wtorek, 21 listopada 2017 r.

Magazyn

Wszystko tobie, socjalistyczna ojczyzno!

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 lipca 2003, 11:46
Autor: Oprac. M.T.V

Po co piłkarz piłkę kopie, a uczeń chodzi do szkoły? Dla własnej przyjemności, zdobycia sławy, wykształcenia, zawodu? To też, ale przede wszystkim dla ukochanej, socjalistycznej ojczyzny, uczczenia 60. urodzin umiłowanego przywódcy i Lipcowego Święta… Jeśli ktoś sądzi, ze rzecz będzie o Korei Północnej – jest w błędzie. To będzie o nas – sprzed 51 lat.





W lipcu 1952 roku niemal nad połową świata dyktatorskie rządy wciąż jeszcze sprawował Józef Wissarionowicz Stalin, ogłoszony przez propagandę naszego „baraku” najbardziej postępowym człowiekiem w dziejach ludzkości (w następnym roku umarł, część historyków uważa, że został otruty przez żądnych władzy współtowarzyszy; dziś trudno w to uwierzyć, ale wielu prostych, a nawet wykształconych, ale ogłupiałych ludzi płakało!), a drugą „zaplute karły reakcji zgniłego Zachodu”. Dla podległej ZSRR Polski miesiąc ten był szczególny – 22. lipca każdego roku obchodzono z wielką pompą rocznicę zastąpienia jednego okupanta Polski przez drugiego. Momentem przełomowym było ogłoszenie - właśnie tego dnia 1944 roku - w przejętym przez wojska radzieckie Chełmie, manifestu marionetkowego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, dokumentu zredagowanego zresztą w Moskwie. 22 lipca – jako Święto Odrodzenia Polski – miał w kalendarzu czerwoną kartkę i przez ponad 30 lat był, obok Święta Pracy i Rocznicy Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej, dniem największej komunistycznej hucpy na ziemiach polskich po zakończeniu II Wojny Światowej. Dla uczczenia tego święta aktyw partyjny i administracja mobilizowały całe społeczeństwo, które, chcąc, nie chcąc (chcących wcale nie było tak mało…) brało udział w tragifarsie, jakiej dziś nie powstydziłaby się nawet Korea Północna.
Z Lubelszczyzny, czyli kolebki PRL, w szczytowym okresie rozkwitu stalinizmu, w lipcu 1952 roku, jej syn Bolesław Bierut (lublinianin), zapewne był dumny. Oto, jak szykowaliśmy się do obchodów Lipcowego Święta i towarzyszącego mu Zlotu Młodych Przodowników Budowniczych Polski Ludowej – przykładowe inicjatywy na podstawie publikacji w „Sztandarze Ludu”.
Na początku było jajo
Długo przed Lipcowym Świętem, bo już w I kwartale 1952 r., chłopi z Wyryk w powiecie włodawskim – jak donosi korespondent J. Papiński - oddali państwu jaja, wykonując plan zobowiązań w 500 procentach. W imieniu państwa jaja odebrał Referat Skupu Jaj i Drobiu GS „Samopomoc Chłopska” w Wyrykach. Po pozbyciu się jaj chłopi oddali kury (198 proc. planu). Z pierzem poszło im gorzej – plan przekroczyli już tylko o 13 proc.
Na złość kapitalistom będę się uczył
W Międzyrzecu Podlaskim jest Państwowe (a jakie miałoby być?!) Technikum Handlowe, którego uczniowie, nie dość, że sami się uczą, to jeszcze będą edukować mieszkańców miasta – „dla uczczenia” przeprowadzą dyskusje nad książkami Prusa „Lalka” i „Faraon”.
W niedalekim Malanowie też nie zasypiają gruszek w popiele -- harcerze „zorganizowali zespół samopomocy koleżeńskiej i otoczyli opieką słabszych w nauce kolegów. Naturalnie, „dla uczczenia Zlotu”.
Ale to jeszcze nic w porównaniu z harcerzami z Jalnicy – „postanowili tak się uczyć, by wszyscy przeszli do następnej klasy”, czy z uczniami Zasadniczej Szkoły Metalowej nr 2 przy LFMR, którzy „walczyć będą o lepszą frekwencję w szkole”!
Każda sztuka się liczy
Artyści, jak wiadomo, gnuśni i leniwi są, ale gdy socjalistyczna ojczyzna w potrzebie, też potrafią zakasać rękawy:
„Dla uczczenia Zlotu pracownicy Państwowego Teatru im. Juliusza Osterwy wystawią ponad plan jedną sztukę w roku bieżącym bez kosztów zasadniczych” – donosi „Gazetka Zlotowa” nr 17
We Włodawie, czyli nad morzem prawie
Urzędnicy z Kodeńa i Wyryk mogą się cieszyć: z okazji Święta Wyzwolenia Polski inspektorzy z Powiatowej Rady Narodowej we Włodawie zrobią im nadzwyczajne trzepanie. Po prostu w ten sposób – urządzając „2 ponadplanowe inspekcje” -- włodawscy kontrolerzy pragną dać wyraz swemu zaangażowaniu w budowę lepszej przyszłości narodu, co zapowiadają w „Sztandarze Ludu” z 13 lipca 1952 r.
W ogóle urzędnicy PRN we Włodawie potrafią się znaleźć: np. zatrudnieni w Referacie Wyznań podjęli zobowiązanie, że na terenie tego miasta (nadmorskiego?) zorganizują koła… Ligi Morskiej.
Jak z ofermy Onaka pchor. Sowa zrobił świetnego wojaka
Wróg nie śpi i tylko czyha, by zlokalizować nasze dzielne siły zbrojne. Ale „Sztandar” też czujny i żadnych namiarów nie poda. Jak zatem napisać o cennych inicjatywach wojska? Bardzo prosto:
„W N-tej Szkole Oficerskiej”, w plutonie „oficera” (stopień dla wroga widać ma znaczenie) Kaduszkiewicza był sobie wojak Onak, który „mimo dokładnej znajomości innych tematów wyszkolenia słabo strzelał”. Do czasu. Zajął się nim kapral pchor. Sowa, a ten już zna się na rzeczy. Efekt? „Pchor. Onak uzyskał podczas ostatniego strzelania wynik bardzo dobry”. Tytuł artykuliku z 1 lipca 1952 r.: „Żołnierze na cześć Zlotu”.
Chłop też normie nie przepuści
Mimo kułackich knowań, świadomość lubelskiego chłopa rosła, niczym modna w 1952 r. radziecka kukurydza. Z meldunków korespondentów terenowych wynika, ze nawet niebo sprzyjało przedzlotowym zobowiązaniom zsyłając wymarzona pogodę. Niemal wszyscy (z wyjątkiem kułaków i bumelantów -- wymienianych z nazwisk i adresów!) pracowali radośnie, z pieśnią na ustach, ochoczo przekazując państwu obowiązkowe dostawy i bijąc rekordy przedterminowego wykonywania podorywek. Sołtysi z gminy Zabłocie w powiecie Biała Podlaska dostali zaś takiego popędu do roboty, że pojechali do PGR w Jabłecznej i jednego dnia skosili 6 ha pegeerowskiej łąki. Naturalnie – dla uczczenia.
Najliczniejsze, najbardziej spektakularne sukcesy odnosiła – rzecz jasna – klasa robotnicza. 300, 500, 700 procent wykonania normy produkcyjnej w lipcu 1952 r. było… normą. Jednak to, czego – wedle gazety – dokonała 15 lipca brygada Gustawa Trycha, tzw. „trójka murarska” na budowie FSC (fundamenty Centralnego Laboratorium), było absolutnym rekordem Polski (a może i świata, ale kto by się odważył to ogłosić i drażnić niepokonany ZSRR?!). Sam tytuł głównej wiadomości na pierwszej stronie „Sztandaru” mówi wszystko: „Wczoraj padł w Lublinie nowy rekord Polski w murarce zespołowej 121.055 cegieł w niepełnych 8 godzin!”
Czy ktokolwiek mógł uwierzyć w taką liczbę? Gazeta jednak nie ma oporów i podaje następną do wierzenia: z tych cegieł powstało 290,36 metra sześciennego muru. Jak by komu było mało, to niech się dowie, że Trych i jego pomocnicy Kaczmarek i Skotarczyk (w publikacji bezimienni) nie pracują jak istoty z tej ziemi, które w miarę zmęczenia spowalniają tempo pracy. O, nie! Lubelscy murarze pracują tak, jak powinien pracować człowiek socjalistyczny – robota dodaje mu energii. W pierwszej godzinie od startu trójka układała cegły z prędkością 76 sztuk na minutę, a w ostatniej dochodziła nawet do 107.
Z całą pewnością byli tacy, co uwierzyli…



  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!