wtorek, 21 listopada 2017 r.

Magazyn

Wirus Zachodniego Nilu jest już w Polsce?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 9 września 2010, 17:36

Jeśli nie teraz, to za kilka miesięcy. To już pewne, że wirus Zachodniego Nilu dotrze do Polski.

W XIX wieku Ludwik Pasteur przepowiadał, że "potęga nauki zmiecie choroby zakaźne z powierzchni ziemi”. Słowa ojca mikrobiologii nie sprawdziły się. Pomyliła się też Światowa Organizacja Zdrowia, która jeszcze w latach 70. XX wieku przewidywała, że na wszystkie zakażenia będą gotowe leki i szczepionki. Tymczasem jest gorzej niż było.

Udało się wyeliminować jedynie ospę, a na jej miejsce pojawiło się kilkadziesiąt nowych chorób (m.in. AIDS). W dodatku na początku XXI wieku ludzi zaczęły nękać patogeny, dotąd niebezpieczne jedynie dla zwierząt. Naukowcy oceniają, że nawet 75 proc. nowych chorób to choroby odzwierzęce. Te najgroźniejsze dotarły do nas z tropików.

Z Ugandy do USA

Wirus Zachodniego Nilu (West Nile Fever) po raz pierwszy opisano w 1937 roku w północno-zachodniej Ugandzie. Nic wtedy nie wskazywało na to, że za kilkadziesiąt lat ten groźny egzotyczny zarazek zacznie nękać mieszkańców Starego i Nowego Kontynentu. Wystarczyło, że znalazł "pomocników”. Na duże odległości przenosił się w organizmach wędrownych ptaków. Potem "przesiadał” się na komary, a stąd na ludzi.

We znaki dał się już w latach 50-tych, gdy na zapalenie mózgu i opon mózgowych zaczęli zapadać mieszkańcy Izraela, Egiptu, Konga, RPA i Pakistanu. Niedługo potem wirus dotarł do Azji, do Europy, a końcu też Ameryki Północnej. Najczęściej podróżuje wraz z ptactwem wędrownym, ale nie zawsze. Do USA przyleciał w 1999 roku razem z chorą papugą.

– Najpierw zakaził zwierzęta w ogrodzie zoologicznym, potem mieszkańców Nowego Yorku. Po kilku latach był już obecny we wszystkich amerykańskich stanach – mówi prof. Elżbieta Samorek- Salamonowicz, kierownik Zakładu Chorób Wirusowych Drobiu Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach.

Na egzotyczną chorobę zaczęły zapadać też amerykańskie konie.

Ameryka się boi

Przez pierwsze trzy lata zachorowało niespełna 150 Amerykanów. Ale już w 2002 roku problem dotyczył 4156 ludzi, a rok później prawie 10 tysięcy. W amerykańskich laboratoriach od kilku lat trwają intensywne prace nad wynalezieniem odpowiedniej szczepionki. Jak dotąd - bez większych sukcesów. Za to coraz częściej o wirusie Zachodniego Nilu mówi się w kontekście bioterroryzmu.

– W USA Gorączka Zachodniego Nilu to ogromny problem – mówi prof. Salamonowicz. – Wynika to z kilku powodów. Duże aglomeracje miejskie sąsiadują z cmentarzyskami starych samochodów. A nie ma lepszej wylęgarni komarów niż woda gromadząca się po deszczu w starych oponach. Poza tym Amerykanie nie mają przeciwciał na wirusowe zapalenia mózgu. W Europie od wielu lat występuje wirus powodujący odkleszczowe zapalenie mózgu. Obydwa wirusy są ze sobą spokrewnione i należą do tej samej grupy Arbowirusów. Dlatego Europejczycy wydają się być bardziej odporni.

Mimo to też chorują. I czasem umierają.

Polska dmucha na zimne

Już kilka lat temu, gdy cały świat walczył z ptasią grypą, dyrektor Państwowego Instytutu Weterynarii – Państwowego Instytutu Badawczego (PIWet_PIB) w Puławach przewidywał, że Europę może zaatakować wirus Gorączki Zachodniego Nilu.

– Oby tak się nie stało, ale wirus jest już w Rumunii i Grecji. To, że może dotrzeć do Polski, jest coraz bardziej prawdopodobne – mówi Tadeusz Wijaszka, dyrektor PIWet- PIB.

Tylko sierpniu zapadło na nią 163 Greków, a 13 zmarło - poinformowało kilka dni temu Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób w Atenach. W zeszłym tygodniu odnotowano też zgony dwóch chorych obywateli Rumunii. W tym roku przypadki śmiertelne zanotowano też w Rosji, a pojedyncze zachorowania w Niemczech, na Słowacji i Ukrainie. W ostatnią środę agencja AP poinformowała o trzech zgonach na terenie Turcji.

Główny Inspektorat Sanitarny już w 2003 r. powołał 12-osobowy Zespół Ekspertów, w skład którego weszli wirusolodzy, epidemiolodzy, lekarze medycyny - klinicyści oraz prof. Wijaszka i prof. Elżbieta Samorek –Salamonowicz z PIWet-PIB w Puławach. Dwa tygodnie temu na swojej stronie internetowej GIS zamieścił rady dla osób podróżujących do Grecji. Radzi unikać przebywania na zewnątrz rano i wieczorami, nosić ubrania z długimi rękawami i nogawkami i stosować wszelkiego rodzaje komarzych odstraszaczy (od świec, po moskitiery i repelenty).

Już raz tu był

– Nie jesteśmy wyspą szczęśliwości. Pojawienie się wirusa na Ukrainie, Słowacji, Białorusi i w Czechach stwarza realne niebezpieczeństwo – prorokuje prof. Samorek Salamonowicz, kierownik Zakładu Chorób Wirusowych Drobiu puławskiego instytutu.– Zagrożenie wzrasta w okresach ciepłej pogody następującej po obfitych deszczach i powodziach. W krajach europejskich do zachorowań dochodziło pod koniec lata i wczesną jesienią – dodaje.

Wirus Zachodniego Nilu był w Polsce co najmniej raz. W 2005 roku do kliniki w Białymstoku zgłosiła się 55-letnia kobieta z nawracającą od dwóch tygodni gorączką i silnymi bólami głowy. Stwierdzono u niej obecność przeciwciał, świadczących o kontakcie z egzotycznym wirusem mimo, że nigdy nie wyjeżdżała poza granice naszego kraju. Obok takiej informacji lekarze nie mogli przejść obojętnie.

Latem tego samego roku na obecność takich przeciwciał przebadano 75 chorych, którzy zgłosili się do białostockiej kliniki. Przeciwciała WNF miała tylko jedna pacjentka, która zaraziła się wirusem Zachodniego Nilu podczas pobytu w Stanach. W tym samym czasie zbadano też 93 pracowników leśnych z województw podlaskiego i świętokrzyskiego. Przeciwciała miał co trzeci.

– Nie wiadomo, kiedy i jak się zakazili, bo większość zakażeń u młodych ludzi przebiega w sposób łagodny. Objawy łatwo pomylić z grypą – mówi prof. Samorek Salamonowicz.

Przeciwciała wykryto też u bocianów i wróbli.

Scenariusz na epidemię

O tym, że wirus znów jest w Polsce jako pierwsi będą wiedzieli naukowcy z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. To tu trafiają padłe ptaki z 16 polskich województw. W zeszłym roku na obecność groźnego patogena i przeciwciał przebadano 1662 wróbli, jastrzębi, kuropatw, kawek, srok, kaczek, wron, słowików... Pod lupą jest 150 gatunków.

– Ptaki dostajemy z ogrodów zoologicznych, od leśników, ornitologów, myśliwych. Jak dotąd na wirusa nie trafiliśmy – mówi prof. Samorek Salamonowicz.

Gdy test da wynik pozytywny, badacze natychmiast powiadomią Głównego Lekarza Weterynarii. Ten zaapeluje do społeczeństwa, by zwracać baczną uwagę na padłe i dziwnie zachowujące się ptaki (te wodne, gdy są chore, pływają zataczając koła). Wyrok zapadnie też na komary. W całym kraju służby zabiorą się za intensywne odkomarzanie i osuszanie miejsc gdzie się mnożą.

Wszystko jednak wskazuje na to, że w tym roku choroba do nas już nie dotrze. Im bliżej zimy, tym ryzyko jest mniejsze. Cykl rozwojowy komara trwa co najmniej 12 dni. W tym czasie temperatura nie może spaść poniżej 22 stopni Celsjusza.

– Zimę komary spędzają w stanie hibernacji. Niektóre z nich przetrwają zimę i po obudzeniu się na wiosnę złożą jaja. Jeśli mają wirusa to przekażą go potomstwu, które podczas "posiłku” może zakazić zdrowe ptaki i ludzi – wyjaśnia prof. Samorek Salamonowicz.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
man
man
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

man
man (11 września 2010 o 15:10) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nie udało im się ze świńską grypą to teraz próbują nas nabrać na wirus zachodniego nilu. Tylko patrzeć jak znowu będą chcieli nas szczepić. http://newworldorder.com.pl/artykul.php?id=1492
Rozwiń
man
man (11 września 2010 o 15:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nie udało im się ze świńską grypą to teraz próbują nas wziąć na wirus zachodniego nilu. Tylko patrzeć jak znowu będą próbowali nas znowu szczepić. http://newworldorder.com.pl/artykul.php?id=1492
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!