiczność?

– Spektakl jest bardzo gęsty. Scena mycia podłogi przez Adelę przeradza się w wyuzdany taniec z miotłą w rytmie ostrego tanga. W innej scenie Adela podniesie brzeg sukni, wystawi nogę opiętą w czarny jedwab i wbije ją w podłogę. O taki erotyzm mi chodzi.

• Kiedy ogląda się rysunki pisarza, bucha z nich niepokój i erotyzm. Mężczyźni czołgają się u stóp nagich kobiet, kobiety smagają klęczących pejczem. Cóż to za erotyczny teatr?

– To teatr wyobraźni. Schulz rysował pragnienia. Także erotyczne. Jeśli one pokryją się z pragnieniami widowni, to spektakl zaiskrzy.

• Schulz rysował nagie ciała kobiet z fantazji. Potem dorabiał im autentyczne twarze, co stało się powodem skandali. Pan boi się skandalu?

– Ja się niczego w teatrze nie boję. Poza dosłownością i brakiem profesjonalizmu. Jak pokazywałem mocne sceny, dostawałem obraźliwe e-maile. A w "Nocy wielkiego sezonu” pokazuję powabność życia. Nie ma w tym nic złego.

• Pokazuje pan erotyzm, który jest pragnieniem życia sięgającym aż po śmierć?

– Tak. Te wszystkie ekstremalne zachowania erotyczne, obsesje i fantazje muszą mieć swój koniec. Wielki sezon w życiu kończy się. Zwija jak spalony papier. Zachłanne życie zamienia się w płatek popiołu.

• Warto być zachłannym?

– Warto. Warto smakować życie. W każdym wymiarze. Warto rozhuśtać wyobraźnię.

• Zrobi to pan w teatrze?

– Tak, choć muszę panować nad sytuacją, tak jak aktorzy muszą panować nad swoim ciałem.

• To bardzo energetyczny spektakl?

– Bardzo. Łatwo wytrącić widza z równowagi. Bo twórczość niepozornego nauczyciela rysunków z Drohobycza wywołuje silne reakcje. Aktorzy muszą przykuć uwagę widza do niezwykłych tekstów Schulza

• Jego magia działa na poziomie wyobraźni, fantazji i snów?

– Dlatego zrobiłem "Noc wielkiego sezonu”. Staram się, żeby każdy spektakl, który reżyseruję, mówił ważne rzeczy o człowieku, Bogu i świecie.

• Kiedyś prof. Władysław Panas powiedział mi, że praca nad Schulzem jest jak trudny, wyczerpujący romans. Wyczerpuje, ale warto było. Warto było?

– Warto.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!