czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Wpadli na szatański pomysł. Odrąbali głowę, by upozorować śmierć

Dodano: 9 lipca 2010, 17:21

Wyrok miała wykonać słynąca z okrucieństwa mafia ukraińska, której się naraził. Zabili, zwłoki włożyli do bagażnika samochodu i podpalili. Wcześniej, jak przystało na prawdziwych killerów, odrąbali głowę swojej ofierze.

Policja przyjęła informację o spalonym samochodzie 24 czerwca. 59-letni Jan J., ojciec Sławomira, miał tego dnia imieniny. Nie miał najmniejszych wątpliwości, że to zwęglone zwłoki jego 24-letniego syna. Świadczyć o tym miały m.in. złoty łańcuszek i obrączka znalezione przy ciele denata.

To były trudne chwile dla Jana J. O tragedii musiał przecież powiadomić rodzinę, znajomych i sąsiadów, trzeba było wyznaczyć datę pogrzebu i – zgodnie z tradycją – przygotować się do stypy. Jan J. opłakiwał syna, śledczy robili swoje.

Chcą głowy syna

Rodzina J. mieszka w gminie Tarnogród, w podkarpackich Witkach (pow. lubaczowski) Jan J. kupił niedawno gospodarstwo. I to tam, pod domem, znaleziono jego spalony samochód ze spalonymi zwłokami jego syna w bagażniku.

Sławomir J. nie był święty. Miał na sumieniu kradzieże i włamania, za co wylądował w więzieniu. W październiku ub. roku uzyskał przerwę w odbywaniu wyroku; miał opiekować się żoną i dzieckiem.

W marcu powinien wrócić za kratki, ale nie wrócił. Zaczął się ukrywać. Próby doprowadzenia go do zakładu karnego kończyły się niepowodzeniem. Ojciec zaczął rozpowiadać w okolicy, że Sławek podpadł ukraińskiej mafii, która domaga się jego głowy.

Plan prawie doskonały

A mówić kazał mu tak syn, który wpadł na szatański pomysł. Podzielił się nim zresztą nie tylko z ojcem, ale i 18-letnim siostrzeńcem, który mieszkał pod Łukową.

– Po co wracać za kratki, skoro można upozorować swoją śmierć i jeszcze na tym zarobić? – przekonywał ich 24-latek.

Kilka miesięcy temu Sławomir J. ubezpieczył swoje życie na 200 tys. złotych. Do odbioru pieniędzy po śmierci upoważnił ojca. Gdy będzie już po wszystkim, kasę podzielą sprawiedliwie. Jan J. zostanie w Witkach, a jakby kto pytał, to wygrał 100 tys. złotych w totka. Sławomir J. ze swoją dolą miał wyjechać za granicę i od nowa zacząć życie.

Ale żeby plan wypalił, trzeba było trupa. Sławomir J. szukał podobnego do siebie z wyglądu człowieka. Był zdecydowany go zabić, ale mimo podjętych prób nie natrafił na odpowiedniego "sobowtóra”.

Wykradli ciało z grobu

Dlatego w nocy z 23 na 24 czerwca razem z ojcem i siostrzeńcem wybrali się na cmentarz w Łukowej. Wiedzieli, że kilka dni wcześniej pochowano tam samobójcę, który był podobnej do 24-latka postury: raczej niski niż wysoki, nie za gruby. Taki w sam raz.

Wydobyli z grobowca trumnę, otworzyli i wyrzucili z niej zwłoki. Jeden z nich siekierą odciął głowę zmarłemu. Po co? Bo Sławomir J. nie był w ciemię bity, a poza tym poznał trochę przestępczego abecadła pod celą w przemyskim więzieniu: na podstawie analizy uzębienia policja może się zorientować, że coś jest nie tak.

Lepiej odciąć głowę i trzymać się powtarzanej jak mantra wersji o zatargu z ukraińską mafią.

Zwłoki umieścili w renaultcie laguna. Podjechali pod Witków. Sławomir J. podpalił samochód i zaszył się w jednej ze swoich kryjówek. Czekał na swój pogrzeb.
I pieniądze.

Denat był starszy

Gdy Jan J. w swoje imieniny zaczął opłakiwać syna, śledczy potraktowali hipotezę o jego zabójstwie jako mało prawdopodobną. Bardziej skłaniali się ku wersji, że to może być ciało innej osoby, a bałagan w domu, który miał świadczyć o awanturze, nie odwiódł ich od zamierzonych działań.

– Oględziny samochodu, miejsca pożaru, rozmowy i rozpytania szybko dały odmienny od wstępnego scenariusz wydarzeń – mówi Paweł Międlar, rzecznik prasowy podkarpackiej policji.

No i ten łańcuszek... Nie spadł z szyi, gdy jakiś zakapior odrąbywał Sławkowi głowę?

Zarządzono sekcję zwłok, pobrano wycinki do badań DNA. Biegli szybko ustalili, że w bagażniku spaliło się ciało około 40-letniego mężczyzny, które wcześniej musiało przez jakiś czas spoczywać pod ziemią albo w piwnicy.

Pogrzebu nie będzie

Wszystko poszło nie tak.

Policja zatrzymała na dzień dobry Jana J. i jego 18-letniego wnuka. Sąd Rejonowy w Lubaczowie aresztował tymczasowo 59-latka na dwa miesiące pod zarzutem zbezczeszczenia zwłok. Grozi za to do dwóch lat pozbawienia wolności. Wobec Dawida F. zastosowano dozór policyjny i 4 tys. złotych poręczenia majątkowego.

Sławomir J. przepadł, a policjanci mieli informacje, że może mieć broń. – Zatrzymanie go było sprawą priorytetową dla wyjaśnienia sprawy – podnosi Międlar.

Tydzień temu policjanci patrolowali okolice jego rodzinnej wsi. Zwrócili uwagę na hondę, którą podróżowały cztery osoby. Jednym z pasażerów był poszukiwany. Miał z sobą plecak z odzieżą i butelkę wina. – Nie stawiał oporu, nie miał przy sobie broni – tłumaczył nam rzecznik podkarpackiej policji. – Sprawiał wrażenie zmęczonego całą sytuacją.

Sąd aresztował go tymczasowo na trzy miesiące. Sławomir J. skorzystał z prawa odmowy składania wyjaśnień. Do rozmowy ze śledczymi nie palą się jego ojciec i siostrzeniec.

Jak oni mogli?

W rodzinnej wiosce Sławomira J. to w dalszym ciągu najpopularniejszy temat rozmów pod sklepem i kościołem. – Jak można było zrobić coś takiego? – pyta prosząca o anonimowość starsza kobieta. – Toż to barbarzyństwo!

Dyrektor Caritas Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej podkreśla, że doczesnym szczątkom należy się szacunek. – I to bez względu na to, kim był zmarły: wierzącym czy niewierzącym, prostym czy uczonym, samobójcą czy osobą, która zmarła śmiercią naturalną – mówi ks. Andrzej Puzon. – Nie można bezcześcić zwłok! To świętokradztwo.

Najwięcej dostaje się Janowi J. – Bo on był najstarszy i powinien mieć najwięcej oleju w głowie – mówi jeden z miejscowych. – Po co było mieszać w to wnuka?
Czytaj więcej o:
~Ania~
AKTYWNY KNUR
ErroR
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

~Ania~
~Ania~ (13 lipca 2010 o 15:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Przeczytajcie Państwo co pisze jeden z czytelników do Gazety Biłgorajskiej (http://www.bilgorajska.pl/aktualnosc,963,0,0,0,Wlasne-sledztwo-wstrzasnietego-mieszkanca-Sprawa-Slawomira-J.html)

Okazuje się, że mamy do czynienia nie tylko z kombinatorem i kryminalistą ale także bardzo prawdopodobnym zabójcą. Jeśli znów ujdzie mu płazem, będzie dalej czuł się bezkarny. A policja pokazała, że nie jest w stanie sprawnie działać. W ciągu ostatnich dwóch tygodni, w mediach ogólnopolskich jak i regionalnych czy lokalnych można było przeczytać o makabrycznym planie, który połączył ojca, syna i wnuka. Mieli wykopać zwłoki i upozorować zabójstwo Sławomira tak, aby jego ojciec otrzymał spore odszkodowania. W tym artykule chce przeanalizować także inne ważne fakty, dotyczące głównego bohatera, które mają jakiś związek przyczynowo - skutkowy z całym wydarzeniem.

Recydywa systemowa

Sławomir J. (24.) poszedł do więzienia w lecie 2009 roku i miał odsiedzieć trzy i pół roku za dotychczasowe "osiągnięcia". Wedle naszych nieoficjalnych informacji, wezwanie do więzienia miał już rok wcześniej, ale skutecznie potrafił się wymigać za pomocą zwolnień lekarskich. Jednak w końcu miarka się przebrała i musiał odsiedzieć swoje. Co ciekawe, rozmawiając z jego nowymi sąsiadami w miejscowości Witki (woj. podkarpackie) dowiedzieliśmy się, iż potrafił się odgrażać mówiąc, że jak załatwi sobie żółte papiery" to nie będzie się nikogo bał i zniszczy każdego.

W trakcie naszego śledztwa dowiedzieliśmy się, że jest wysoce prawdopodobne, że przed pójściem do więzienia zaczął już czynić kroki w tym kierunku. Na szczęście nie zdążył. Wydawałoby się, że wyrok ponad trzy lata jest na tyle duży, że taka osoba prędzej niż po ok. dwóch latach nie wyjdzie na wolność. Może normalna osoba, ale Sławomir J. do takich nie należy. To "zawodowy" kryminalista, który zamiast wyciągnąć wnioski ze swoich "błędów młodości" coraz to bardziej pogłębiał swoje doświadczenie w tym fachu. Dlatego nie było dla niego specjalnym problemem wyjść na wolność raptem po dwóch miesiącach. Najprawdopodobniej oliwy do ognia dodał fakt, iż żona (Iza J., lat 22) postanowiła odejść z dzieckiem i zostawić kryminalistę, ponieważ najprawdopodobniej uznała, że nie czeka ją z nim szczęśliwa przyszłość i pewnie przestała wierzyć w możliwą zmianę swojego męża.

Plan jak z filmu

Sławomir J. nie zamierzał wracać do więzienia, wpadł na swój plan, w którego realizacji pomogli mu ojciec Jan J. i siostrzeniec Dawid F.. Zamiast stawić się do więzienia w kwietniu ukrywał się i usilnie pracował nad swoim planem. Z wczorajszego wydania polsatowskiej "Interwencji" wiemy, że polisy ubezpieczeniowe zostały zawarte już w miesiącu luty 2010 roku. Na początku mówiono o kwocie dwustu tysięcy złotych, jednak we wczorajszym programie była już mowa o milionie złotych!

W okolicy (gmina Tarnogród) rodzina J. jest znana z krętactwa i oszustwa. Ojciec Jan prowadząc skup owoców często oszukiwał i nie wypłacał całości należnych pieniędzy za owoce. Także pracownicy sezonowi z Ukrainy skarżyli się do ludzi, że nie dostaną więcej jak połowy obiecanych pieniędzy. Nie jest tajemnicą także, że Jan J. jest znany z powiedzenia "Ja nie martwię się jak oddać (pieniądze), tylko jak pożyczyć ", ponieważ powszechnie wiadomo, iż ma wiele kredytów do spłacenia. Dlatego tak chętnie pomógł synowi (zamiast doprowadzić go do porządku).

To pokazuje konsekwencję i determinację w realizacji planu. Wedle zeznań Dawida F. (na podstawie oficjalnej strony policji lubelskiej i podkarpackiej) wiemy, że pierwsza wersja planu zakładała znalezienie kogoś podobnego i zabicie w samochodzie za pomocą siekiery. Z pewnością nie mamy do czynienia z żadnym psychopatą. Bliżej mu do socjopaty, który bez sumienia i żadnego współczucia dla innych jest gotów do wszystkiego. To jest dość ważny moment, ponieważ kryminalista był gotów zabić.

Rozwój rzemiosła?

Istnieją podejrzenia ze strony policji, że Sławomir J. mógł w jakiś sposób przyczynić się do samobójczej śmierci 42. Latka z miejscowości Łukowa. W świetle zeznań widać ogromną determinację do wszystkiego. Dla okolicznych mieszkańców sprawa wydaje się bardziej oczywista: prawie każdy łączy śmierć śp. Mariana Komosy (właściciela stacji paliw w rodzinnej miejscowości Sławomira J. - Różaniec Pierwszy) z tym sprawcą. Podobna metoda działania: spalone zwłoki. Także w szybkim tempie rozpowszechniono wersję o zemście mafii, którą m. in. rodzina kryminalisty rozpowszechniała…

Także wedle naszych nieoficjalnych informacji wiemy, że policja łączy włamanie do wspomnianej stacji paliw (22. lub 23. czerwca br.) ze Sławomirem J. Co ciekawe nie widać wielu śladów włamania, tak jakby sprawca miał klucze? Wedle raportu policji, ze wraku samochodu właściciela stacji nie znaleziono kluczy. Czy klucze mogły się stopić? A może sprawca wziął sobie je na pamiątkę, bo mogą się przydać? Niewątpliwie policja powinna połączyć te dwa wątki i wznowić śledztwo. Wydaje się wysoce prawdopodobne, że po upozorowanym samobójstwie sprawcy nabrali pewności siebie, Ŝe są bezkarni i nie muszą się bać policji, bo ona nic nie znajdzie.

Od dziurawego systemu do poczucia bezkarności

Bezkarność Sławomira J. nie wynika z jego nadprzeciętnej inteligencji czy umiejętnościach prawniczych. To taki "potworek" stworzony przez nieudolny system sprawiedliwości. A on świetnie umiał się w nim poruszać, dzięki czemu przez długi czas nie musiał obawiać się więzienia. Z pewnością nie było by to możliwe, gdyby nie "pomocni" lekarze, dający zaświadczenia. Celem prokuratury powinno być zbadanie, które z wystawionych wcześniej zaświadczeń były zasadne, a które tylko zwykłymi łapówkami, dającymi przestępcy wolność i poczucie bycia ponad prawem.

Następnie należy zbadać, czy ten bezwzględny kryminalista faktycznie nie rozpoczął starań o uznanie za osobę chorą psychicznie i niepoczytalną. To stanowiłoby jedynie o jego braku sumienia i poczucia winy oraz o celowym działaniu, mającym na celu ochronę i brak odpowiedzialności w razie wpadki. Ciekawa jest także faktyczna kwota ubezpieczenia, może się jeszcze ubezpieczył w innych towarzystwach ubezpieczeniowych i kwota wynosi więcej niż tylko milion?

Wreszcie najważniejsza kwestia: możliwość zabójstwa. W świetle przedstawionych przez nas faktów wydaje się wysoce prawdopodobne, iż choć do jednej z tych zbrodni, zakwalifikowanych, jako samobójstwa, mógł się przyczynić Sławomir J. i jego zausznicy. Jeśli chodzi o sprawę wspomnianego właściciela stacji paliw, należy dodać, iż śledztwo zamknięto dość szybko. Co ciekawe w linii prostej na mapie, widać bliskość pomiędzy miejscem "samobójstwa" a gospodarstwem rolnym w miejscowości Witki. Czy jest to tylko zwykły przypadek, a może wyjaśnienie, dlaczego nie znaleziono wielu śladów?

Jeśli chodzi o samobójcę z Łukowej, którego zwłoki zostały sprofanowane, sprawcy nie mają wielu obaw, wszak za profanację zwłok grozi TYLKO do dwóch lat więzienia. Jeśli tylko ta kwestia będzie przedmiotem postępowania sądowego, to ojciec i współsprawca jednocześnie, może wyjść od razu na wolność! Z kolei jego pomysłowy syn dostanie dodatkowego bonusa o dwa lata do obecnych wyroków, a znając jego przebiegłość wyjdzie nie później niż za dwa lata…

Apel

Dlatego w imieniu wszystkich osób poruszonych tą sprawą, zwracam się do przedstawicieli naszego wymiaru sprawiedliwości, aby nie popełnili błędów przeszłości lekceważąc pomysłowość i determinację kryminalisty i tym razem zajęli się tak sprawą jak należy, aby w końcu dopadła go sprawiedliwość.

Marek Marecki
Rozwiń
AKTYWNY KNUR
AKTYWNY KNUR (11 lipca 2010 o 15:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Znając życie za jakieś 6 miesięcy góra rok wyjdzie na wolność a jak się zapisze do przywięziennej podstawówki i będzie się leczył psychiatrycznie w więzieniu to jeszcze dożywotnią rentę socjalną dostanie od państwa
Rozwiń
ErroR
ErroR (11 lipca 2010 o 11:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jak już lubelszczyzna zasłynie czymś w kraju, to kryminałem.... Za mało czytali kryminałów, bo jakby co - nie popełnialiby takich błedów, prawda????
Rozwiń
gość~
gość~ (11 lipca 2010 o 11:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
PRZYWRÓCIĆ KARĘ ŚMIERCI !!!! Takie chwasty niszczyć. Dla nich nie ma żadnych świętości. Takie śmieci są zagrożeniem tak dla żywych , jak i zmarłych. To się wprost w głowie nie mieści. To ,,coś : nie ma nic wspólnego z człowiekiem- to są bestie w ludzkiej skórze. Odciąć im łby i to najlepiej publicznie, żeby inne chwasty zobaczyły , co ich czeka....
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!