Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Magazyn

18 lipca 2002 r.
14:50
Edytuj ten wpis

Wciąż czekam na sprawiedliwość

0 0 A A

Grażyna R. z Lublina od 1999 roku walczy o odszkodowanie z powodu błędu w sztuce lekarskiej. Mimo że ma pozytywną opinię biegłego, że raz już zapadł korzystny dla niej wyrok, sprawa dalej się ciągnie. - W sądzie stawałam już chyba ze dwadzieścia razy - mówi zrozpaczona. - Czuję się już upokorzona tym, jak w naszym kraju pacjent musi walczyć o swoje prawa.

AdBlock
Szanowny Czytelniku!
Dzięki reklamom czytasz za darmo. Prosimy o wyłączenie programu służącego do blokowania reklam (np. AdBlock).
Dziękujemy, redakcja Dziennika Wschodniego.
Kliknij tutaj, aby zaakceptować
A Grażyna R. straciła nie tylko zdrowie. Choroba miała wpływ i na życie rodzinne, i na przebieg pracy zawodowej. Wystąpiła o odszkodowanie do wojewody lubelskiego, któremu w 1996 roku podlegał szpital przy ul. Lubartowskiej.
- Nie chodziło mi o to, by występować przeciwko konkretnej osobie - mówi dziś. - Po tym jednak, co mnie spotkało, mam zamiar złożyć na doktora G. skargę w izbie lekarskiej.
Banalna choroba
Grażyna R. cierpiała na dolegliwości kobiece od 1995 roku. Leczyła się w przychodni i prywatnie u dr. Janusza G., wówczas zastępcy ordynatora oddziału ginekologii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego przy ul. Lubartowskiej.
- Dr G. rozpoznał u mnie mięśniaki - mówi Grażyna R. - Dał mi skierowanie do szpitala. Po raz pierwszy trafiłam tam 13 czerwca.
Dzień później u pacjentki wykonano zabieg wyłyżeczkowania jamy macicy. Siedem dni później - operację wyłuszczenia mięśniaków. Usunięto jeden duży mięśniak oraz kilka mniejszych, zoperowano torbiel jajnika. Dziesięć dni później pacjentkę wypisano do domu.
- Już po operacji nie czułam się najlepiej - mówi Grażyna R. - Zaaplikowano mi antybiotyk. Prawdziwe schody zaczęły się jednak po powrocie do domu.

Recepta na lepsze samopoczucie
Grażyna R. zaczęła gorączkować. Bolał ją brzuch, bolała noga.
- 2 lipca poszłam do prywatnego gabinetu dr. G. - mówi. - Nawet mnie nie zbadał. Wystawił za to trzy recepty, w tym na maść ichtiolową... Teraz dr G. podczas procesu twierdzi, że w ogóle po operacji u niego nie byłam. A przecież ja do dziś mam te recepty.
Stan chorej pogarszał się. Przez kolejne dwa dni rodzina wzywała pogotowie. 4 lipca Grażyna R. znowu trafiła do szpitala.
- Położono mnie na sali, gdzie umierały inne kobiety - mówi. - Myślałam, że mam raka, traciłam na wadze. W sumie schudłam 20 kilo! Brałam wiele antybiotyków. Teraz wiem, że stwierdzono u mnie ogólne zakażenie organizmu, tak zwaną posocznicę i podejrzenie mięśniaka, choć przecież właśnie z tego powodu byłam operowana!
Droga przez mękę
W szpitalu pacjentka była do 23 lipca. Po powrocie do domu nadal czuła się źle. Kolejny pobyt na oddziale od 29 lipca do 3 sierpnia. Po dwóch tygodniach przyszedł krwotok. Dostała leki.
- Byłam po raz kolejny u dr G., bo krwotoki nie ustawały - mówi Grażyna R. - Doktor powiedział, że mam zrosty po operacji. Przestałam mieć jednak zaufania do jego metod leczenia, szczególnie po tym jak zajął się mną po operacji. A w końcu nie robił tego wyłącznie za pensję, bo dziękowałam, jak umiałam. Zmieniłam lekarza i w grudniu 1996 roku zaczęłam leczyć się u doktora Irosława Szamańskiego ze szpitala kolejowego.
Dr Szymański stwierdził, że są mięśniaki. Namawiał Grażynę R. na kolejny zabieg.
- Bałam się położyć na stół operacyjny - mówi pacjentka. - Ale cały czas czułam się źle. W końcu w maju 1999 roku przeprowadzono u mnie radykalną operację wycięcia macicy z przydatkami. Dr Szymański powiedział, że miałam trzy mięśniaki.

Zniszczone życie
Ból, szereg pobytów w szpitalu, kolejne zabiegi - Grażyna R. twierdzi, że to wszystko zniszczyło jej życie. Miała świetną pracę, wyjeżdżała zagranicę. Skończyły się wyjazdy i dobre diety.
- Dobrze, że w ogóle nie straciłam pracy - mówi. - Ale zawdzięczam to wyłącznie życzliwości moich przełożonych. W domu jednak też przestało się dobrze układać. Stale cierpiąca kobieta nie może być idealną żoną.
Postanowiła więc walczyć i w listopadzie 1999 roku wystąpiła do sądu z pozwem przeciwko skarbowi państwa w osobie wojewody lubelskiego.
- Nie chciałam skarżyć konkretnych lekarzy - powtarza. - Chciałam uzyskać przynajmniej rekompensatę finansową za swoje cierpienia.
W styczniu 2000 roku była pierwsza rozprawa. Nie stawił się na nią przedstawiciel wojewody, nie złożono odpowiedzi na pozew. Wyrokiem zaocznym sąd zasądził na korzyść Grażyny R. 75 tys. zł z odsetkami od listopada 1999 roku i 3 tys. zł kosztów procesu.
- Odetchnęłam, ale na krótko - mówi Grażyna R. - Pełnomocnik wojewody nagle się ocknął. Sąd przywrócił termin odwołania. Zaczął się proces, nie lepszy od szpitalnej gehenny.

Biegły popiera pacjentkę
Sąd przesłuchiwał świadków, wystąpił o opinię biegłego. Werdykt w sprawie Grażyny R. wydał znany lubelski ginekolog, pracownik Akademii Medycznej prof. dr hab. Włodzimierz Baranowski. W opinii napisał, że siedmiodniowy termin pomiędzy zabiegiem wyłyżeczkowania jamy macicy a operacją wyłuszczania mięśniaków był za krótki. W podobnych przypadkach zalecane jest odczekanie od 4 do 8 tygodni. Wcześniejszy termin operacji mógłby być uzasadniony jedynie zagrożeniem zdrowia lub życia Grażyny R. Z dokumentacji szpitalnej wynika jednak, że wskazań takich nie było.
"W związku z tym istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że wykonanie obydwu zabiegów w krótkim czasie miało związek z wystąpieniem posocznicy w przebiegu pooperacyjnym” - czytamy w opinii. "Natomiast powikłania po posocznicy (zrosty, ogniska ropne w jajowodzie) powodujące zespół bólowy miednicy małej mogły być przyczyną wykonania operacji wycięcia macicy wraz z przydatkami.” Profesor stwierdził również, że zakres cierpień fizycznych był na tyle znaczny, że w istotny sposób mógł ograniczyć aktywność życiową i zawodową powódki.
- Myślałam, że jestem uratowana, skoro taki autorytet staje po mojej stronie - mówi Grażyna R. - Niestety, okazało się, że to nie koniec. Sąd na wniosek pełnomocnika wojewody ponownie na świadka powołał dr G. To wtedy mówił, że mnie nie widział po operacji i oczywiście twierdził, że nie zgadza się z opinią biegłego, że wszystko było w porządku. Pełnomocnik wojewody zakwestionował opinię profesora Baranowskiego i wystąpił o wydanie kolejnej opinii. Tym razem skierowano mnie do lekarza z Białegostoku.

Zdania odrębne
Dr Irosław Szymański, obecnie ordynator oddziału ginekologii szpitala kolejowego, który operował Grażynę R., nie ukrywa, że w sprawę nie bardzo chciałby się mieszać. Grażyna R. mówi, że doskonale go rozumie, bo obecnie dr G. jest w jego szpitalu zastępcą dyrektora, więc sytuacja jest niezręczna.
- Owszem były zrosty, na pewno pacjentka wiele przeszła - potwierdza dr Szymański. - Ale ja nie chcę wypowiadać się na temat związków przyczynowo skutkowych czy błędów w sztuce lekarskiej. Są w Lublinie większe ode mnie autorytety, lepiej sięgać po ich opinie.

Dr Janusz G. twierdzi, że nie popełnił błędu.
- W naszym szpitalu był taki tok postępowania, jaki zastosowano w przypadku Grażyny R. - mówi. - Nie uważam też, że był związek pomiędzy operacjami a posocznicą. Trudno udowodnić, że pacjentkę zakażono w szpitalu. Trafiła przecież do nas z powrotem już po wyjściu do domu. Po operacjach przecież zdarzają się różne powikłania. Chorzy muszą być na to przygotowani, a nie wyciągać rękę po odszkodowanie.
Czy można jednak udowodnić, że do zakażenia nie doszło w szpitalu?
- Tego też nie da się jednoznacznie wykazać, ale to przecież nie my będziemy udowadniać, że nie jesteśmy wielbłądem - dodaje dr G.
Dlaczego jednak zeznawał, że pacjentki po operacji nie widział?
- Minęło parę lat, nie wszystko już pamiętam - twierdzi.

Profesor kontra doktor
Grażyna R. pojechała na badania do Białegostoku, do biegłego dr. n. med. Kazimierza Romanowskiego, na własny koszt. Według niego w w postępowaniu dr G. Nie było błędu.
- Praktykowałem 30 lat i nie widzę powodu, by po zabiegu łyżeczkowania czekać na operację minimum 4 tygodnie - mówi. - Nie ma też dowodów na to, że zakażeBanalna choroba
Grażyna R. cierpiała na dolegliwości kobiece od 1995 roku. Leczyła się w przychodni i prywatnie u dr. Janusza G., wówczas zastępcy ordynatora oddziału ginekologii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego przy ul. Lubartowskiej.
- Dr G. rozpoznał u mnie mięśniaki - mówi Grażyna R. - Dał mi skierowanie do szpitala. Po raz pierwszy trafiłam tam 13 czerwca.
Dzień później u pacjentki wykonano zabieg wyłyżeczkowania jamy macicy. Siedem dni później - operację wyłuszczenia mięśniaków. Usunięto jeden duży mięśniak oraz kilka mniejszych, zoperowano torbiel jajnika. Dziesięć dni później pacjentkę wypisano do domu.
- Już po operacji nie czułam się najlepiej - mówi Grażyna R. - Zaaplikowano mi antybiotyk. Prawdziwe schody zaczęły się jednak po powrocie do domu.
Recepta na lepsze samopoczucie
Grażyna R. zaczęła gorączkować. Bolał ją brzuch, bolała noga.
- 2 lipca poszłam do prywatnego gabinetu dr. G. - mówi. - Nawet mnie nie zbadał. Wystawił za to trzy recepty, w tym na maść ichtiolową... Teraz dr G. podczas procesu twierdzi, że w ogóle po operacji u niego nie byłam. A przecież ja do dziś mam te recepty.
Stan chorej pogarszał się. Przez kolejne dwa dni rodzina wzywała pogotowie. 4 lipca Grażyna R. znowu trafiła do szpitala.
- Położono mnie na sali, gdzie umierały inne kobiety - mówi. - Myślałam, że mam raka, traciłam na wadze. W sumie schudłam 20 kilo! Brałam wiele antybiotyków. Teraz wiem, że stwierdzono u mnie ogólne zakażenie organizmu, tak zwaną posocznicę i podejrzenie mięśniaka, choć przecież właśnie z tego powodu byłam operowana!
Droga przez mękę
W szpitalu pacjentka była do 23 lipca. Po powrocie do domu nadal czuła się źle. Kolejny pobyt na oddziale od 29 lipca do 3 sierpnia. Po dwóch tygodniach przyszedł krwotok. Dostała leki.
- Byłam po raz kolejny u dr G., bo krwotoki nie ustawały - mówi Grażyna R. - Doktor powiedział, że mam zrosty po operacji. Przestałam mieć jednak zaufania do jego metod leczenia, szczególnie po tym jak zajął się mną po operacji. A w końcu nie robił tego wyłącznie za pensję, bo dziękowałam, jak umiałam. Zmieniłam lekarza i w grudniu 1996 roku zaczęłam leczyć się u doktora Irosława Szamańskiego ze szpitala kolejowego.
Dr Szymański stwierdził, że są mięśniaki. Namawiał Grażynę R. na kolejny zabieg.
- Bałam się położyć na stół operacyjny - mówi pacjentka. - Ale cały czas czułam się źle. W końcu w maju 1999 roku przeprowadzono u mnie radykalną operację wycięcia macicy z przydatkami. Dr Szymański powiedział, że miałam trzy mięśniaki.
Zniszczone życie
Ból, szereg pobytów w szpitalu, kolejne zabiegi - Grażyna R. twierdzi, że to wszystko zniszczyło jej życie. Miała świetną pracę, wyjeżdżała zagranicę. Skończyły się wyjazdy i dobre diety.
- Dobrze, że w ogóle nie straciłam pracy - mówi. - Ale zawdzięczam to wyłącznie życzliwości moich przełożonych. W domu jednak też przestało się dobrze układać. Stale cierpiąca kobieta nie może być idealną żoną.
Postanowiła więc walczyć i w listopadzie 1999 roku wystąpiła do sądu z pozwem przeciwko skarbowi państwa w osobie wojewody lubelskiego.
- Nie chciałam skarżyć konkretnych lekarzy - powtarza. - Chciałam uzyskać przynajmniej rekompensatę finansową za swoje cierpienia.
W styczniu 2000 roku była pierwsza rozprawa. Nie stawił się na nią przedstawiciel wojewody, nie złożono odpowiedzi na pozew. Wyrokiem zaocznym sąd zasądził na korzyść Grażyny R. 75 tys. zł z odsetkami od listopada 1999 roku i 3 tys. zł kosztów procesu.
- Odetchnęłam, ale na krótko - mówi Grażyna R. - Pełnomocnik wojewody nagle się ocknął. Sąd przywrócił termin odwołania. Zaczął się proces, nie lepszy od szpitalnej gehenny.
Biegły popiera pacjentkę
Sąd przesłuchiwał świadków, wystąpił o opinię biegłego. Werdykt w sprawie Grażyny R. wydał znany lubelski ginekolog, pracownik Akademii Medycznej prof. dr hab. Włodzimierz Baranowski. W opinii napisał, że siedmiodniowy termin pomiędzy zabiegiem wyłyżeczkowania jamy macicy a operacją wyłuszczania mięśniaków był za krótki. W podobnych przypadkach zalecane jest odczekanie od 4 do 8 tygodni. Wcześniejszy termin operacji mógłby być uzasadniony jedynie zagrożeniem zdrowia lub życia Grażyny R. Z dokumentacji szpitalnej wynika jednak, że wskazań takich nie było.
"W związku z tym istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że wykonanie obydwu zabiegów w krótkim czasie miało związek z wystąpieniem posocznicy w przebiegu pooperacyjnym” - czytamy w opinii. "Natomiast powikłania po posocznicy (zrosty, ogniska ropne w jajowodzie) powodujące zespół bólowy miednicy małej mogły być przyczyną wykonania operacji wycięcia macicy wraz z przydatkami.” Profesor stwierdził również, że zakres cierpień fizycznych był na tyle znaczny, że w istotny sposób mógł ograniczyć aktywność życiową i zawodową powódki.
- Myślałam, że jestem uratowana, skoro taki autorytet staje po mojej stronie - mówi Grażyna R. - Niestety, okazało się, że to nie koniec. Sąd na wniosek pełnomocnika wojewody ponownie na świadka powołał dr G. To wtedy mówił, że mnie nie widział po operacji i oczywiście twierdził, że nie zgadza się z opinią biegłego, że wszystko było w porządku. Pełnomocnik wojewody zakwestionował opinię profesora Baranowskiego i wystąpił o wydanie kolejnej opinii. Tym razem skierowano mnie do lekarza z Białegostoku.
Zdania odrębne
Dr Irosław Szymański, obecnie ordynator oddziału ginekologii szpitala kolejowego, który operował Grażynę R., nie ukrywa, że w sprawę nie bardzo chciałby się mieszać. Grażyna R. mówi, że doskonale go rozumie, bo obecnie dr G. jest w jego szpitalu zastępcą dyrektora, więc sytuacja jest niezręczna.
- Owszem były zrosty, na pewno pacjentka wiele przeszła - potwierdza dr Szymański. - Ale ja nie chcę wypowiadać się na temat związków przyczynowo skutkowych czy błędów w sztuce lekarskiej. Są w Lublinie większe ode mnie autorytety, lepiej sięgać po ich opinie.
Dr Janusz G. twierdzi, że nie popełnił błędu.
- W naszym szpitalu był taki tok postępowania, jaki zastosowano w przypadku Grażyny R. - mówi. - Nie uważam też, że był związek pomiędzy operacjami a posocznicą. Trudno udowodnić, że pacjentkę zakażono w szpitalu. Trafiła przecież do nas z powrotem już po wyjściu do domu. Po operacjach przecież zdarzają się różne powikłania. Chorzy muszą być na to przygotowani, a nie wyciągać rękę po odszkodowanie.
Czy można jednak udowodnić, że do zakażenia nie doszło w szpitalu?
- Tego też nie da się jednoznacznie wykazać, ale to przecież nie my będziemy udowadniać, że nie jesteśmy wielbłądem - dodaje dr G.
Dlaczego jednak zeznawał, że pacjentki po operacji nie widział?
- Minęło parę lat, nie wszystko już pamiętam - twierdzi.
Profesor kontra doktor
Grażyna R. pojechała na badania do Białegostoku, do biegłego dr. n. med. Kazimierza Romanowskiego, na własny koszt. Według niego w w postępowaniu dr G. Nie było błędu.
- Praktykowałem 30 lat i nie widzę powodu, by po zabiegu łyżeczkowania czekać na operację minimum 4 tygodnie - mówi. - Nie ma też dowodów na to, że zakaże

Karta Praw Pacjenta

1. Pacjent w zakładzie opieki zdrowotnej ma prawo do: świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom wiedzy medycznej,
a w sytuacji ograniczonych możliwości udzielenia odpowiednich świadczeń <0096> do korzystania z rzetelnej, opartej na kryteriach medycznych procedury ustalającej kolejność dostępu do świadczeń
2. Pacjent ma prawo do: udzielania mu świadczeń zdrowotnych przez lekarza, zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi lekarzowi metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania leczenia chorób, zgodnie
z zasadami etyki zawodowej oraz
z należytą starannością
(wyciąg)

Komentarze 0

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.
Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.
Zobacz wszystkie komentarze

Skomentuj

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:
Twój komentarz został dodany

Pozostałe informacje

Maria Chomentowska, architekt, mistrzyni skrytości. Jej rozwiązania sprzed lat wciąż są nowatorskie
galeria

Maria Chomentowska, architekt, mistrzyni skrytości. Jej rozwiązania sprzed lat wciąż są nowatorskie 0 1

Nie była ani szczupła, ani gruba. Ani wysoka, ani niska. Włosy? Ciemny blond. Chyba. Pani Maria. Maria Chomentowska. Mistrzyni skrytości. Perfekcyjna i pracowita. Architekt wnętrz, projektantka. Zaproponowane przez nią kilkadziesiąt lat temu rozwiązania, nadal są nowatorskie. I świetnie się sprawdzają. Jej życie zawodowe podzielone na kilka okresów, dopiero teraz doczekało się pierwszej monograficznej wystawy i opracowania. Życie prywatne zostanie prywatnym już chyba na zawsze. Gdy najbliżsi chcieli zacząć zadawać pytania, już nie miał kto odpowiadać. Znajomi nigdy nie pytali, bo czuli, że pytać nie powinni

Radomiak – Wisła 2:2. Puławy żegnają się z drugą ligą

Radomiak – Wisła 2:2. Puławy żegnają się z drugą ligą 2 10

W przedostatniej kolejce rozgrywek drużyna z Puław podzieliła się punktami z Radomiakiem. Niestety, zdobyty w Radomiu punkt ma gorzki smak bo puławianie w przyszłym sezonie grać będą o szczebel niżej.

"Czułe guziczki" nie są dla wszystkich
wiersze między newsami

"Czułe guziczki" nie są dla wszystkich 0 0

Amerykanka, kolekcjonerka sztuki, przyjaciółka Picassa, Hemingway’a i Fitzgeralda pisała także wiersze. Na koniec naszej poetyckiej akcji – spotkanie z Gertrude Stein. Bądźcie dzielni

Avia – Podhale 1:4. Pierwsza wiosenna porażka u siebie

Avia – Podhale 1:4. Pierwsza wiosenna porażka u siebie 3 3

Piłkarze ze Świdnika ponieśli pierwszą w rundzie wiosennej porażkę na swoim stadionie. Zespół trenera Dominika Bednarczyka przegrał z Podhalem Nowy Targ 1:4, choć jako pierwszy zdobył tego dnia bramkę

MKS Ryki – Stal Kraśnik 0:9. Sobotnie wyniki meczów IV Ligi

MKS Ryki – Stal Kraśnik 0:9. Sobotnie wyniki meczów IV Ligi 30 6

Opromieniona awansem do III ligi Stal Kraśnik dokonała kolejnej egzekucji. Tym razem zespół trenera Daniela Szewca rozgromił w Rykach tamtejszy MKS aż 9:0, a cztery gole zdobył Filip Drozd

Lublin: Pikieta i przepychanki przed spotkaniem z Morawieckim. Premier odpowiedział [wideo, zdjęcia]
galeria
film

Lublin: Pikieta i przepychanki przed spotkaniem z Morawieckim. Premier odpowiedział [wideo, zdjęcia] 185 39

Do pikiety doszło przed dzisiejszym spotkaniem premiera Mateusza Morawieckiego z mieszkańcami Lublina

Chełmianka - Motor 0:2 (zapis relacji na żywo)

Chełmianka - Motor 0:2 (zapis relacji na żywo) 2 13

Motor pokonał w sobotę Chełmiankę 2:0 i przedłużył nadzieje na awans do II ligi. Swój mecz wygrała jednak także Resovia i podopieczni trenera Piotra Zasady ciągle tracą do rywali cztery punkty.

Premier Mateusz Morawiecki w Białej Podlaskiej: "Spełniamy marzenia Polaków"
galeria

Premier Mateusz Morawiecki w Białej Podlaskiej: "Spełniamy marzenia Polaków" 50 55

Premier Mateusz Morawiecki przekazał klucze lokatorom Mieszkań Plus w Białej Podlaskiej. – Tu rozpoczynamy program który jest alternatywą dla rzeczywistości która do tej pory panowała – powiedział szef rządu.

Zarząd puławskich Azotów odpowiada związkowcom: Nie będzie "Bizancjum"

Zarząd puławskich Azotów odpowiada związkowcom: Nie będzie "Bizancjum" 1 3

Władze puławskich Zakładów Azotowych odpowiadają na zarzuty wysuwane przez związkowców o wysokich kosztach utrzymania menedżerów nowego pionu handlowego. Kopiowanie „bizantyjskich zwyczajów”, jak zapewnia zarząd firmy, to nieprawda

Przeczytaj zanim wybierzesz się na imprezę lub przyjęcie

Przeczytaj zanim wybierzesz się na imprezę lub przyjęcie 0 0

Tylko wnikliwy obserwator, a takim był pan Larkin, potrafi określić pozycję społeczną patrząc w kieliszek. W czyjś kieliszek. I w swój kieliszek

Setki światełek zaświeciły podczas koncertu w Lublinie [zdjęcia]
galeria

Setki światełek zaświeciły podczas koncertu w Lublinie [zdjęcia] 17 1

Drugiego dnia Kulturaliów w Lublinie zobaczyć można było m.in. Kamp!, The Dumplings i Myslovitz

Górnik gra z Rakowem. Liczy się tylko wygrana

Górnik gra z Rakowem. Liczy się tylko wygrana 1 2

PIŁKARSKA NICE I LIGA Do zakończenia sezonu pozostały już tylko dwie kolejki. W niedzielę o godzinie 12:45 łęcznianie zagrają na swoim stadionie z Rakowem Częstochowa. Aby zachować szanse na utrzymanie łęcznianie muszą zwyciężyć i liczyć na to, że w dwóch ostatnich meczach punkty zgubi Stomil Olsztyn

Piknik Charytatywny w Niedrzwicy Kościelnej
27 maja 2018, 15:00

Piknik Charytatywny w Niedrzwicy Kościelnej 18 0

Co Gdzie Kiedy. W niedzielę, 27 maja o godz. 15 w szkole podstawowej w Niedrzwicy Kościelnej odbędzie się Piknik Charytatywny na rzecz Kingi Bartoszcze i Weroniki Przybycień. W programie m.in. Kabaret PKS.

Rozebrali go do naga w lesie, brutalnie pobili. Dopiero rano dotarł do domu

Rozebrali go do naga w lesie, brutalnie pobili. Dopiero rano dotarł do domu 42 11

Brutalny napad w Kraśniku. Aresztowano dwóch mężczyzn, którzy w Kraśniku wtargnęli do domu 20-latka, zabrali do lasu i dotkliwie pobili. Mężczyzna trafił do szpitala.

Właściciel tego foliowego namiotu ma spore kłopoty

Właściciel tego foliowego namiotu ma spore kłopoty 0 2

Ponad 1,5 metra miały niektóre z roślin konopi które zabezpieczyli policjanci w domu 20-latka

ALARM24

Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!

Najczęściej czytane

Dzisiaj · Tydzień · Wideo · Premium
Uwaga czytelniku!
Nie teraz Przeczytaj i wyraź zgodę

Informujemy, że w dniu 25 maja 2018 r. na terenie całej Unii Europejskiej, w tym także w Polsce, wejdzie w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego w sprawie ochrony danych osobowych. W związku z tym chcielibyśmy Ci przekazać kilka informacji na temat zasad przetwarzania Twoich danych osobowych.

Rozumiem

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.