czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Poławiacze Pereł Improv Teatr: Improwizacja nas otworzyła

Dodano: 16 czerwca 2016, 09:58

- Przez pięć dni ciągaliśmy ptaka po wrocławskim rynku - rozmowa z Poławiaczami Pereł Improv Teatrem z Lublina

• Jak było we Wrocławiu?

Przemysław Buksiński: Choć nie wszyscy głośno o tym mówią, to z tak zwaną kurą jarmarczną zrobiliśmy tam kawał dobrej roboty.

Łukasz Szymanek: Byliśmy jedynymi lubelskimi artystami, z Lublin Street Bandem i sztukmistrzami, którzy nie bali się wyjść na rynek we Wrocławiu.

Mirosław Urban: Ciągaliśmy ptaka po Rynku przez pięć dni.

• Słyszałam, że wcale nie było łatwo zabrać kurę z Warsztatów Kultury…

P. Buksiński: Wymagało to kilku telefonów, które w końcu ktoś odebrał. I interwencji, która była tak silna, że zaowocowała podstawieniem przyczepy na kurę. I tak kura pojechała do Wrocka.

Michał Łysiak: Zrobiła tam furorę, wszyscy chcieli sobie z nią zdjęcia robić. Mieliśmy nawet parę fajnych haseł zachęcających do tego.

• Tak, słyszałam. „Wejdź na ptaka za piątaka”.

Remigiusz Jankowski: Tym kupowaliśmy serca, ludzie się zatrzymywali.

• Zatrzymywali, ale do wejścia na ptaka trzeba było zachęcać. Gdy kura pojawia się w Lublinie, to jest wręcz rozrywana.

M. Łysiak: W Lublinie kura pojawia się przy okazji Jarmarku Jagiellońskiego, gdzie ludzie są przygotowani na takie wydarzenia. Tam było inaczej, ludzie na rynku nie wiedzieli, że coś się dzieje na ul. Szajnochy.

P. Buksiński: We Wrocławiu mieliśmy dwa biura festiwalowe. Jedno stacjonarne i jedno mobilne - urządzenie jarmarczne. Wielka, na kółkach, jeszcze gdacze, wiec przyciągała uwagę.

Ł. Szymanek: Przyciągnęła też uwagę naszego prezydenta Krzysztofa Żuka, który nam buchnął flagę. Ale fakt, szybko oddał i napisał na swoim profilu na Facebooku, że co złego to nie on.

• Opowiecie o tym, jak wjechaliście kurą do kościoła?

P. Buksiński: Nie potwierdzamy i nie zaprzeczamy. Niech zostanie to legendą Wrocławia, że kura w Boże Ciało wjeżdżała do Św. Katarzyny... Oprócz ciągania kury zrobiliśmy jeszcze dwa spektakle improwizowane. „Legendy dawnego miasta”, który był próbą łączenia lubelskiego projektu z historia Wrocławia. I w „W nowym kinie” przy współpracy z Kinoteatr Projekt. Te rzeczy też bardzo się sprawdziły.

• I posypały się propozycje, że teraz nie wiecie którą wybrać?

Ł. Szymanek: Z tymi propozycjami jest tak, że się sypią, ale inne...

M. Łysiak: Dla nas prezentacja Lublina w ramach Koalicji Miast to był ważny czas, bo we Wrocławiu pojawiło się sporo ludzi związanych z lubelska kulturą. To była świetna okazja, żeby i spotkać i zobaczyć co robią. Tu w mieście często nie ma na to czasu.

• Skąd się wzięło impro w Lublinie?

P. Buksiński: Improwizację do Lublina przywieźli Arek Ziętek i Mike Hughes. To było jakieś 16 lat temu. Przyjechali, zaszczepili, zrobili warsztat. Jako jedyny założyłem wtedy swoją grupę, zresztą jedną z pierwszych w Polsce. Tak zacząłem zajmować się tą formą zawodowo, kształcąc ludzi, aktorów. I tworząc programy dla TVN. Wydarzenia 10 kwietnia nie pozwoliły jednak na emisję programu. Okazał się być za bardzo obrazoburczy i zbyt mocno polityczny. Tak się zakończyła sytuacja z telewizją. A ja się skupiłem na szkoleniu ludzi, którzy mają pasję, niekoniecznie teatralną, czy aktorska, ale chcą się rozwijać.

Ł. Szymanek: Minęło kilka lat i powstali Poławiacze Pereł.

P. Buksiński: Skład dosyć mocno dojrzały. Wszyscy jesteśmy po 30., żonaci, mamy dzieci.

Ł. Szymanek: Skupiamy się więc na pracy.

P. Buksiński: A nie na pierdołach.

Marcin Wąsowski: Czerpiemy doświadczenia z tego, czym zajmujemy się poza Poławiaczami. Każdy z nas jest związany z szeroko rozumianym showbiznesem. Remek jest aktorem w teatrze w Warszawie. Łukasz jest aktorem uniwersalnym i fajnym konferansjerem. Mirek jest trenerem.

M. Urban: Ja jestem z wykształcenia psychologiem, couchem i sztukmistrzem.

P. Buksiński: A Michał i Marcin zajmują się kabaretem Świerszczychrząszcz.

Marcin Wąsowski: Ci, którzy przychodzą na spektakle nasze i innych grup, widzą tę różnicę. Doświadczenia, dojrzałości podejmowanych tematów.

R. Jankowski: Bo my jesteśmy smutni, rozgoryczeni, różne rzeczy nas dotykają.

Ł. Szymanek: Nie jakieś głupotki, ale ból istnienia.

• Jaki jest wasz przepis na porwanie tłumu? Bo potraficie ściągnąć na swoje występy setki ludzi i jeszcze przeprowadzić je z jednego miejsca w mieście na drugie.

M.Urban: Myślę, że otwartość na człowieka.

M. Urban: My lubimy ludzi. I lubimy siebie. Dobrze się w naszej grupie czujemy i dlatego możemy nie tylko ludzi, ale i góry przenosić.

M. Urban: Nie boimy się eksperymentować. Nie boimy się publiczności wyprzytulać czy poprzesadzać.

P. Buksiński: Nie ma tu typowej konwencji pokazu, gdzie improwizator jest na scenie, czarna krecha się rysuje, a widz sobie siedzi u siebie wygodnie i czeka na „teraz mnie baw”.

Ł. Szymanek: Widz widzi, że jesteśmy normalni. Że można z nami pogadać.

R. Jankowski: Normalni? Naprawdę?

P. Buksiński: Nie ma tu żadnego gwiazdorstwa czy liderstwa. Tutaj gwiazdami stają się widzowie.

M. Urban: Widza zdobywamy szczerością.

• Są pewnie łatwiejsze i trudniejsze publiczności?

P. Buksiński: Publiczność powinno się traktować po równo: i tę młodszą, i tę starszą. Nie ogłupiać ani jednej, ani drugiej. Startujemy z tego samego pułapu, wszyscy są równi. Tylko w tematyce wystąpień trzeba uważać w jakim widz jest wieku.

Ł. Szymanek: Ale trzeba też przyznać, że jak widz przychodzi na nas specjalnie, to czego innego oczekuje. A jak ma nas narzuconych, np. na jakiś imprezach, to tak łatwo nie włącza się w zabawę.

• I co wtedy?

Ł. Szymanek: Trzeba się bardziej starać.

P. Buksiński: Nawet w zawodowym aktorstwie jak ktoś nie zważa widza i ciągnie swoje do końca, to potem mamy recenzje lepsze albo mniej lepsze... A tutaj jest tak, że na maksa go słuchamy. I możemy się dopasować, nie ogłupiając przy tym siebie. Nie chodzi też o to, by za każdym razem wypruwać sobie flaki. Jak ktoś konsekwentnie mówi „nie”, to sytuacja się kończy. Nie będziemy się przecież z nikim bić.

• Zdarzyło się, że mimo tych waszych starań nie wyszło?

P. Buksiński: Zdarzyło się. To jest wpisane w improwizację. Czujesz, że jest kiepsko, słabo, to kończysz temat i pokornie mówisz sobie „ok. dziś było tak, jutro będzie lepiej”. Na tym też impro polega: żeby się jakoś nie podłamać tym, co się wydarzyło.

• Przed pokazem rozdajecie karteczki, na których ludzie notują swoje sugestie. Co piszą?

P. Buksiński: Niesamowita była sytuacja z więźniami w Zakładzie Karnym w Opolu Lubelskim czy w Areszcie Śledczym w Lublinie. W otwartym holu, ale mimo wszystko zamkniętym budynku razem z klawiszami obok. Na karteczkach z sugestiami pojawiły się zdania tak sensowne, dojrzałe, świadome.

Ł. szymanek: Jedno mi najbardziej zapadło w pamięć. „Każdy ma prawo do szczęścia, ale nie każdy ma szczęście do prawa”.

M. Wąsowski: Spodziewaliśmy się jakichś blokad, a to było niesamowicie emocjonalne. O miłości, o wolności, o tęsknocie, o domu rodzinnym.

Ł. Szymanek: Zostaliśmy na tyle docenieni przez tych więźniów, że jeden z nich dał nam statek zrobiony z odpadów. Stoi w pubie Dom Złotnika na Starym Mieście.

M. Łysiak: Między nimi są sytuacje poustalane, jest hierarchia. I oni starają się w tym jakoś odnaleźć, a z drugiej strony piszą sugestie, które wymagają otwartości, szczerości.

Ł. Szymanek: Daliśmy im trochę jakiegoś światełka. Potem słyszeliśmy, że grali w nasze gry w celach.

M. Wąsowski: Ogromnym zaufaniem wykazali się ci, którzy wpuścili nas do więzienia.

P. Buksiński: Bo repertuarowy spektakl jest w jakiś sposób ukierunkowany. Wiadomo, jakie emocje może wyzwolić. Tu jest inaczej – nic nie wiadomo. Zaraz po pokazie rozmawialiśmy o tym, czy nie mogłaby powstać taka grupa w ZK, która mogłaby grać przed więźniami, przed odwiedzającymi.

• I powstanie?

P. Buksiński: Zmienił się minister i podobno wszystkie projekty zostały wstrzymane. Słyszałem, że nawet bibliotekę chcą zamknąć w Zakładzie Karnym w Opolu. Ale to polityka. A my eksperymentujemy. Z różnymi odbiorcami, w różnych sytuacjach. Nie jest to klasyczna forma pokazywania improwizowanych skeczy, my wchodzimy w sytuacje ludyczne, performatywne dokładając do tego formy literackie czy muzyczne. Ostatnia Noc Kultury też pokazała, jak można się tym bawić.

• Co zrobiliście?

P. Buksiński: Pokazaliśmy w galerii Piękno Panie na ul. Jezuickiej Barber Shop. W czasie golenia i strzyżenia klientów opowiadaliśmy różne historie i przy okazji czytaliśmy „Hamleta”. Akurat tam leżał.

M. Wąsowski: Całe wnętrze było zaaranżowane na zakład fryzjerski. Były trzy fotele fryzjerskie, lustra. Zaczęliśmy od tego, że my jesteśmy klientami. A potem miejsca na fotelach zajęli ludzie.

P. Buksiński: Jest taki pomysł Jarka Cymermana i Muzeum Czechowicza na stworzenie takiej otwartej sytuacji poetów lubelskich, którzy spotykają się w kawiarni i czytając prasę improwizują ze swojej perspektywy rzeczy współczesne. To wisi w powietrzu, ale może wreszcie ruszy.

Ł. Szymanek: Podstawę do takiego przeglądu prasy mamy co tydzień w Radiu Lublin, gdzie się w środy o godz. 10.40 spotykamy się w programie Agnieszki Krawiec.

P. Buksiński: Konfabulujemy tam historie, których nie ma.

M. Wąsowski: Mieliśmy też program na żywo w Telewizji Lublin. 12 odcinków podczas poranku z Panoramą. Ale już nie mamy.

P. Buksiński: Dobra zmiana.

• Czego uczy improwizacja?

M. Łysiak: Ludzie mają niesamowitą frajdę z tego, że w tak krótkim czasie nabyli tyle umiejętności. Mogą wyjść na scenę i się nie spalić.

M. Wąsowski: Możemy pojechać na szkolenie i po trzech godzinach warsztatów zagrać z ludźmi godzinny spektakl.

M. Urban: Gramy dla grup 10-osobowych i 150-osobowych. Korporacje czasami są genialne. To są niesamowite doświadczenia. Nas też to wiele uczy.

M. Urban: Pokazy pokazami, ale my się też bardzo mocno specjalizujemy w warsztatach. Mogą one dotyczyć integracji, komunikacji, kreatywności, otwartości, rozwiązywania problemów, reakcji na zmiany czy na nowe sytuacje. Możemy w ten sposób rozwiązać jakiś problem osobowy w firmie.

M. Wąsowski: Albo zintegrować grupę uczniów, którzy wyjeżdżają na zieloną szkołę. Z takiej wycieczki wraca fajna, zgrana brygada.

P. Buksiński: Chciałbym zrobić dla policji, dla prokuratury taką właśnie improwizację-integrację. Może też dla urzędników Wydziału Kultury czy Kancelarii Prezydenta. W takie instytucje i w takich ludzi celujemy. Po tych kilkunastu latach od startu improwizacji w Polsce trochę się spłaszcza sytuację samej metody. Jest to forma ludyczna, ale jest w niej dużo dramaturgii, teatralnego reformatorstwa. Jedni będą się śmiać, inni będą dumni, że uczą kogoś czegoś za pomocą tej metody. Nam zależy na tym drugim. Żeby też nie spłaszczyć tematu samego impro.

• Firma chce by im zrobić takie warsztaty. Ile to kosztuje?

P. Buksiński: To zależy co to za firma, czy prywatna czy korporacja. I od tego, jakie są oczekiwania. Chciałbym np. nauczyć ludzi pewnej błyskotliwości, bo niektórzy się z nią rodzą, a inni muszą ją ćwiczyć. Jeszcze inni chcą mieć spotkanie integracyjne i chcą się na nim świetnie pobawić. Ale jeśli ktoś, szef, prezes, chciałby zmienić siebie, swoje podejście, to takie rzeczy też jesteśmy w stanie zrobić.

M. Łysiak: Patrząc na to, co się na imprezy integracyjne proponuje i ile to kosztuje, to jeśli ktoś nas zaprosi, to są bardzo dobrze wykorzystane pieniądze. Takie mamy informacje zwrotne.

M. Urban: Czasami za mniejsze pieniądze możemy zagrać dla grupy, dla której uważamy, że warto zagrać. A czasami zagramy za duże pieniądze dla grupy, która ma nas w nosie.

• To bardziej kabaret czy terapia?

M. Wąsowski: Impro przeważnie kojarzy się z tym, że wychodzi na scenę kilku gości i rozśmiesza. Rozśmieszamy, ale to jest tylko jeden malutki element całego impro. Można tu mówić o całej filozofii. To też jakiś styl życia.

M. Urban: Ludziom podoba się to, że nie wymyślamy jakichś abstrakcyjnych rzeczy, tylko korzystamy z prawdziwych doświadczenie. Nie, że przyleciało UFO i teraz szukamy...

P. Buksiński: … dla niego lokum. Trzeba zacząć myśleć o tej metodzie jako o metodzie o wszystkich. Społecznościowo impro wejdzie wszędzie, nikogo nie skrzywdzi, każdemu daje szansę. Mamy też poczucie, że to jest metoda, która w Polsce nie ma takiej racji bytu jaką mieć powinna. Powinna być w przedszkolach i szkołach jako element nauczania. Tak jak to ma miejsce w niektórych krajach na zachodzie. Niech improwizacja wreszcie przestanie być niszową rzeczą. Niech stanie się poważnym programem, który naprawdę przez te kilkanaście lat wielu ludziom w tym kraju pomógł i nadal pomaga.

M. Wąsowski: Zostałem wpuszczony do gimnazjum, do trzech klas. Miałem cztery godziny. I oni po tych czterech godzinach byli zdolni wyjść i zagrać przed swoimi kolegami.

P. Buksiński: Sytuacja kolejna – wszedłem z improwizacją w struktury teatru niepełnosprawnych „Nieprzetarty szlak”. Większość ćwiczeń jest logiczna, umysłowa i dodatkowo fizyczna. Razem z opiekunami tych osób stworzyliśmy warianty gier i ćwiczeń, które od razu weszły w strukturę nauczania i pracy z tymi ludźmi. Dla mnie osobiście to był fenomen. Powstaje coś całkiem nowego, ogromnie świeżego, niepełnosprawni to ćwiczą i są tego efekty.

M. Wąsowski: Jeśli mam małe dzieciaki w domu, to zabawa przy wykorzystaniu improwizacji jest po prostu genialna. Świetnie w to wchodzą i starsi, i młodsi,.

P. Buksiński: Można to robić wszędzie - w pociągu, u lekarza, w samochodzie.

M. Wąsowski: Uczymy jak słuchać ludzi, jak z nimi rozmawiać, jak przechodzić w rozmowie do spraw trudniejszych.

P. Buksiński: Czasem trzeba zaryzykować, uczymy więc umiejętności podejmowania takiego ryzyka. Nie podejmujesz ryzyka, to nie ma zabawy.

• Idealna metoda dla każdego?

M. Urban: Ja wykorzystuję wiele gier do szkoleń biznesowych czy rozwojowych, kreatywności czy wystąpień publicznych, zarządzania zmianą, reagowania na sytuacje kryzysowe. Ta technika w metaforyczny sposób uczy ludzi jak postępować, jak reagować. Mnie improwizacja bardzo rozwinęła. Mam o wiele mniej obaw, obiekcji i o wiele więcej odwagi i chęci do eksperymentowania.

Ł. Szymanek: Improwizacja nas otworzyła.

• Płacicie mandaty? Czy jesteście tak wygadani, że zagadacie każdego policjanta?

M. Wąsowski: Kiedyś ochrzaniłem policjantów, że palą w radiowozie, b to – moim zdaniem – jest miejsce publiczne. Zapytali czy naprawdę chcę iść z nimi do sądu. Nie chciałem.

P. Buksiński: Mieliśmy ładną sytuację we Wrocławiu, kiedy używaliśmy sygnałów dźwiękowych z krzykaczek. Panowie policjanci delikatnie zwrócili nam uwagę. Też chyba byli zaaferowali tym, że to wszystko lata, hula, jeździ, krzyczy. W odróżnieniu do pewnych sytuacji w Lublinie na ul. Złotej nikt nam nie wlepił żadnego mandatu.

• Nawet jak wyszliście z orkiestrą o 4 godz. rano?

P. Buksiński: Nawet. Mieliśmy asystę radiowozu, który pilnował, by nikt nie wychodził na ulice.

 

Mecz Polska-Niemcy. Na żywo komentują Poławiacze Pereł

Centrum Kultury (ul. Peowiaków 12) zaprasza na wspólne oglądanie czwartkowych zmagań. Mecz reprezentacji Polski z reprezentacją Niemiec rozgrywany w ramach Euro 2016 we Francji na żywo będą komentować Poławiacze Pereł Impro Teatr.

- W zwariowanym i innym od wszystkich Studiu Improv zasiądą wybitni znawcy tematu. Wprowadzą w meandry futbolu, błysną erudycją w temacie historii potyczek obu ekip, wnikliwie przeanalizują obie połowy, a przede wszystkim wytłumaczą o co chodzi z tym spalonym. Wydarzenie w szczególności dedykowane jest wszystkim paniom – zachęcają organizatorzy.

Czwartek, 16 czerwca 2016, godz. 20:30, wirydarz CK. Wstęp wolny.

WIDEO

WIDEO

(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!