wtorek, 24 października 2017 r.

Magazyn

Wszystko dla moich dzieci

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 czerwca 2008, 20:06

Ból nie opuszcza Barbary ani na chwilę. Nie pozwala jej spać, chodzić, nawet wstać z łóżka jest jej już ciężko.

To rak z przerzutami, o którym Barbara dowiedziała się miesiąc temu, nie daje o sobie zapomnieć.

Pierwszy raz sama

W malutkim pokoiku jest czyściutko. W kuchni czeka ugotowany obiad. Do Barbary tuli się 9-letnia Ola, która właśnie wróciła do domu ze szkolnym świadectwem i dyplomem za świetne wyniki w nauce.

- Zdolna dziewczynka - uśmiecha się z trudem Barbara. - Bystra i pracowita. Taka wszystkiego ciekawa. Pierwszy raz poszła sama odebrać świadectwo...

Ola jest najmłodsza z całej czwórki rodzeństwa. Jest jeszcze 11-letnia Klaudia (też wróciła z zakończenia roku), 15-letni Patryk (wychodzi z psem na spacer) i 20-letnia Anita (szykuje się do pracy).

- Nie mogę rozmawiać o mamie, po prostu nie mogę... - Anita odwraca głowę, żeby nie było widać jej łez. - Nie wierzę, nie godzę się... Ona jest dla nas wszystkim.

Matka Polka

Barbara opowiada o sobie niechętnie - Bo o czym tu mówić? - Znacznie chętniej mówi o dzieciach. Że każde inne, ale wszystkie kochane. Poszłyby za sobą i za nią w ogień. - Patryk, jak to chłopak, zamknięty w sobie. Ale uczuciowy i wrażliwy bardzo. Nasz opiekun. Anita jest już dorosła, ale chyba nigdy na swoje nie pójdzie. Taka ze mną jest związana. Martwię się o Klaudię, bo ona wszystko mocno przeżywa do środka. Ma ciężkie migreny. Nie lubię się z nią rozstawać nawet na chwilę.

Pierwsza na świat przyszła Anita. Owoc pierwszej młodzieńczej miłości. Barbara miała wtedy 18 lat i nade wszystko pragnęła założyć rodzinę. - Byłam jedynaczką, rodzice rozwiedli się, gdy miałam 9 lat. Ojciec się strasznie nad nami znęcał - wspomina.

- Sławek był wielkim mężczyzną i wiedziałam, że ojciec będzie się go bał, nie podskoczy mu i może wreszcie skończy się bicie. Co tu dużo mówić, chciałam wyrwać się z piekła.

Małżeństwo przetrwało 2 lata. Potem Barbara poznała na targu Zbyszka i zakochała się na zabój. Po ślubie na świat przychodzą po kolei: Patryk, Klaudia i Ola.

Zapomniałam o sobie

- I co ja mogę jeszcze powiedzieć o tym swoim życiu? - zastanawia się głośno. - Ciągle wiatr w oczy i ciężka praca. Na czarno, żeby było więcej, żeby dzieci miały na wszystko... Człowiek wstawał raniutko, dom ogarnął, dzieci do szkoły wyprawił i już do roboty na targ. Tak dzień po dniu. Wszystko było na mojej głowie, bo mąż nie interesował się rodziną. Kiedy był czas, żeby o sobie pomyśleć? O tym, żeby pójść do doktora, przebadać się, mowy nie było. Ja byłam na ostatnim miejscu.

3 maja Barbara po raz pierwszy od lat spotkała się z lekarzem. Patryk i Anita siłą zaciągnęli ją do szpitala, gdy nie mogła już znieść bólu brzucha, który męczył ją od jakiegoś czasu.

- Jeszcze na izbie przyjęć chciałam stamtąd uciec, tak się okropnie bałam. Ale dzieci mnie nie puściły - przyznaje Barbara. - "Czego pani ode mnie oczekuje w takie święto?” naskoczył na mnie pan doktor. Pomocy, odpowiedziałam.

Przy matce

W szpitalu spędziła 3 tygodnie. Ból był coraz większy, leki coraz mocniejsze. - Pyralgin już nie działał, jedynie plastry przeciwbólowe trochę pomagały - wzdycha Barbara. - Ciężko było, nie powiem, ale jak przychodziły dzieci to jakoś człowiek brał się w garść i nie myślał o cierpieniu.

Dzieci siedzą przy Barbarze od rana do nocy. Patryk potrafi przybiec nawet kilka razy dziennie. Klaudia i Ola przytulają się do matki i tak trwają godzinami. Są milczące i bardzo poważne.

- Co za wspaniała rodzina! Te dzieci za matką by w ogień poszły - zachwycają się pacjentki, które leżą z Barbarą na sali.

Lekarze milczą

Barbara nie ma pojęcia, co jej jest. Z urywków zdań domyśla się, że coś poważnego. Któregoś dnia słyszy, jak lekarze mówią do siebie: "to chłoniaki”.

Dzwoni do kuzynki i prosi, żeby sprawdziła, co to takiego. Potem do najstarszej córki. Anita płacze, nie wierzy - nie chce wierzyć - że mama może być poważnie chora.

W domu

22 maja Barbara wychodzi ze szpitala. Na odchodnym dostaje kartę wypisową. Czyta i oczom nie wierzy. Rozpoznanie: Rak nisko zróżnicowany, zmiany przerzutowe. Wskazania: konsultacja onkologiczna i plastry przeciwbólowe.

- Nikt mi nawet słowa nie powiedział, gdzie pójść, co robić... A ze mną coś takiego się zrobiło, że nie chciałam o tym myśleć, wyrzucałam te straszne zdania ze swojej głowy. Chciałam cieszyć się dziećmi, znów o nie zadbać. Ale sił z każdym dniem było mniej. I ten ból...

Barbara nie rozmawia z nikim o swojej chorobie. Nawet nie wie dokładnie, co jej jest. Nie idzie do żadnego lekarza, bo po pierwsze, nie może już w ogóle wyjść z domu, a po drugie, nie ma pojęcia, gdzie szukać onkologa. Tak upływa cały miesiąc.

Dla nich żyję

Obok Barbary kładą się po obu stronach Ola i Klaudia. - Leżymy tak godzinami. Gdy zamknę oczy, sprawdzają, czy wszystko jest ze mną w porządku. Ostatnio spytały: Czy ty mamo umrzesz? - kobieta zawiesza głos.

Od Barbary właśnie wyszedł lekarz z hospicjum; przyniósł jej plastry przeciwbólowe. Pielęgniarka pobrała krew, za kilka dni będą wyniki. Zaraz przyjdzie pani psycholog, żeby porozmawiać o tym, co jest i co będzie. Wystarczyło kilka naszych telefonów, by losem chorej kobiety zainteresować kogo trzeba. By rodzina nie była sama ze swoim dramatem.

Basia próbuje się uśmiechnąć. - Ja się już o siebie nie martwię. Taką dostałam pomoc od ludzi, jak nigdy jeszcze. Bardzo wszystkim dziękuję, z całego serca... Ważne, że mniej boli, że plastrów mi nie zabraknie. Teraz myślę już tylko o dzieciach. Żeby nie chodziły takie smutne, żeby miały trochę radości z tych wakacji... Żeby szczęśliwie im się wszystko ułożyło. Przecież ja tylko dla nich żyję.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
rybkik
maggusia85
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

rybkik
rybkik (9 lipca 2008 o 21:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rozwiń
maggusia85
maggusia85 (5 lipca 2008 o 00:06) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Straszna historia...tyle takich tragedii wokoło, że się włos na głowie jeży... moja mama też miała raka, ale to jest choroba, o której się nie zapomina... poza tym źle się czuje, boli ją chore miejsce..niedawno umarła jej koleżanka, która cały czas po operacji na nowotwór była pod kontrolą lekarzy...przerzuty... :/ współczuję tej rodzinie...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!