środa, 13 grudnia 2017 r.

Magazyn

Tu nie ma udawania i popisywania się, jak w amerykańskich filmach. To prawdziwe polskie wojsko - zapewnia ppłk Mariusz Gałęzowski,

dowódca 200 żołnierzy z Lublina, którzy od tygodnia szkolą się na poligonie pod Rzeszowem.

Nowa Dęba: jeden z najmniejszych, ale i jeden z najlepiej wyposażonych poligonów w Polsce. Od tygodnia zajęty przez żołnierzy 3. Brygady Zmechanizowanej Legionów z Lublina. Szkoli się 200 żołnierzy 1. Batalionu Zmechanizowanego i kompania saperów.

Cel, pal!

W czasie 9-miesięczniej zasadniczej służby wojskowej żołnierze jadą na poligon dwa razy; zazwyczaj wiosną i jesienią. - To jedna z niewielu okazji, żeby nudną codzienność w koszarach i okopach zamienić na prawdziwe strzelanie - przyznaje jeden z członków batalionu.
Na strzelnicy poligonu w Nowej Dębie ruch przez cały dzień. - Żołnierze zaczynają ćwiczenia o godz. 8. Strzelają siedem godzin. Potem przerwa na obiad oraz czyszczenie broni. I powrót na strzelnicę, gdzie trenują do godz. 19 - przedstawia plan dnia ppłk Piotr Sadowski, niegdyś dowódca 1. batalionu strzelców podhalańskich, który dowodził żołnierzami m.in. na misji w Kosowie, a teraz nadzoruje szkolenie młokosów z Lublina.

Po tarczy ani śladu

Stanowisko na skraju lasu. W odległości 300 metrów tarcza imitująca czołg. A w promieniu 30 metrów od strzelającego żołnierza pusto. Tyle wynosi promień rażenia radzieckiego ręcznego granatnika przeciwpancernego RPG7 - 6,3 kilograma wagi, 4-6 pocisków o średnicy 70,5 mm wystrzeliwanych z prędkością 300 m/s. Huk wystrzału, w powietrzu smuga po pocisku, a tarcza zmieciona z powierzchni ziemi.
Kilkaset metrów obok nieco spokojniej. To stanowisko do strzelania z karabinu maszynowego PK (pulemiot Kalasznikowa): kaliber 7,32 mm, waga z pełną amunicją dochodząca do 7 kg. Obok każdego strzelającego żołnierza służby zasadniczej jeden zawodowiec. Zawodowi żołnierze osobiście testują broń i warunki na poligonie. A potem oceniają "młodych”.

Prawie jak w Iraku

Oprócz strzelania równie ważne jest dobre maskowanie. - Chodzi o to, żeby maksymalnie zniekształcić sylwetkę i zlać ją z otoczeniem. Trzeba też usunąć wszystko co brzęczy i ukryć to, co daje odblask - tłumaczy plut.
Marcin Szeląg,
żołnierz z 10-letnim stażem. Teraz uczy młodych mundurowych z 3 Brygady. Latem chce jechać na misję do Iraku.
- Dobry strzelec potrafi się zakamuflować w każdych warunkach, i w Polsce, i w Iraku, i w Afganistanie. Przecież od tego zależy, czy przeżyje - podkreśla ppłk Sadowski.

Zabawa z trotylem

Większość kadry szkolącej żołnierzy służby zasadniczej w 3. Brygadzie uczestniczyła w misji pokojowej w Iraku. Większość zamierza tam jechać także w tym roku.
- Saper myli się w życiu trzy razy: jak wybiera zawód, jak wybiera żonę, i jak wybiera zły przewód przy rozbrajaniu ładunku - żartuje kpt. Grzegorz Sokołowski, dowódca kompanii saperów, która trenuje kilka kilometrów obok strzelnicy.
Po jednej stronie młodzi żołnierze uczą się montować zapalnik i łączyć go z 400-gramowym ładunkiem trotylu. Potem marszem do miejsca, gdzie układają ładunek. Podpalić lont. I biegiem z powrotem, bo ładunek wybuchnie za 60 sekund. W takim czasie pali się 60 centymetrów lontu prochowego. To i tak wolno. Gorzej z lontem detonującym, który pali się z prędkością 6,7 kilometra na sekundę. Tam na ucieczkę nie ma już szans...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!