sobota, 10 grudnia 2016 r.

Magazyn

Wojownicy

Dodano: 3 stycznia 2002, 18:00

Po raz pierwszy od paru dziesiątków lat polscy żołnierze idą na wojnę. Wprawdzie połowa Polaków popiera wysłanie wojska do Afganistanu, ale tyleż samo obawia się związanej z tym zemsty terrorystów. Najchętniej wierzylibyśmy, że trwały światowy pokój możliwy jest bez udziału armii, bez walki, a jedynie dzięki wezwaniom duchownych i paktom polityków...

Dwa lata po wstąpieniu Polski do NATO, nie bardzo chcemy zrozumieć, że atak na jednego z członków jest atakiem na wszystkich. Łatwiej dyskutować o niewinnych ofiarach, niż o tym, że nie jest to wojna z narodem afgańskim, ale z terrorystami, którzy nie potrzebują żadnego konkretnego powodu, aby dla rozgłosu i osiągnięcia swoich celów mordować niewinnych ludzi. I tak jak terror nie jest wynalazkiem naszych czasów, tak i sposób obrony przed nim nie jest niczym nowym. Nowością jest jedynie skala możliwości technicznych po jednej i po drugiej stronie.
Przez setki lat na całym świecie, oprócz regularnych armii, istniały tajemnicze,

elitarne oddziały wojowników.

I tylko od punktu widzenia zależało, czy nazywano ich bojownikami o słuszną sprawę, czy bezwzględnymi terrorystami. Osławieni niewidzialni zabójcy - ninja byli przez kilka wieków postrachem Japonii, ale przecież ci, którzy korzystali z ich usług, przekonani byli o słuszności swojej sprawy. Ci, którzy zniszczyli legendarny klasztor Shaolin, z całą pewnością nie wierzyli, że jego mnisi, mistrzowie kung-fu, kierują się niosącą ukojenie filozofią zen.
Ludzie Zachodu prawdopodobnie w ogóle nie potrafią zrozumieć głęboko zakorzenionej w tradycji Wschodu zależności między sztukami walki a religią, które traktują jako sprzeczności. Zapominają również, że w Brazylii brutalnie traktowani niewolnicy wymyślili kapoierę - dzięki której niewolnicze powstania zbierały krwawe żniwo. Niewolnicy walczyli o godne życie, a przez parę setek lat kapoiera oficjalnie w ogóle nie istniała. Jej istnienie uznano dopiero w latach sześćdziesiątych. Tradycyjne sztuki walki otacza

nimb tajemniczości.

Jednakże pomimo wielu różnic pomiędzy nimi, dla wszystkich szkół charakterystyczne jest niemal obsesyjne dążenie do zachowania anonimowości. Każdy adept zobowiązany był do zachowania tajemnicy. O tym, jak skutecznie strzeżone były te tajemnice, świadczy fakt, że większość dalekowschodnich sztuk walki Zachód poznał dopiero w ostatnim pięćdziesięcioleciu.
Do masowej świadomości trafiły poprzez filmy akcji które, jak łatwo się domyślić, dla podniesienia atrakcyjności zachowały ów nimb tajemniczości i niezwykłą sprawność fizyczną wojowników, spotęgowaną możliwościami technicznymi współczesnego kina. Nowe umiejętności przyswoiły sobie również armie zachodniego świata. Jednym z przykładów jest amerykański weteran wojenny, Michael Enchanis, który po wojnie wietnamskiej opracował nową metodę treningu służb specjalnych. W forcie Bragg w Północnej Karolinie wybrani żołnierze poznawali metody walki wręcz bazujące na koreańskim hwarangdo. Dołączono do tego szkolenie z akupresury dla celów samoleczenia, hipnozę, zasady przeżycia w dziczy i nowoczesne techniki kontrolowania umysłu.
W Polsce jedną z najbardziej tajemniczych jednostek wojskowych jest GROM, którego 80 komandosów wejdzie w skład 300-osobowego kontyngentu wysyłanego do Afganistanu. Pytanie o to, co oni sami sądzą o tej koncepcji, jest po prostu pytaniem źle postawionym. Tak samo, jak nie pyta się żołnierzy, czy wojna jest sprawiedliwa. Każdy z komandosów GROM-u na początku służby podpisuje dokument, że na rozkaz uda się na każdą akcję, do której zostanie wyznaczony. Można co najwyżej zastanawiać się, dlaczego przygotowania do wyjazdu polskiego kontyngentu trwają tak długo, skoro komandosi mogą być gotowi do każdego wyjazdu w półtorej godziny.

Jak zostaje się komandosem

Kandydaci, wywodzący się ze służb mundurowych, przechodzą test sprawnościowy i psychologiczny, eliminujący wszystkich cierpiących na jakiegokolwiek rodzaju fobię. Muszą natomiast posiadać umiejętność działania zespołowego oraz samodzielnego podejmowania szybkich i trafnych decyzji. Prawdziwa selekcja następuje jednak dopiero podczas bardzo wyczerpującego sprawdzianu kondycji fizycznej i psychicznej w górach. Najbardziej sprzyjającą do tego porą jest późna, deszczowa i chłodna jesień.
Kandydaci muszą pokonać po kilkadziesiąt kilometrów dziennie. Śpią tam, gdzie dojdą, pod gołym niebem, w tym, co mają na sobie. Nie wolno im palić ognisk. Dodatkowo mają różne zadania do wykonania. Większość odpada po 2-3 dniach, a są to doskonale wyszkoleni zawodowi żołnierze lub policjanci. Do końca ponadtygodniowej próby zostaje kilku.
Dalsze szkolenie obejmuje wszystkie te elementy, które niezwykle malowniczo wyglądają w filmach akcji: sprawne opanowanie niedostępnych obiektów, wskakiwanie do helikopterów przelatujących nad wieżowcami, bezszelestne poruszanie się na wrogim terenie, eliminacja przeciwników wszelkimi dostępnymi środkami.
Specjalnością komandosów jest stosowanie odpowiednich środków do osiągnięcia konkretnych celów. Co oznacza, że jeśli w całym miasteczku jest tylko jeden terrorysta, ukrywający się wśród setek niewinnych cywilów - to nie trzeba unicestwiać całej miejscowości. Wystarczy im umiejętności, aby rozprawić się jedynie z tym jednym złoczyńcą.

Specjalność Grom-u

to stosowanie procedur zgodnych z procedurami NATO. Jako jedyna polska jednostka wojskowa mają szkolenie i sposób wydawania rozkazów dostosowany do wojsk natowskich. W razie potrzeby mogą przekazywać je żołnierzom sojuszniczych wojsk ujednoliconym systemem gestów. I co najważniejsze - w przeciwieństwie do innych polskich jednostek - Grom nie jest tak zhierachizowany. W razie potrzeby każdy z jego żołnierzy może przejąć dowodzenie i każdy musi umieć podejmować samodzielne decyzje. I mieć świadomość ich konsekwencji.
Ale jak mówi Leszek Drewniak, nie można pytać żołnierza, czy wojna jest sprawiedliwa. Żołnierz musi być skuteczny.

Leszek Drewniak

jest absolwentem warszawskiej AWF. Trenuje karate shotokan, w którym zdobył mistrzowski stopień piąty dan. Jako pierwszy w Polsce zdobył uprawnienia trenera tej wschodniej sztuki walki, do 1992 roku, przez osiem lat trenował kadrę narodową. W tym czasie podjął również służbę w Biurze Ochrony Rządu, skąd przeszedł do pracy w Gwardyjskim Pionie Sportu.
Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych tworzona była jednostka wojsk specjalnych GROM, został jednym z jej pierwszych żołnierzy. Na początku był dowódcą grupy szturmowej, następnie specjalistą wyszkolenia i do 1999 roku zastępcą dowódcy formacji GROM, w stopniu podpułkownika.
Przez te wszystkie lata nie zabrakło mu nigdy czasu, aby co kilka miesięcy przyjechać na weekend do Lublina i prowadzić zajęcia z młodymi adeptami karate shotokan. Najmłodsi zawsze byli zachwyceni spotkaniami z sensejem Drewniakiem (jak mówią o swoim mistrzu) i najwyraźniej nigdy im nawet do głowy nie przyszło, w jak niezwykłych i niebezpiecznych misjach wojskowych bierze on udział.
Na niektóre pytania dotyczące służby odpowiadać nie chce, jakby dziwiąc się, że w ogóle ktoś chce poznawać ściśle strzeżone tajemnice. Obecnie jest przewodniczącym Fundacji Byłych Żołnierzy Jednostek Specjalnych GROM, która zajmuje się m.in. pomocą w adaptacji do spokojnego życia żołnierzom, którzy zakończyli już służbę oraz rodzinom tragicznie zmarłych kolegów.
Ilu zginęło w akcjach czy w trakcie ćwiczeń – to jedno z tych pytań, na które odpowiedzią jest lekkie uniesienie brwi w zdziwieniu...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO