środa, 13 grudnia 2017 r.

Magazyn

Wielkie sprzątanie w muzeum

  Edytuj ten wpis
Dodano: 15 stycznia 2009, 21:16

60 litrów pasty do podłóg, 60 opakowań preparatu do czyszczenia mebli i 900 ścierek, czyli wielkie sprzątanie w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce.

W tym roku szczególnie ciężko, bo do "zwyczajowych” porządków doszedł jeszcze kapitalny remont największego salonu.

- Już od dłuższego czasu wiedzieliśmy, że salon czerwony wymaga remontu - mówi Anna Fic-Lazor, główny konserwator. - Stawaliśmy w drzwiach i mówiliśmy: No, to może w przyszłym roku. Bo logistyka tego zadania była wielce skomplikowana, trudna i to było wielkie wyzwanie dla wszystkich.

Stelaż do sprzątania

Wreszcie po 25 latach od poprzedniego malowania, do reprezentacyjnego i największego pomieszczenia rezydencji w Kozłówce wkroczyła ekipa remontowa.

- Spodziewaliśmy się dużych komplikacji z dwoma olbrzymimi płótnami przedstawiającymi sceny z życia hetmana Chodkiewicza - nie ukrywa Krzysztof Kornacki, dyrektor muzeum. - Nie było możliwości wyniesienia ich przez drzwi.

Trzeba by demontować ramy i zwijać płótna, co mogłoby być szkodliwe dla obrazów.
Każde z dzieł ma wielkość kilkunastu metrów kwadratowych i ciężkie, złocone, bogato rzeźbione ramy szerokości kilkudziesięciu centymetrów.
W muzeum trzeba nieraz szukać rozwiązań nietypowych. Andrzej Nieliwodzki z pracowni konserwacji mebli zaproponował zbudowanie ruchomego stelaża pod obydwa płótna. Można go na kółkach przesuwać w bezpieczne miejsce tam, gdzie aktualnie nie prowadzi się prac malarskich.

Srebra do koszyczka

- Zaczęliśmy od demontażu salonu czerwonego - wyjaśnia Kornacki. - Najpierw małe przedmioty, srebro, porcelana, bibeloty. Wszystko trafiało do specjalnych pojemników, przekładane włókniną i gąbką. Jesteśmy już mistrzami w pakowaniu…

Wszystko jest dokładnie spisane: skąd było wzięte, w jakim miejscu stało i gdzie się teraz znajduje. A było co zapisywać, bo w sumie podczas sprzątania całego pałacu trzeba odkurzyć/umyć prawie 3 tysiące przedmiotów, takich jak kandelabry, porcelana, bibeloty etc. Każdą rzecz sprawdzić w jakim jest stanie, czy nie wymaga konserwacji. Nie wolno nic brać, ot tak po prostu i wynosić. Przedmiot wkłada się do koszyka wyłożonego miękką ligniną i dopiero niesie do pojemnika wypełnionego włókniną. Pakowanie drobiazgów zajęło tydzień.

Sztuka zdejmowania obrazu

- Zdjęliśmy te dwa ogromne płótna ważące po 150 kg. Do tej pracy każdorazowo zatrudnionych było kilkunastu mężczyzn - Anna Lazor pokazuje olbrzymie, zabezpieczone folią i tekturą, obrazy. - Zdejmowanie wszystkich płócien zajęło nam trzy tygodnie. Były cztery wielkie i 31 małych, i 7 wielkich luster. Wielkie to takie, do przeniesienia których trzeba kilkunastu mężczyzn, małe to te, które udźwigną dwie kobiety - śmieje się konserwator. - Dopiero po wyniesieniu wszystkiego weszła ekipa sprzątająca lub remontowa.

Salon czerwony

Na 10-metrowe rusztowanie na środku salonu wysokości ponad trzech pięter, zwinnie wchodzi Maria Stelmach. Spod sufitu niemal jej nie widać. Po linie wciąga do góry wiadro z wodą. Będzie zmywać sufit i sztukaterię. To mozolna praca w niewygodnej pozycji. Do oczu pylą się drobiny kurzu i starej farby. Kapie woda z pędzla. Maria Stelmach pracuje w pałacu już 26 lat i jest tutejszym mistrzem malarskim.

Czerwone ściany salonu myją Radosław Smyk i Czesław Michalak. Pod ścianami usypany jest gruby wał z drewnianych wiórów.

- To na wypadek, gdyby woda miała przedostać się pod zabezpieczającą parkiet folię - wyjaśnia Smyk. - Wióry co jakiś czas zbiera się i nasypuje nowe.

Kabel przy okazji się pociągnie

Drugie duże rusztowanie przesuwane jest wzdłuż ścian w miarę postępu robót. Najgorsze jest przynoszenie w wiaderkach coraz świeżej wody. Liczba kilometrów przebytych w górę rusztowania i w dół, rośnie z dnia na dzień.

W olbrzymim salonie jest chłodno, bo to jedyne nieogrzewane pomieszczenie w pałacu. Właśnie przy okazji remontu ekipa elektryków podciągnie kabel do centralnego. - Kiedyś Zamoyscy przyjeżdżali tu na wiosnę, lato, jak już było ciepło - wyjaśnia dyrektor Kornacki. - W czasie zimy na polowanie, a sami wtedy mieszkali w Warszawie. Dopiero my założyliśmy ogrzewanie, ale z pominięciem czerwonego salonu. Teraz to nadrobimy.

Pędzelek i odkurzacz

Meble opatulone w pokrowce odpoczywają w kolejnych salach. Na każdym pokrowcu jest oznakowanie z jakiego pokoju fotel czy kanapa zostały przeniesione. Wszędzie myje się okna i lustra - ich łączna powierzchnia wynosi ponad 2200 mkw.

Również blisko 8 tys. woluminów i map w bibliotece będzie wymagało starannego odkurzenia, egzemplarz po egzemplarzu.

- Okna myjemy trzy razy w roku - wyjaśnia pani Teresa. - Z zewnątrz z podnośnika w pomieszczeniach trzeba wchodzić na drabinę albo na rusztowanie. A myje się jak w domu: płynem i ściereczką.

Inni pracownicy polerują zabytkowe meble, odkurzają sztukaterię i ramy obrazów. Każdy listek, każdy załomek trzeba odkurzyć małym pędzelkiem. - W jednej ręce końcówka odkurzacza w drugiej pędzelek i tylko tak to się robi - wyjaśnia Anna Fic-Lazor. - Nie ma mowy o tym, żeby kurz się unosił i osadzał na sąsiednich przedmiotach.

Ups…

- Do płukania szkła i porcelany koniecznie trzeba dodawać kwasku cytrynowego, wtedy pięknie lśni - przypomina Jolanta Grzechnik, starszy laborant, która właśnie w białych rękawiczkach czyści srebra. - Nie dotykamy ich gołą ręką, bo w tym miejscu zostałyby ślady. To praca trochę mniej stresująca niż przy myciu szkła i porcelany. Zawsze jest obawa, że coś się wyślizgnie z ręki, choć nie pamiętam, żeby się to kiedyś zdarzyło. Ale dobrze, że jest stres, bo rutyna mogłaby przytłumić ostrożność.

Bez żartów

- Czeka nas jeszcze odkurzenie 13 dywanów - dorzuca Anna Fic-Lazor. - Gdyby był suchy śnieg i mróz, wynieślibyśmy je na dwór. A tak trzeba tradycyjnie, pędzelkiem i szczoteczką, centymetr po centymetrze z włosem.

- Naturalnie, Zamoyscy nie robiliby systematycznie tak generalnych porządków, ale też sreber i porcelany używaliby na co dzień - śmieje się Krzysztof Kornacki. - Jeśliby stłukła się filiżanka, kupiliby drugą. Dla nas jest to dziś dziedzictwo narodowe, o które mamy obowiązek dbać jak najlepiej. I cieszę się, że wszyscy pracownicy biorą w tym sprzątaniu udział. Zaprosimy zwiedzających do pałacu 1 kwietnia i to nie jest prima aprilis. Wszystko będzie lśniło.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!