wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Wroński: To będzie "Pogrom...”

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 czerwca 2012, 14:55

 (Maciej Kaczanowski)
(Maciej Kaczanowski)

Rozmowa z pisarzem Marcinem Wrońskim, autorem serii o komisarzu Maciejewskim.

• Postawił pan ostatnią kropkę w nowym "Maciejewskim”?

– Postawiłem. Choć jeszcze trochę pracy przy książce zostało. Ale najtrudniejszy etap za mną i mam nadzieję, że uślicznienia wprowadzę szybko.

• Jaki będzie tytuł piątego "Maciejewskiego”?

– "Pogrom w przyszły wtorek”.

• Zdradzi pan czytelnikom, o czym będzie tym razem?

– Zacznę od historii, bo jak zwykle ona jest istotnym tłem całej opowieści. Mamy 1945 rok, Lublin nie jest już stolicą, a na włosku wisi w mieście pogrom Żydów. Taki sam, do jakiego doszło w Krakowie i Kielcach. Przed żydowskimi kamienicami w Lublinie zbierają się tłumy ludzi żądnych zemsty, narasta nienawiść. Nawet pretekst jest taki sam – porwanie dziecka na macę.

• Tym dzieckiem jest…


– Czternastoletnia dziewczynka, mająca być właśnie zapisana do gimnazjum im. Vetterów, która – jak się wkrótce okazuje – uciekła z domu, gdyż podrobiła świadectwo szkolne. Dziecko zostaje odnalezione, porwania nie było, sprawa jest zamknięta. Ale, o czym warto wspomnieć, w naszym mieście nie doszło do eskalacji konfliktu polsko-żydowskiego, gdyż bezpieka zareagowała prawidłowo; odnalazła dziecko i nie dopuściła do pogromu. W innych miastach tego nie było. Tyle prawdziwej historii.

• A jaka w tym rola komisarza Maciejwskiego?

– Ano właśnie. Dlaczego u nas bezpieczniacy zachowali się inaczej niż w Krakowie i Kielcach? Pomyślałem, że do śledztwa musiał się wtrącić Zygmunt Maciejewski. I to był mój pisarski punkt wyjścia.

• Jaki Lublin zobaczymy w tej książce?

– To Lublin, w którym mieszka jeszcze sporo Żydów, ale towarzyszy im poczucie zagrożenia. Jednak to tylko część obrazu, bo przede wszystkim pokazuję miasto spekulancko-bandyckie, zmęczone i wściekłe, w którym wieczorem strach wyjść na ulicę, a na widok zwłaszcza sowieckiego żołnierza rozsądniej przejść na drugą stronę ulicy.

• Jak Maciejewski się w tym odnajduje?

– Nie odnajduje się; to nie jego Lublin. Przez miasto przewalają się tłumy ludzi; szabrowników, bandytów. Ludzie żyją tu w biedzie, smutku, ciasnocie. Atmosfera jest gęsta, duszna, bardzo nieprzyjemna. To będzie jeden z moich najbardziej mrocznych kryminałów, a na pewno najbardziej gangsterski.

• Jest szansa, że jeszcze w tym roku będziemy mogli przeczytać "Pogrom”?

– Na to liczę, "Pogrom” jest zapowiadany na jesień w katalogu Wydawnictwa W.A.B., ale lubię mówić o faktach. Optymistą być zacznę, kiedy z wydawcą zakończymy prace redakcyjne.

• A co pan pisze, kiedy nie pisze "Maciejewskiego”?

– Ostatnio napisałam opowiadanie lubelsko-francuskie w ramach projektu "Citybooks”, dzięki któremu odwiedziłem Chartres wiosną tego roku.

• Domyślałam się, że w tym przypadku również sięgnął pan do historii…

– Rzeczywiście, opowiadanie napisałem w oparciu o prawdziwą historię. Rzecz dotyczy żydowskiej rodziny Gryzoletów, która miała słynny sklep z futrami na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Królewskiej w Lublinie. Swoją córkę wysłali przed wojną do Francji – wraz z biżuterią, dolarami, całym dorobkiem rodziny. Dzięki temu przeżyła wojnę w środowisku francuskich prostytutek. Gdy i we Francji zaczęło się polowanie na Żydów, Zofia Gryzolet nie wytrzymała w pewnym momencie napięcia i zatrzymana przez esesmana, przyznała się, że jest Żydówką. Niemiec, który sprawdzał jej dokumenty i bardzo się starał, by odczytać jej nazwisko z francuska, odpowiedział na to: "Zamknij się, kretynko. Za ładna jesteś na miejsce, do którego chcą cię zawieźć”...

• Znakomicie wpisała się ta historia w "Citybooks” i pana wizytę we Francji.


– Miałem ją w głowie od dawna, ale nie byłem pewien, czy historia Zofii Gryzolet mogła się wydarzyć w takim małym mieście jak Chartres. Jednak, gdy przyjechałem na miejsce, dowiedziałem się, że tu również ukrywali się w czasie wojny Żydzi z Polski. Powstało mocne opowiadanie, z którego jestem naprawdę zadowolony, a to nie taki częsty stan. Jest ono już w tłumaczeniu i wkrótce ukaże się na stronie projektu "Citybooks”.

• Ma pan jeszcze czas i ochotę na czytanie?


– Kiedy piszę, nie czytam. No, może czasem gazetę… A gdy nie piszę, to zazwyczaj czytam kryminały. Dla przyjemności, ale też trochę dlatego, że to jednak mój zawód i muszę wiedzieć, co się dzieje na rynku. Dla czystej przyjemności, niestety, rzadziej, niżbym chciał, książki zupełnie inne niż te, które sam piszę – jestem na przykład fanem Jacka Dehnela. No i, oczywiście, dużo historycznych tekstów, z których się uczę. Dzięki temu mogę możliwie wiernie przywoływać historię w "Maciejewskich”. Teraz z ciekawością czekam na nowy przewodnik po Lublinie, licząc, że czegoś się z niego dowiem, chociaż, oczywiście, nie zamykam swoich zainteresowań między rogatką warszawską a bychawską. Jedną z kolejnych powieści o Maciejewskim planuję umiejscowić w Zamościu lat 20.

• Czego panu życzyć w przededniu wydania nowej książki?

– Nie przesadzajmy z tym przededniem! Ale bardzo proszę o życzenia szybkiego zamknięcia prac redakcyjnych i ukazania się książki w tym roku. Zainteresowania czytelników nie mniejszego od dotychczasowego, chociaż i tak moi czytelnicy, nie tylko lubelscy, dają mi wiele powodów do radości. No i może nagrody Wielkiego Kalibru za najlepszy kryminał 2011 roku? Wydaje mi się, że "A na imię jej będzie Aniela” ma szansę godnie powalczyć z konkurencją.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
bosman
Przemysław Leniak
Przemysław Leniak
(9) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

bosman
bosman (9 lutego 2014 o 11:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

ksiązka beznadziejna,a topografia zakłamana.Szczyt to pomylenie nazw rzek w Lublinie(a są tylko trzy).

Rozwiń
Przemysław Leniak
Przemysław Leniak (7 grudnia 2012 o 11:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
sorrki 2 razy poszło
Rozwiń
Przemysław Leniak
Przemysław Leniak (7 grudnia 2012 o 11:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Wroński jest do bólu postmodernistyczny i poprawny ;-)
dobra bezpieka, komuniści do rany przyłóż itp itd.
taka moda to raz a dwa że pisze przecie głównie dla potomków tych komunistów i bezpieczniaków
nie pisze tak naprawdę o historii
jego książki są o tym co dzieje się dziś a właściwie nawet nie o tym co się dzieje tylko o tym co mogłoby się dziać
historyczna dekoracja jest tylko dekoracją
schemat książek Wrońskiego nie odbiega od wzorca
Maciejewskie są sztampowe - nie ma co ukrywać
ale czyta się raczej dobrze o ile traktuje się je jako czytadła a nie jako literaturę z jakimiś ambicjami
...
cóż to co mi osobiście przeszkadza najbardziej to nawet nie pewna naiwność fabuły - wiadomo taka nisza rynkowa czy plakatowość postaci bo tę rekompensuje odnajdywanie ich współczesnych pierwowzorów ale błędy wynikające z niechlujstwa takie jak czytanie przez Maciejewskiego gazety w jidisz (rozumiał bo znał niemiecki ale jak przeczytał nie wiadomo bo liter hebrajskich przecie nie znał) w pierwszej książce
cóż trochę tego popełnił niestety
...
w każdym razie nie ma co przesadzać
ani w zachwycie ani w oburzeniu
Rozwiń
gość
gość (7 grudnia 2012 o 10:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ten Wroński jest chory z nienawiści do Polaków mały człowiek .Z książki na książkę odkrywa sie bardziej . Paszkwil to za mało żeby to określić ,zawsze sie zastanawiam że jak tak żle tu żydom czego nie wyjada ,a historycznie tzw. pogrom kielecki zrobiło żydowskie ub hummer i spólka panie pseudo historyku.Może panie pisarzu napisze pan książkę jak pańscy pobratymcy maczali paluchy w mordowaniu tysięcy Polaków ,poczynając od 17 września 1939 roku do końca lat 50-atych .
Rozwiń
Karol
Karol (1 lipca 2012 o 15:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Karol' timestamp='1341150253' post='644705']
@Cohen-to chyba zart z Twojej strony? Czy Twoim zdaniem,kazdy pisarz "manipuluje faktami"? Czlowieku,poamietaj sie!!!
[/quote] -Oczywiscie,powinno byc: "Czlowieku,opamietaj sie!!!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (9)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!