niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Wolontariusz: oddam czas w dobre ręce

Dodano: 22 maja 2010, 00:33

Jest sobota, ostatkowy wieczór. Lubelskim deptakiem podążają tłumy młodych ludzi, by w popularnych klubach pożegnać karnawał. Kilka osób zamiast na imprezę, skręca jednak w bramę obok kościoła Świętego Ducha. To wolontariusze. Znów wyruszą na lubelski dworzec, by jak co dzień nieść pomoc bezdomnym.

Standardowy patrol. Ktoś nastawia wodę na herbatę, ktoś inny zaczyna robić kanapki. Pół godziny później odjazd. Sobotni patrol bywa specyficzny, bo dodatkowo na dworzec przybywają kapucyni. Stąd swego rodzaju rywalizacja między nimi a wolontariuszami o to, kto przyjedzie pierwszy. Podopieczni czekają już sporo wcześniej. Na początku gorąca herbata na rozgrzewkę, później każdy otrzymuje po kanapce. I co najważniejsze, rozmowa. Sobotni patrol pod tym względem przoduje, czasem wolontariusze zostają na dworcu niemal półtorej godziny.

Wolontariusz też człowiek

Środa wieczór, to samo miejsce. Kończy się cotygodniowe organizacyjne spotkanie wolontariuszy. Część z nich udaje się na cotygodniowe "after party” w którymś z klubów na Starym Mieście. Piwo, żarty, plany wspólnych imprez, opowieści o tych minionych, po których zdarzyło się czasem nie być w lepszym stanie niż podopieczni z dworca. Zwykłe spotkanie towarzyskie. Dwa obrazy, na pierwszy rzut oka ze sobą sprzeczne. Kim naprawdę są ludzie oddający swój czas w "dobre ręce”?

– Często wolontariusze uważani są jakby za ludzi z innego świata. To nieprawda, to normalni ludzie, lubiący się zabawić, mający swoje wady, słabości, zupełnie tak jak ci, którym pomagają – mówi *Edyta, studentka UMCS. W "Gorącym Patrolu” jest od roku, wcześniejszej działała w programie pomagającym więźniom. Edyta nie lubi sakralizacji swoich działań. – Działalność w patrolu nie jest dla mnie misją religijną, mającą nawracać świat.

Warto zrobić coś dla innych

Wtóruje jej Romek, student medycyny. Na patrole zaczął jeździć dzięki koledze, który poprosił go o pomoc, gdy kiedyś zabrakło patrolowego kierowcy. – Wcześniej nie myślałem o takiej działalności, nie byłem typem społecznika. Przyszedłem i – jeśli można tak powiedzieć – spodobało mi się. Pomyślałem, że skoro sam w życiu nie mam źle, to może warto zrobić coś dla innych. To, oczywiście, niewiele, niezwykle ciężko tym ludziom pomóc. Przede wszystkim nie wyciągniemy ich sami z nałogu alkoholizmu – przyznaje.

Dlaczego wśród tylu ofert działalności na rzecz innych, np. programów niosących pomoc chorym, dzieciom czy uchodźcom, wybrali właśnie "Gorący Patrol”? Większość odpowiada, że mimo wszystko to najbardziej namacalna, konkretna forma pomocy.

Chwile kryzysów

Choć Centrum Wolontariatu działa przy duszpasterstwie młodzieży, a duchową opiekę roztacza nad nim ksiądz Mieczysław Puzewicz, to wolontariat nie jest organizacją stricte religijną. Należą do niego również osoby niewierzące. Wielu wolontariuszy nie kieruje się w swojej działalności motywacją religijną. Chcą pomóc, tak po prostu. Tyle i aż tyle. Zasadą wolontariatu jest działanie nieodpłatne. Czy jednak osoby działające na rzecz innych nic nie otrzymują w zamian?

– W tamtym roku koordynatorzy na zakończenie sezonu postawili pizzę, to mnie zmotywowało – śmieje się Rafał, student historii.

– Tak poważnie, to ciężko jest tu doświadczyć jakiejś większej satysfakcji. Wolontariusz nie jest tak naprawdę w stanie wyciągnąć kogoś z bezdomności.
Bezdomni przeżyją również bez tej kanapki i kubka herbaty. Stąd przychodzą chwile kryzysów. Przeżywałem to również ja – wspomina Rafał. Wolontariusze podkreślają, że największą satysfakcję sprawia im to, że są po prostu potrzebni ludziom, do których idą.

– Bezdomni dostają od nas przede wszystkim namiastkę normalności. Nie mają oni wielu szans rozmowy z ludźmi spoza ich środowiska – stwierdza Romek.
Więź z podopiecznym

– Dla mnie najważniejsze było, gdy mogłem osobiście pomóc bezdomnemu. Załatwienie leczenia czy pomoc w wyrobieniu dokumentów to momenty, kiedy bardzo konkretnie można przyjść z pomocą danej osobie. Rodzi się wtedy swego rodzaju więź między wolontariuszem a podopiecznym – dodaje Rafał. Poza satysfakcją z niesienia pomocy innym, udział w programach wolontarystycznych niesie ze sobą też inne korzyści. Przede wszystkim chodzi tu o nawiązanie nowych znajomości, przyjaźni, które wykraczają daleko poza działalność dobroczynną. Kontakt z bezdomnymi obfituje też w szereg humorystycznych sytuacji.

– Jednego razu pewien pan z wąsem roztaczał przed nami wizję międzynarodowej wycieczki rowerowej połączonej ze zbieraniem puszek (dlatego właśnie zawsze prosi o plecak) – opowiada Arek. Jest studentem, jak większość zaangażowanych w działalność patrolu osób. Inny bezdomny przysnął raz w wagonie kolejowym na bocznicy, po czym obudził się… w Przemyślu. Bezdomni czasem też obdarowują przychodzących im z pomocą jakimiś podarkami.

Łatwo nie jest
– Prezentem, którego nigdy nie zapomnę, była kostka do odświeżania WC – śmieje się Arek.
Czy jest jednak łatwo? Wolontariusze zdecydowanie zaprzeczają. Często trzeba pełnić rolę mediatora w sytuacjach konfliktowych między podopiecznymi, czasem naprawdę groźnych. Choć bezdomni życzliwie przyjmują wolontariuszy, trzeba się liczyć z tym, że długotrwała bezdomność i przede wszystkim alkohol robią swoje.
– Najgorszym doświadczeniem dla mnie są przypadki agresji i przemocy między bezdomnymi. Trzeba wtedy naprawdę zachować zimną krew – mówi Arek.
Po co to wszystko?
By przekonać się o tym, że takie działania mają sens, najlepiej posłuchać tych, których dotyczą. Z wolontariuszami, szczególnie tymi bardziej zaangażowanymi, bezdomni nawiązują dość bliski kontakt. Traktują ich wręcz jak przyjaciół. Choć często z ofiarowanej im pomocy nie umieją skorzystać, to są wdzięczni wolontariuszom, którzy nierzadko jako jedyni wyciągają do nich pomocną dłoń.
– Miło porozmawiać po prostu z kimś normalnym – wyznaje Stefan, jeden z bywalców lubelskiego dworca. Członkowie patrolu potwierdzają, że bezdomni stanowią pewną zamkniętą grupę, która wcale nie ułatwia odbicia się od dna. Stąd tak ważne, gdy ktoś z zewnątrz, z tego "normalnego” świata interesuje się nimi, przychodzi, wyciąga rękę. Bywają chwile lepsze i gorsze, momenty wesołe i straszne, jednakże ta wdzięczność, czasem nawet niewyrażona wprost, zostaje.
– Dzięki wolontariuszom mam chociaż tę kanapkę i kubek herbaty, jestem naprawdę bardzo wdzięczny – mówi pan Marian, bezdomny. Jego towarzysz, Stefan, dodaje z wyraźnym wzruszeniem: A przecież na to wcale nie zasługujemy…
Kim więc jest wolontariusz? Zwyczajnym człowiekiem, niewyróżniającym się spośród tłumu.
Większość z nas zawsze chętnie zrobiłaby coś dobrego dla innych, tylko ciągle jakoś czasu brakuje. Wolontariusze też mają dużo zajęć, większość studiuje, czasem po dwa kierunki, prowadzą normalne życie towarzyskie, część z nich pracuje. Wyróżniają się tylko jednym. Oni, pomimo wszystkich swoich zajęć, dla innych MAJĄ czas…

*imiona bohaterów na ich prośbę zostały zmienione

Łatwo nie jest

– Prezentem, którego nigdy nie zapomnę, była kostka do odświeżania WC – śmieje się Arek.

Czy jest jednak łatwo? Wolontariusze zdecydowanie zaprzeczają. Często trzeba pełnić rolę mediatora w sytuacjach konfliktowych między podopiecznymi, czasem naprawdę groźnych. Choć bezdomni życzliwie przyjmują wolontariuszy, trzeba się liczyć z tym, że długotrwała bezdomność i przede wszystkim alkohol robią swoje.

– Najgorszym doświadczeniem dla mnie są przypadki agresji i przemocy między
bezdomnymi. Trzeba wtedy naprawdę zachować zimną krew – mówi Arek.

Po co to wszystko?

By przekonać się o tym, że takie działania mają sens, najlepiej posłuchać tych, których dotyczą. Z wolontariuszami, szczególnie tymi bardziej zaangażowanymi, bezdomni nawiązują dość bliski kontakt. Traktują ich wręcz jak przyjaciół. Choć często z ofiarowanej im pomocy nie umieją skorzystać, to są wdzięczni wolontariuszom, którzy nierzadko jako jedyni wyciągają do nich pomocną dłoń.

– Miło porozmawiać po prostu z kimś normalnym – wyznaje Stefan, jeden z bywalców
lubelskiego dworca. Członkowie patrolu potwierdzają, że bezdomni stanowią pewną zamkniętą grupę, która wcale nie ułatwia odbicia się od dna. Stąd tak ważne, gdy ktoś z zewnątrz, z tego "normalnego” świata interesuje się nimi, przychodzi, wyciąga rękę. Bywają chwile lepsze i gorsze, momenty wesołe i straszne, jednakże ta wdzięczność, czasem nawet niewyrażona wprost, zostaje.

– Dzięki wolontariuszom mam chociaż tę kanapkę i kubek herbaty, jestem naprawdę bardzo wdzięczny – mówi pan Marian, bezdomny. Jego towarzysz, Stefan, dodaje z wyraźnym wzruszeniem: A przecież na to wcale nie zasługujemy…

Kim więc jest wolontariusz? Zwyczajnym człowiekiem, niewyróżniającym się spośród tłumu.

Większość z nas zawsze chętnie zrobiłaby coś dobrego dla innych, tylko ciągle jakoś czasu brakuje. Wolontariusze też mają dużo zajęć, większość studiuje, czasem po dwa kierunki, prowadzą normalne życie towarzyskie, część z nich pracuje. Wyróżniają się tylko jednym. Oni, pomimo wszystkich swoich zajęć, dla innych MAJĄ czas…

*imiona bohaterów na ich prośbę zostały zmienione
Czytaj więcej o:
prew
kendziro
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

prew
prew (24 maja 2010 o 00:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ciekawe, że pod takimi tekstami zawsze jakoś dziwnie milkną programowo antyklerykalni komentatorzy.
Rozwiń
kendziro
kendziro (23 maja 2010 o 11:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
mały błąd się wdarł i dwa razy skopiowana ta sama treść
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!