niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Wilków: Powodzianie ścigają się z czasem

Dodano: 16 lipca 2010, 17:09

Nie ma już wody i błota, a przez podwórka można przejść suchą stopą. Mimo to powodzianom z gminy Wilków jest coraz trudniej. Wrócili do zrujnowanych domów i boją się, że tak przyjdzie im doczekać zimy. Większość może liczyć tylko na okazjonalną pomoc wolontariuszy.

– Nie miałem szans, żeby cokolwiek uratować – mówi Czesław Lasota z Urządkowa. – Kiedy uderzyła pierwsza fala byłem na wałach, razem z innymi strażakami. Musiałem uciekać, a w tym samym czasie zalewało moje własne gospodarstwo. Około 1 w nocy udało mi się zorganizować łódkę i dopłynąć do domu. Zabrałem żonę ze strychu i wydostaliśmy się na suchy ląd.

Pustynia

Po pierwszej fali przyszła następna. Na podwórku Lasotów woda stała tygodniami. W najgorszym momencie jej poziom sięgnął blisko 4 metrów. Świadczą o tym wyraźne ślady na murach.
– Dom świeżo po remoncie, bo w maju wydawałam córkę za mąż – dodaje gospodarz. – Miałem sad i maliny. Teraz została pustynia. Żeby to odtworzyć potrzeba kilku lat. Z czego będziemy żyli? Nie mam pojęcia.

Lasota wraz z żoną zamieszkał w budynku gospodarczym, na niewielkim poddaszu. Udało się tam zmieścić materace i stolik. Żyją tak od trzech tygodni.

– Do domu nie da rady wrócić – dodaje pan Czesław. – Ściany i podłogi skute. Okna i drzwi trzeba było wyrzucić. Teraz to wszystko stoi i schnie. Nie wiem, co będzie z remontem bo jedyna szansa, to obiecane od rządu 100 000 zł. Kiedyś był tu rzeczoznawca w tej sprawie. Obejrzał gospodarstwo i tyle go widziałem.

35 000 główek sałaty

Obok domu gospodarz ustawił wojskowy namiot. Wewnątrz suszą się resztki dobytku. Pralka, lodówka, trochę mebli. Większość sprzętów jest w takim stanie, że pewnie trafi na złom. Z cenniejszych rzeczy udało się uratować jedynie samochód.

– Pewnie za 10 lat wszystko wróci do normy – mówi Sylwia Wesołowska z pobliskiej Lubomirski. – Woda zalała cały sad, a gdzie nie sięgnęła, tam pojawił się grzyb. Fala zniszczyła 35 000 główek sałaty i sporo pomidorów. Z tego żyliśmy, więc pojęcia nie mam, co będzie dalej. O zniszczonym domu już nie mówię. Jak państwo nie wypłaci tych zapomóg, to chyba nie damy rady go odbudować…

W piwnicy u Wesołowskich pracują wolontariusze. Kują tynki i podłogi. W codziennej pracy gospodarze mogą liczyć tylko na pomoc ochotników. Tych jednak brakuje, bo w całej gminie na pomoc czeka blisko 5 000 gospodarstw.

Byłem gospodarzem, jestem dziadem

– Człowiek siedzi na takiej kupie gruzu i niewiele może zrobić – mówi pan Dariusz z Kłodnicy. – Kiedyś było się gospodarzem, teraz jest się dziadem. Kto bardziej cwany to jeszcze coś sobie załatwi, ale zwykły człowiek odbija się od drzwi do drzwi. Wszystko trzeba sobie wychodzić. Coraz mniej mam na to siły.
Większość powodzian pierwsze porządki ma już za sobą. Wyrzucili zniszczone sprzęty, zebrali szlam z podwórek, skuli tynki z zalanych murów.

W niektórych gospodarstwach jest prąd. Można podłączyć przenośny telewizor. A na ekranie politycy i kolejne zapewnienia o pomocy dla poszkodowanych.

– Z tym, że pieniędzy na razie nie ma i nie wiem, kiedy będą – dodaje Czesław Lasota. – Człowiek żyje w niepewności, bo nie wiadomo czy i ile dostanie. Pomoc potrzebna jest już, bo za kilka tygodni skończy się lato, przyjdzie zima, a remontów nie robi się tydzień.

Bez pomocy nie ruszymy

Uciekający czas, brak pieniędzy, informacji i rąk do pracy. To podstawowe zmartwienia powodzian. Chcieliby szybko zabrać się do odbudowy domów, ale bez pomocy nie ruszą z miejsca.

– Te TIR-y z darami jeżdżą i jeżdżą, a do mnie jakoś nic nie dociera – mówi Kwiryna Głodkowska z Kolonii Szczekarków. – Prosiłam o pomoc sołtysa, to kazał mi szukać sponsorów. Nie wiem, jak się do takich rzeczy zabrać. Chwilowo siedzę sama i pilnuję tego, co zostało.

Głodkowscy mają zabytkowy dom z końca XIX wieku i stary młyn wodny. Pod Wilkowem mieszkają od czterech pokoleń. Powódź dotknęła ich po raz pierwszy, ale za to dotkliwie. W domu było prawie 2 metry wody.

– Sytuacja jest tragiczna. Wszystkie podłogi i ściany zniszczone – mówi Głodkowska. – Piec kaflowy trzeba było rozebrać. Bardzo dużo zrobili więźniowie z Lublina. Sami z mężem nie dalibyśmy rady.

Do dziś sprawdzam poziom wody

Powódź zniszczyła też zabytkowe meble i wyposażenie domu. Młyna woda nie zabrała. Wdarła się na dolną kondygnację.

– My schroniliśmy się wyżej, ale co noc chodziłam na dół sprawdzać poziom wody – wspomina pani Kwiryna. – Zostało mi to do dziś.

Młyn był również schronieniem dla strażaków i wojskowych. W czasie powodzi mogli tam odpoczywać. Gospodyni zamieniła swój tymczasowy dom w rodzaj kuchni polowej.

– Woda opadła, strażacy pojechali i zostałam z tym wszystkim sama – mówi Głodkowska. – Jestem zrozpaczona i załamana. Siedzimy z mężem w tym młynie. Nie wiem gdzie pójść, żeby zdobyć pomoc. Może znajdzie się ktoś, kto mógłby przekazać trochę cegieł, albo jakiś styropian na izolację? Z robotą sobie poradzę. Sama to wszystko odbuduję, tylko niech ludzie trochę pomogą.

Byle do jesieni

O wyprowadzce z zabytkowego dworku nie ma mowy.

– Wnuczka mi powiedziała, że skoro Warszawę po wojnie odbudowali to i my nasz dom odbudujemy – mówi pani Kwiryna. – Za nic w świecie tego nie zostawię. Musimy dać sobie radę, choć żyjemy z mężem tylko z emerytur. Czasami człowiekowi nerwy nie wytrzymują. Wtedy mówię sobie "Kwiryna. Weź się do roboty!”. Trochę pożartuję i dzięki temu jakoś się trzymam.

Głodkowscy otrzymali do tej pory 6 000 zł zasiłku dla powodzian i 500 zł z Caritasu.

Podobne wsparcie dostała większość poszkodowanych przez wielką wodę. Nie wiadomo dokładnie, kiedy do Wilkowa trafią pieniądze na odbudowę domów. Jedna rodzina może liczyć nawet na 100 tys. zł. wsparcia. Wcześniej jednak rzeczoznawcy muszą ocenić straty w poszczególnych gospodarstwach. Dopiero wtedy samorządowcy będą mogli podzielić pieniądze.

Procedury się przeciągają, a do początku kalendarzowej jesieni, zostało z górą dwa miesiące.
Czytaj więcej o:
również powodzianin
zoja
zoja
(15) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

również powodzianin
również powodzianin (21 sierpnia 2012 o 14:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tej Pani opisanej powyżej to ja nie skomentuję... Powodzi to ona powinna dziękować bo chałupa się waliła, remontować za co nie było bo ciągle mąż na bani... Dostała dary, więc na szaber nie trzeba będzie chodzić przez jakiś czas, dostała kasę więc godnie chatę odbuduje, następnie, już niedługo, zapasy się wyczerpią i.... znowu powódź by się przydała bo chęci do pracy Sz. P. Kwiryny brak, nie wspominając o mężu vel. 'Bania' Andrzejku czy synu recydywiście Roberciku.... Oj kiedy następna powódź oj kiedy...
Rozwiń
zoja
zoja (5 września 2010 o 06:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='mati' date='04 wrzesień 2010 - 21:11 ' timestamp='1283627499' post='341645']
pan Czesław Lasota akurat ma mieszkanie w puławach z tego co wiem !
[/quote]
hmm...i nie tylko on...a taki biedny.....robotnicy sie smieja ze po kilka pralek maja ....a u innych konserwy do polowy okien stoją....teraz zbieraja pieniadze na konto soleckie ........ciekawe czy tylko dla siebie...tam czlowiek czlowiekowi wilkiem...
Rozwiń
zoja
zoja (5 września 2010 o 06:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='mati' date='04 wrzesień 2010 - 21:11 ' timestamp='1283627499' post='341645']
pan Czesław Lasota akurat ma mieszkanie w puławach z tego co wiem !
[/quote]
Rozwiń
mati
mati (4 września 2010 o 21:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
pan Czesław Lasota akurat ma mieszkanie w puławach z tego co wiem !
Rozwiń
nick name
nick name (31 lipca 2010 o 20:28) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A co się tak użalają niektórzy.....JA rozumiem... zalało..., ale dlaczego Ci z tych okolic uważają się teraz za "święte krowy"...trzeba tylko tak traktować żeby nie urazić. Wiem wiem, stracili ale tyle darów.... nie byle jakich pralki, lodówki, super sprzęty...nowiutkieee.... ale i tak mało.... Najbardziej obłapili się Ci, których wogóle nie zalało a mieli "znajomości" tu i tam......
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (15)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!