środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

We Włodawie rodzi się nadzieja

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 lipca 2004, 10:50



d Na pierwszym pasie odpraw stoją niemieccy turyści. Chcą zobaczyć Białoruś. Od tygodnia wypoczywają na Pojezierzu Łęczyńsko – Włodawskim. Włoskie i francuskie samochody dostawcze czekają na odprawę około trzydziestu minut. Co godzinę przejeżdża tędy ponad osiemdziesiąt aut osobowych i osiemnaście autobusów. Taka jest wizja przejścia granicznego we Włodawie, która już w 2006 roku stanie się rzeczywistością.

Budowa obejmie cztery hektary – burmistrz Włodawy Franciszek Gruszkowski rozkłada wielką płachtę papieru z projektem przejścia. – W przyszłości pracę dostanie tutaj około stu osób.
Będą po trzy pasy odpraw na przejeździe w jedną i w drugą stronę. A na nich po dwadzieścia osiem stanowisk odprawczych. Cztery parkingi, budynek główny, administracji, kontroli weterynaryjnej. Powstaną sklepy, restauracje, hotel. A także ośrodek dla azylantów i repatriantów, na osiemdziesiąt miejsc.
– Włodawa nie jest miastem tranzytowym – mówi burmistrz. –Dlatego zbudujemy przejście turystyczne. Wierzę, że niedługo stanie się naszą siłą napędową. To szansa dla miasta, gdzie panuje trzydziestoprocentowe bezrobocie.
Pokażą nas w telewizji
Wtorek. Dzień przyjmowania interesantów. Przed pokojem burmistrza ustawiła się kolejka mieszkańców. Niektórzy, zapytani o budowę przejścia granicznego, odpowiadają, że jeszcze o tym nie słyszeli.
– We Włodawie? – najpierw się dziw, a zaraz potem ciesz starsza kobieta: – No i dobrze. Będą o nas pisać, pokażą w telewizji...
Nie wszystkim włodawianom podoba się pomysł budowy przejścia. Zamieszania obawiają się szczególnie ci, którzy mieszkają w okolicach planowanej budowy, przy ul. Lubelskiej. Kilkadziesiąt osób złożyło w tej sprawie pisemny protest. Władze miasta go odrzuciły. Sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Lublinie.
– Nie będzie tutaj ruchu wielkich samochodów ciężarowych – przekonuje Franciszek Gruszkowski. – Trzeba będzie poszerzyć ulicę Lubelską, ale nie naruszymy niczyjej własności – zapewnia.
Dobre, bo włodawskie
Handel w mieście skupia się wokół rynku. Puste stragany w centrum miasta czekają na targowy czwartek. Można tu kupić niemal wszystko i niedrogo. Niegdyś na targu handlowało wielu Ukraińców i Białorusinów. Dziś coraz trudniej ich spotkać.
W miejscowych sklepach chleb kosztuje zwykle nie więcej jak złotówkę, szynka 14,90 zł. A wyroby z włodawskich piekarni i masarni znane są w całym regionie. Kupcy chwalą żywność z ekologicznie czystych terenów, dlatego producenci nie narzekają na rynek zbytu.
– Budowa przejścia granicznego to jedyny sposób na rozwój tego miasta. Inaczej żaden poważny inwestor tutaj nie przyjedzie – twierdzi Janusz Sławiński, jeden z największych przedsiębiorców w regionie. – We Włodawie nie ma hotelu z prawdziwego zdarzenia. Dlatego chcę wybudować pierwszy. Dla wycieczek, które już dziś przyjeżdżają tutaj z całego świata i, niestety, muszą nocować poza miastem.
Od dwudziestu lat prowadzi własną piekarnię. Ma sieć marketów i aptek. Dostarcza towar do około trzystu sklepów. Na Białoruskim rynku istnieje od 10 lat. Założył tam firmę Slawex Brześć, która trudni się handlem farmaceutykami i towarami przemysłowymi na zamówienie.
– Z biznesmenami we Włodawie jest jak na boisku – mówi Sławiński. – Gra dwudziestu, a niewielu strzela bramki. Do tego potrzeba dużo szczęścia, talentu i poświęcenia. Najważniejsze to mieć chęci, a reszta się ułoży – twierdzi Krzysztof Łojewski, właściciel zakładu mięsnego. – Białorusini chcą z nami współpracować. Jak powstanie przejście, będzie dużo łatwiej.
Henryk Siemiak, z zawodu cukiernik, właściciel piekarni i siedmiu sklepów, zatrudnia 40 osób. To przeważnie młodzi ludzie, w wieku do 35 lat. Jego syn Krzysztof ukończył informatykę w Rzeszowie. W firmie ojca jest specem od komputeryzacji. Córka Magda kończy administrację w Rzeszowie. A najmłodszy syn Tomasz uczy się w technikum handlowym we Włodawie.
– Przedsiębiorstwo budowałem od zera – mówi Henryk Siemiak. – Teraz mogę wykształcić dzieci, nawet dać im pracę. Jak się chce, to się wszystko uda. Nawet we Włodawie.
Młoda krew
Dariusz Kunaszyk ma 25 lat. Urodził się we Włodawie i wiąże z nią swoją przyszłość. Od półtora roku pracuje w tutejszym Urzędzie Miejskim, zajmując się między innymi promocją miasta. Broni pracy magisterskiej z politologii na UMCS.
– Młodzi ludzie czekają na to przejście, jak na zbawienie – mówi. – Może w końcu wygramy coś dobrego od życia. Teraz młodzież tłumnie wyjeżdża stąd w poszukiwaniu nowych możliwości. Ale myślę, że kiedy to przejście ruszy, skończy się emigracja. Miasto będzie tętnić życiem.
Z tarasu widokowego na dachu urzędu miasta spoglądamy na Jezioro Białe i rzekę Bug, na białoruską Tomaszówkę, gdzie jest przejście graniczne na Ukrainę. Mocną stroną powiatu niewątpliwie są miejsca atrakcyjne dla turystów.
– Najpiękniejsze tereny w okolicach Włodawy można przejechać na rowerze ponad czterdziestokilometrowym szlakiem przez Sobibór, Żłobek, Wolę Uhruską – mówi Dariusz Kunaszyk.
Obok tradycyjnej rady, we włodawskim urzędzie miasta działa rada młodzieżowa. Przewodniczy jej uczennica liceum Małgorzata Kral.
– Jest nas w radzie piętnaścioro, w wieku od czternastu do osiemnastu lat – mówi. – Dostaliśmy salę w ratuszu, gdzie organizujemy spotkania. Większość z nas po szkole wyjeżdża na studia. Cześć już nie wraca, a Włodawa się starzeje. Dlatego radni liczą się z naszym zdaniem, bo widzą że chcemy coś dla miasta zrobić.
Dzwonią goście
Zdarza się, że przyjeżdżają do Włodawy handlarze sprowadzający towar z Zachodu. Szukają tutaj przejścia granicznego. Dziś odjeżdżają do Sławatycz i Dorohuska. Ale w przyszłości będą mogli przejeżdżać tędy samochodami dostawczymi do 3,5 tony.
– Dzięki temu może rozwinie się handel przygraniczny. Nie tylko z Białorusią, ale i z Ukrainą – marzy Józef Grzywa, właściciel restauracji „Czar Polesia”. – Cała też nadzieja w tym, że przyjedzie więcej turystów. Już teraz dzwonią z Niemiec, Australii, Ameryki, a nawet z Izraela. Pytają o miejsca noclegowe. Na razie mam 10 pokoi i zatrudniam 4 osoby. Jeśli będzie ruch, zatrudnię więcej.
Za marzeniami idą pieniądze
– Most na rzece Bug, który niegdyś łączył Polskę z Białorusią, został zbombardowany w 1943 roku. To jedyny most drogowy w Polsce, którego nie odbudowano po wojnie – mówi Franciszek Gruszkowski. – Już w 1980 roku miało powstać w tym miejscu przejście specjalnie na olimpiadę w Moskwie.
Na początku lat dziewięćdziesiątych pomysł nabrał sensu i powagi. A w listopadzie 2002 roku władze miasta wzięły się ostro do roboty. 5 marca 2004 roku uchwałą Rady Ministrów Polska zawarła umowę międzynarodową z Białorusią o budowie przejścia granicznego.
– Najtrudniej będzie na te cztery hektary nawieźć ziemię do wysokości ok. czterech metrów – mówi Józef Dudziński, przewodniczący Rady Miejskiej we Włodawie. – Może jeszcze w tym roku uda się to zrobić. Chcielibyśmy wybudować urząd celny z prawdziwego zdarzenia, murowany. No ale za marzeniami idą pieniądze. Cała inwestycja będzie kosztować około czterdziestu pięciu milionów złotych. Pieniądze dostaniemy z budżetu państwa i funduszy strukturalnych unii.
Dzisiaj trzeba stąd pokonać trzydzieści kilometrów do najbliższego przejścia granicznego z Białorusią, w Sławatyczach. Ale zgodnie z planem, już za półtora roku na przejściu we Włodawie zrobi się tłoczno.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!